RPO-wreszcie-mówi-na-temat

co widzi Rzecznik Praw Obywatelskich…

Najtrudniejszym wyzwaniem czteroletniej batalii Wystap.pl o prawo do tzw. „wystąpienia po włosku” była deklerykalizacja języka używanego w dyskusji na ten temat. Trzeba było go stworzyć – i to praktycznie od podstaw. Póki wszyscy włącznie – a może nawet na czele – z „witrynami apostatycznymi” trąbili o apostazji niczym o ósmym sakramencie nie było nawet realnej możliwości mówienia o pozbawieniu Polski suwerenności za zgodą jej władz (na ten temat patrz także: „Washington Post” ostrzega przed przejęciem języka przez religie, 29 grudnia 2011). Dopiero wypowiedzenie przez GIODO nieformalnej umowy z biskupem Wojciechem Polakiem i seria styczniowych decyzji zakończyły realizację tego wielkiego zadania, zmuszając Kościół do rozpoczęcia posługiwania się językiem prawa, z którym można się nie zgadzać, ale przynajmniej należy do przestrzeni publicznej. Nie znaczy to bynajmniej, że nie ma tu kilku asów w rękawie…

proboszcz Archidiecezji Lubelskiej

… a co widzi pewien proboszcz

Już trzy lata temu Biuro Rzecznika Praw Obywatelskich „poddało się” zmasowanej kampanii i – przerywając bezkrytyczne i bezmyślne odsyłanie zaniepokojonych obywateli do niesławnej pamięci „instrukcji KEPu o apostazji” – „przyznało”, że wolność sumienia i wyznania obejmuje prawo do zmiany wyznania i jego porzucenia (w rogu). Na wspomniany przepis (art. 2 pkt 2a Ustawy o gwarancjach wolności sumienia i wyznania) powołuje się także GIODO – bo już może. To tych kilka słów – „należeć lub nie należeć do kościołów” – stało się dla Episkopatu Polski wyzwaniem na miarę „być albo nie być”. Nie powinno więc zaskakiwać, że kilka dni temu jeden z proboszczów Archidiecezji Lubelskiej wysłał list w którym podważał sens tego przepisu i próbował go sprowadzić do wolności sumienia i wyznania jako takiej. To jest czystej wody manipulacja – artykuł 2 tej ustawy wymienia 13 (!) konkretnych praw wynikających z tego bardzo ogólnego (i pojemnego) pojęcia. To o czym pisze proboszcz jest najbliższe punktowi drugiemu tego artykułu. Widać jednak co adwokat Kościoła teoretycznie mógłby próbować uzyskać tego typu sofizmatami. Gdyby udało się ten przepis tak rozwodnić, by stracił znaczenie, byłoby łatwiej zaatakować w sądzie nakazy GIODO dla proboszczów. Czyżby był to planowany scenariusz? Dowiemy się za kilka miesięcy, bo nie da się uciec od publicznej rozprawy. Niecałe trzy miesiące temu napisałem: „jeśli biskupi, zdemoralizowani Komisją Wspólną Rządu i Episkopatu, zrobią wszystko, by powtórzyć „wariant hiszpański” (w Hiszpanii walka o „wystąpienie po włosku” zakończyła się porażką) będzie to społeczno-polityczno-prawny koszmar, który GIODO sam sobie wyhodował„. Wszystko wskazuje na to, że właśnie się rozpoczyna.

Poza tym mogliby wreszcie przestać pisać o „braku prawa do żądania usunięcia danych osobowych z ksiąg kościelnych„, bo jest to klerykalna bzdura zatwierdzona w 2009 roku przez Michała Serzyckiego w punkcie 9 instrukcji Serzycki-Budzik, którą wysłaliśmy do diabła robiąc to czego nie można. Każdy ma prawo żądać tylko nie każdy ma prawo do tego co żąda. Od oceniania czyja racja przeważa są sądy a od ich przedstawiania – adwokaci. Tak to robimy w demokracji. Wypadałoby się po 16 latach obowiązywania ustawy nauczyć tej subtelnej lecz fundamentalnej różnicy. „Brak prawa do żądania” jest niczym innym niż żargonowym określeniem „Biuro GIODO umywa ręce i nie będzie się tym zajmować„. Niestety kurczowe trzymanie się tej nowomowy jest skutkiem prowadzenia przez GIODO obu precedensowych spraw od ponad trzech lat.

I jeszcze coś. Artykuł 2 pkt 2a został dodany do Ustawy o gwarancjach wolności sumienia i wyznania w nowelizacji przyjętej 28 sierpnia 1997 roku, a więc bardzo świadomie i celowo PRZED ratyfikacją Konkordatu, o co była wojna wygrana przez jego przeciwników. 178 posłów wzięło na siebie tę decyzję polityczną z jej daleko idącymi konsekwencjami. Zgłosiła go zaś… Unia Wolności w druku nr 1680 z kwietnia 1996. Konkordatu w całej tej łamigłówce w ogóle zatem nie ma, bo dopilnowano, by wiązały go Konstytucja, deklaracja rządu o interpretacji i „ustawy okołokonkordatowe”, a nie odwrotnie. Poza tym przepis ten jest jedynie uszczegółowieniem wiążących Polskę traktatów międzynarodowych, np. art. 10 ust. 1 Karty Praw Podstawowych Unii Europejskiej. Wprost o prawie do porzucenia religii jako nieodłącznej części praw człowieka zapisano wiadra atramentu. Jego największymi wrogami w ONZ są… państwa islamskie, których opór storpedował przekształcenie deklaracji o wyeliminowaniu wszelkich form nietolerancji religijnej w konwencję międzynarodową. Gdyby Episkopat Polski zamierzał dołączyć do tego zbożnego chóru musiałby nie tylko pominąć chronologię, ale zrobić to za cenę strącenia wolności sumienia i wyznania z piedestału w otchłań piekielną.

patrz także: „Kościół odmówi Komunii św. za… obronę praw człowieka?„, 9 luty 2013