Cóż może być śmieszniejszego niż strzał w stopę? Efektowne wykończenie samego siebie palnięciem głupstwa, które obraca się przeciwko temu, kto nie zdawał sobie sprawy ze znaczenia lub konsekwencji tego co robi lub mówi? Kościołowi takie strzały w stopę udają się nadspodziewanie często. Tylko dyspozycyjność mediów i resztki kultu jednostki powodują, że w Polsce przechodzi to prawie bez echa. Prawie, bo jedną z niewielu osób zdolnych to zauważyć – i, jak w starym dowcipie z czasów głębokiego PRL, jedyną osobą zdolną to napisać i w dodatku się podpisać – jest Członek Parlamentu Europejskiego Pani Joanna Senyszyn. 19 maja na swoim blogu napisała notatkę „Kolejny samobój Kościoła” o tym, że biskupom dzięki wojennej retoryce w którą sami się wpakowali udało się jednym pociągnięciem pióra wyrzucić z Kościoła katolickiego kilka milionów Polaków. Chodzi o to, że kto nie chce wsadzać do więzień lekarzy za in vitro ten nie może przystępować do komunii. Pod tym samobójem podpisali się biskup Kazimierz Górny i ojciec Andrzej Rębacz. Nie ubliżając babciom klozetowym Kościół wygląda jak babcia klozetowa krzywiąca się w geście obrzydzenia: „z tym to na pewno nie pójdę”. W Niemczech Kościołowi katolickiemu udało się doprowadzić do tego, że być ekskomunikowanym należy do dobrego tonu. Ekskomunikowani się bowiem z klucza wszyscy, którzy nie chcą płacić dodatkowego podatku kościelnego. Wynoszącego z reguły ponad 1000 euro rocznie. Jeszcze trochę ekskomunik i list komu nie wolno jeść Pana Jezusa i w Kościele katolickim zostaną tylko maniacy seksualni, gwałciciele dzieci i mafiozi. Tak naprawdę to właśnie ten podatek był powodem dla którego wystąpienie z Kościoła nabrało znaczenia praktycznego. Gdyby nie on sprawa pozostawałaby w sferze teologii. Strzelić sobie w stopę udało się także prymasowi Glempowi. 3 marca 2006 powiedział w wywiadzie dla KAI: „Przepis, który nie pozwala państwu wspomóc budowy Świątyni Opatrzności Bożej, jest dziwny. Budżet państwa składa się m. in. ze środków wypracowanych przez obywateli, którzy w ponad 90 proc. są katolikami”. Dziesięć dni później Watykan ustanowił procedurę występowania z Kościoła w odpowiedzi na pytanie przewodniczącego Episkopatu USA (w latach 2004-2007!) biskupa Williama Skylstad. Trudno o większą wpadkę. Prymas Glemp stanął na głowie żeby apostazji było jak najwięcej. Tak jak wystąpienie z Kościoła anglikańskiego w Wielkiej Brytanii jest głosowaniem nogami przeciwko obecności biskupów w Izbie Lordów tak wystąpienie z Kościoła katolickiego w Polsce jest głosowaniem nogami przeciwko usunięciu artykułu 10 Ustawy o gwarancjach wolności sumienia i wyznania czyli ostatniej zapory przed finansowaniem Kościoła.

Wygląda na to, że Kościół ma na koncie jeszcze jeden strzał w stopę. Tym razem o fundamentalnym znaczeniu. 21 kwietnia 2008 kanclerz diecezji w Southwark Andrew Lane odpisał apostacie z Kościoła anglikańskiego Johnowi Hunt: „Ponieważ obietnice złożone przez Pańskich rodziców i rodziców chrzestnych w Pańskim imieniu podczas chrztu były kierowane do Boga a nie do Kościoła, [Pańskie] członkostwo w Kościele ustało z powodu braku praktyk. (…) Nie istnieje centralny rejestr członków”. Jeszcze ważniejszy jest kolejny unik: John Hunt otrzymał inną odpowiedź, że „Kościół anglikański nie uznaje chrztu za znak członkostwa więc jakiekolwiek adnotacje przy wpisie [w księdze chrztu] byłyby niepotrzebne”. Wniosek z tego to typowe mydlenie oczu. Fundamentalne jest jednak to, że Kościół anglikański nie uznaje chrztu za znamię członkostwa. Rzecznik Kościoła anglikańskiego powiedział „The Times”, że liczba ochrzczonych nie jest podstawą do określania członkostwa (aczkolwiek okazało się to być niezupełnie prawdą). Kościół katolicki włożył wiele wysiłku w przekonanie wszystkich, że nie tylko to robi, ale przykłada do tego olbrzymią wagę. Mówi o tym pod różnym kątem szereg kanonów Kodeksu Prawa Kanonicznego (96, 849, 1267-70) oraz kanon 1213 Katechizmu Kościoła Katolickiego. Z tego powodu Kościół katolicki nie może twierdzić – jak nieudolnie przed sądem próbował proboszcz Edmund Łagód – że apostaci „nie mają z czego występować”. Sama instrukcja biskupów nazywa pozostanie katolikiem „obowiązkiem”! Prawdę powiedziawszy biskupi polscy nie mogli lepiej udowodnić, że apostaci są uznawani za członków i to wbrew ich woli. Żaden prawnik ani ateista nie udowodniłby tego lepiej. Instrukcja jeży się od kanonów z których wynika, że popełniają „przestępstwo”. Nie można było lepiej wykazać, że „formalne” członkostwo w Kościele katolickim to poważny problem, który należy rozwiązać. Zostaje tylko podziękować Konferencji Episkopatu Polski tej wspaniałej pracy na rzecz apostatów!

Maciej Psyk

Facebook Comments

Website Comments

  1. godot
    Odpowiedz

    CO trzeba zrobić w Polsce, aby być ekskomunikowanym? Czy koniecznie trzeba jechać „na roboty do Niemiec” i nie zapłacić podatku, pardon haraczu Kościołowi? 😉

Post a comment