Administrator apostazja.info (który ma dziwną manierę powtarzania tego co robi wystap.pl, chociaż jeszcze we wrześniu obiecywał zajmować się „apostazją kanoniczną”) usiłował dowiedzieć się czy instrukcja KEP o apostazji nadal obowiązuje. 12 grudnia wysłał więc pytanie do Kurii Warszawskiej. Zepsuł całą sprawę głupim pytaniem czy jego akt apostazji z 2005 roku nadal obowiązuje (oczywiście, że tak – aby się pojednać trzeba dokonać abiuracji czyli wyznać wiarę i tu się nic nie zmieniło). Po trzech miesiącach narad (!) 10 marca notariusz wykorzystał ten błąd i odpisał mu, że jego akt apostazji jest ważny – co znaczy tylko tyle, że nadal jest ekskomunikowanym katolikiem. Uchylił się jednak od odpowiedzi na zasadnicze pytanie o ważność instrukcji z 2008 roku. Zamiast kontynuować korespondencję, Robert Prochowicz zadzwonił (!) do „bardzo sympatycznego” notariusza. Ten oczywiście ponownie wykorzystał okazję i powiedział, że wszystko jest po staremu – nie dając tego na piśmie.

Robert wyciąga Episkopat Polski za uszy z tą instrukcją – w grudniu „zadzwonił do pięciu kanclerzy kurii w różnych częściach Polski” pytając czy jest po staremu więc mu powiedzieli, że tak. W marcu zadzwonił do szóstego – z tym samym skutkiem. Również po 354-ym Zebraniu Plenarnym KEP w Zakopanem nie było ani słowa na ten temat. Efekt jest więc taki, że polscy biskupi z powodu „Omnium in mentem” oddalili się od linii Watykanu (zastosowanej w Irlandii) w taki sam sposób jak biskupi niemieccy z powodu „Actus formalis defectionis ab Ecclesia catholica„. Wówczas Niemcy byli na kursie kolizyjnym z Watykanem ponieważ za daleko zabrnęli z ekskomunikowaniem tych, którzy nie chcieli płacić podatku kościelnego (co im daje pięć miliardów euro rocznie). Teraz Konferencja Episkopatu Polski weszła w te same buty ponieważ zabrnęła za daleko z instrukcją o apostazji (co polskim biskupom daje kontrolę nad procesem występowania i tarczę ochronną przed próbami skierowania sprawy na tor świecki).

PS: Jarosław Milewczyk z apostazja.pl nadal nie rozumie czym jest „wystąpienie po włosku” i sądzi, że to zwykłe wystąpienie z Kościoła na gruncie świeckim. Tymczasem to po prostu robocze określenie na użycie Ustawy o ochronie danych osobowych, co zapoczątkowało wystap.pl. O tym, że wystąpił „kanonicznie” z powodu retroaktywności „Actus formalis defectionis ab Ecclesia catholicapisałem tutaj. Do sądu o zbadanie sprawy zaś nie wystąpił (i na to się nie zanosi). Zawodowym apostatom dla zachowania spokoju ducha zostało już tylko samooszustwo…