Francuski poseł Jean-Pierre Brard napisał 7 marca 1997 roku Świadkom Jehowy w odpowiedzi na ich próbę wpłynięcia na parlamentalną komisję ds. sekt: „Jeśli chcecie Państwo nawiązać kontakt z przedstawicielami Państwa to polecam oficerów policji państwowej lub członków prokuratury departamentu Hauts-de-Seine. Im więcej się o nich wie tym bardziej ręce składają się do braw.

Moje kontakty ze Świadkami Jehowy ograniczały się do znanego chyba każdemu namolnego zagadywania na ulicy głupimi pytaniami w stylu „Czy wie pan czemu na świecie jest tyle wojen?”. Nigdy nie miałem poważania dla ich świadomej i podstępnej praktyki oddzielania dzieci od rówieśników poprzez system bezsensownych nakazów i zakazów, ale machałem na to ręką. Jest wiele przykładów na to jak religia zapewnia sobie trwanie poprzez oddzielanie zarówno od krytyki i innych poglądów jak i od innych form aktywności w ogóle, choć trzeba przyznać, że Towarzystwo Biblijne i Traktatowe „Strażnica” jest tu bardzo dobrym przykładem. Rzekoma „neutralność” tej sekty to tak naprawdę zakaz angażowania się w inne środowiska poza zborem – czy to polityczne czy jakiekolwiek grupy protestu lub nacisku. Życie członka poza ewentualnie pracą zawodową ma być wypełnione przez działalność misyjną i czytanie ich literatury. Moja chłodna obojętność zmieniła się jednak, kiedy – w związku z podstawową działalnością wystap.pl, jaką jest walka o prawo do wystąpienia z kościołów – dowiedziałem się o tym jak „Strażnica” traktuje osoby występujące. Nawet wiedząc o wielu podłościach, dokonywanych także dzisiaj w imię religii, jak promocja ubóstwa zakazem antykoncepcji, straszenie rządzących ekskomuniką, odbieranie własnym heroldom prawa do małżeństwa (co dla niepoznaki nazywa się „celibatem”), pogarda dla kobiet i wiele innych, to czego się dowiedziałem było dla mnie szokiem. Świadkowie Jehowy są największym związkiem wyznaniowym na świecie stosującym bezlitosną praktykę tzw. shunningu, to znaczy ignorowania lub unikania byłych członków – zarówno tych ekskomunikowanych jak i tych, którzy sami odeszli. Może to brzmieć jako jedynie dziwactwo, ale w praktyce prowadzi do rozbicia rodzin. Ponieważ zaś wielki nacisk położony jest na to, by ograniczyć kontakt członków ze światem zewnętrznym, osoba, która w ciągu jednego dnia traci całe swoje dotychczasowe życie, znajduje się w takiej pustce, że dla niektórych jedynym wyjściem staje się samobójstwo. W tej sprawie nie można już powiedzieć „mnie to nie dotyczy”. Jeśli chodzi o shunning wszyscy jesteśmy Świadkami Jehowy ponieważ „aby zatriumfowało zło wystarczy, by dobrzy ludzie nic nie robili”.

Członkowie sekty są usuwani przede wszystkim za zadawanie niewygodnych pytań. Ktoś może być po prostu zbyt szczery lub zbyt dociekliwy i wpaść w kłopoty ze starszyzną. Zadawanie pytań o liczne zmiany doktryny – co eufemistycznie nazywa się „nowym światłem” – skutkują swoistą „żółtą kartą” czyli baczną obserwacją. Jeśli ktoś stanie się zbyt niewygodny lub pyta o kompromitujące szczegóły, jak na przykład superluksusowa posiadłość ich faktycznego twórcy Josepha Rutherforda z dwiema limuzynami w San Diego – oficjalnie dla… proroków, co jest najlepszą wymówką jaką w życiu słyszałem – czy tajna lista ofiar molestowania seksualnego, przechowywana w centrali w Nowym Jorku, to jest wyrzucany bez względu na staż i zasługi. Sekta doszła do ściany w demonizowaniu takich osób – dosłownie uznawani są za „Antychrysta”. Skutkiem jest to, że żaden członek nie może z nimi rozmawiać pod groźbą potraktowania w ten sam sposób. Zakazane jest nawet „dzień dobry”, bo kierownictwo uznało to za zagrożenie dla skuteczności całego diabelskiego pomysłu. Z konieczności istnieją pewne luki w systemie w przypadku najbliższej rodziny, np. w sprawie testamentu czy zagrożenia życia, ale zrobiono wszystko, by ograniczyć te kontakty do minimum za którym byłyby już inne procesy, np. o odebranie praw rodzicielskich. Wprowadzono to w 1952 roku wobec ekskomunikowanych natomiast po wielkim kryzysie doktrynalnym w latach 1980-81 wprowadzono – w celu jeszcze większego zamknięcia się przed światem zewnętrznym – shunning wobec osób, które same wystąpiły. Tym samym zamknięto drogę ucieczki jaką było wystąpienie.

W latach 80-tych w USA były na tym tle procesy sądowe z których najgłośniejszy był wytoczony przez Janice Paul. Po długotrwałej batalii prawnej sąd apelacyjny uznał jednak, że praktykę tę chroni Pierwsza Poprawka czyli wolność religijna a Sąd Najwyższy USA w 1987 roku odmówił rozpatrzenia kasacji. „Strażnica” twierdzi, że to przesądza sprawę. Tak jednak nie jest. Sprawa Janice Paul pokazała w pigułce okrucieństwo tej praktyki i skalę zniewolenia członków. Kobieta była córką aktywistki sekty i jej wieloletnim oddanym członkiem. W 1975 roku jej rodzice zostali wykluczeni a jej powiedziano, że nie wolno jej rozmawiać na ten temat. W oczach „Ciała Kierowniczego” każda rozmowa na temat wykluczenia stanowi podważenie dogmatu o nieomylności starszyzny. Tego było dla niej za dużo i zachowała się przyzwoicie – wybrała lojalność wobec rodziców, występując w listopadzie 1975 roku. Sąd ustalił, że Świadkowie Jehowy podzielili ludzkość na cztery kategorie – członków, nie-członków, ekskomunikowanych i dobrowolnych odstępców. Paul należała do tej czwartej grupy więc można było z nią rozmawiać na tematy niezwiązane z religią. W 1980 roku odwiedziła byłych współwyznawców i została przez nich serdecznie powitana. We wrześniu 1981 roku włączono jednak kategorię czwartą do trzeciej (zamiast odwrotnie). Tym samym kobieta w ciągu jednego dnia z przyjaciółki stała się „Antychrystem”. Przyjaciele z dzieciństwa powiedzieli jej tylko, że nie mogą z nią rozmawiać. Nie mogła nawet wejść do ich domów. Rozpoczął się więc proces. Skarżąca twierdziła, że shunning narusza interesy, które prawo chroni lub powinno chronić. Co ciekawe, sąd nie miał wątpliwości, że członkowie działali nie jako osoby prywatne lecz z polecenia kierownictwa sekty. Po drugie – ani słowem nie zasugerował, że sama praktyka zasługuje na szacunek. Przeciwnie, widać nutę współczucia dla powódki. Po trzecie – sąd wziął pod uwagę wyrok w sprawie innej ofiary tej praktyki, Roberta Bear, w którym Sąd Najwyższy Pensylwanii dopuścił możliwość, że shunning może kolidować z wartościami będącymi „przedmiotem głębokiej troski stanu [Pensylwania]”. Chodziło tylko o to czy szkody jakie poniosła Paul przeważają nad „prawem” Ciała Kierowniczego, by je powodować. Ostatecznie sąd uznał, że granicą wolności religijnej jest zagrożenie dla zdrowia i porządku publicznego a shunning jest poniżej granicy tego radaru. Ten wyrok nie zaskakuje. Był rok 1987 – nie było jeszcze nawet przełomowego wyroku Sądu Najwyższego Oklahomy o tym, że każdy może wystąpić z kościoła. Prawo do prywatności – zwane w USA „prawem do zostawienia w spokoju” – dopiero raczkowało, natomiast wolność religijna – czyli „Pierwsza Poprawka” – była nie tylko ugruntowana, ale także traktowana z czołobitnością. Nie było więc nawet dość amunicji, by dotrzeć do Sądu Najwyższego, który zazwyczaj rozstrzyga konflikty wartości. Wyrok pokazał jednak dwie rzeczy fundamentalne – to, że proces teoretycznie można wygrać i to, że sama zasada granic wolności religijnej nie jest wystarczająca. Potrzeba jednak innego podejścia…

Tym czymś okazała się być Europejska Konwencja Praw Człowieka. Batalię rozpoczętą przez Janice Paul na nowy poziom wzniósł Belg Jacques Lejeune, który już poświęcił na proces siedem lat. W 2002 roku po siedemnastu latach członkostwa został wykluczony za wzięcie w obronę innego wykluczonego. Doprowadziło to do tego, że część rodziny przestała się do niego odzywać, na włosku zawisło też jego małżeństwo. W 2003 roku wystąpił do sądu w Liège powołując się na przyjętą kilka miesięcy wcześniej ustawę antydyskryminacyjną z 25 lutego oraz na art. 1382 kodeksu cywilnego, mówiący o zadośćuczynieniu („Każde działanie człowieka powodujące szkodę zobowiązuje winnego do jej naprawienia). Pozwanym jest belgijski oddział sekty z siedzibą w Kraainem. Proces 2010/RG/206 potrwa jeszcze długo, bo Lejeune oskarża „Strażnicę” o naruszenie szeregu artykułów EKPCz, m. in. „tortury lub nieludzkie traktowanie”.

Niezależnie od niego warto przyjrzeć się sytuacji we Francji. W latach 1995-2001 wydała ona wojnę sektom i mocno ograniczyła ich wpływy, np. pozbawiając je zwolnień podatkowych. Polski rząd przyjął w tym czasie (15 maja 2000) jedynie ogólny wstęp do tematu. 22 grudnia 1995 roku Zgromadzenie Narodowe przyjęło raport Gest-Guyarda na temat sekt a następnie 17 czerwca 1999 roku raport Guyard-Brarda „Sekty i pieniądze”. Oba raporty wymieniały Świadków Jehowy. W konsekwencji przyjęto ustawę przeciwko ekstremalnym formom religianctwa, tzw. ustawę About-Picard. Po raporcie Guyard-Brarda „Strażnica” poszła „na skargę” do Strasburga (numer 53430/99), ale nic nie wskórała – 6 listopada 2001 roku uznano ją za bezzasadną ponieważ samo istnienie prawa nie oznacza, że jest się ofiarą.

Cała linia obrony shunningu opiera się na kilku specjalnie wyszukanych wersetach z Nowego Testamentu, używanych jako tarcza. Sądy nie powinny się nabierać na tę grę. To, że ktoś znajduje jakiś werset z Biblii, by robić coś złego, to akurat nic nowego. Religie mają na koncie wiele kompromitujących wpadek interpretacyjnych o których wolałyby zapomnieć. Wersetami biblijnymi uzasadniano tortury, antysemityzm, mizoginizm, wojny, mordy i prześladowania. Potem szło to do lamusa, bo okazywało się, że „Bóg jest miłością”, cokolwiek to znaczy. Teologia to w pewnym sensie sztuka znajdowania wersetów biblijnych do swoich poglądów. Chodzi przecież tylko o to, by mieć stempel Pana Boga. Zresztą w czym w ogóle problem? Przecież są tam wersety o rzeziach, eksterminacji, prymitywnych karach wprowadzonych po raz pierwszy przez Hammurabiego, ofiarach z ludzi, dzieciobójstwie i świetny pomysł dla kleru jak pasożytować na ludziach – trzeba mianowicie zażyczyć sobie od kobiet ptaszka na przebłaganie za to czego nie można uniknąć czyli za miesiączkę. To daje górę pysznego mięska za darmo i z niczego. Każdy, kto chciałby „żyć zgodnie z Bibliązostałby natychmiast aresztowany i skazany na wieloletnie więzienie. Nie ma tam na przykład nic o transfuzji krwi i każdy średnio rozgarnięty człowiek wie, że jest to idiotyczna interpretacja Świadków Jehowy, która prowadzi do bezsensownych śmierci wielu ludzi. Mówiąc „żadnej krwi” mają właśnie krew na rękach. Notabene utrzymywana jest tylko po to, by nie przyznać się do błędu.

Wyroki, które biorą na cel nadużycia wolności religijnej nie są niczym nowym. W USA można wymienić sprawę Norman Hancock przeciwko mormonom od której ustalono, że kościół nie ma prawa ekskomunikować byłego członka. W 1989 roku w przełomowym wyroku Sąd Najwyższy Oklahomy orzekł, że członek kościoła ma prawo z niego wystąpić bez względu na to czy przewiduje on taką możliwość czy nie. Chociaż nie chodziło o Kościół katolicki był to dla niego cios, ponieważ on takiej możliwości nie przewiduje (jest to zawarte w kanonie 11 KPK). Podobnie podważane jest np. znęcanie się nad ofiarą w trakcie „wyganiania diabła”. Nie widać przed sądami, które te sprawy rozpatrują, egzorcystów z transparentem „pozwólcie nam bić ludzi”.

Jeśli wygra Jacques Lejeune sądy będą odważniejsze w sprawach ze Świadkami Jehowy w tle, które teraz są bez mała tematem tabu. W sprawie Hoffmann przeciwko Austrii (12875/87) trybunał strasburgski stanął przed dylematem – ojciec w trakcie sprawy rozwodowej domagał się praw do opieki nad dziećmi argumentując, że matka nie może zapewnić ich rozwoju psychicznego i intelektualnego oraz kontaktów z rówieśnikami ponieważ jest Świadkiem Jehowy. Sąd Najwyższy Austrii przyznał mu z tego powodu rację. Ostatecznie kobieta wygrała 5:4. Jest to odebranie prawa do obrony. Jeśli istnieją liczne dowody na to jak wyobcowane i osamotnione są w szkołach dzieci Świadków Jehowy – nie mówiąc o zagrożeniu dla zdrowia i życia z powodu paranoi na punkcie transfuzji krwi – to czemu wyciąganie z tego konsekwencji ma być tematem tabu? Podobnie w sprawach rozwodowych udział jednego z małżonków w sekcie powinien skutkować orzeczeniem o winie jeśli istnieją przekonujące dowody, że było to powodem rozbicia małżeństwa. W jeszcze szerszym kontekście taki wyrok byłby ciosem w samo serce religii ponieważ oznaczałby, że poziom jej ochrony przed pozwami jest tak niski, że w praktyce przestała mieć immunitet na naruszanie innych wartości. Apokalipsa dla religii przyjdzie nie wraz ze zstąpieniem Chrystusa wśród trąb chórów anielskich. Parafrazując Coppolę – apokalipsa jest teraz, wraz z każdym procesem w którym wolność religijna wycofuje się na z góry upatrzone pozycje przed innymi wartościami, z każdą decyzją w której gromkie „ale ja jestem religijnykwitowane jest pytaniem „i co z tego?. Christopher Hitchkins, który jest jednym z najwybitniejszych umysłów tego świata, powiedział niedawno, że nie zależy mu na tym, żeby religii nie było – on chce po prostu mieć od niej święty spokój. Do tego trzeba zaatakować nie „donację Mussoliniego” czyli Watykan lecz nimb świętości wolności religijnej i pokazać, że często narusza inne prawa człowieka, nigdy nie dając nic w zamian. Jedynym usprawiedliwieniem prawa do rozbijania rodzin jest prawo do rozbijania rodzin.

I wreszcie – belgijski proces o shunning pokazuje jak bardzo „koń trojański Watykanu” czyli Polska odstaje od Europy. Nie ma jeszcze nawet ustawy antydyskryminacyjnej, która powinna była zostać uchwalona jeszcze przed wstąpieniem do Unii Europejskiej, ponieważ Episkopat Polski napisał rządowi, że ma jej nie przyjmować, bo tylko on, Episkopat, może na niego naciskać. Oczywistą oczywistością było, że rząd zajmując się sektami w 2000 roku konsultował się z Sekretariatem KEP. W Polsce widać jeszcze jeden ewenement na skalę europejską – ośrodki antysektowe są prowadzone przez „psy Boga” czyli dominikanów i oszołomów religijnych pokroju Ryszarda Nowaka. To tylko pozorna opozycja ponieważ chodzi tak naprawdę o wykoszenie konkurencji z rynku. Nie zrobią one niczego, co poddałoby w wątpliwość najwyższy priorytet wolności religijnej w Polsce. Ośrodki antysektowe w rękach dominikanów to nic innego niż współczesna forma inkwizycji, którą onegdaj kierowali. Jeśli chodzi o Świadków Jehowy to podstawową lekturą jest książka „Pismo Święte przeczy nauce Świadków Jehowy” a największym problemem wydaje się być to, że nie wierzą w Trójcę Świętą. Wątki świeckie są drugorzędne a o shunningu nie znalazłem ani słowa. W 2008 roku napisałem pismo do prezydenta Koszalina, ujawniające ten problem. Na całym świecie dominuje perspektywa świecka w której kwestie religijne są w ogóle pomijane lub co najwyżej marginalne. Polski w międzynarodowej wymianie doświadczeń na polu sekt nie ma, bo nikogo nie obchodzą dysputy między Ciałem Kierowniczym a teologami katolickimi o Trójcę Świętą. Jest to kolejny obszar zawłaszczony przez Kościół katolicki i widać potrzebę jego „odzyskania” jeśli polski Minister Sprawiedliwości na temat dyskryminacji pośredniej ma mieć do powiedzenia coś poza tym, że nie mówi się Jehowa tylko Adonai.

Facebook Comments

Website Comments

  1. Zbigniew
    Odpowiedz

    Każda religia to nieszczęście dla człowieka!
    Nie można mieć świętego spokoju od religii!
    Nie można się godzić na wszechobecne bombardowanie religią, a szczególnie w Polsce za pieniądze podatników o innym światopoglądzie!
    Niemowlaki z rodzin katolickich nie mają tego wyboru co Świadkowie Jehowy w kwestii chrztu.
    Wstępując do Sekty wpierw należy poznać jej przeszłość i regulamin. Ciasnotą umysłową jest żeniaczka np. ateisty-antyklerykała z katoliczką!
    Kościół katolicki jest Sektą której się udało!
    Motto: kto urodził się pod ławą, to na ławę nie wyjdzie. Kto ma w życiu niefart, ten ma nieszczęść kupę może złamać palec wycierając pupę!

  2. Zbyszek
    Odpowiedz

    A ja chcę mieś spokój od nacisków antyklerykalnych. Nie chcę aby naciskano na moje dzieci wmawiając im, że Bóg nie stworzył ludzi tylko powstali sami. Nie chcę aby uczono moich dzieci nienawiści do innych narodów gloryfikując wojny na lekcjach historii. Nie chcę aby państwo wchodziło w moje życie w butach ze swoim nacjonalizmem i patriotyzmem. I co, o wolność jednostki religijnej nie będziesz walczył?

  3. ebed
    Odpowiedz

    Francuski poseł Jean-Pierre Brard napisał 7 marca 1997 roku Świadkom Jehowy w odpowiedzi na ich próbę wpłynięcia na parlamentalną komisję ds. sekt: „Jeśli chcecie Państwo nawiązać kontakt z przedstawicielami Państwa to polecam oficerów policji państwowej lub członków prokuratury departamentu Hauts-de-Seine”.

    W demokratycznym porządku prawnym – kiedy prowadzi się przesłuchania w sprawie dotyczącej jakiejś społeczności ZASR… obowiązkiem jest przesłuchanie przedstawicieli tej społeczności. Odmawiając im tego prawa lekceważy się prawo. Ów poseł zbłaźnił się tą odpowiedzią i pokazał, że sam ma gdzieś zasady państwa prawa, a chce sądzić innych na podstawie prawa.
    Poza tym, niech Maciej Psyk się tak nie podnieca postawą państwa francuskiego, bo ono już przegrało przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka. Dnia 16 grudnia 2003 roku orzekł, że francuskie sądy dopuściły się wobec Seraphine Palau-Martinez, będącej Świadkiem Jehowy, dyskryminacji na tle religijnym. Sprawa ta zhańbiła rząd i państwo francuskie, bo na jaw wyszło, iż wbrew wyrokowi sądu policja porwała dzieci matce, mającej jedyne prawa do dzieci i przekazano je siłą (!!!) ojcu, który wcześniej przegrał walkę o opiekę nad dziećmi. Tylko hitlerowcy robili podobnie.
    Ponadto warto wiedzieć, że antysektowe organizacje francuskie współpracują z przestępcami: w 2005 roku były członek francuskiego Zgromadzenia Narodowego udzielił wywiadu, w którym oskarżył Świadków Jehowy, że „jak wszystkie mafijne ugrupowania są zorganizowani na zasadzie piramidy”. Świadkowie Jehowy wytoczyli mu proces o zniesławienie i w lipcu 2007 roku Sąd Apelacyjny w Rouen orzekł na ich korzyść, uznając, iż użyte przez oskarżonego „przesadne określenia [były] całkowicie nieuzasadnione [i] przekroczyły granice dopuszczalnej wolności wypowiedzi”.

    Niezależnie od niego warto przyjrzeć się sytuacji we Francji. W latach 1995-2001 wydała ona wojnę sektom i mocno ograniczyła ich wpływy, np. pozbawiając je zwolnień podatkowych.

    Część tej sądowej batalii Francja przegrała: sprawa zwolnień podatkowy Sal Królestwa trafiła do Rady Stanu (Conseil d’État), najwyższego sądu administracyjnego we Francji. Dnia 23 czerwca 2000 roku Rada rozstrzygnęła, że zgodnie z francuskim prawem Świadkowie Jehowy są religią i w związku z tym Salom Królestwa przysługuje zwolnienie z podatku od nieruchomości. Co ważniejsze, orzekła, iż zajęcia odbywające się w tych Salach „nie szkodzą interesowi publicznemu”.
    Sprawa dalszych zwolnień podatkowych jest w Europejskim Trybunale Praw Człowieka.

    22 grudnia 1995 roku Zgromadzenie Narodowe przyjęło raport Gest-Guyarda na temat sekt a następnie 17 czerwca 1999 roku raport Guyard-Brarda „Sekty i pieniądze”. Oba raporty wymieniały Świadków Jehowy.

    Raport został bezlitośnie zbesztany przez sądy francuskie: „Dnia 1 grudnia 2005 roku Sąd Apelacyjny w Paryżu nakazał francuskiemu Ministrowi Spraw Wewnętrznych udostępnić Świadkom Jehowy policyjne dokumenty, na podstawie których wciągnięto ich w roku 1996 na listę „sekt”. Została ona przygotowana podczas zamkniętych posiedzeń, a treści owych dokumentów nie ujawniano rzekomo ze względu na bezpieczeństwo publiczne. Sąd uznał jednak, że „oceny skutków” działalności Świadków, o której wspominają te dokumenty, miały „błahy charakter” i „nie mogą być brane pod uwagę”. Mimo to wspomnianej listy raz po raz używano do uzasadnienia dyskryminacji Świadków Jehowy we Francji.

    [EDIT: Skąd ten cytat? Jeśli znikąd to znaczy, że jest zmyślony. – Admin]

    Tyle na razie wieści z Francji… Na razie….

    • admin
      Odpowiedz

      Ach, ebed (lub zenek lub lech lub aaa lub cokolwiek-sobie-napisze) w swoim żywiole. Długo to nie trwało. No więc tak – w raporcie wymieniono 172 sekty, gdyby posłowie chcieli wszystkie wysłuchać to do dzisiaj by nie napisali raportu, nie mówiąc o tym, że byłoby to zbiorowisko adwokatów we własnej sprawie gardłujące o tym jak to kochają Republikę. Bardzo dobrze, że poseł pokazał im gest Kozakiewicza. Francja ośmieliła się uderzyć w czuły punkt i to od razu wywołało reakcję, bo na procesy „Strażnica” zawsze ma miliony (tylko jakoś nie może mi go wytoczyć). Co ebed ma na obronę „WTS”? Niewiele, ale ma coś do zakrzyczenia – sprawę Seraphine Palau-Martinez (64927/01), która nie ma tu nic do rzeczy. Jest to po prostu inna sprawa, niezwiązana ze skargą na wojnę wydaną sektom, bo ta została jednogłośnie odrzucona jako niedopuszczalna. Jest to podobna sprawa do Hoffmann przeciwko Austrii. Tu sędzia Thomassen napisał w zdaniu odrębnym, że negatywny wpływ wyznania matki na dziecko może mieć wpływ na przyznanie praw rodzicielskich ojcu.

      I am unable to agree with the majority who consider that the Court of Appeal’s decision regarding the children’s residence constitutes discrimination between the father and mother on account of the latter’s religious beliefs as a Jehovah’s Witness.
      Whilst it is true that the Court of Appeal ruled in very general terms on the adverse implications of the Jehovah’s Witnesses’ beliefs for the children’s education, it did nevertheless establish a link with the adverse effects which, according to a psychiatrist, the mother’s religious convictions were producing on the children. In addition, the Court of Appeal based its decision on a letter from one of the children, stating his wish to remain with his father, and on witness statements which confirmed that the children had said that they would prefer to live with the latter parent.
      According to the Court’s established case-law, the underlying principle which must guide court decisions in respect of a child is the latter’s interests. Where necessary, a parent’s interests must be subordinated to these.
      Every court decision taken after a divorce concerning a child’s residence creates, in principle, a distinction between the two parents, in that elements such as each of the parent’s educational and emotional abilities, financial resources, housing conditions or place of residence may be decisive in the choice which must be made. It is clear that such a distinction, which, in a way, excludes the other parent from his or her child’s daily life, may be perceived as unjust by that person.
      A court’s intervention in choosing between two parents may be compared to the judgment of Solomon. Such intervention is an inevitable consequence of the parties’ decision to separate and it always represents interference in the family life of one of the parents.
      In this context, a court may be obliged, in the child’s interests, to examine more closely a parent’s attributes and living conditions when reaching its decision, although certain arguments would be insufficient to justify another form of State interference in a parent’s family life, such as for the purpose of child protection.
      It was in those circumstances, that is, in the context of choosing one of the parents, that the Court of Appeal considered the adverse consequences on her children of the mother’s religious convictions.
      In my opinion, this distinction between the mother and father, made by the Court of Appeal on the basis of the effects of the mother’s religion, does not amount to discrimination contrary to Article 14.

      Innymi słowy sędzia Thomassen doszedł do wniosku, że ta sprawa w ogóle nie dotyczyła skarżącej jako Świadka Jehowy!!! Ale to i tak temat poboczny, którego wyciąganie na obronę jest jak pisanie, że owszem, ta żona to się puszczała i nie dbała o dzieci, ale za to rok później mąż jej zrobił awanturę. Ponadto sąsiad powiedział, że to pewnie narkomanka i przegrał w Sądzie Apelacyjnym. Jak ten sąsiad się nazywał tego nie wiadomo, ale to nieważne. Ebedowi jak się ktoś nie podoba to pisze, że cytuje Hitlera i to jest wtedy w porządku. Do tego, że proces o shunning wrócił do belgijskiego Sądu Najwyższego nie wie jak się odnieść, bo jeszcze niedawno trąbił zwycięstwo a teraz okazuje się, że przedwcześnie.

  4. elka
    Odpowiedz

    Kiedy jesteś w 100% przekonany o prawdziwości religii w jakiej jesteś, to już powinieneś być tym faktem zaniepokojony. Kto nie wątpi, nie żyje.

  5. debed
    Odpowiedz

    „ebed”: Admin jest perfidny. Usuwa moje posty, blokuje możliwość pisania pod nickiem Ebed,

    KŁAMIESZ

    „ebed”: Jak się nie ma możliwości przesłuchania owych sekt, to się po prostu nie podejmuje działań!

    NIE ROZUMIESZ

    „ebed”: Hłe hłe. A coś ty za figura? Co ty możesz nam zrobić? Jesteś za cienki, żeby się tobą przejmować.

    Mimo tego ebed wysłał już ponad sto „komentarzy” z atakami, kłamstwami i pomówieniami. Jednak się przejmuje… 🙂

    „ebed”: Sam pisałeś, że „samo istnienie prawa nie oznacza, że jest się ofiarą„. W pełni się z tym zgadzam.

    Czyli przyznajesz, że skarga francuskiego oddziału sekty do ETPCz była bezcelowa? Dobrze wiedzieć.

Post a comment