Pisałem o procesach o odpowiedzialność Watykanu za ukrywanie pedofilii we własnych szeregach w USA. Jeden od 2004 roku prowadził William McMurry w Kentucky a drugi – Jeff Anderson w Oregonie. McMurry właśnie się poddał. Oznacza to, że na placu boju jest proces w Oregonie znany jako John Doe przeciwko Stolicy Apostolskiej i nowy w Wisconsin prowadzony także przez Andersona, złożony do sądu po ujawnieniu przez „New York Times” wyrozumiałości obecnego papieża dla gwałciciela ponad dwustu (!) głuchych dzieci, księdza Lawrence Murphy’ego – prawdopodobnie najbardziej ohydnej zbrodni na dzieciach w USA.

Powodem rezygnacji była niekorzystna decyzja Sądu Najwyższego USA, który uznał, że w tym co robili dostojnicy Stolicy Apostolskiej („zarządu” Kościoła) podlegają ochronie jako obywatele Watykanu (państwa). Co samo w sobie pokazuje, że podział na Kościół i państwo jest sztuczny a ufundowanie przez Mussoliniego Watykanu w 1929 roku było prawniczą manipulacją. Decyzja ta oznacza, że Watykan można pociągnąć do odpowiedzialności tylko jeśli się udowodni, że biskupi katoliccy są jego pracownikami lub przedstawicielami („officials”) i konspirowali narażając dzieci na pedofilię w ramach swoich obowiązków określonych przez „górę”. Anderson chce udowodnić pierwszą część tej tezy i ma po swojej stronie szereg argumentów (do drugiej części chce się posłużyć „Crimen sollicitationis”). Papież powołuje, upomina, przenosi i dymisjonuje biskupów, każdy biskup musi mieć pozwolenie Watykanu na urlop dłuższy niż trzy miesiące i na wydatek większy niż 5 milionów USD. Każdy biskup musi ponadto złożyć przysięgę wierności. A do tego wszyscy działają na podstawie Kodeksu Prawa Kanonicznego, który wydaje papież. Papież tworzy i zmienia diecezje i archidiecezje. Profesor prawa Marci Hamilton zauważyła także, że biskupi nie mogą samodzielnie zwalniać swoich księży – to prawo Kongregacji Doktryny Wiary. Powodem rezygnacji były także wątłe szanse na sukces. Dwóch spośród trzech skarżących było ofiarami pedofilii kilkadziesiąt lat temu a ówczesny arcybiskup diecezji w której miało to miejsce już nie żyje. Poszukiwania ofiar, które nie były jeszcze reprezentowane w sądzie nie przyniosły rezultatu.

Kościół wysunął argument, że jeśli biskupi zostaną na gruncie prawa cywilnego uznani za przedstawicieli Watykanu oznaczałoby to poważne wtargnięcie państwa do sfery wolności religijnej, potencjalnie wymuszając dalszą decentralizację Kościoła poprzez nowy sobór. „Jeśli procesy osiągną sukces doprowadzą do zmiany Kościoła katolickiego w sposób w jaki on sam siebie nie ustanowił” – powiedział kanonista Nicholas Cafardi z Duquesne University. Tymczasem byłaby to jedynie konsekwencja uznania przez Watykan samego siebie za państwo, chronione przez amerykańską ustawę zakazującą sądzenia państw – z drobnymi wyjątkami, które są właśnie rozpatrywane. Stolica Apostolska nie chcąc odpowiadać za pedofilię twierdzi, że Watykan jest państwem, ale już martwi się możliwymi skutkami tej strategii. Powołanie się przez kardynała Sodano na amerykańską ustawę było nawarzeniem piwa, które wkrótce może przyjść wypić. Ceną może być wzrost tendencji odśrodkowych takich jak postulat „referendum kościelnego„, które zmierzało do uniezależnienia Kościoła katolickiego w Austrii od Watykanu i ogromne utrudnienie dla ingerencji w politykę. Sądowy dowód, że biskupi są pracownikami obcego państwa nie odkryłby co prawda nic nowego, ale byłby ciekawym potwierdzeniem istniejącego stanu. Z kwestii opinii stałaby się to kwestia faktu. Episkopat doprowadził do beatyfikacji ks. Popiełuszki żeby stworzyć mit jak to Kościół walczył z komuną (zapewne w Komisji Wspólnej Rządu PRL i Episkopatu). Po wyroku Sądu Najwyższego USA ta propaganda mogłaby ucierpieć. Byłoby lepiej widać, że ci z centralą w Rzymie walczyli z tymi z centralą w Moskwie o władzę nad Polską.