Wielkimi krokami zbliża się unijne rozporządzenie o ochronie danych osobowych, zastępujące przestarzałą dyrektywę w 1995 roku. Kościoły są w niej traktowane tak jak pozostali administratorzy danych osobowych choć w artykule 85 przewidziano pewien wyjątek – jeśli w danym kraju istnieją wystarczające regulacje w tej kwestii można je nadal stosować, pod warunkiem, że krajowy „GIODO” stwierdzi ich zgodność z rozporządzeniem. GIODO sam przyznał dla Lex.pl, że stworzono go dla Niemiec a w Polsce takich przepisów nie ma. Wyciąga z tego jednak przewrotny wniosek, że „trzeba” go zrobić na gwałt po to żeby Polska załapała się na ten przepis.

Innym wyjątkiem, który wywoła zapewne wiele dyskusji podczas prac nad nową ustawą, będą zasady przetwarzania danych osobowych przez kościoły i związki wyznaniowe. Projekt rozporządzenia UE przewiduje w tym zakresie tylko ogólne ramy, które do polskiej sytuacji nie będą miały większego zastosowania. – Bo tam jest napisane, że jeżeli w dniu wejścia w życie rozporządzenia istnieje całościowy system ochrony danych osobowych w kościołach lub związkach wyznaniowych w państwie, to można go zgłosić jako wyjątek od rozporządzenia. To jest przepis napisany praktycznie pod  Niemcy, bo tam coś takiego jest. W Polsce takiego systemu nie ma, więc przed wejściem w życie rozporządzenia trzeba będzie jakieś zasady stworzyć – mówi Wojciech Wiewiórowski.

Oto logika warta mszy – ponieważ „przepis napisany jest praktycznie pod Niemcywięc „trzeba” stanąć na głowie żeby się pod niego podczepić póki się da. Czyli znowu jedyna w Unii Europejskiej dopychana kolanem sztuczka prawna. Czasu na to zostało mniej niż na dotarcie pojedyńczej sprawy do Naczelnego Sądu Administracyjnego (około trzy lata), co mu nie przeszkadzało, bo „nie może domniemywać uprawnień do stosowania >i 3<„, ale zatwierdzić cały pakiet z Episkopatu Polski, który ma obowiązywać przez wiele lat i który zapewne zobaczymy dopiero po fakcie GIODO zdąży, bo „trzeba”. Zostaje pogratulować poczucia smaku i obowiązku…

PS: Jedno w tym dobre – GIODO właśnie pogrzebał swój własny mit, że nowe prawo będzie panaceum na problemy z „i 3” czyli obowiązkiem dyskryminacji katolików. Już wiadomo, że nie będzie.

PPS: Chapeau bas dla Michała!