List otwarty do Pana dra Wojciecha Wiewiórowskiego

autor: ZeteS

Lektura Pańskich rozważań na portalu Lex.pl, dotyczących „nowej rzeczywistości prawnej” po ostatnich wyrokach NSA skłoniła mnie do kilku refleksji. To właściwy moment do ujawnienia szczegółów naszej strategii, której scenariusz, zmodyfikowany wiosną 2011 roku trafnie zakładał wszystkie późniejsze posunięcia GIODO i WSA, a niektóre wręcz prowokował. Pozwoli to jednocześnie uczestnikom i sympatykom naszej kampanii na zrozumienie jej zawiłości. Komentarze pod wpisami na portalu dowodzą, że pewna grupa czytelników pogubiła się w nich. Wątpliwości zainteresowanych dotyczą szczególnie automatycznej skuteczności tzw. „wystąpienia po włosku”, wobec braku jasnych sygnałów respektowania jego skutków na gruncie publicznoprawnym, a przede wszystkim znaczenia słynnego „i 3” dla możliwości uzyskania pełnej ochrony GIODO przez takie osoby. Zmienność naszego stanowiska w odniesieniu do „i 3” (zmierzamy do obalenia, czy bronimy?) również obliguje do ujawnienia założeń poczynionych na wstępie. Faktem jest, iż zapis ten został przemycony w nocy 19 czerwca 1997 roku do projektu UoODO (druk sejmowy nr 2462) przez „spółkę” pod przewodnictwem Pana Posła Jerzego Ciemniewskiego. W języku prawa nazywa się to „niekonstytucyjną procedurą” i jest wystarczającym powodem do wydania przez Trybunał Konstytucyjny orzeczenia o nieważności zapisu z powodu uchybień proceduralnych, bez względu na jego merytoryczną zawartość. Kolejnym faktem jest, że „i 3” jest sprzeczne z Dyrektywą 95/46/WE. Założenie, że żaden z upoważnionych do tego i znających fakty organów nie skieruje jednak wniosku do TK, wobec czego zapis będzie nadal funkcjonował, okazało się słuszne. Podobnie jak teza, iż żaden z organów nie zechce potwierdzić wyrugowania „i 3” z obrotu prawnego przez Dyrektywę. Dodatkowo WSA późniejszym uzasadnieniem odrzucenia takiej tezy, dając przy okazji dowody własnej ignorancji, wzmocnił przekonanie, iż wykazanie tego jest możliwe dopiero na poziomie organów europejskich. Wychodząc z tych założeń wiosną 2011 roku przekonałem ostatecznie Administratora portalu Wystap.pl do modyfikacji wstępnie założonego celu, wykazując, że obalanie „i 3” nie jest nam niezbędne, a dodatkowo wydłuży całą kampanię. Tak, Panie Ministrze, uknuliśmy wówczas spisek, mający na celu skompromitowanie stanowiska GIODO Pańskimi własnymi tezami. Strategia, której Maciek nadał kryptonim „slalom ZeteSa” z powodów oczywistych nie mogła być publicznie ujawniona wcześniej (czytają nas nie tylko sympatycy), niemniej jej realizacja możliwa była tylko zbiorowym działaniem wielu skarżących, którym w tym miejscu wypada podziękować za dotychczasowe zaangażowanie, skutkujące obecnym przełomem. W jednym miał Pan Minister 100% racji – te skargi to efekt zorganizowanych działań! Pańscy poprzednicy Ewa Kulesza i Michał Serzycki doprowadzili do tego, że dzięki inicjatywie Maćka (raz jeszcze wielkie dzięki!) ten ruch powstał i wspólnym wysiłkiem przywraca, stworzonemu działaniami Waszej trójki Generalnemu Inspektoratowi Ochrony Duchowego Obrządku właściwą nazwę i miejsce wskazane Ustawą. Zbiorowy atak pozorujący, że głównym celem jest obalenie „i 3” miał zmusić Pana (później WSA) do potwierdzenia jego dalszego obowiązywania i fundamentalnego znaczenia dla rozstrzygania o losach skarg. Oczywistym celem takiej taktyki było uniemożliwienie wykreowania już na tym etapie stanowiska na wzór późniejszej „zebry Wiewiórowskiego”, czyli stwierdzania braku możliwości działania organu bez jednoznacznego określania przyczyn. Sankcjonowanie takich rozstrzygnięć „mocą pieczątki” i późniejszego wyroku „zaprzyjaźnionego” WSA wydawało się nam możliwe i wydłużające dalsze działania. Ugruntowanie kolejnymi decyzjami Generalnego Inspektora oczekiwanych tez umożliwiło „bezpieczne” skierowanie we wrześniu 2011 roku pierwszych skarg w II instancji, które w odpowiedzi na uzasadnienie pierwotnego umorzenia zawierały sformułowania – „Wspomniana decyzja umotywowana została brakiem kognicji GIODO do wydania merytorycznej decyzji administracyjnej w oparciu o przepis art. 43 ust. 2 Ustawy o ochronie danych osobowych. Mówi on jednak (w powiązaniu z ust. 1) o danych „dotyczących osób należących do kościoła lub innego związku wyznaniowego, o uregulowanej sytuacji prawnej, przetwarzanych na potrzeby tego kościoła lub związku wyznaniowego”. Skarżący, zamiast nadal kwestionować „i 3”, zaczęli prosić o jego stosowanie dokładnie w brzmieniu zapisanym w ustawie, co zaplanowaliśmy znacznie wcześniej. Odpowiedzią na nasz ruch była zgodnie z oczekiwaniami „zebra Wiewiórowskiego” czyli „Equus giodus – sugerowana przez proboszcza dalsza przynależność do Kościoła (wariant czarny) lub fakt administrowania zbioru przez „związek wyznaniowy o niewątpliwie uregulowanej sytuacji prawnej” (wariant biały) stawał się w zależności od potrzeby mocniej akcentowaną przyczyną utraty kognicji. Obiecaliśmy już wówczas wykazać, że to jednak Equus asinus. Wyroki NSA zdejmując z zebry białe paski odsłoniły w pełnej okazałości „czarnego osła”. Dzięki zainicjowanej sprawie o wykładnię decyzji w trybie art. 113 kpa dowie się Pan również od NSA (pewnie za ponad rok) czy organ ma obowiązek jednoznacznie uzasadnić powody wydanej decyzji, czy też wystarczy „zebra” i pieczątka. Zarówno ta sprawa, jak i kilka innych, w których powód skargi w sposób oczywisty był mało istotny dla skarżącego(ej), powstały wyłącznie w celu zamykania Panu drobnymi niuansami kolejnych pól ucieczki na tej swoistej szachownicy. Dla osób żądających zapewnienia ochrony danych osobowych przez GIODO w związku z wystąpieniem z Kościoła zapis „i 3” tak naprawdę nie ma żadnego znaczenia. Ma znaczenie dla „należących”, bowiem ich dyskryminuje w zakresie możliwości uzyskania skutecznej ochrony własnych danych. Ale to już nie Pana wina (i nie nasz problem!), lecz „przemytników”, którzy niefortunnie dla własnych intencji skonstruowali ten zapis, nakładając tym samym na GIODO jednoznaczny obowiązek rozstrzygania przed wydaniem decyzji o statusie skarżącego. Oponując przeciwko Pańskim publicznym stwierdzeniom, iż „GIODO nie jest od rozstrzygania o przynależności do Kościoła”, wskazywaliśmy wielokrotnie w skargach, że Pan Wiewiórowski może nie chcieć, ale GIODO musi! Wyroki NSA rozstrzygają jednoznacznie o słuszności takiego poglądu, potwierdzając równocześnie, że reakcja proboszcza na tzw. „koło ratunkowe Dyrektor Krasińskiej” nie rozstrzyga o niczym w tym zakresie, zaś pomijanie jako dowodu oświadczenia woli skarżącego jest niedopuszczalne. Uzasadnienie dotychczasowego stanowiska GIODO (cytując za Lex.pl) jest żenujące: „do tej pory GIODO wychodził z założenia, że nie ma takich uprawnień, bo brak kognicji GIODO dotyczy całości zbiorów, ponieważ przepisy skierowane są nie na
administratora, tylko na zbiory, które ten administrator posiada
”. Oczywiście, że przepisy w tym aspekcie adresowane są do zbiorów. Dowodzą tego zapisy ustawy, komentarze, a także stanowisko WSA. Nie zmienia to faktu, że zbiór danych osób należących przestaje nim być z chwilą pojawienia się w nim danych osoby nienależącej. Fakt skierowania przepisów na zbiory daje Panu jeszcze szersze pole do działania, bowiem daje pełne ustawowe kompetencje w odniesieniu do całego zbioru, nie zaś pojedynczych danych! Dodatkowo taki zbiór podlega obowiązkowi rejestracji! Jedynym „lekarstwem” jest szybkie spełnienie przez proboszcza żądań skarżącego! Szczegółowy i szeroki wykład tego „elementarza logiki” m. in. w skardze do WSA o sygnaturze II SA/Wa 2107/12. Zapewne skomplikowana materia logicznego wywodu była przyczyną odroczenia ogłoszenia wyroku o 2 tygodnie do 19-go kwietnia. Trwa powoływanie eksperta czy wystarczy 0 do 4 w Naczelnym Sądzie Administracyjnym? Poziom argumentów GIODO z jednej strony dostarczał nam sporo zabawy (staraliśmy się rewanżować – infografiki, wierszyki w skargach!) i ułatwiał dalszą „grę”, z drugiej jednak drażniąca była świadomość, że traktuje Pan skarżących jak prawnych i logicznych analfabetów. Obecne wyroki NSA potwierdzają, że nimi nie jesteśmy. Zrealizowaliśmy równocześnie założony blisko trzy lata temu cel – wykazaliśmy, że dla uzyskania pełnej ochrony GIODO przez osoby występujące z kościołów i związków wyznaniowych o uregulowanej sytuacji prawnej funkcjonowanie w obrocie prawnym (bądź nie?) „przemyconego” „i 3” nie ma w istocie żadnego znaczenia! Pisemne uzasadnienia wyroków NSA dostarczą oczywiście szczegółowej wiedzy, nie zmienią jednak w niczym przełomowego znaczenia samych rozstrzygnięć w zakresie omówionym wyżej. To nie koniec naszych spraw i kontaktów z GIODO. Jeżeli jednak nadal chciałby Pan „wkładać kij w szprychy koła historii” kwestionowaniem oczywistych zapisów prawa, to warto przypomnieć, że stosownym do tego forum jest Sejm RP. To jedyne miejsce, gdzie do obrony idiotycznych tez wystarczy Pański autorytet. Łatwo dowieść np., że art. 17 Traktatu Lizbońskiego anuluje postanowienia art. 16! Nikt z obecnych nie oponował! Obrona równie ryzykownej tezy o braku kognicji w naszych sprawach okazała się (bez pomocy „zaprzyjaźnionego” WSA) niemożliwa. Wbrew Pańskiej woli przywróciliśmy ją urzędowi GIODO.
Dostrzegając w Pańskich rozważaniach dotyczących dalszych kroków GIODO w tych sprawach troskę o przyjęcie właściwej „metodyki oceniania, kiedy takie wystąpienie naprawdę nastąpiło”, kreślę kilka końcowych uwag dotyczących tej problematyki w odniesieniu do Kościoła Katolickiego, którego dotyczy przytłaczająca większość skarg.
Wie Pan równie dobrze jak my, że jego aktualna doktryna – kanon 11 KPK – wyklucza możliwość wystąpienia na gruncie prawa kanonicznego. Potwierdzili to m.in. cytowani wielokrotnie najznamienitsi w Polsce kanoniści ks. Piotr Majer i ks. Dariusz Walencik i jest to wiedza powszechnie dostępna. Art. 77 § 4 Kpa stanowi natomiast, iż fakty powszechnie znane organ bierze pod uwagę bez dowodu. „Ustalanie” czy biskupi diecezjalni przyjęli dokument KEP-u dotyczący tzw. apostazji niczego w tym zakresie nie zmieni. Oczywiście Episkopat Polski może (o ile nie położy temu kresu Watykan) oferować chętnym zabawę w „wystąpienie formalne, które nie jest faktycznym” i nawet łaskawie „nagradzać” wytrwałych stosowną adnotacją w księdze chrztów. Poszukiwanie jednak przez GIODO zarządzeń biskupów, gwarantujących skutki publicznoprawne wystąpienia, należałoby zacząć od wydania Papieżowi Franciszkowi nakazu administracyjnego zmiany doktryny, tylko po co się dalej ośmieszać? Pocieszający jest fakt, że zauważa Pan w końcowym zdaniu, iż „GIODO będzie musiał przyjmować, że publicznoprawne skutki wystąpienia mają miejsce nawet wówczas, gdy związek wyznaniowy twierdzi inaczej”. Możliwość, a nawet konieczność zastosowania takiego rozwiązania przewiduje art. 1 Konkordatu – „Rzeczpospolita Polska i Stolica Apostolska potwierdzają, że Państwo i Kościół katolicki są — każde w swej dziedzinie — niezależne i autonomiczne oraz zobowiązują się do pełnego poszanowania tej zasady we wzajemnych stosunkach i we współdziałaniu dla rozwoju człowieka i dobra wspólnego”. Wynikający z tego swoisty „dualizm postrzegania statusu konkretnej osoby” nie będzie niczym nowym, bowiem pojawia się od dawna jako konsekwencja odmiennej oceny skutków zawierania małżeństw i rozwodów. Na nieuchronność takich rozstrzygnięć zwracamy uwagę także od dawna.
Wyroki NSA potwierdziły nasze tezy, że dyspozycje UoODO należy interpretować zgodnie z ich zapisem, a osobista niechęć urzędującego Generalnego Inspektora do rozstrzygania drażliwych kwestii nie zwalnia z nałożonego obowiązku. W połączeniu z „wiedzą powszechnie dostępną” uzasadnia to także w pełni słuszność stwierdzeń wszystkich skarżących, że wszelkie dowody pozwalające na „ustalenie stanu faktycznego” w sprawie i podjęcie właściwych działań trafiają na biurko Pana Ministra wraz ze skargą. W zasadzie do „ustalenia” jest tylko czy w Polsce nadal obowiązuje Kodeks cywilny, a do tego doktorowi prawa nie będzie zapewne potrzebne kolejne „koło ratunkowe”.
Oczywiście to Pan Minister podejmie decyzję odnośnie „metodyki” oceniania przynależności skarżących. Zwracam jednak uwagę, że za sprawą Benedykta XVI Kościół stracił także ostatni argument mogący posłużyć do ewentualnego podważania skuteczności oświadczeń woli pierwszeństwem stosowania regulacji wewnętrznych. Próba stawiania odmiennych tez poddana zostanie weryfikacji podobnej, jak domniemany brak kognicji. Pytanie tylko, Panie Ministrze, komu potrzebna kolejna wojna z oczywistym wynikiem i czy jedyny beneficjent jej przeciągania przejmie od podatników finansowanie organów Państwa, kontynuujących przegraną batalię?

Facebook Comments

Website Comments

  1. Sznajper
    Odpowiedz

    Pozwoli to jednocześnie uczestnikom i sympatykom naszej kampanii na zrozumienie jej zawiłości.

    Powyższy wywód w zrozumieniu czegokolwiek według mnie nikomu nie pomoże niestety.

    • ZeteS
      Odpowiedz

      Niektórzy „cokolwiek” jednak zrozumieli. Dla pozostałych kilka zdań dodatkowo. Do opisania wszystkich „zawiłości” potrzebna już byłaby książka. Zresztą na ujawnienie wszystkich szczegółów jest zdecydowanie za wcześnie. Najświeższe umorzenia (nowe niuanse w treści uzasadnień) wskazują, że Pana Ministra kusi jednak wypowiedzenie nam drugiej wojny. Tym razem o to czy skutki publicznoprawne powoduje istniejący kodeks cywilny, czy jednak nieistniejące, zdaniem samego Kościoła, regulacje wewnętrzne oferujące „wystąpienie formalne, chociaż nie faktyczne” (teza jednego z „kościelnych interpretatorów” apostazji)!
      W „powyższym wywodzie” szło przede wszystkim o pokazanie zainteresowanym, że „zespołowa gra” (możliwa wyłącznie dzięki stworzonej przez Maćka platformie) wsparta „spiskiem” i wspólną strategią pozwoliła zaprowadzić GIODO na „matowane pole” w czterech ruchach – dwie instancje GIODO, WSA, NSA – czyli na tzw. „szewskiego mata”. Pozwoliło to „zaoszczędzić” kilka ładnych lat (oceniam, że od 4-6) na wykazanie, tylko tego co właśnie zostało wykazane, że GIODO nie tylko może, ale ma obowiązek rozstrzygać o przynależności skarżącego i dopiero po „ustaleniu stanu faktycznego” decydować o zróżnicowanych procedurach w odniesieniu do należących i nienależących. Dodatkowo wyjawić można, że „gra zespołowa” pozwalała także na wygrywanie z BGIODO pojawiających się niuansów przestawianiem kolejności toczących się spraw w oparciu o wykorzystanie oferowanych prawem „procedur przyspieszających i opóźniających”, z czego też był niezły kabaret (np. teczki „Latający Holender”). Adresat listu dostał zaś dowody, że nie walczy z grupką chaotycznych, nawiedzonych antyklerykałów, lecz z akcją prowadzoną w sposób przemyślany i zespołowy. Na ile wpłynie to na Jego decyzję o ewentualnym wypowiedzeniu drugiej wojny polsko-wiewiórowskiej nie wiem, ale na pewno zdaje sobie już sprawę, że w razie jej prowadzenia ośmieszony zostanie bardzo boleśnie.

      • admin
        Odpowiedz

        Dodatkowo wyjawić można, że „gra zespołowa” pozwalała także na wygrywanie z BGIODO pojawiających się niuansów przestawianiem kolejności toczących się spraw w oparciu o wykorzystanie oferowanych prawem „procedur przyspieszających i opóźniających”, z czego też był niezły kabaret (np. teczki „Latający Holender”).

        O, tu muszę zaoponować. Ujawniłem to w grudniu, bo uznałem, że już można:

        Potrafimy nie tylko ściągnąć kibiców i media, ale także zmieniać kolejność procesów poprzez nieudane doklejanie kolegi. Dzięki przetestowaniu tego w WSA, pierwsza sprawa przeciwko GIODO została wygrana, bo udało się wpędzić sędziów w pułapkę przesuwając Roberta Biniasa z miejsca drugiego na pierwsze.

        🙂
        I jeszcze a propos możliwości wybuchu drugiej wojny polsko-wiewiórowskiej. W tej „pierwszej” już i tak pojawiała się „druga”, bo BGIODO nie utrzymało jednolitej linii (czemu się bynajmniej nie dziwię, bo jak sami pokazali – „na jedno wychodzi”). Więc w pierwszej była już druga a w drugiej wcale się nie zdziwię jeśli zobaczymy trochę pierwszej. I summa summarum będzie to po prostu kontynuacja, ewentualnie z innymi proporcjami.

        • ZeteS
          Odpowiedz

          Racja Maćku – nie „ujawnić”, a przypomnieć i poszerzyć informację o to, że skargami „na opieszałość” i wnioskami o uzupełnienie decyzji np. też „roszady” na szachownicy wykonywaliśmy ku uciesze naszej i BGIODO. 🙂

          • admin

            😀 😀 😀
            Tak, tak – to co w WSA robiliśmy na „doklejanie kolegi” w BGIODO było na „Latającego Holendra”. I potrafiliśmy ukąsić.

  2. admin
    Odpowiedz

    Cieszę się, że mamy wreszcie wojnę o suwerenność Polski ograniczoną cyfrą „3” za sobą i można było ujawnić tę „kuchnię”.
    Dodam od siebie, że dla mnie na początku moralnie kłopotliwe było „używanie” skarżących jako figur na szachownicy w tej wielkiej rozgrywce. Okazało się jednak, że to jedyny sposób na prowadzenie wojny z GIODO, który „zawodowo” kłamie jak najęty, pisząc jednym to czemu zaprzecza u drugich. Prawie wszyscy to zrozumieli i dobrowolnie zaakceptowali te zasady i tak narodziła się strategia Ajgajona. Ostatecznie demoralizacja Biura GIODO ułatwiła naszą. Merci Panie Ministrze.

    • Visconti
      Odpowiedz

      Ładnie to o Panu świadczą moralne rozterki. 😉
      Wydaje mi się, że strategia nie była już wielką tajemnicą, bo z tego, co tu wyczytałem można było wysnuć taki wniosek. Sprawa jest tak zawiła, że faktycznie każde wyjaśnienie jest bezcenne.
      Dla mnie, patrząc praktycznie i ideowo na tę sprawę, wysłanie listu do proboszcza z wystąpieniem nabiera dodatkowego znaczenia, że to w ramach większej akcji mającej na celu świeckość państwa.
      Echa stają się coraz głośniejsze: http://wyborcza.pl/1,75478,13720359,Chcesz_wystapic_z_Kosciola__Procedury_nie_sa_jasne_.html

        • Visconti
          Odpowiedz

          Najpierw myślałem, że ta wojna z wyznawcami apostazji to jakieś sekciarstwo. Ale z ich działań, a już szczególnie z tego pisma do „ojca świętego” wynika, że ten cały Milewczyk, to faktycznie jakaś piąta kolumna, albo całkowicie niepoczytalny osobnik.

          • admin

            Niestety… Jeszcze niedawno przekonywał dziennikarkę „Gazety Wyborczej”, że nasze ustalenia, że „instrukcji KEPu o apostazji” tak naprawdę w ogóle nie ma, bo to tylko propozycja dla biskupów to wymysły. Wiedział nawet, że ma ona pełne poparcie Watykanu (!). A nasz archnemezis Robert Prochowicz pytał innych czy mają dowody, że inni biskupi nie przyjęli instrukcji w swoich diecezjach (???). Swoją drogą co za schizofrenia – walczyć z twierdzeniem, że „instrukcji KEPu” nie ma po to żeby… z nią walczyć! Oto zawodowi apostaci w pełnej krasie.

  3. Button
    Odpowiedz

    Moje uznanie dla „ZeteS-a”
    Widać jasno i przejrzyście skandaliczną zmowę GIODO i WSA w Warszawie, które to państwowe instytucje powołane do ochrony praw obywateli i utrzymywane przez nich, zamiast stać na straży prawa i Konstytucji i ich obywateli, jawnie kpią sobie z nich, natomiast robią wszystko, by organizacja – KrK w Polsce, stała ponad nim a właściwie dawała tym instytucjom wykładnię obowiązującego prawa w oparciu o zgodność z Prawem Kanonicznym?! 😀
    Bardzo dobrze, że wreszcie to zostało tak jasno i klarownie pokazane. Obawiam się jednak, że mimo tak oczywistego wykazania złej woli Pana Ministra i całego BGIODO do wypełniania swoich obowiązków stania na straży praw wszystkich obywateli a nie organizacji łamiących te prawa, Pan Minister podobnie jak fanatycy religijni odbierze to nie jako dobrą radę przed dalszym ośmieszaniem siebie i urzędu państwowego, który to takimi działaniami został zamieniony na Kancelarię KEP-u, tylko odbierze to raczej jako atak na niego i wyznawane przez niego wartości religijne, które musi za wszelką cenę bronić przed poganami, satanistami i ateistami, choćby za cenę kompromitacji siebie! Niestety dla Pana Ministra, tego już nie odwrócić, może tylko jeszcze grać na zwłokę różnymi łamańcami pseudo prawnymi kompromitując się jeszcze bardziej. 🙂

    • admin
      Odpowiedz

      W zasadzie zostało mu jeszcze tylko oficjalne ogłoszenie, że z powodu semel catholicus semper catholicus wszyscy są „należący” i dzięki temu problem będzie miał z głowy. Oczywiście niezależnie od tego, że tak sądzi Watykan. Praktycznie już to zrobili w sprawie DOLiS-440-223/11 tylko po kilku miesiącach się z tego wycofali zaliczając przy tym dwie kompromitacje za jednym zamachem – samym faktem nagłej zmiany stanowiska po dwóch instancjach (co potwierdziło, że „postępowanie wyjaśniające” to ściema bez żadnego znaczenia) i tym jak to zrobili. I wówczas będziemy mieli piękny przykład stosowania art. 25 Konstytucji – obie władze dojdą do tego samego wniosku niezależnie od siebie.
      A tak poważnie to jestem ciekawy jak WSA teraz dojdzie do tego, że „i 3” jest niezgodne z Dyrektywą 95/46/WE skoro już „udowodnili”, że jest zgodne i się pod tym podpisała połowa sędziów Wydziału II.

    • ZeteS
      Odpowiedz

      Dzięki Button! Za zrozumienie „czegokolwiek” i Twoje zaangażowanie w „grę zespołową”. Odzywam się tutaj z rzadka z powodów osobistych, ale jestem na bieżąco z forum i dostrzegam. Pozdrawiam!

  4. admin
    Odpowiedz

    Bodaj największym paradoksem tej batalii jest to, że praktycznie przestaliśmy walczyć o to o co mieliśmy walczyć czyli o „wystąpienie po włosku” . Teoretycznie GIODO może wydać decyzję odmowną a i tak wygramy. Wojna jest na poziomie proceduralnym (czyli „O” decyzję merytoryczną) a nie merytorycznym (czyli „JAKĄ” decyzję). Po prostu jeśli „Wiewiór” dorośnie do standardów europejskich to wygramy podwójnie. Walka o „wystąpienie po włosku” zamieniła się w „wystąpienie po polsku” – ucieczkę z Katolandu do Europy.

  5. Adomas
    Odpowiedz

    Czy wyroki NSA nie oznaczają czasami, że po wystapieniu z Kościoła będzie można domagać się całkowitego usunięcia swoich danych z jego zbioru?

    • admin
      Odpowiedz

      Ależ można od dawna i ta kampania miała się całkiem dobrze do zamiany w „usunięcie danych” czyli wstrzymanie. Mamy dwie osoby na tym odcinku i kiedyś ich droga do decyzji merytorycznej się zakończy. W tej chwili dodawać nowe osoby nie ma żadnego sensu.

  6. tenautomatix
    Odpowiedz

    Pytanie z gatunku prawa (poniżej, pod wprowadzeniem).

    Ja twierdzę, że nie jestem członkiem Kościoła Katolickiego, bo się do nich nie zapisywałem, a sakramentu chrztu udzielonego mi jako niemowlakowi nie uznaję.
    KK na tej podstawie twierdzi, że jestem jego członkiem.
    Mamy konstytucyjną wolność wyznania.
    Kto ma (prawnie) rację? Ja twierdząc, że nie jestem członkiem żadnego kościoła, czy KK twierdząc, że jestem jego członkiem, bo był chrzest (kanon 849 KPK)?
    Moim zdaniem, aby żądać od KK usunięcia moich danych z bazy nie jest konieczne składanie oświadczenia woli, że „już nie uważam się za członka KK” bo NIGDY SIĘ NIE UWAŻAŁEM ZA CZŁONKA KK. Wolno mi się nie uważać za członka KK, ponieważ mamy WOLNOŚĆ wyznania – w dodatku gwarantowaną konstytucyjnie, prawda?
    Może mi to ktoś wyjaśnić i ewentualnie poprawić jeśli popełniam jakiś błąd w tym rozumowaniu i wytłumaczyć, dlaczego oświadczenie woli jest bezwzględnie konieczne?
    Nawet NSA, o ile mi wiadomo, nie powiedział w uzasadnieniu ustnym z 4 kwietnia, że jest ono konieczne, a jedynie musi być brane pod uwagę (jak rozumiem: o ile istnieje i delikwent ma potwierdzenie, że takie oświadczenie złożył, skoro już je złożył…).

    ADMIN: Lekkie poprawki w tekście na język bardziej prawny.

      • tenautomatix
        Odpowiedz

        „O tym, że jesteś “członkiem Kk” zdecydowali Twoi rodzice.”

        Jak to „zdecydowali”? Chrzest to nie jest czynność prawna w rozumieniu państwa świeckiego taka jak „przedstawicielstwo ustawowe”…

        Rodzice i KK uważają, że jestem członkiem KK. Ja nie uważam. Dlaczego ja nie mam racji? Bo KK ma papierek, w którym zapisano, że oni uważają? Ja też mogę sobie napisać papierek, który będzie mówił, że nie jestem ani nigdy nie byłem członkiem KK. I co? Papierek kościelny ma większą wagę niż mój?

        • admin
          Odpowiedz

          Chłopie, to po co pytasz kto ma rację „prawnie” skoro sam piszesz, że chrzest nie ma nic do prawa??? Zajmujesz się fantasmagorią, która nie ma nic wspólnego z prawem!! Zobacz artykuł „Kuriozalny proces o anulowanie chrztu” z 16 stycznia 2011. Do 1983 roku protestanci byli dla Watykanu zbuntowanymi katolikami i jakoś to przeżyli!!!
          Na tym koniec dyskusji czy kanon 849 KPK jest mocniejszy od Twojego nieuznawania go czy może odwrotnie!

          • tenautomatix

            Skoro „chrzest nie ma nic do prawa”, to po co zachęcacie ludzi do oświadczenia „z dniem dzisiejszym występuję z Kościoła Katolickiego”? Z czego mam „występować”, skoro uważam, że nic nie zaszło i nie jestem członkiem KK? 🙂

            Moim zdaniem to nie powinno być oświadczenie o wystąpieniu a jedynie oświadczenie o „niebyciu” członkiem KK (jak to prawnie powinno brzmieć, to nie wiem”.

            „Niniejszym, powołując się na art. 53 Konstytucji oświadczam, że nie jestem członkiem KK i w związku z tym żądam usunięcia moich danych z bazy administrowanej przez KK”

            Nie może być po prostu tak? 🙂

          • admin

            I tak unikasz „wyjaśnienia” dlaczego nie jesteś. 🙂 Bo możesz nie być dlatego, że wystąpiłeś lub dlatego, że nigdy nie byłeś. Czyli sam nic w „swojej” wersji nie zmieniłeś (pomijając już to co by to miało zmienić a mogę Cię zapewnić, że nie zmieniłby niczego).

      • tenautomatix
        Odpowiedz

        ” od GIODO dowiedziałbyś się, że jesteś bez względu na to za kogo się uważasz!”

        Jak to? Konstytucja daje mi prawo i wolność uważania, że nie jestem członkiem żadnego Kościoła.

        Czy jeśli przejdę na Islam bez apostazji i bez „oświadczeń woli” to też nadal będę członkiem KK wg GIODO?

  7. tenautomatix
    Odpowiedz

    I tak unikasz “wyjaśnienia” dlaczego nie jesteś. Bo możesz nie być dlatego, że wystąpiłeś lub dlatego, że nigdy nie byłeś.

    Moim zdaniem nigdy nie byłem. Wolno mi mieć takie zdanie (Konstytucja mi to gwarantuje), prawda?
    Więc skoro moim zdaniem nigdy nie byłem, to dlaczego miałbym oświadczać, że „już nie chcę być więcej członkiem KK”? Jakie „już” skoro nigdy nim nie byłem?

    • admin
      Odpowiedz

      Czyli ustaliliśmy, że nic nie zmieniasz (a przynajmniej tego nie widać), ale czujesz się lepiej ze „swoją” wersją. No i dobrze.

      • tenautomatix
        Odpowiedz

        Może mam jakiś ciężki dzień dzisiaj, ale za cholerę cię nie rozumiem… 🙂 Jak to „nic nie zmieniam”? Nie pisałbym oświadczenia woli z prośbą o AKTUALIZACJĘ bazy, tylko od razu żądanie usunięcia danych, bo powołując się na WOLNOŚĆ wyznania stwierdzam, że nie jestem członkiem żadnego Kościoła więc nie życzę sobie, aby KK przechowywał moje dane w swojej bazie… I gdzieś tu po drodze popełniam jakiś błąd w tym rozumowaniu, tak?

        • admin
          Odpowiedz

          Aaa, czyli nie chcesz „wystąpienia po włosku” czyli adnotacji o wystąpieniu w księdze chrztów tylko usunięcia danych osobowych. Trzeba tak było od razu! To czego się domagasz to jedno a formułka – drugie. Dziękujemy, więcej osób do walki o to nie potrzebujemy. Wszystko jest opisane w zakładce „Usunięcie danych„.

Post a comment