Dzisiejsza wizyta w Biurze GIODO członka redakcji wystap.pl potwierdziła, że Biuro nie chce ujawniać spraw „na miejscu”. Obywatel był już w biurze, podał numer sprawy i czekał w „poczekalni” gdzie załatwia się interesantów. Pracownica przyszła z odpowiednią teczką i… tu zaczęły się schody. Teczka (gruba…) leżała na stole na wyciągnięcie ręki, ale pani nie mogła nic przekazać bez… pełnomocnictwa. Tymczasem nie chodziło o pełnomocnictwo do pobrania dokumentów tylko o dostęp do informacji publicznej, na podstawie stosownej ustawy – bez danych osobowych. To co należało zrobić to skserować dokumenty i zamazać nazwisko i adres myszką-korektorem, do nabycia w każdym sklepie papierniczym. Dla pewności skserować ponownie. To jednak byłoby zbyt proste na tak poważny urząd, umieszczony aż na jedenastym piętrze. Sprawa więc trwa, urząd jest potrzebny, bo rozpatruje podania i jest szansa na pomyślne zakończenie jeszcze w tym roku. Jeśli ktoś chce coś wyciągnąć z Biura GIODO „z marszu” musi iść ze swoim Tipp-Exem.

PS: „Wyciągnięcie na pełnomocnictwo” można załatwić „od ręki”, ale „wyciągnięcia na ustawę o dostępie do informacji publicznej” – nie.


Facebook Comments

Website Comments

  1. Bohater mimo woli
    Odpowiedz

    Ale szansę, choć graniczącą z zerem mamy, bo złożyłem odpowiednie pismo powołując się o odpowiedni paragraf na dostęp do informacji, prosząc o odpowiednie informacje, więc jak nie będzie kolejnej odpowiedniej wymówki, to odpowiednią do tych celów polską pocztą, odpowiedni urzędnicy przyślą do domciu treści papierzysków. Bez złudzeń – dostanę odpowiednią informację odpowiednio oświecającą mnie, z jakich przyczyn nie mam dostępu do tych informacji. Będę się wtedy od tego odpowiednio odwoływał. Ale w tym wszystkim wyszła jeszcze jedna sprawa. Otóz w piątek wysłałem z Warszawy z jednej ulicy na drugą ulicę w Warszawie pismo priorytetem i jeszcze nie doszło, natomiast paczka wysłana w tym samym dniu z Polski do mnie już doszła. Poczcie łatwiej jest dostarczać przesyłki oddalone o setki km, niż z ulicy na ulicę tego samego miasta. Za list ze zwrotką płacę drożej niż przejazd komunikacją miejską do adresata i z powrotem. Czas nadania listu podobny do dostarczenia osobistego. Paranoja.

Post a comment