Irlandia, zewsząd otoczona morzem, leżąca na skraju kontynentu i przez wieki całkowicie podporządkowana wszechwładnemu Kościołowi katolickiemu do niedawna była obok znajdującej się w podobnej sytuacji Malty i – z innych powodów – Polski, jednym z trzech ostatnich bastionów katolicyzmu w Europie. To się właśnie gwałtownie zmienia zaś bolesny upadek nastąpił za sprawą ujawnienia szokującej prawdy o dziesiątkach lat gwałtów na dzieciach, wykorzystywania ich jako darmowej siły roboczej i wynajmowania dziewcząt z przykościelnych „ochranek” bogatym obywatelom do zabaw seksualnych czyli zorganizowanym niewolnictwie seksualnym – wszystko przy patrzeniu na to przez palce przez rząd, policję i społeczeństwo. Balon kościelnej władzy nad Irlandią przekłuł raport Ryana w maju 2009 roku. W ciągu jednego roku nastąpiła zmiana, która zazwyczaj zajmuje co najmniej jedno pokolenie.  Jedną z konsekwencji są głosy za głęboką zmianą konstytucji, która powstała w innej epoce i była realizacją katolickiej nauki społecznej. Potrzeba – mówią humaniści – wprowadzić zasadę rozdziału Kościoła od państwa.  Drugą symboliczną konsekwencją jest powstanie – miesiąc po opublikowaniu raportu Ryana – strony http://www.countmeout.ie która umożliwia wystąpienie z Kościoła. Założył ją webdesigner Cormac Flynn wspólnie z Grainne O’Sullivan i Paulem Dunbar. Procedura w Irlandii (ustalona dopiero w grudniu 2009) wygląda następująco: apostata wypełnia „Actus formalis defectionis ab Ecclesia catholica” i podpisuje wraz z jednym świadkiem. Następnie wysyła do (arcy)biskupa diecezji na terenie której mieszka list z prośbą o dokonanie adnotacji w księdze chrztów i podpisanym aktem jako załącznikiem. To wszystko. Jeśli chrzest miał miejsce w tej samej diecezji to kuria instruuje odpowiedniego proboszcza żeby wpisał co trzeba do księgi chrztów i to potwierdził. Jeśli w innej to wysyła papiery do odpowiedniej kurii gdzie robią to samo. Kuria może „zaprosić” na spotkanie w celu rozmowy (robi to zwłaszcza archidiecezja Dublinu), ale nie stawia tego jako warunku. Wycofuje się jeśli nadchodzi odpowiedź odmowna. Trzeba jednak odpowiedzieć, bo inaczej apostazja jest niezakończona. W praktyce całość sprowadza się więc do drugiego listu do kurii, że decyzja o wystąpieniu z Kościoła zostaje podtrzymana. Formularz wypełniło już ponad 11 tys. osób, co na tak mały kraj oznacza rewolucję obyczajową, nawet jeśli list wysłała tylko co dziesiąta osoba. Akcji towarzyszy kilkadziesiąt artykułów prasowych i audycji radiowych. Kościół przegrał walkę o monopol w przestrzeni publicznej.

Strona zawiera ogromny zbiór potwierdzeń i korespondencji z którego wypływają niezwykle ciekawe wnioski:

1) Podobnie jak w Polsce, pierwsze odnotowane wystąpienie z Kościoła miało miejsce przed „Actus formalis”, co potwierdza, że ta instrukcja nie była potrzebna do umożliwienia tego „przestępstwa” lecz do zapobieżenia niebezpieczeństwu podlegania prawu świeckiemu (dyrektywie 95/46/WE).

2) Strategia Kościoła to podkreślanie, że apostaci są „zranieni” (czy jakkolwiek to zostanie nazwane) z powodu czynów „niektórych członków Kościoła”. To wygodne, bo nie tylko zrzuca winę na „zgniłe jabłka”, ale także sugeruje, że sami apostaci nie potrafią odróżnić jednego od drugiego. Z powodzeniem można to rozciągnąć na wszystkie zbrodnie i hańby, którymi papież był już „zszokowany” i za które – rzecz jasna – przeprosił i „połączył się w bólu”. I dlatego używanie tego jako argumentu działa tylko na korzyść Kościoła. A więc – żadnych wykładów z historii i żadnego oburzenia! Mimo tego sama strona zawiera informacje o raporcie Ryana, który wstrząsnął Irlandią.

Irlandia odpowiedź episkopatu

3) Strona nie opiera się na irlandzkiej ustawie o ochronie danych osobowych lecz na watykańskim „Actus formalis”. Mimo tego – a może właśnie dlatego – biskupi irlandzcy nie popełnili tego błędu co polscy, by wydawać własną instrukcję lub całkowicie ignorować listy, jak to ma miejsce w Polsce. Dzięki temu można wystąpić listem, co zapobiega konieczności uciekania się do ustawy. Konferencja Episkopatu Polski „wypisując” tylko pod warunkiem poniżenia się sama zamknęła przestrzeń na której można było kooperować bez uciekania się do prawa powszechnego. Jest prawie pewne, że gdyby biskupi irlandzcy wykorzystali instrukcję KEP to skończyłoby się na powtórzeniu w Irlandii batalii prawnej UAAR z lat 1999-2002. Póty dzban wodę nosi póki się ucho nie urwie…

4) Nie ma w ogóle problemu z potwierdzeniem tożsamości, co pokazuje, że w Polsce ten problem został wykreowany sztucznie.

5) Sekretarz diecezji Cork and Ross ksiądz Tom Deenihan zapytany o minimalny wiek do formalnego wystąpienia z Kościoła był wyraźnie bezradny. „Przypuszczam, że ze względu na konsekwencje takiej decyzji osoba powinna mieć 18 lat, by ją podjąć” – odpisał niepewnie. Dziwne. Czyżby w Irlandii nie mieli Kodeksu Prawa Kanonicznego gdzie w kanonie 98 stoi to jak wół (jeśli wierzyć polskim biskupom rzecz jasna)?

6) W co najmniej jednym przypadku ksiądz wysłał zrzut ekranu z pokazaną adnotacją w polu „komentarz”, co sugeruje, że Kościół odchodzi od tradycyjnych ksiąg parafialnych na rzecz programów komputerowych.

7) Biskupi irlandzcy podkreślają, że nie będą udzielać sakramentów po apostazji (w tym katolickiego pogrzebu), jeśli apostata wyraźnie się nie nawróci. Ich polscy koledzy wydaje się, że byli mniej zasadniczy – pkt 20 wydaje się być stworzony do tego, by udzielić katolickiego pogrzebu (co kosztuje ponad 1000 zł). Po śmierci i tak nikt nie protestuje a zawsze można powołać się na instrukcję.

8 ) Instrukcja KEP narusza ustawę o ochronie danych osobowych choćby w punkcie 13-ym w myśl którego informacja o wystąpieniu z Kościoła może być ujawniona osobom postronnym (wiernym). Tymczasem biskupi irlandzcy wręcz proszą, by powiedzieć o tej decyzji rodzinie, aby nie było zaskoczenia po śmierci (sic!). Każdy ma bowiem prawo zastrzec, by administrator danych zachował ich poufność.

9) Kościół w Irlandii posługuje się zaczerpniętym z Włoch argumentem, że danych o chrzcie nie można usunąć ponieważ stanowią zapis o wydarzeniu historycznym, które miało miejsce. KEP tymczasem „wyjaśnia„, że „ustawa o ochronie danych osobowych nie ma zastosowania” ponieważ „dane zawarte w księgach metrykalnych, jako udokumentowanie przyjętych sakramentów, są niezbędne do wykonywania własnych zadań Kościoła„. A więc polityka „to nasza sprawa i nic Polsce do tego” wyziera nawet kosztem osłabienia własnej argumentacji.

Reasumując – praktyka w Irlandii jest niemal dokładnym przeciwieństwem praktyki w Polsce. Listy są honorowane, odpowiedzi szybkie i kulturalne. Prawo kanoniczne nie jest naginane a ustawa jest szanowana. Nie ma – jak w Polsce – straszenia „bo powiem babci”. Cała procedura oparta jest bezpośrednio na „Actus formalis”, bez „ułatwienia jednolitego stosowania„. Samo „Actus formalis” spełniło swoją rolę doskonale – mimo masowych wystąpień nikt nie powołuje się na ustawę, chociaż odpowiednik irlandzkiego GIODO uznał już w 2003 roku, że takie prawo przysługuje. Dość naiwnie twórcy strony ułatwiają wystąpienie z Kościoła katolickiego na podstawie jego prawa wewnętrznego mimo, że wiedzą iż można na podstawie prawa irlandzkiego. To może wyjaśniać spolegliwość tamtejszych biskupów.