Dzisiaj mijają trzy lata od uchwalenia przez Konferencję Episkopatu Polski – nadal nieopublikowanego – projektu „dokumentu o apostazji”. Po kompromitacji z opartą na niczym ściągawką dla proboszczów beztrosko wrzuconą na episkopat.pl i publicznym końcu mitu jej obowiązywania w styczniu 2012 roku, biskupi ostatecznie przyjęli bardziej wyważony i stonowany projekt „ogólnopolskiego” dekretu w tej sprawie 13 marca 2012 roku. Nieoficjalnie wiadomo, że nosi tytuł „Dekret ogólny Konferencji Episkopatu Polski w sprawie wystąpień z Kościoła oraz powrotu do wspólnoty Kościoła„. Był to jednak dopiero pierwszy krok ponieważ KEP nie może czegoś takiego ogłosić bez zgody Watykanu (kontrolę dodatkowo zaostrzono w 2006 roku). Wysłano go więc w odpowiednie ręce (Watykan ocenia nowe zasady zastępujące „apostazję KEP-owską”, 23 sierpnia 2012) i zaczęło się czekanie na tzw. recognitio (zatwierdzenie projektu dające prawo do jego ogłoszenia). Episkopat czekał… i czekał… i czekał… i czeka do dzisiaj.

odp proboszcza s1Czekamy na to. Trudno powiedzieć, kiedy przyjdzie” – powiedział prymas w styczniu 2014. Dwadzieścia dni później po rozmowach w Watykanie przekazał ostatni strzęp informacji: „Ewentualnego doprecyzowania dotyczy także dokument o apostazji na którego recognitio czekamy„. To, że „sprawa się zatrzymałaprzyznał w grudniu Maciej Kawecki w dyskusji w Racjonalista TV. I najwyraźniej do hierarchii dociera, że tego recognitio nie będzie a przynajmniej nie po to żeby ratować kolonialne stosunki z polskim urzędem. Otóż pewien proboszcz Archidiecezji Warszawskiej wysłał niedawno przygotowane pismo z którego przebija świadomość braku wsparcia Watykanu. Pisze tak:

(…) w kwestii procedury formalnej apostazji Kodeks [Prawa Kanonicznego] się nie wypowiada, gdyż ustawodawca [tj. papież – MP] celowo pozostawia to zagadnienie w kompetencji kościołów partykularnych.

Hmm… raczej się nie wypowiada, bo w 1983 roku nikomu się nie śniło o jakimś „actus formalis defectionis” wymyślonym przez kardynała Herranza 23 lata później, ale idźmy dalej…

Status Kościoła partykularnego w Kościele katolickim, a w naszym przypadku instytucji Konferencji Episkopatu Polski (KEP), jest w zupełności kompetentny do uregulowania ww. procedury (kan. 755 par. 2 KPK). Stąd dla Kościoła katolickiego w Polsce to KEP ustanawia normy obowiązujące w tej materii.

Sięgnijmy do tego kanonu, który – jak twierdzi ksiądz prałat Henryk Bartuszek – załatwia problem recognitio od ręki. Okazuje się, że mówi o… popieraniu ruchu ekumenicznego i kierowaniu nim wśród katolików. 🙂 To już nawet nie jest manipulacja tylko desperacja i całkowity upadek. Do którego doprowadziła bandyterka polityczna polskich biskupów przyzwyczajonych do przesłuchiwania rządu, bo przecież nic innego. Nieprzypadkowo takiej farsy poza Polską nie ma nigdzie na świecie. Pismo to nie mogło powstać bez wiedzy kardynała Nycza. Najwyraźniej hierarchia sama już nie wierzy, że Watykan ich ocali przed skutkami własnej pychy.

Po trzech latach czekania na recognitio jak na Godota czas spojrzeć prawdzie w oczy i zrobić rachunek sumienia. Zaczynając od siedmiu grzechów głównych.

Facebook Comments

Comments are closed.