Watykan ułatwia apostazję” – z radością doniósł portal racjonalista.pl w sierpniu 2006. Zabrakło pytań „w jaki sposób”, „po co” i „a jak było wcześniej”, których niestety autor sobie nie zadał. Otóż niczego nie trzeba było ułatwiać, bo przed marcem 2006 szło to całkiem sprawnie czego dowodem jest sporo zaświadczeń dla polskich apostatów (w tym najważniejsze – odpis aktu chrztu ze stwierdzeniem zgodności z Księgą Chrztów). W latach 2002-2003 za sprawą zdecydowanej postawy włoskiego GIODO Stefano Rodota Episkopat Włoch przegrał w tej sprawie z kretesem wszystko co mógł. Na domiar złego – na podstawie transpozycji dyrektywy 95/46/WE, co groziło straceniem całej Europy. Kościół próbował chociaż wymagać osobistego stawiennictwa apostaty na plebanii (a nie wysłania pisma listem), ale i to mu się nie udało. Klęska była zupełna a konieczność reakcji pilna. W 2005 roku zaraza wystąpień „ustawowych” dotarła do Hiszpanii. Sytuacja stała się dla Kościoła fatalna – zorganizowani i zdeterminowani „wierni” kierowali do kurii setki wniosków o usunięcie ich danych z ksiąg chrztu. Diecezje Walencji i Madrytu nie miały wyjścia i musiały same skierować do sądów około 100 przypadków. Z przerażeniem patrzył na to Hiszpan, najwyższy w kościelnej hierarchii Kościoła człowiek Opus Dei – kardynał Julián Herranz Casado. Miał on jednak możliwość działania – był przewodniczącym Papieskiej Rady ds. Tekstów Prawnych. 13 marca 2006 roku wydał instrukcję na temat występowania z Kościoła, którą wysłano do wszystkich przewodniczących episkopatów krajowych. Było to danie do rąk prawnikom Kościoła w Hiszpanii argumentu, że wystąpienia są regulowane przez jego wewnętrzne prawo. Instrukcja była rozpaczliwą próbą powstrzymania wystąpień na podstawie ustaw o ochronie danych osobowych – bardziej niż czymkolwiek innym. Świadczy o tym dodana ukradkiem na samym końcu przestroga: „Z przekonaniem, że biskupi waszej Konferencji, świadomi zbawczego wymiaru wspólnoty kościelnej, dobrze zrozumieją motywacje pastoralne prowadzące do tych przepisów”. To kościelny szyfr: „pamiętajcie czemu to musimy zrobić i niech wam nie przyjdzie do głowy stosować tego inaczej”. Watykan do wydania instrukcji wykorzystał trzy wzmianki w Kodeksie Prawa Kanonicznego z 1983 roku jako uzasadnienie, że stanowi ona „uzupełnienie i rozwinięcie” tamtych zapisów. To nieprawda. Po pierwsze nie było to potrzebne przez ponad 20 lat, wydano ją zaś kiedy grunt zaczął się palić Kościołowi we Włoszech i Hiszpanii. Po drugie sama instrukcja została poddana drobiazgowej krytyce. Wreszcie po trzecie i chyba najważniejsze – same zapisy, które rzekomo precyzowała, zostały trzy lata później usunięte właśnie w jej wyniku! Nazywanie tej instrukcji „ułatwieniem” świadczy o kompromitującej nieznajomości wydarzeń kluczowych właśnie dla apostatów.

Sytuację tę dobrze omówiła Muriel Fraser z portalu concordatwatch.eu: „Tak długo jak Kościół kontrolował społeczeństwo ludzie mogli go opuścić w bezpiecznej grupie poprzez schizmę, ale teraz odbywało się w coraz większym stopniu na poziomie indywidualnym jako apostazja. Aby odnaleźć się w tej nowej sytuacji w 2006 Benedykt XVI napisał list do biskupów „Actus formalis defectionis ab Ecclesia catholica”. Wygląda on na próbę Watykanu przeszkodzenia państwu w pozwoleniu komuś opuszczenia Kościoła na własne życzenie. Kościół podkreślił, że tylko on może decydować czy ktoś może go opuścić i w państwach w których członkostwo w Kościele nie ma implikacji podatkowych władze cywilne nie mają procedur na występowanie z Kościoła i to ten list ustalił procedurę[1].

Co ciekawe potwierdzono to z drugiej strony barykady! Jimmy Akin, autor najlepszego katolickiego bloga w USA, nie miał wątpliwości do czego służy „Actus formalis”. Rozbił całą procedurę na poszczególne kroki i nie miał wątpliwości, że „jest oczywiste, że jest to znaaaaacznie trudniejsze niż dotychczas komentatorom się wydawało (…) Ludzie, którzy zdecydowali się wystąpić z Kościoła po prostu rzadko zamierzają przejść przez wymaganą procedurę. Ludzie, którzy naprawdę chcą opuścić Kościół po prostu go opuszczą i tyle”. Akin wręcz kpi, że biskupi mogą nie być skorzy do ekskomunikowania apostatów i ich „wypuszczania”[2]. Ekspert prawa kanonicznego Edward Peters zadał nawet ironiczne pytanie czy w świetle instrukcji z 13 marca 2006 można powiedzieć, że szesnastowieczni ojcowie protestantyzmu „formalnie wystąpili” z Kościoła katolickiego[3]! Napisał też szczegółową krytykę całej instrukcji z omówieniem jej konsekwencji.

Próba zatrzymania niewierzących była tak dramatyczna, że wywołało to cierpkie komentarze specjalistów prawa kanonicznego, ale dla części humanistów było to – uwaga – „ułatwienie”! Przypomina to stary dowcip radia Erewań: „Czy to prawda, że Watykan ułatwia apostazję? W zasadzie tak z tym, że nie ułatwia tylko utrudnia i nie apostazję tylko wystąpienie z Kościoła”. I jak tu się dziwić, że biskupi rządzą Polską, skoro nawet ich krytycy cieszą się z tego, że Watykan wyślizguje się spod dyrektywy 95/46/WE…

Maciej Psyk


[1] So long as the Church controlled society, people could only leave it in the safety of a group through schism, but now this is being done increasingly on the individual level as apostasy. To deal with this new situation, in 2006 Benedict XVI wrote a letter to bishops on “The formal act of defection from the Catholic Church”, (Actus formalis defectionis ab Ecclesia catholica). This appears to be the Vatican’s attempt to keep the state from allowing someone to leave the Church at will. The Church insists that only it can decide if someone can get out, and in countries where Church membership has no tax implications the state has no civil rules for leaving the Church and this papal letter now determines the process.

http://www.concordatwatch.eu/showtopic.php?org_id=1551&kb_header_id=33981

[2] http://www.jimmyakin.org/2006/04/formal_defectio.html

[3] http://www.canonlaw.info/2006/04/canonical-defection-just-got-harder-to.html