Niezłe doświadczenie żyć w strachu, prawda? Tak to jest być niewolnikiem.

zastępniak Roy Batty, 2019

W 2010 roku, po trzech kadencjach konserwujących status quo, wybuchła wojna o (nie)podleganie Kościoła ustawie o ochronie danych osobowych. Odpowiedź trzeciego GIODO czwartej kadencji nie mogła być jaśniejsza – tak ma być i tak będzie a on jest od tego żeby to zagwarantować. Cała sprawa opiera się na „i 3” w ustępie 2 artykułu 43. Na podstawie tego „i 3” ponad 10 tysięcy parafii w Polsce teoretycznie podlega ustawie, ale GIODO może proboszczom skoczyć tam gdzie skarżący mogą proboszczów w dupę pocałować. I jakby tego było mało, niemal od początu były różne podstawy (bo powodów bez liku), by tę grandę zakończyć. Wszystkie bez litości uwalono, nie dopuszczając nawet do ich rozpatrzenia. Przez siedem lat nie poświęcono im ani linijki za to tysiące stron, by je głęboko zakopać jak nieśmiertelną głowę hydry. Kto nie chce rozpatrzenia zarzutów ten wie, że by przegrał. Broni się unikami, przeinaczeniami, ćwierćprawdami i innymi trikami, bo uczciwie nie może. A więc – oto one!

podstawa 1 – „i 3” to pierwowzór „lub czasopisma

Już pod koniec 2010 roku – jedynie śledząc przed komputerem dostępne informacje z tworzenia ustawy o ochronie danych osobowych – odkryłem, że z kluczowym „i 3” w artykule 43 ustęp 2 coś jest nie tak. W treści biuletynu sejmowego numer 3749 z II kadencji Sejmu była wyraźna sprzeczność co do jego przyjęcia na posiedzeniu komisji sejmowych. Poprosiłem Bolesława Michalskiego (zmarł w 2013 roku) o kwerendę w Bibliotece Sejmowej. Udało się a efektem jego wizyt było odkrycie, że „i 3” to pierwowzór najsłynniejszego legislacyjnego matactwa czyli „lub czasopisma„. To wrzutka dopisana 19 czerwca 1997 roku do druku sejmowego 2462 mimo odrzucenia w aż dwóch głosowaniach! Czyli jej tak naprawdę nawet nie ma w ustawie! Praktycznie przesądziła to sprawa „wrzutki Rockiego„, zatrzymanej przez TK w kwietniu 2012 wyrokiem K 33/11. „Wrzutka Lipowicz” – jeśli tak można nazwać „i 3” – była na widelcu, bo sąd mógł skierować do trybunału tryb przyjęcia ustawy na równi z meritum. Temat pojawił się ponownie w sprawie K 31/12 po spartaczeniu pierwszego czytania ustawy o ustroju sądów powszechnych – na posiedzeniu Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka zamiast plenarnym. Napisano wówczas (akapit 119):

W orzecznictwie Trybunału Konstytucyjnego wyróżnia się naruszenie istotnych elementów procedury prawodawczej; może to stanowić podstawę do orzeczenia niezgodności ustawy z Konstytucją. Taki charakter miało np. zgłoszenie poprawki na dalszym etapie procedury ustawodawczej, która nie mieściła się w zakresie treściowym projektu wniesionego w ramach inicjatywy ustawodawczej (zob. np. wyroki TK z: 24 marca 2004 r., sygn. K 37/03, OTK ZU nr 3/A/2004, poz. 21; 18 kwietnia 2012 r., sygn. K 33/11, OTK ZU nr 4/A/2012, poz. 40) albo niepoddanie projektu obowiązkowym konsultacjom wynikającym z Konstytucji (zob. wyrok TK z 28 listopada 2007 r., sygn. K 39/07, OTK ZU nr 10/A/2007, poz. 129).

podanie „i 3” na talerzu
kopia dla prezesa WSA Jacka Chlebnego

Tutaj jest dużo gorzej niż dezynwoltura. Standard wyznaczyły procesy po aferze Rywina więc zdemaskowanie „i 3” powinno być formalnością. Zresztą parto do przepchania na komisji żeby nie wracać do tego w poprawkach Senatu, bo trzeba by przyznać o co w tym chodzi i przeprowadzić dyskusję a wtedy po blitzkriegu. Wszyscy mieli interes w przepchaniu „i 3” po cichu na komisji więc tak się stało mimo dwukrotnego odrzucenia. Zostało „tylko” doprowadzić te odkrycia do Trybunału Konstytucyjnego. Opracowałem zgromadzone dowody i 4 kwietnia 2011 roku wraz z pismami przewodnimi podaliśmy sprawę „na talerzu” Marszałkowi Sejmu z kopiami dla GIODO, prezesa WSA, Rządowego Centrum Legislacji i MSZ. W sierpniu 2017 roku opublikowali je moi byli współpracownicy (z kardynalnym błędem co do „sfałszowania biuletynu” wskutek naszej interwencji, bo nie wpadli na pomysł żeby go znaleźć).

GIODO broni „i 3” mimo posiadania dowodów matactwa

Jak z tym walczono: zarzut pojawił się w sprawie DOLiS-440-810/10. 13 kwietnia 2011 – zaledwie 9 dni po otrzymaniu szczegółowych dowodów – GIODO zbył zarzuty skarżącego dyrdymałami o właśnie gwałconym legalizmie po czym wrócił do „swojej” rzeczywistości – skoro jest „i 3” to on niczego nie może. To wtedy stało się jasne, że walczy z własnym urzędem co jest przestępstwem urzędniczym z art. 231 kk. Przez lata triki się zmieniały, ale cel zawsze pozostał ten sam – odrąbać ręce podniesione na przywilej Kościoła. Najbardziej nikczemne i uwłaczające było właśnie to, że pacyfikację Polaków najgorszego sortu przeprowadzono w imię legalizmu. Okopał się jeszcze głębiej w bezprawiu w odpowiedzi do sądu z 7 czerwca.

na straży bezprawia – odpowiedź GIODO do sądu

Odgadując odpowiedzialność za zgnojenie przeciwnika, Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie zamiast skierować pytanie prawne – a klimat był wyjątkowo dobry, bo prezydent wystąpił do TK w sprawie „wrzutki Rockiego” 29 września 2011 – olał ten temat w wyroku II SA/Wa 1320/11 pisząc:

Co się tyczy zarzutu skargi sprowadzającego się do stwierdzenia, iż ustawa o ochronie danych osobowych została uchwalona w wyniku matactwa, tutejszy Sąd nie odnosił się do niego. Sąd administracyjny nie posiada bowiem uprawnień do badania prawidłowości stanowienia prawa przez władzę ustawodawczą.

Biedaczek nie posiada! Nikt nic nie może, nikt nie ma kognicji, generalnie wszyscy sprzątają. A skarżący niech idzie ze swoimi dowodami gdzieś indziej. Może do fryzjerki, ale nie do sądu. Wyrok był więc z założenia niesprawiedliwy, bo należało skierować sprawę do Trybunału Konstytucyjnego tak samo jak w przypadku zarzutów „merytorycznych” (NSA zrobił to w 2014-ym w sprawie ustawy hazardowej). Nie napisali ani, że nie nie rozumieją o co chodzi – zapewne wiedzieli z kopii dla prezesa Chlebnego – ani, że to nieprawda tylko, że nie ma takiego tematu, bo nie i koniec. W zasadzie przyznali, że obaliliśmy „i 3” i odtąd były tylko lumpenprawnicze triki żeby tego nie napisać. W sądach administracyjnych nieważne czy ktoś ma rację tylko czy sąd mu ją przyznał. Co czwarta skarga kasacyjna jest uwzględniana czyli sędziowie łamią prawo z założenia. Nie powinni częściej niż raz dziennie. No i pech chciał, że na dzienną dawkę bezprawia wybrali sobie to.

podstawa 2  „i 3” nie notyfikowano Komisji Europejskiej

Po „poradzeniu sobie” układu z argumentem z wrzutki, następną metodą obalenia „i 3” był fakt, że odstępstwa od dyrektyw europejskich (a „i 3” nim jest) wymagają zgłoszenia Komisji Europejskiej. Tego oczywiście nie zrobiono (sam pomysł notyfikowania Komisji Europejskiej jakiegoś „i 3” trąci Monty Pythonem) więc ten przywilej opiera się nie na prawie tylko woli politycznej a ściślej dogmacie, że przywieje Kościoła są normą a ich brak – prześladowaniem. Sądy administracyjne mogą (i jeśli sprawa jest oczywista to powinny) „obalić” go same. Objaśnił to sędzia Stanisław Biernat w zdaniu odrębnym do wyroku P 4/14 z 11 marca 2015 roku:

Sądy pytające były w stanie rozstrzygnąć wątpliwości w inny sposób. Mogły mianowicie ustalić konsekwencje niezgodności ustawy z prawem unijnym dla wydawanych przez siebie orzeczeń dokonując wykładni zasad pierwszeństwa i bezpośredniego stosowania prawa unijnego w świetle orzecznictwa Trybunału Sprawiedliwości UE, poczynając od wyroku z 9 marca 1978 r. w sprawie 106/77 Simmenthal (Zb. Orz. z 1978, s. 629) oraz na podstawie wykładni Konstytucji dokonanej w orzecznictwie Trybunału Konstytucyjnego (por. np. postanowienie z 19 grudnia 2006, sygn. P 37/05, OTK ZU nr 11/A/2006, poz. 177).

Całą hucpę rozbijają trzy słowa: „proszę pokazać notyfikację„. Jej nie ma a ustawa jest niezgodna z dyrektywą i to kończy temat. Utrzymywanie tej fikcji latami było możliwe tylko poprzez stałe odrzucanie i ignorowanie kolejnych dowodów składanych przez skarżących. Im było ich więcej tym lepiej się miało szyderstwo, że kucharki mają walczyć o uprawnienia GIODO, który – jak zapewnił – jako naukowiec przygląda się temu z zainteresowaniem, jednocześnie „uczestnicząc w sporze” w którym nie uczestniczy, bo się gapi jak łapserdak na wystawę jubilera. Po stronie obrońców „i 3” nie ma bowiem niczego – uzasadnieniem „i 3” jest to, że jest. Dotknęło tego Biuro Analiz Sejmowych, które spłodziło kuriozum: co prawda notyfikacji nie było, ale ponieważ powinna być to można uznać, że była. Dzięki tej gimnastyce umysłowej ustawa o skreśleniu „i 3” jest wycofaniem derogacji nawet jeśli jej nigdy nie było, o co właśnie chodziło żeby nie obalić „i 3” w wyniku myślenia. W ten sposób walka z „i 3” mogła – i miała – trwać ad infinitum.

lipiec 2012 – GIODO walczy o utrzymanie podporządkowania biskupom

Jak z tym walczono: Biuro GIODO udawało idiotów tak profesjonalnie, że wszyscy się nabrali i uparcie się do tego nie odnosiło, pilnując żelaznej zasady, że skarżący mają załatwić – a raczej załatwiać w nieskończoność – „kognicję GIODO” a oni jej będą „nie mieli” i będzie im „trudno zrozumieć” co się do nich pisze. Doszli do tego, że w 2012 roku zwalczali próbę przekonania NSA do wysłania „i 3” do TSUE, podjętą przez adwokata Marcina Górskiego. Czyli już jawnie walczyli o utrzymanie swojego podporządkowania biskupom. To te dokumenty są dymiącą strzelbą spisku przeciwko własnemu urzędowi za który powinny być akty oskarżenia. W końcu zmarnowali kilkaset tysięcy złotych, upodlili własnych pracowników i zrujnowali autorytet własnego urzędu. Sprawa jest dla hegemonii Kościoła tym czym afera gruntowa dla zniszczenia „Samoobrony”. Z tą różnicą, że nie można oskarżyć z artykułu 231 kk za – mówiąc klasykiem – robienie laski biskupom, bo to by rozsadziło cały ustrój. Prawdę wyjawił – przypadkowo mówiąc prawdę, co gorsza na trzeźwo – Maciej Kawecki w Racjonalista.tv dopiero w grudniu 2014 roku.

„Ochrona danych osobowych w Kościele”, s. 176

uzasadnienie projektu rządowego

W efekcie wieloletnich szwindli NSA w lutym 2016 roku zrobił z tego farsę, tworząc w jedynym „merytorycznym” akapicie dziwoląg z którego wynika, że Polacy nie mają prawa do decyzji GIODO, bo parafie nie są „Państwami Członkowskimi Unii Europejskiej”. Zabrakło odwagi żeby to jednym akapitem obalić, ale starczyło żeby jednym akapitem skarykaturować. Sprawa jest jeszcze śmieszniejsza, bo ustawa o ochronie danych osobowych była novum i miała po prostu implementować dyrektywę. Wiedząc o tym – bo głupia przecież nie jest – posłanka Lipowicz odwracała kota do góry ogonem, że niby ma implementować, ale do akcesji jeszcze daleko i suweren może trochę poprzerabiać a zanim ci frajerzy z Brukseli się połapią to wieki miną. Połapali się w 2017-ym: o tym, że kościoły podlegają dyrektywie powiedział w nagraniu dla uczestników konferencji „Ochrona danych osobowych w KościeleeuroGIODO Giovanni Buttarelli. Warto wiedzieć, że podczas konferencji omówiono dekret KEPu o odstępstwach, dyskutowano czy katolicy mogą zrzec się określonych praw przysługujących im na forum państwowym(proponuję zacząć od zakazu zatrudniania katolików w adwokaturze), prawie pisano projekt triumfalnego aneksu do Konkordatu i zgłoszono postulat żeby do wyłączenia spod ustawy sądów dla jasności dopisać, że także kościelnych – a dopiero co wydanym wyrokom NSA poświęcono jedno zdanie „aprobaty” dla odkrycia, że skarżący mogą spadać. NSA jest tak traktowany jak sam się traktuje i to jest akurat sprawiedliwe.

podstawa 3 – nie wiadomo o co w tym chodzi

„Tygodnik Faktycznie” nr 23/2016

Konia z rzędem temu kto zgadnie co konkretnie podlega pod „i 3”. To jedynie produkt nadgorliwości i serwilizmu. Nawet księża profesorowie nie wiedzą jak i po co tego bronić, bo GIODO musi umarzać z powodu „braku kognicji” nawet skargi ewidentnie dęte a wręcz pieniacze więc „i 3” jest przeciwskuteczne nawet na jedynym działającym poziomie merkantylnym. Więcej – to właśnie takie sprawy były konsekwencją przerzucenia „wyinterpretowywania kognicji GIODO” na studentów, rencistów i piekarzy. Należało podpowiedzieć prymasowi obalenie „i 3” dla dobra Kościoła to może by się orzecznictwo zmieniło. Ale jakże się zgodzić na obalenie „i 3” skoro „i 3” jest ostatnią zaporą przed rabacją ubecką z powodu „i 3”? Im bardziej trzeba „i 3” obalić tym bardziej się nie da. Temat jego śmieszności pojawił się w wywiadzie dla „Tygodnika Faktycznie„. Weźmy na warsztat parafię Matki Bożej od Wykupu Niewolników w Okonku. Podlega to-to pod „i 3” czy nie podlega? A jeśli tak to po czym poznać? A może nie chodzi o parafię tylko o to co w niej jest? To która szafa podlega? Ta z lewej czy ta z prawej? A może nie chodzi o szafy tylko o wpisy? To co podlega pod „i 3”? Liber baptisatorum czy liber matrimoniorum? Widać o co tu chodzi – gdyby sąd miał ocenić czy coś podlega pod „i 3” to nigdy by tego nie zrobił, bo się nie da. Zadałby Trybunałowi Konstytucyjnemu pytanie czy „i 3” jest zgodne z zasadą prawidłowej legislacji. Skądinąd krakowski WSA zadał takie pytanie w 2011 roku i to nie dlatego, że adwokat położył gotowca na stole i nie było gdzie uciec tylko dlatego, że odkrył jego potrzebę dla wydania wyroku. Mówiąc trybunałem:

[Artykuł 2 Konstytucji] ustanawia klauzulę demokratycznego państwa prawnego, której istotnym składnikiem są zasady poprawnej (przyzwoitej, rzetelnej) legislacji, funkcjonalnie powiązane z zasadą ochrony zaufania obywateli do państwa i stanowionego przez nie prawa (zob. np. wyroki TK z: 30 października 2001 r., sygn. K 33/00, OTK ZU nr 7/2001, poz. 217, cz. III, pkt 3; 24 lutego 2003 r., sygn. K 28/02, OTK ZU nr 2/A/2003, poz. 13, cz. V, pkt 2-3). Zasady poprawnej legislacji obejmują (…) zasadę określoności prawa. Wymagają stanowienia prawa spójnego, jasnego i zrozumiałego dla obywateli.

Po wielu latach szarpaniny wyrokiem TK K 4/05 tak się skończyła radosna twórczość w sprawie czynszów regulowanych. Są tam takie proroctwa:

Zauważalny brak komunikatywności może, w początkowym okresie jego stosowania, prowadzić do interpretacji niezgodnych z intencją ustawodawcy, zanim prawidłowa wykładnia zostanie ustalona w orzecznictwie sądowym. (…) Zdaniem Trybunału Konstytucyjnego zasady poprawnej legislacji zostały przez uchwalenie przepisów w zakwestionowanym zakresie wyraźnie naruszone, co musi prowadzić do uznania tych przepisów za niezgodne z wyrażoną w art. 2 Konstytucji zasadą państwa prawnego.

Takich wyroków jest kilkaset, ale nawet wśród przepisów wyrzuconych do kosza „i 3” jest ewenementem. To jest coś takiego jak 12 lat w areszcie tymczasowym. Do tego również odniósł się euroGIODO, dyplomatycznie sygnalizując, że wie jak nisko upadła Polska.

Jak z tym walczono: przez lata nie było odważnego, który by powiedział, że królowa jest naga (nawet w zdaniu odrębnym). Sądy nie robiły tego co powinny czyli nie oceniały „i 3” żeby nie skierować sprawy do trybunału tylko broniły układu czyli były jego częścią. Jedynie prof. Paweł Fajgielski rzucił z zakłopotaniem, że to „faktycznie nieudolna próba ukształtowania w tym zakresie autonomii Kościoła”. Z czego wyciągnął opaczny wniosek, że trzeba to zrobić porządnie czyli w przyszłości przy okazji reformy rozbroić te cztery kompromitujące zarzuty.

podstawa 4 – „i 3” to podstępny immunitet

Owo „i 3” podstępnie, prawniczą sztuczką, pozbawia Polaków prawa do decyzji GIODO. Parafie teoretycznie podlegają ustawie „na papierze”, ale nic im nie można zrobić – poza zapytaniem proboszcza czy skarżący jest katolikiem – czyli mają immunitet. NSA w „trzeciej linii orzeczniczej” ujął to tak:

Wskazane przepisy są jednak tak skonstruowane, że przewidują opisane wyżej prawa, lecz nie wskazują sankcji i sposobu wymuszenia zmiany danych. W szczególności GIODO nie może w tym celu wydać decyzji administracyjnej (art. 43 ust. 2 uodo).

Taki immunitet mają tylko ambasady. Różnica jest taka, że nienaruszalność ambasad jest fundamentem prawa międzynarodowego a nienaruszalność parafii wynika z udobruchania posłanki Lipowicz. Dnia 4 czerwca 1997 roku zrobiła awanturę, że w projekcie rządowym parafie nie były całkowicie wyłączone spod ustawy. Żeby ją udobruchać zrobiono dwa warianty – z doczepieniem „i 3” do ustępu o Urzędzie Ochrony Państwa i bez. Tę skromną genezę Wiewiórowski maskował dyrdymałami, że „nad ustawą i konstytucją pracowano symultanicznie„, co nawet nie jest prawdą. Prawdą natomiast jest, że urodził się symultanicznie z wojną w Wietnamie. Temu, do jakich absurdów to doprowadziło poświęcona jest lwia część całego Wystap.pl – choćby kafkowsko-haszkowski pomysł „prawa do zawracania dupy„, które wielkodusznie przyznano skarżącym. Skargi nie mogły odnieść żadnego skutku, bo GIODO „nie ma kognicji”, bo mu „i 3” zabrało, ale przestrzegając artykułu 7 Konstytucji zmarnowano tysiące godzin pracy na produkcję dziesiątek tysięcy stron z których nic nie wynika.

Jak z tym walczono: ostentacyjnie pomijane mimo oczywistości. Jedyną wypowiedzią było przyznanie Wiewiórowskiego red. Katarzynie Żaczkiewicz-Zborskiej, że „i 3” to „dziwna konstrukcja, istotnie nie spotykana w innych krajach europejskich, ale dopiero gdy został z ręką w nocniku czyli zaczęły spływać skargi parafii na jego pseudodecyzje. Nawet po tym jego radcy nie prosili o pytanie prawne więc dworowałem, że postępowanie sądowe przeniosło się na Lex.pl.

GIODO versus zdrowy rozsądek

Każdy z tych powodów wystarcza do obalenia „i 3”, co nie znaczy, że sąd może sobie wybrać który chce. Pierwszy oznacza, że „i 3” nawet nie ma w ustawie, drugi – nawet nie przyjęto poprawnie, trzeci – nawet nie wiadomo jak się do tego odnieść i czwarty – nawet nie ma konfliktu wartości. To są kolejne levele na drodze do „konstytucyjności” w którą nawet adwokaci parafii nie wierzą. To się nazywa onus probandi i to się zaczyna gdy kończy się promocja na dymanie frajerów. I tu niespodzianka. Zarzuty zostały przedstawione w pożegnalnej sprawie o sygnaturze II SA/Wa 352/17, która będzie miała swoje 5 – pardon, 15 – minut 16-go października. Dokładnie o godzinie 12:30, tradycyjnie w sali F WSA w Warszawie przy ulicy Jasnej. Panowie Góraj z Antoniukiem będą mieli aż 15 minut żeby przejść wszystkie cztery levele. Wyniki będą w listopadzie chyba, że stanie się coś dziwnego, np. wezwą naszą panią minister do odburknięcia. Brak kognicji najlepiej leczyć metodą doktora Grünsteina. Gdyby ktoś był zainteresowany to może poprosić sąd o udostępnienie kopii pisma do Marszałka Sejmu z 4 kwietnia 2011 roku z akt sprawy o sygnaturze II SA/Wa 352/17. Skoro sąd nie ma uprawnień do badania to niech chociaż zainteresowanym pdf-y porozsyła. Grand finale zapowiada się imponująco.

Facebook Comments

Website Comments

  1. Michał
    Odpowiedz

    Kurczę, a nie może być normalnie u nas? Czy politycy nie mogą wprowadzić podatku kościelnego? Kto chce to płaci, kto nie płaci to jest wypisany z danego kościoła, wyznania, sekty itp. A co da wywalczenie tego skreślenia „i 3”? Będzie można się wypisać przez urząd? Eh.

    • admin
      Odpowiedz

      Podatek stricte kościelny jest w krajach niemieckojęzycznych i chyli się ku upadkowi o czym przeczytasz w zakładce „Niemcy”. To jest archaizm z 19 wieku nieprzystający do współczesności.
      W walce z „i 3” chodzi o symbol a symbole są nie do zabicia. Symbolizuje totalną władzę Kościoła i totalne podporządkowanie ludzi tej hegemonii.

Post a comment