Biskupi niemieccy mają największy problem z „apostazją” na świecie ponieważ ekskomunikują za odmowę płacenia podatku kościelnego – co według samego Watykanu jest niewystarczające. Ogłosili więc, że jednak jest wystarczające ponieważ oznacza to schizmę w rozumieniu kanonu 751 Kodeksu Prawa Kanonicznego. Rad-nie rad kardynał Herranz musiał to uznać ponieważ gra toczy się o 5 miliardów euro rocznie. Gdyby płacenie go było dobrowolne mało kto miałby ochotę płacić dodatkowe kilkaset euro (lub więcej, w zależności od dochodów). System opiera się więc na cichym przymusie. List okólny „Actus formalis defectionis ab Ecclesia catholica” uznaje z dziwnych powodów – prawdopodobnie historycznych – jedynie Brema, zamieszkana przez ok. 660 tys. osób. To w ogóle kuriozum ponieważ w Bremie można wystąpić zarówno „po niemiecku” czyli w urzędzie stanu cywilnego jak i „po katolicku” czyli pisząc do biskupa. Wyjaśniam właśnie czy to ostatnie obejmuje także powołanie się na niemiecką ustawę o ochronie danych osobowych.

Można próbować „zmusić” Konferencję Episkopatu Niemiec do zastosowania się do instrukcji watykańskiej. W gruncie rzeczy nieco się dziwię, że sami Niemcy zdają się na ten temat milczeć. Trzeba wysłać odpowiedni list do biskupa (model B lub „wystąpienie po irlandzku„) bez odmowy płacenia podatku kościelnego. Episkopat niemiecki nie może temu odmówić, bo byłaby to otwarta schizma wobec Watykanu. Po załatwieniu formalności można – dopiero wtedy! – załatwić w urzędzie formalności związane z podatkiem kościelnym. Nie będzie wówczas ekskomuniki, bo jest się już ekskomunikowanym przez sam Kościół. Tym samym stanie się tak jak chce Watykan – deklaracja przed urzędem państwowym nie będzie miała znaczenia dla Kościoła niemieckiego. Może to przetestować każdy, kto nie chce płacić podatku kościelnego. Swój cel i tak uzyska a jednocześnie pomoże Hartmutowi Zapp, który walczy z „cichym przymusem” płacenia tego podatku. Jeśli zastosuje to przynajmniej kilka tysięcy osób szala może przechylić się na jego stronę.