W ostatniej próbie zachowania w Polsce państwa wyznaniowego, w którym prawo publikuje się na stronie episkopat.pl, 9 października 2013 roku Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie nakazał GIODO „ustalić” jakie jest to prawo Kościoła Katolickiego dotyczące występowania („Układ GIODO-WSA nadal broni państwa wyznaniowego„, 4 grudnia 2013). Plan się nie powiódł, bo dwa tygodnie później Naczelny Sąd Administracyjny dobił tę hydrę serią ośmiu wyroków. Dzięki temu jakiekolwiek prawo kościelne przestało mieć znaczenie – a tym samym „ustalenia” GIODO w tym zakresie. Zostały zdegradowane do roli ciekawostki. Pan Minister ustala autonomię biskupówJuż po – nomen omen – dziewięciu miesiącach urodziły się te z założenia nieistotne ustalenia GIODO, co sam przyznał w decyzji. Po raz pierwszy jednak został zmuszony do ich napisania na papierze i dzięki temu można prześledzić ten swoisty egzamin z prawa kanonicznego. Okazuje się, że GIODO zaczyna poniewczasie iść w kierunku w który gdyby poszedł na początku kadencji uniknąłby wojny polsko-wiewiórowskiej i swojej totalnej kompromitacji – choć teraz to już musztarda po obiedzie. Mianowicie zaczyna sugerować (bo tradycyjnie żadnych konkretnych ustaleń nie ma), że skarżący nie mogli zastosować się do „Świętej Instrukcji Apostatycznej” Konferencji Episkopatu Polski z 2008 roku, bo nie została poprawnie przyjęta w wewnętrznym prawie kościelnym. Ponieważ nie ma to już znaczenia prawnego chodzi już tylko o symbol – potwierdzenie naszych ustaleń, że „kandydaci na apostatów” nie mogli się do niej zastosować nawet gdyby chcieli, bo jej nie było. Pokonałoby to Episkopat Polski na podstawie jego wewnętrznego prawa do którego od początku i za wszelką cenę całą sprawę sprowadzał. Dla przykładu w listopadzie 2012 roku jego sekretarz generalny powiedział w wywiadzie:

Apostazja jest dla Kościoła zawsze problemem, ale jej rozmiary na razie – z tego co wiem – nie wydają się niepokojące. Chodzi bardziej o to, że grupy promujące apostazję [uwaga, wbrew pozorom to o Wystap.pl!] nie chcą respektować prawa kościelnego dotyczącego występowania z Kościoła. Jest to niezrozumiałe, gdyż występowanie z jakiejkolwiek organizacji wymaga podjęcia działań określonych w jej regulaminie. Podobnie jest z apostazją.

Biuro GIODO zaczyna więc mówić: „Księże Prymasie, wasze regulaminy nie istnieją” – aczkolwiek z wdziękiem policji, która zawsze przyjeżdża na koniec filmu, kiedy wszyscy źli są już zabici. Nawet tu jednak nie mają odwagi stanąć na kursie kolizyjnym z odpowiedzią biskupów na pytanie GIODO o przyjęcie tej instrukcji w wyniku czego stosują dziwaczną  i sprzeczną argumentację, którą kuria koszalińsko-kołobrzeska, bo to jej dotyczy decyzja, obali w sądzie jedną ręką jeśli tylko będzie miała okazję.

–> oblany egzamin Pana Ministra <–

GIODO zaczyna z wysokiego C, bo „poprawiając” nazwę tego nieszczęsnego dokumentu po tym jak zaczęły ją poprawiać kurie (skądinąd najlepszy dowód jego znaczenia). Pomińmy już lapsusy stylistyczne i gramatyczne – nieodłączną cenę boskiego przekleństwa: „rodzić będziesz w bólu„. Najważniejsze jest to, że uznaje go za „promulgowany” czyli na siłę robi z niego dekret ogólny (przy okazji podpisując się pod piramidalną głupotą, że „Akta Konferencji Episkopatu Polski” są organem urzędowym Diecezji Koszalińsko-Kołobrzeskiej podczas gdy każdy głupi wie, że są nim „Koszalińsko-Kołobrzeskie Wiadomości Diecezjalne„). Promulgowany znaczy tyle co „obwieszczony„. Jeśli więc „instrukcja Michalika” została promulgowana w organie urzędowym diecezji – jak „ustalił” Pan Minister – to znaczy, że wszystko odbyło się tak jak powinno. Tymczasem kilka linijek dalej pisze, że powinna była zostać ogłoszona. Czyli dokładnie to co właśnie „ustalił”, że zrobiono! To nie jest nawet brak znajomości faktów – to jest urzędowy idiotyzm, który zobaczyłby średnio inteligentny maturzysta. Proboszcz powinien napisać w odwołaniu, że GIODO właśnie udowodnił, że instrukcja została poprawnie przyjęta w Diecezji Koszalińsko-Kołobrzeskiej tylko sam tego nie zauważył. W ramach korepretycji z prawa kanonicznego przypominam, że rozwiązanie przedstawiłem już na początku kadencji GIODO („W jakich diecezjach przyjęto instrukcję KEP o wystąpieniu z Kościoła?„, 12 października 2010). To biskupi decydują czy przyjmą propozycje Rady Prawnej i mogą je przyjąć odpowiednim dekretem (jak na ironię GIODO sam to wykazuje powołując się na kanon 381 KPK czyli znowu walczy sam ze sobą). Nie tylko mizerny status „instrukcji Michalika” opisał rok przed jej powstaniem profesor prawa kanonicznego John Huels z Uniwersytetu Świętego Pawła w Ottawie (dobra wiadomość dla Pana Ministra – mają na UKSW), ale Kościół sam to wielokrotnie potwierdził:

1) po raz pierwszy zapytany o to rzecznik prasowy KEP ks. dr Józef Kloch odpowiedział wymijająco „w Sekretariacie KEP nie gromadzimy informacji statystycznych„; „tych informacji nie miała też Rada Prawna KEP” – to wtedy, w momencie największego upadku w styczniu 2012 roku, red. Ewa Czaczkowska przyłapała KEP na gorącym uczynku i nikt nie kwestionował zasady. Dopiero później ks. Kloch odmawiał wypowiedzi dla prasy (bo każda byłaby zła) a dużo później – w lipcu 2013 roku czyli po urobieniu GIODO w siedzibie KEP – powstał gotowiec odpowiedzi biskupów na jego gotowca, którego lejtmotywem było „ogólnopolskie” obowiązywanie o które się jednocześnie (i nadal bezowocnie) starali w Watykanie.

2) rzecznik prasowy KEP sam to podkreślał w 2009 roku – patrz „Rzecznik KEP potwierdza ustalenia Wystap.pl„, 13 kwietnia 2013

3) decyzja GIODO jest kolejnym policzkiem dla dwóch metropolitów – kardynała Stanisława Dziwisza i arcybiskupa Wiktora Skworca, którzy specjalnie dla niego tę instrukcję przyjęli – potwierdzając tym, że żadnej promulgacji nie było, bo to następuje po recognitio Stolicy Apostolskiej; szczególnie pokrzywdzony jest kardynał Dziwisz, który odnośnie „Akt KEP” użył neutralnego słowa „opublikowane” i przyjmując ją powołał się na kanon 391 § 2 KPK; jego kanclerzem, który również podpisał dekret jest nie kto inny niż ks. dr hab. Piotr Majer, konsultor Rady Prawnej KEP i autor polskiego wydania opus magnum „Kodeks Prawa Kanonicznego. Komentarz

4) kiedy zupa była już wylana, temat zamknął sam sekretarz Rady Prawnej KEP ks. dr Andrzej Maćkowski w oświaczeniu dla KAI:

Ponadto należy stanowczo oświadczyć, że dokument KEP „Zasady postępowania w sprawie formalnego aktu wystąpienia z Kościoła”, co do meritum, nie stracił swej ważności, chociaż trzeba przypomnieć – jako że nie jest to dekret ogólny KEP – aby mógł on być zastosowany w konkretnej diecezji, wymaga stosownego zarządzenia kompetentnego biskupa diecezjalnego.

Można by tę litanię kontynuować, ale po co? Dość powiedzieć, że obrońcy naszych danych osobowych nie przeczytali nawet komentarza do kanonu 455, którym tak wymachują (ss. 399-401 u Majera). Zobaczyliby, że – w powiązaniu z oświadczeniem ks. Maćkowskiego – nie chodzi  o kanon 455 § 1 KPK tylko § 4: „W wypadkach, w których ani prawo powszechne, ani szczególnie polecenie Stolicy Apostolskiej nie udzieliło Konferencji Episkopatu władzy, o której w § 1, pozostaje nienaruszona kompetencja poszczególnego biskupa diecezjalnego i ani Konferencja, ani jej przewodniczący nie mogą działać w imieniu wszystkich biskupów, chyba że wszyscy i poszczególni biskupi wyrażają na to zgodę„. Właśnie dlatego po strasznej walce KEP został zmuszony wystąpić o recognitio do Stolicy Apostolskiej, co jest faktem znanym wszędzie poza Biurem GIODO, które wałkuje ten temat od czterech lat. Jego odwlekające się od dwóch lat przyznanie to jednak tym razem naprawdę wewnętrzna sprawa Kościoła.

Od dawna już nie walczymy ani o „i 3” ani z „i 3” tylko o godność. Dlatego GIODO ma obiecane, że będzie „ustalać” czy Biskup Koszalińsko-Kołobrzeski przyjął formalnym aktem „instrukcję Michalika” aż z siebie wydusi, że nie, co i tak wie oficjalnie od 29 listopada. Kanclerz kurii odpisał mu bowiem, że jak przystało na ściągawkę jest stosowana na gębę, bo „nie zostały wprowadzone diecezjalne regulacje prawne odnoszące się do kwestii apostazji. Taka sytuacja.