Dramatyczne w III RP pytanie „kto do kogo przyszedł?” w swojej najnowszej odsłonie brzmi – „czy Michał Serzycki przyszedł do abp Kazimierza Nycza – rozmawiać o podleganiu przez Kościół Ustawie o ochronie danych osobowych?„. Takie pytanie nieodparcie się nasuwa po lekturze odpowiedzi GIODO do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie w sprawie II SAB/Wa 50/11. GIODO wreszcie „pękł” i napisał:

Odnosząc się do zarzutu Skarżącego nieudostępnienia mu pisma z akt sprawy o sygnaturze GI-DP-024/609/07 inicjującego wystąpienie Generalnego Inspektora do Arcybiskupa Kazimierza Nycza wskazać należy, iż pismo takie nie zostało przez Księdza Arcybiskupa skierowane do Generalnego Inspektora.

Skoro arcybiskup nic nie napisał do GIODO to czemu GIODO napisał do arcybiskupa? Wpadli na taki pomysł? Były na ten temat rozmowy. A przecież arcybiskup by się nie szlajał po jakichś restauracjach, skoro ma piękny pałac, który objął 6 marca 2007 roku – dwa i pół miesiąca przed wysłaniem pisma. Pikanterii sprawie dodaje fakt, że GIODO zapierał się rękoma i nogami, że „postępowanie jest prowadzone pisemnie„. Wtedy jednak chodziło o to, by „ukręcić łeb” skardze na księży katolickich z powiatu sieradzkiego

I pomyśleć, że to dopiero „zajawka” czekających nas atrakcji…