Po pewnym wahaniu postanowiłem upublicznić korespondencję z Czytelnikiem. Sprawa bowiem nie jest jednostkowa i już wcześniej padały podobne pytania. Sprowadza się to mniej więcej do: „chętnie wystąpię z Kościoła nie oglądając się na prawo kanoniczne, które podobno i tak się w tym zakresie zmieniło, ale nie chcę utknąć na kilka lat w sądach i wydać majątku na adwokatów„. Ten błąd już wcześniej pojawił się na forum apostazja.pl (nie mogę go sprostować ponieważ – nie tylko ja – jestem tam persona non grata). Otóż nie ma takiego ryzyka i nikt tego nie oczekuje. Czas oderwać się od myślenia, że „wystąpienie z Kościoła” jest celem samym w sobie. On sam nie dopuszcza i nigdy nie dopuszczał takiej możliwości, akcji wystąpień jednostronnych w oparciu o wolność religijną w III RP (niestety!) nie było (natomiast pojawiła się we Włoszech w 1958 i 1986 roku oraz w II RP!) natomiast tzw. wystąpienie po włosku czyli w oparciu o ustawę o ochronie danych osobowych od trzech miesięcy tkwi na biurku ministra Wojciecha Wiewiórowskiego niczym statek na Biegunie Północnym. Nie, naszym celem powinno być stworzenie warunków w których te uwięzione statki wreszcie dopłyną do portu „wolna Polska” czyli przewietrzenie Biura Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych po trzech kadencjach Ewy Kuleszy i Michała Serzyckiego, które były katastrofalne z punktu widzenia podlegania kościołów ustawie. Tylko wówczas „wystąpienie po włosku” będzie w ogóle możliwe i pojawi się jako ukoronowanie całego procesu. Każdy może w nim wziąć udział i powiedzieć, że jeśli chodzi o „odzyskanie Polski” to wziął sprawy w swoje ręce.

Pytanie:

Biorąc pod uwagę pesymistyczny wariant wystąpienia z kościoła tzn. ze skargą do GIODO i pozwem do sądu, jakie mogą być koszty całej procedury? Jestem studentem i w razie czego nie mam swoich pieniędzy a ze zrozumiałych powodów rodzice nie byliby szczęśliwi gdybym ich poprosił o pieniądze na sprawę w sądzie przeciwko kościołowi.

Odpowiedź:

Michale, podejdź do tego bardziej jak do Twojej cegiełki w deklerykalizacji Biura GIODO po dwunastu latach skrajnie prokościelnych rządów Ewy Kuleszy i Michała Serzyckiego (spotkania z biskupami, zasłanianie się Konkordatem, instrukcja z 23 września 2009 o tym, że GIODO nic nie może, bo mu prawo kanoniczne nie pozwala, utrącanie spraw z księżmi w tle itd.). Tym samym – Twojej cegiełki w deklerykalizacji Polski w ogóle, bo jeśli w 2011 roku uda się wygonić prawo kanoniczne z jednego urzędu to uda się i z innych a Konkordat – o którym nie wiadomo nawet czy został poprawnie ratyfikowany – przestanie być taranem przeciwko polskim ustawom. I to o to tutaj przede wszystkim chodzi. Ta walka jest długa i trudna – w każdym indywidualnym przypadku podzielona na kilkanaście etapów (zob. pkt 6 FAQ). Prowadzenie jej wymaga mądrości, współpracy i cierpliwości – nie wszyscy mają te przymioty. Jej piękno polega jednak na tym, że GIODO nie wie kto z osób, które ją podejmą, jest gotowy dotrzeć do sądu a kto uzna, że wykonał swoją część roboty np. po dwóch umorzeniach. Z tego powodu musi zakładać, że każdy skarżący dotrze do sądu. Dlatego udział w kampanii, którą proponujemy to tania lekcja z prawa i państwa prawa.