Watykan twierdzi, że ostatnia armia najemników na świecie – Gwardia Szwajcarska, uzbrojona w halabardy i gaz pieprzowy – jest niezbitym dowodem tego, że jest państwem, które powstało kiedy faszystowski dyktator Benito Mussolini oddał papieżowi skrawek Włoch w centrum Rzymu. Możliwość powstania nowego państwa przez zrzeczenie się władzy nad częścią swojego kraju przez jego przywódcę jest bardzo ryzykowna i sprzeczna ze wszystkimi doświadczeniami historycznymi. Gdyby trzymać się tej logiki to na przykład premier Iraku mógłby ogłosić, że bazy wojskowe w których stacjonują polscy żołnierze oddaje Polsce. To by znaczyło, że jego jednym podpisem z Iraku zniknęliby wszyscy polscy żołnierze i nagle znaleźliby się w Polsce. Byłoby jeszcze gorzej gdyby oddał te bazy Chinom – rozpoczęłaby się pierwsza polska okupacja Chin. Watykan służy papiestwu głównie do utrzymywania „państwowych” wizyt czyli pokrywanych przez podatników. Kiedy papież chce nie płacić za podróż zagraniczną jest głową państwa, Jego Ekscelencją Józefem Ratzingerem. Kiedy już wyląduje zamienia się w przywódcę religijnego – Jego Świątobliwość Benedykta XVI.

Decyzja Sądu Najwyższego USA z 28 czerwca osłabia ten przywilej i potencjalnie może doprowadzić do zakwestionowania statusu Watykanu a tym samym darmowych podróży po świecie i przywilejów w ONZ. Ponadto oznacza, że pod przysięgą mogą zeznawać przedstawiciele Watykanu, np. nuncjusz apostolski. Wszystko za sprawą John Doe przeciwko Stolicy Apostolskiej. Jest to pseudonim mężczyzny pochodzącego z Seattle, który w 1965 był wielokrotnie wykorzystany seksualnie przez księdza Andrew Ronan. Pedofil karierę księdza zaczynał w Benburb w archidiecezji Armagh w Irlandii. Tam przyłapany na gwałceniu chłopców został dla świętego spokoju przeniesiony do męskiego liceum świętego Filipa w Chicago gdzie mógł molestować dalej. Przyłapany po raz kolejny na seksie z trzema chłopcami został ponownie przeniesiony, tym razem do kościoła św. Alberta w Portland w stanie Oregon. Tam jego ofiarą został chłopiec znany dziś jako John Doe. Kiedy i to się wydało przełożeni stracili cierpliwość i w 1966 roku wyrzucili go ze stanu duchownego. Przestępca zmarł w 1992 roku. W 2002 roku dojrzały mężczyzna postanowił udowodnić, że pedofil był przenoszony z miejsca na miejsce przez Watykan, który jest tym samym odpowiedzialny za jego krzywdę. Sprawę prowadzi Jeffrey Anderson, uznawany za najlepszego prawnika na świecie specjalizującego się w sprawach o odszkodowania za przestępstwa seksualne. „Dzisiejsza decyzja sędziów jest odpowiedzią na modlitwy dosłownie tysięcy ofiar molestowania seksualnego, którzy wreszcie mają realną możliwość uzyskania sprawiedliwości i prawdy o udziale przywódców watykańskich w ukrywaniu przestępstw księży katolickich przeciwko bezbronnym dzieciom. W imieniu ofiary w tej sprawie i wszystkich odważnych poszkodowanych, którzy przez pokolenia spotykali się z zaprzeczeniami przywódców Watykanu dziękujemy sędziom za ich odwagę, by pozwolić kontynuować ten proces. Nareszcie uzyskaliśmy szansę na sprawiedliwość, pociągnięcie do odpowiedzialności i uleczenie ran” – powiedział. Doprowadzenie do tej przełomowej decyzji zajęło mu osiem lat a jest to i tak dopiero „początek nowej i niezwykle trudnej drogi”, jak sam określił. Sąd Najwyższy USA oddalił bez rozpatrywania wniosek, który złożył sam Watykan iż nie może być sądzony gdyż chroni go ustawa z 1976 roku zakazująca sądzenia państw. Od ustawy są jednak wyjątki. Można bowiem pozwać osobę „działającą w zakresie swojego urzędu lub zatrudnienia” za przestępstwo popełnione przeciwko obywatelom amerykańskim. Decyzja oznacza otwarcie nowego etapu procesu. Jeffrey Anderson przed sądem stanowym w Oregonie może zażądać dokumentów, których wydania wcześniej odmówiono powołując się na immunitet Watykanu. Prawnik Kościoła Jeffrey Lena przegrał bitwę, ale nie składa broni. Jest przekonany, że sąd stwierdzi, że księża pracownikami nie są. Był jednak tak samo przekonany, że Sąd Najwyższy zakończy sprawę orzeczeniem, że Watykanowi przysługuje immunitet. Do wygrania Anderson musi teraz udowodnić dwie rzeczy. To, że księża są pracownikami Stolicy Apostolskiej i to, że Stolica Apostolska świadomie przenosiła zboczeńców z miejsca na miejsce w celu uniknięcia sprawiedliwości. Za pierwszym Anderson zebrał już mocne dowody, jak choćby to, że Kongregacja Doktryny Wiary nadzoruje księży i może ich zwolnić. Drugie chce udowodnić w oparciu o „Crimen Sollicitationis” z 1962 roku czyli przed wykorzystaniem powoda. Watykan już ogłosił, że księża nie są ani przedstawicielami ani pracownikami w rozumieniu amerykańskiej ustawy a tym samym nie ma podstawy prawnej do kontynuowania procesu. To druga linia obrony. Trzecią i ostatnią jest twierdzenie, że „Crimen Sollicitationis” nie jest „dymiącą strzelbą”.

Formalnie decyzja Sądu Najwyższego nie oznacza, że Watykan nie jest państwem ponieważ stosunki dyplomatyczne utrzymuje rząd. USA uznały Watykan za państwo w 1984 roku, pięć lat przed Polską. Jednak wyjątek, który chce wykorzystać amerykański prawnik byłby na tyle duży, że traktaty laterańskie, które powołały Watykan w 1929 roku w praktyce nie miałyby znaczenia. O wadze tego wydarzenia świadczy to, że zarówno administracja Busha jak i Obamy twierdziły, że Watykanowi przysługuje immunitet należny państwom. Jeden z prawników porównał wręcz tę decyzję do zburzenia muru berlińskiego. Pierwsze próby uzyskania zadośćuczynienia dla ofiar w latach 80-tych spotykały się z decyzjami sądów, że byłoby to naruszenie Pierwszej Poprawki (zasady szeroko rozumianej wolności religijnej). „Świat został wstrząśnięty powolnym odkrywaniem skali tego skandalu. Sędziowie reagują w ten sam sposób. Ludzie mają tego dosyć”, skomentował Steve Rubino, który reprezentował wówczas ofiary. Droga jaką przebyło samo odbieranie skandalu pedofilskiego w ciągu dwudziestu lat jest więc nieprawdopodobna i odzwierciedla upadek autorytetu Kościoła tak w USA jak i poza nim.

Na niekorzyść pozwanego czyli Stolicy Apostolskiej działają dalsze reakcje ukazujące prawdziwy stosunek do skandalu. W Belgii przeprowadzono „operację Chalice” czyli przeszukanie przez policję siedziby kościelnej komisji do spraw pedofilii w Leuven (powołanej w 2000 roku), siedziby episkopatu w Brukseli, posiadłości emerytowanego arcybiskupa Godfrieda Danneelsa w Mechelen i tamtejszej katedry św. Rumbolda (włącznie z wywierceniem dziury w krypcie przez którą wpuszczono kamerę) w poszukiwaniu dowodów na ich wiedzę o pedofilii w kościele belgijskim. Biskupi, zatrzymani podczas zebrania, byli przesłuchiwani przez dziewięć godzin. Jedyną osobą zwolnioną z przesłuchania był nuncjusz apostolski Giacinto Berloco – ze względu na immunitet. Akcja 30 policjantów nastąpiła po nabraniu przez policję podejrzeń, że Kościół nie stosuje się do zasady przekazywania informacji o przestępstwach seksualnych ustalonej w latach 90-tych. Policja zabrała całe archiwum komisji – 475 osobnych spraw. Niewykluczone są wkrótce aresztowania biskupów i innych kościelnych osobistości za ukrywanie przestępstw, co wciągnęłoby Kościół i papieża jeszcze głębiej w kryzys. Watykan jest już o krok od momentu w którym sytuacja wymknie mu się spod kontroli, np. rządy zawieszą stosunki dyplomatyczne lub policje zaczną przeszukiwać siedziby episkopatów. Członkowie komisji podali się do dymisji i w praktyce przestała ona funkcjonować. „Numer dwa” czyli Sekretarz Stanu kardynał Bertone wezwał ambasadora Belgii przy Watykanie i wręczył mu ostrą notę protestacyjną. „Nie ma precedensu dla czegoś takiego nawet w reżimach komunistycznych” – powiedział dziennikarzom dwa dni po akcji. Porównał zatrzymanie biskupów (przeprowadzone tak samo jak w każdej innej sprawie) do „porwania”. A więc listy otwarte z przeprosinami, teatralne gesty o „wybaczenie przez Boga” i własne komisje tworzone jako zasłona dymna – tak, ale dzielenie się wiedzą z policją i podleganie prawu – nie. Dalsze ukrywanie pedofilów to prosta droga do przegrania w USA całego procesu w którym stawką jest przetrwanie Kościoła.

Maciej Psyk

Facebook Comments

Post a comment