Portal www.wystap.pl jest na szpicy walki o prawo do wystąpienia z kościołów w całej Unii Europejskiej. Nie może więc nie zająć się informacją, którą podała „Gazeta Wyborcza” 15-go czerwca o tym, że rząd Luisa Zapatero planuje wprowadzić prawo do apostazji (zostańmy już przy tym nieszczęsnym słowie) ustawą o wolności sumienia. Oto co napisano:

Po raz pierwszy Hiszpania ma również uznać prawo do odstąpienia od religii, czyli apostazję. Każdy będzie miał prawo zażądać od odpowiedniej instytucji zaświadczenia o porzuceniu wyznania po uprzednim złożeniu stosownego wniosku„.

Oto fragment artykułu „La objeción de conciencia no exime del cumplimiento de las leyes” z 13 czerwca w „El Pais” z którego zaczerpnęła Wyborcza:

Se reconoce también como parte de la libertad religiosa el derecho a la apostasía. Cualquier ciudadano podrá „tener y mantener la religión de su elección, no tener ninguna o cambiar y abandonar la que tenía”. „A estos efectos”, continúa el texto, „toda persona tiene derecho a requerir de la entidad la acreditación formal de su abandono, previa solicitud individualizada donde conste su identidad y su voluntad de abandono”.

La apostasía de la Iglesia católica ha sido un tema de batalla judicial durante los últimos años. El Tribunal Supremo anuló en 2008 una sentencia de la Audiencia Nacional que obligaba al Arzobispado de Valencia a anotar junto a una inscripción de bautismo su rechazo a la religión católica. La Agencia de Protección de Datos había resuelto con anterioridad en el mismo sentido que la Audiencia, pero el Supremo argumentó que los libros de bautismo no eran ficheros y que sólo daban fe de un hecho histórico cierto como es el bautismo de una persona„.

Projekt ustawy o wolności sumienia i religii przygotowany przez zespół ekspertów na polecenie ministra sprawiedliwości Francisco Caamaño trafił do lewicowego „El Pais”. Zawiera 37 artykułów i ma zastąpić poprzednią ustawę z 1980 roku. Skąd się tam jednak wzięła apostazja, skoro w innych krajach Unii (m. in. Francja i Włochy) wystarczyła do tego dyrektywa 95/46/WE o ochronie danych osobowych? Otóż z karkołomnej decyzji Sądu Najwyższego z 19 września 2008 roku, który ją zablokował pod pretekstem, że księgi chrztu stanowią „akumulację informacji” i nie podlegają ustawie. Jeden z sędziów złożył zdanie odrębne. Jego zdaniem wyrok był niezrozumiały ze względu na kanon 535 Kodeksu Prawa Kanonicznego, który nie pozostawia wątpliwości, że księgi chrztów zawierają dane osobowe zaś po wyroku Sądu Najwyższego sprawę powinien rozpatrzyć hiszpański Trybunał Konstytucyjny. To jednak ruch szalenie skomplikowany i ryzykowny. Nie zależy na tym ani Kościołowi – który to, co chciał uzyskał od Sądu Najwyższego – ani Sądowi Najwyższemu, który raczej nie ma ochoty usłyszeć, że się myli. Kiedy rozmawiałem z Manelem Blat Gonzalezem, który jest sprawcą całego zamieszania, powiedział mi, że „wie nieoficjalnie, że jego sprawa toczy się na wolnych obrotach w oczekiwaniu na ustawę o wolności religijnej„. Siłą, która przyzna to prawo Hiszpanom ma więc być socjalistyczny rząd a nie wymiar sprawiedliwości.

Moje stanowisko wobec tego pomysłu jest negatywne. Po pierwsze – jeśli coś można zrobić na podstawie dyrektywy europejskiej (a wiadomo, że można) to przepychanie tego kolejną ustawą jest raczej dowodem porażki niż sukcesu. Po drugie – jest to prawnicza redundancja.

Hiszpański Sąd Najwyższy w 2008 roku zrobił to co polski Trybunał Konstytucyjny, który w 1997 roku zablokował liberalizację zasad aborcji. W obu przypadkach uzasadnienie rozłaziło się w dotyku jak papirus. Sędziowie hiszpańscy ogłosili, że księgi chrztów nie zawierają danych osobowych, chociaż Kodeks Prawa Kanonicznego twierdzi, że zawierają. W Warszawie sędziowie uznali, że konstytucja PRL zakazywała aborcji. Wychodzi na to, że komuniści bardziej „bronili życia” niż naród polski „bronił” w referendum konstytucyjnym, bo nowa Konstytucja na aborcję świadomie pozwala. Od takich politycznie motywowanych nonsensów w majestacie bezprawia powinny – w miarę możliwości – służyć środki odwoławcze do organów międzynarodowych. Do wyboru było – zaskarżyć decyzję Sądu Najwyższego do Trybunału Konstytucyjnego i wygrać TĘ sprawę albo wprowadzić to prawo kuchennymi drzwiami przyznając się do porażki. Rząd Zapatero wybrał to drugie. To oznacza, że przegrał potyczkę z Sądem Najwyższym. Wiadomo skądinąd, że uciekanie od problemu go nie rozwiąże. Bez otrzymania nauczki podobnie jawnie stronnicze wyroki mogą w przyszłości sparaliżować działalność parlamentu. Bezkarność polskiego Trybunału Konstytucyjnego tak go rozuchwaliła, że jest przecież uczestnikiem procesu legislacyjnego na równi z Sejmem i Senatem.

Facebook Comments

Post a comment