Autor: Grzegorz Brzęczyszczykiewicz

Pochodzę z miejscowości należącej obecnie do Diecezji Zamojsko-Lubaczowskiej. Rodzice przeprowadzili się zaraz po moim urodzeniu. Do Świętego Kościoła Rzymskiego zostałem zapisany jednak jeszcze tam. Do swojego actus formalis defectionis ab Ecclesia catholica podszedłem metodycznie czyli zacząłem od zdobycia „czystego” świadectwa chrztu po to żeby go odesłać z powrotem. Wiem, że to dziwne, ale nie będę się kopał z arcybiskupem Michalikiem. Skoro tak chce to niech tak ma. Mieszkając obecnie na drugim końcu Polski odłożyłem sprawę do czasu przyjazdu do tej okolicy żeby załatwić ją w bezpośredniej rozmowie. Ostatecznie przyjechałem podczas urlopu. Moja pierwsza wizyta w kancelarii parafialnej miała miejsce w piątek późnym popołudniem. Przyjął mnie wikary gdyż proboszcz szykował się do jakiegoś wyjazdu. Od początku postanowiłem grać w otwarte karty i nie owijać niczego w bawełnę. „Traktuj go jak człowieka to i Ciebie tak potraktuje” – myślałem. Na pytanie o cel wizyty odparłem więc, że chciałbym odpis aktu chrztu. Wikary zapytał do czego mi on potrzebny (ponoć trzeba cel napisać na odpisie). Odparłem więc, że potrzebuję go by wystąpić z Kościoła Katolickiego. W tym momencie wikary zamarł, nieco się zmieszał i odparł, że od takich rzeczy to księdza proboszcza trzeba, po czym uprzejmie poprosił mnie o poczekanie na korytarzu i udał się po zwierzchnika.
Ksiądz proboszcz z poważną miną przybył niezwłocznie. Sytuacja się powtórzyła, na co dobrodziej odparł, że on nie może mi takiego odpisu wystawić bo Kościół wystawia jedynie w celach związanych z Kościołem (tak jakby dokument KEP z dziesiątkami kanonów i przekazywaniem dokumentów z jednej Prześwietnej Kurii do drugiej Prześwietnej Kurii nie był związany z Kościołem!). A co do mojego wystąpienia to mam napisać oświadczenie o chęci wystąpienia, on je włoży w akta i będę miał co chcę. Odpowiedziałem, że bardzo chętnie mu je tu i teraz napiszę jeśli dopisze ustaloną formułkę w księdze chrztów, którą miał za plecami i wyda mi „od ręki” uaktualniony odpis. Dyskusja na temat tego dlaczego proboszcz tego nie zrobi i abym podpisał owe oświadczenie (które zresztą zaczął przy mnie własnoręcznie pisać – Ja, imię i nazwisko, urodzony etc.) trwała dobrą chwilę. Jako, że nie ustępowałem, a widziałem, że będzie ciężko, zacząłem z innej beczki – że UoODO i że mogę żądać i takie tam. Ksiądz mi niestety dość często przerywał, wchodził w słowo i traktował nieco z góry, jednakże biorąc pod uwagę, że była to dla niego sytuacja niezwykła (prawdopodobnie spotkał się z czymś podobnym pierwszy raz w życiu) i emocjonalna, jestem w stanie go nawet zrozumieć.
Proboszcz stwierdził, że UoODO nie ma nic do niego i ksiąg chrztu i mi odpisu nie wyda. Odpowiedziałem, że ma obowiązek mi dać akt chrztu nawet na podstawie ich własnej (czyli kościelnej) instrukcji, i że będę się w razie czego odwoływał do kurii. Zapytał gdzie i jak, na co odparłem, że niestety nie znam na pamięć instrukcji KEPu i że to chyba nie moje zadanie znać obowiązki proboszczowskie (mówił o tym także punkt 23 instrukcji KEPu o prowadzeniu ksiąg parafialnych z 1947 roku, która obowiązywała przez cały okres PRL – przyp. MP). Wówczas proboszcz oznajmił, że on teraz nie ma czasu oraz, że jako iż jest to precedens w parafii, musi się skonsultować z przełożonymi. Poprosił mnie bym przyszedł w poniedziałek i pożegnał.
Nieco poirytowany obrotem sprawy, ale w zasadzie bezsilny pojechałem do domu. Weekend minął mi na czytaniu i rozmyślaniach o możliwych ścieżkach działania w zależności od wyniku rozmowy. Wróciłem w poniedziałek o umówionej godzinie. W kancelarii na stole czekał już podpisany i podbity pieczęcią parafialną odpis aktu chrztu. Proboszcz z grobową miną przeprosił mnie za swój nastrój, gdyż ponoć właśnie „umarł młody człowiek”. Przemknęło mi przez myśl, że mogła to być aluzja do mnie, ale postanowiłem tej kwestii nie drążyć. Podziękowałem za odpis i się pożegnałem.
Uzyskałem „czysty” odpis aktu chrztu – który jest warunkiem sine qua non przejścia do wystąpienia właściwego – przy drugiej wizycie. Ogólnie oceniam zabieg za dość udany – mogło być lepiej, ale jak czytam o pobiciach, awanturach i innych takich to mogę śmiało uznać, że u mnie było wedle najlepszych praktyk savoir vivre’u. Kilka razy z rozpędu wyrwało mi się „proszę Pana”, ale przeprosiłem i jakoś to wszystko gładko poszło.
Po powrocie z urlopu uzupełniłem formularz z Wystap.pl, wydrukowałem, skserowałem z dowodem osobistym i wysłałem poleconym za zwrotnym potwierdzeniem odbioru. List wysłałem 16-go września, parafia odebrała go 20-go a zwrotka wróciła do mnie trzy dni później. Kilka dni później przyszedł polecony. Otwierałem kopertę z niepewnością i przekonaniem, że to wysłanie mnie do parafii rejonowej i coś o instrukcji KEPu. Zostałem jednak bardzo pozytywnie zaskoczony. Znalazłem bowiem odpis aktu chrztu, na dole którego stoi jak byk – „Dnia 05 września 2012 r. formalnym aktem wystąpił z Kościoła katolickiego„. Jest również potwierdzona pieczęcią zgodność z Księgą Chrztów. Zdrowy rozsądek zwyciężył i obyło się bez kolejnej kompletnie bezsensownej sprawy w BGIODO. Ogromny ciężar mi z piersi spadł i poczułem się jakoś tak lekko i szczęśliwie.
By zakończyć – ksiądz proboszcz, mimo niezwykłej dla siebie sytuacji, zachował się z klasą i nie usiłował zbyt nachalnie przekonywać do pozostania w KK. Poza „będę się modlił za Pana duszę” nic więcej nie usłyszałem. Ze swojej strony również nie starałem się być złośliwy. Tak więc cała sprawa poszła całkiem sprawnie, kosztowała ok. 6 zł za list plus grosze za ksero i zajęła dwie wizyty w siedzibie parafii i jedną na poczcie. To wszystko przy absurdalnej procedurze „wydobywania” odpisu aktu chrztu tylko po to, by go odesłać z powrotem. Za tę jakże niewielką cenę mam poczucie uszanowania mojej wolności religijnej. Inna sprawa na ile proboszcz i kuria woleli uniknąć pisma pani dyrektor Moniki Krasińskiej, które by przyszło gdyby nie było adnotacji. Co prawda skarga zostałaby umorzona, ale proboszcz musiałby napisać oficjalną odpowiedź, która w dodatku mogłaby trafić w moje ręce. Być może moje „wystąpienie po włosku” jest dowodem, że polski Kościół przestaje widzieć sens w upieraniu się przy kompletnie nieudanym i nieuznawanym dokumencie. Jest symboliczne, że proboszcz wystawił mi nowe świadectwo chrztu w jego czwartą rocznicę.

Facebook Comments

Website Comments

  1. aznowak
    Odpowiedz

    “Dnia 05 września 2012 r. formalnym aktem wystąpił z Kościoła katolickiego“

    To może być podstęp – admin i Immanuel już o tym pisali. „Wystąpienie formalnym aktem” to formułka ze świętej instrukcji i może tylko Ci się wydaje, że wystąpiłeś, a tak naprawdę nadal jesteś katolikiem i masz obowiązek chodzić na mszę co tydzień.

    • admin
      Odpowiedz

      W ogóle używamy tej formułki, bo skoro zatwierdził ją abp Józef Michalik to żaden duchowny nie może powiedzieć, że jej nie uznaje. A katolikami są z definicji apostaci więc mylisz pojęcia.

  2. quyuan
    Odpowiedz

    Proszę mnie poprawić jeśli się mylę, ale zarówno osoba dokonująca apostazji jak i „wystąpienia po włosku” uzyskuje (albo uzyskiwała) na końcu (różnych) procedur identyczny dokument: świadectwo chrztu z formułką: „…formalnym aktem wystąpił z Kościoła katolickiego”. Czy tak?

    • admin
      Odpowiedz

      Tak – jak widać na wielu załączonych obrazkach.
      Na tym właśnie polegał atak na suwerenność Polski w wykonaniu KEPu, apostazja.pl i apostazja.info, że odbierali prawa Polakom i zamieniali na dobrą wolę Prześwietnej Kurii. Ponad dwa lata to piszemy.

      • monika
        Odpowiedz

        Ale przecież ciężko właśnie nie odnieść wrażenia, że to wymęczone wystąpienie Brzęczyszczykiewicza nie miało tu związku z „dobrą wolą Prześwietnej Kurii”, nieprawdaż?

          • monika

            Nie, piszecie o tym, że to apostazja.info, KEP i co tam jeszcze zamienili prawa Polaków na dobrą wolę Prześwietnej Kurii, zaś w tym momencie przyznajesz, że Autor – pan B. w swoim wystąpieniu również jest zdany na ową dobrą wolę. Wyczuwam niekonsekwencję, by nie powiedzieć – manipulację.

          • timmon

            Szkoda, że odróżniasz czynności cywilnoprawnej od kościelnego obrzędu zaciągania ekskomuniki. Weź sobie ze 2 miesiące urlopu i poczytaj wystap.pl.

          • admin

            Nie Moniko. Na tym dowcip polega, że nie jest. Prześwietna Kuria zamojsko-lubaczowska miała tylko wybór między wpisaniem adnotacji, którą wymyśliła sama Rada Prawna KEP a napisaniem do GIODO dlaczego tego nie zrobiono. I wybrała to pierwsze. Jak zresztą coraz więcej księży.

  3. Krzysztof
    Odpowiedz

    Nazwę miejscowości przy dacie na dole możnaby też zamazać, żeby zbyt wielu ‚zainteresowanych’ nie doszukało się czasem, o kogo chodzi.

    Jak dla mnie ta adnotacja w parafialnej księdze chrztu na gruncie prawa Kościoła rzymskokatolickiego nic nie znaczy, bo rzymskokatolickie prawo kanoniczne nie definiuje niczego takiego, jak „akt formalnego wystąpienia”. A prawo watykańskie jest ponad prawami miejscowymi, o ile Watykan nie postanowi inaczej. Żaden episkopat nie może wydać dokumentu bez uprawnienia wynikającego z prawa kanonicznego lub decyzji Ojca Świętego.

    Więc ta instrukcja, którą wydano 4 lata temu, nawet gdyby byłaby ważna czyli nawet jeśliby biskup zamojski ją przyjął, to i tak od 8 kwietnia 2010 r. sprawa jest nieaktualna…

  4. Kazimierz.
    Odpowiedz

    A ja się pytam, kiedy będzie można się wypisać się z tej zafałszowanej instytucji watykańskiej na zasadach normalnych, to znaczy świeckich. Dla mnie tzw. chrzest katolicki niemowląt jest totalnym oszustwem, fikcją.

    • admin
      Odpowiedz

      Nie rozumiem doprawdy skąd taka niechęć do „wystąpienia po włosku” i jednocześnie zachwyt nad prawem niemieckim.
      Jest to tylko – i jedyna – furtka do tego, by nie płacić podatku kościelnego. Gdyby go nie było to by nie było tej całej procedury.
      Niemcy mają OGROMNY problem z tym swoim pseudo-dobrowolnym podatkiem kościelnym, co widać po zainteresowaniu medialnym sprawą profesora Hartmuta Zappa i jestem przekonany, że za 20 lat go nie będzie – i Kirchenaustritt też wtedy nie.
      Poza tym zwróć uwagę, że wiąże się to z opłatą skarbową. Sam słuchacz mówił o 30 euro (różni się w zależności od landu).
      Paradoksalnie żeby wprowadzić takie rozwiązanie w Polsce trzeba by wprowadzić… status Kościoła jako korporacji prawa publicznego, bo to na nim się wszystko opiera. Jesteś pewien, że tego chcesz?

  5. Kazimierz
    Odpowiedz

    Nie rozumiem doprawdy skąd taka niechęć do “wystąpienia po włosku”

    Jedną z podstawowych przyczyn nieakceptowania “wystąpienia po włosku” to narzucona przez kler UPOKARZAJĄCA apostazja. Powinna też być RZECZYWISTA możliwość wypisania się z tzw. Krk i wykreślenia danych osobowych, (które kler wyłudza od rodziców przy tzw. chrzcie niemowląt, bez zgody osoby chrzczonej) z kartoteki kościelnej, na wniosek, (żądanie) na piśmie, obywatela kraju, przekazany na adres danej instytucji kościelnej, lub urzędu państwowego. Chrzest niemowląt, czy to katolicki, czy protestancki, czy jakiegokolwiek innego ugrupowania religijnego to SZYDERSTWO I TOTALNE KPINY z Pana Boga. Niemowlę nie spełnia podstawowych warunków chrztu jakim jest posiadanie wiary i osobistej decyzji chrzczonego człowieka. Prawdziwy chrzest polega na całkowitym zanurzeniu osoby chrzczonej w wodzie, (βαπτίζω) np. w rzece, jeziorze lub w morzu itp. Zatem chrzest niemowląt jest nieważny i jeżdżenie po Polsce i szukanie odpisu tzw. chrztu jest ABSOLUTNIE nie do przyjęcia.
    Nie widzę w tym problemu, żeby taki wypis był obciążony kwotą pieniężną.

    PS: Do timmon
    Znam i odróżniam, ale nie akceptuję.

    • admin
      Odpowiedz

      Kazimierzu, Ty nie „nie akceptujesz” „wystąpienia po włosku”. Ty po prostu nie zrozumiałeś „kto gdzie stoi” i co robi. My właśnie wystąpiliśmy przeciwko tej upokarzającej „instrukcji KEP-owskiej” (tu jest cały dział jak działa w praktyce) czyli Ty jesteś z nami a przeciwko tym, którzy ją propagują.
      Witamy na pokładzie!

      PS: Dysksuja kogo i jak chrzcić jest całkowicie poza naszym zainteresowaniem, przypomnę. Jeśli odpis chrztu w ogóle wchodzi w orbitę zainteresowania to z powodów opisanych w punktach 15 i 16 FAQ.

    • monika
      Odpowiedz

      @ timmon
      W aspektach, gdzie się różnią – odróżniam. Życzyłabym sobie po prostu rzetelnej informacji, a skoro jej nie ma, to każdy ma prawo interpretować opisaną metodę wedle własnego uznania i własnych kryteriów „normalności”. Może i całe szczęście. Może niech Administrator zaprzestanie już na stałe pisania swoich interpretacji danych faktów, bo odnoszę ciągle wrażenie, że cokolwiek by się nie przydarzyło wokół – zostanie to tutaj podciągnięte pod jego tezy. Jeśli metoda jest w konkretnym przypadku równie żebracza jak apostazja, to nie powinien przynajmniej akurat w tym punkcie karkołomnie przeciwstawiać jej apostazji, bo ośmiesza to wiarygodność głównej idei, niestety.

      • admin
        Odpowiedz

        Moniko, byłoby dobrze gdybyś najpierw przestała mylić „kto gdzie stoi” i sama sobie przeczyć.

        Ale przecież ciężko właśnie nie odnieść wrażenia, że to wymęczone wystąpienie Brzęczyszczykiewicza nie miało tu związku z “dobrą wolą Prześwietnej Kurii”, nieprawdaż?
        Jeśli metoda jest w konkretnym przypadku równie żebracza jak apostazja, to nie powinien przynajmniej akurat w tym punkcie karkołomnie przeciwstawiać jej apostazji

        Proponuję zacząć od wyjaśnienia specjalnie dla Ciebie.

        • monika
          Odpowiedz

          Gratuluję panu B. samozaparcia, fuksa czy czego tam jeszcze. Ale dla mnie osobiście wspomniany wybór w komentarzu nr 4365 jest wyborem jak między dżumą a cholerą, przykro mi. Przesadną entuzjastką metody niemieckiej na dłuższą metę także nie jestem, choć i tak jest z 10 razy lepsza od tej (w końcu to nie ja bym płaciła ten podatek tylko mój bliźni ;)). Poza tym odwoływanie się do ochrony moich danych osobowych także nie jest najtrafniejsze i źle brzmi… Przecież ja chcę moich wolności konstytucyjnych odnośnie wolności wyznania itp. i nie obchodzi mnie żadna ochrona danych, mogą je sobie przetwarzać, a nawet wyświetlić na telebimie, że taka-to-a-taka została przez rodziców ochrzczona, lecz nigdy nie przyjęła kolędy, nie dała koperty, nie posłała dziecka na religię. Wiem, zwulgaryzowałam sytuacje odrobinę, ale chodzi mi o to, że w tym wszystkim CO INNEGO jest najważniejsze a nie jakaś ochrona danych… Po cichu od dawna liczę, że powstanie jakaś kolejna metoda odwołująca się do innego typu instytucji państwa polskiego, właśnie w końcu jakaś „NORMALNA”. Zaś co się tyczy „gdzie kto jest i gdzie stoi” to oczywiście rozumiem, że Wy jesteście w dwóch zwalczających się obozach (i nawet GIODO w gazetach się z tego wzajemnego zwalczania „na śmierć i życie” śmieje czy ironizuje – w TVP INFO tez słyszałam, jak z tego polewał. Podobną polewkę zapewne ma wielu innych katolików zacierających ręce. Bronicie każdy swego „dziecka”, jedni metody włoskiej a drudzy – apostazji. To zrozumiałe. Ja natomiast przyglądam się z boku, obiektywnie, bo słuchając tylko jednej albo tylko drugiej narzuconej narracji, cierpiałabym niechybnie na dysonans poznawczy. Przydałby się okrągły stół w tej sprawie: apostaci, występowcy po włosku, występowcy po niemiecku i wszelcy inni, bo jestem już zmęczona tym sporem i patem.

          • admin

            Gratuluję panu B. samozaparcia, fuksa czy czego tam jeszcze. Ale dla mnie osobiście wspomniany wybór w komentarzu nr 4365 jest wyborem jak między dżumą a cholerą, przykro mi.

            Dla biskupów też to jest wybór między dżumą a cholerą i też im przykro. Tak więc sama przyznałaś, że to „wystąpienie po włosku” sprawia Kościołowi kłopoty, a nie „sakrament apostazji”, który sami wymyślili. Nawiasem mówiąc przyznała to także publicznie pani teolog Katarzyna Kasprzyk.

            Przesadną entuzjastką metody niemieckiej na dłuższą metę także nie jestem, choć i tak jest z 10 razy lepsza od tej

            Domyślam się, że masz na myśli ten standard europejski o który walczymy. Czyli chcesz wprowadzenia w Polsce walącego się w Niemczech pseudodobrowolnego podatku kościelnego w wysokości 8% należnego podatku dochodowego, z jedną wąską furtką jak tego uniknąć. Chyba masz problem, bo rząd planuje 0,3% i nie podatku kościelnego tylko możliwości przekazania z tego co i tak trzeba zapłacić.

            Poza tym odwoływanie się do ochrony moich danych osobowych także nie jest najtrafniejsze i źle brzmi. Przecież ja chcę moich wolności konstytucyjnych odnośnie wolności wyznania itp. i nie obchodzi mnie żadna ochrona danych, mogą je sobie przetwarzać, a nawet wyświetlić na telebimie, że taka-to-a-taka została przez rodziców ochrzczona, lecz nigdy nie przyjęła kolędy, nie dała koperty, nie posłała dziecka na religię.

            No to w czym masz problem? Specjalnie dla Ciebie jest na wystap.pl „autoapostazja czyli zrób to sam(a)„.

            Ja natomiast przyglądam się z boku, obiektywnie

            Najpierw sama sobie zaprzeczyłaś a potem przyznałaś nam rację. 🙂

            nawet GIODO w gazetach się z tego wzajemnego zwalczania “na śmierć i życie” śmieje czy ironizuje – w TVP INFO tez słyszałam, jak z tego polewał

            A masz jakieś namiary na te gazety?

          • monika

            Chodziło mi o to, że ustawodawca powinien zmusić Kościół do umożliwienia prościutkiego występowania, bez żadnych pokrętnych lisich kruczków typu GIODO, ustawa o ochronie danych. Mogę im nawet dać swoje dane osobowe po wystąpieniu, byleby tylko ktoś ich w końcu zmusił jasnym odrębnym jednoznacznym przepisem do odhaczania, że taki a taki obywatel w jedną minutę wystąpił z KK czyli do jednoznacznego poszanowania konstytucyjnej wolności obywatela do religii i OD RELIGII. To, jak sądzę, nadrzędne prawo względem marnej i w powszechnym odbiorze – upierdliwej ochrony danych osobowych, która nota bene sama w sobie jest dość świeżym wynalazkiem cywilizacji, w odróżnieniu od religii i Kościoła. A gdyby nadal nie wymyślono przestrzegania ochrony danych osobowych, ochrony wizerunku itp., to znaczy, że nie mielibyśmy prawa występować z KK??? Przecież to absurd. Przed powstaniem ustawy o ochronie danych osobowych w 1997 roku bez problemu można było należeć bądź nie należeć np. do Towarzystwa Filatelistycznego. I z Kościołem powinna być taka sama krótka piłka!

    • admin
      Odpowiedz

      @ Monika

      byleby tylko ktoś ich w końcu zmusił jasnym odrębnym jednoznacznym przepisem do odhaczania, że taki a taki obywatel w jedną minutę wystąpił z KK czyli do jednoznacznego poszanowania konstytucyjnej wolności obywatela do religii i OD RELIGII

      No przecież od tego (mniej-więcej…) jest Święta Instrukcja Apostatyczna, załatwiona dla kandydatów na apostatów przez trzech guru apostazji po trzech latach starań.

      Jak wiemy z dobrze poinformowanego źródła – po otrzymaniu okólnika “Actus formalis defectionis ab Ecclesia catholica“ większość biskupów w ogóle nie chciała osobnego dokumentu a “apostazje podatkowe” w Niemczech były problemem marginalnym i głównie śląskim. Powstał po ponad roku pracy ponieważ “długo oczekiwali” na niego zawodowi apostaci, bo “z pewnością będzie bardzo pomocny przyszłym apostatom“, zachęcając do niego biskupów w rozmowie z KAI. Mariusz Gawlik wiedząc, że jest w trakcie tworzenia, sam pomagał Episkopatowi go napisać (wszystkie jego pytania zostały ujęte w ostatecznej wersji). “Biskupi nareszcie opracowali dokument dotyczący apostazji” – nie posiadał się z radości Robert Prochowicz, kiedy go jeszcze nie widział na oczy, bo dawał nadzieję “aby ludzie, którzy zdecydowali się na wystąpienie z Kościoła, nie musieli już odwoływać się w tej kwestii do żadnych sądów” (!!!).

      Zwróć uwagę, że nie wymaga – a nawet wyklucza! – pokrętne lisie sztuczki typu GIODO, ustawa o ochronie danych. Dodatkowo propagują ją apostazja.pl, apostazja.info, racjonalista.pl a nawet Ruch Palikota. Czy masz z nią jakiś problem?
      PS: Pytanie jest jednocześnie do Kazimierza.

      Przed powstaniem ustawy o ochronie danych osobowych w 1997 roku bez problemu można było należeć bądź nie należeć np. do Towarzystwa Filatelistycznego. I z Kościołem powinna być taka sama krótka piłka!

      Wyobraź sobie, że z Kościołem było identycznie – i dosłownie wpisano to do ustawy nawet! Właśnie po to żeby była jasność. Ustawa z dnia 26 czerwca 1997 r. o zmianie ustawy o gwarancjach wolności sumienia i wyznania oraz o zmianie niektórych ustaw – Dz.U. 1998 nr 59 poz. 375. Czyli nie wiesz o czym piszesz.

      • monika
        Odpowiedz

        A już zaczynałam sądzić, że nie zauważyłeś nieścisłości tego mojego argumentu. 😉
        Tak, zgadza się, nawet moje konstytucyjne wolności nie istniały przed uchwaleniem konstytucji itd., racja, racja. Mówiłam w tym punkcie chaotycznie skrótowymi obrazami, „bardziej w pewnym duchu niż w literze” – cytując pewnego klasyka, sorry. Najogólniej mówiąc – prawa mamy niedoskonałe, czasem się na nie święcie powołujemy, a czasem usiłujemy je zażarcie zmieniać, prawda? Rzecz w tym, że jeśli nie żyjemy w państwie wyznaniowym, to powinna być przejrzysta do bólu (wolnościowego demokratycznego bólu) możliwość wstępowania i występowania z kościołów, a nie jakieś czary-mary w tym temacie. Nie upieram się jednak, że konstytucja jest jak najwłaściwiej napisana, ale tak czy inaczej najwyższy czas, żeby dało się uchwalić w nowożytnym wolnym demokratycznym kraju takie prawo, by umożliwiono obywatelom jasne, bezproblemowe i transparentne wystąpienie ze związku wyznaniowego, bez obchodzenia głównego tematu dookoła przez jakieś ochrony danych czy inne triki. Co najmniej RPO powinien za to beknąć albo i ktoś wyżej, premier za to, że toleruje sekciarstwo. Przecież to sekta m.in. funkcjonuje tak, że nie można z niej wyjść.
        Albo jeśli RPO i wszelkie instytucje państwowe nie są tu winne i działają zgodnie z prawem… z prawem naszego quasi-wyznaniowego państwa, (pytanie otwarte czy quasi), no to Polska, Sejm, powinna “się obudzić” i doprecyzować przepisy jasno i dobitnie! A nie babrać się chyłkiem w przepisach o danych osobowych, bo to wręcz ośmiesza całą sprawę, zarówno w oczach osłupionej szerokiej opinii publicznej jak i realnie.

        ADMIN: Połączyłem komentarze, ale prośba byłaby o pisanie od A do Z. + z .’ą, ,’iem i takimi tam.

        • admin
          Odpowiedz

          Moniko, trudno dyskutować jeśli nie wiadomo do końca jakie masz zdanie i co proponujesz. Napisałaś, że chcesz „byleby tylko ktoś ich w końcu zmusił jasnym odrębnym jednoznacznym przepisem do odhaczania, że taki a taki obywatel w jedną minutę wystąpił z KK czyli do jednoznacznego poszanowania konstytucyjnej wolności obywatela do religii i OD RELIGII„. Z drugiej strony nie odpowiadasz na pytanie czy uważasz za rozwiązanie „instrukcję KEPu o apostazji”, a to jest samo sedno sprawy. Czy ona załatwia sprawę a jeśli nie to dlaczego?

          • monika

            Była już dżuma i cholera, więc na tę chorobę już brak skali. Nie zadawaj mi pytań retorycznych, bo i bez tego mnie szlag trafia, gdy widzę np. jak namęczył się Brzęczyszczykiewicz, przechodząc cholerę cudem szczęśliwie przy takiej „polskiej służbie zdrowia”…

          • admin

            Pytanie nie jest retoryczne – to sedno sprawy na które nie chcesz odpowiedzieć (apostaci też nie).
            Poza tym piszesz bez składu i ładu mieszając pojęcia, wyciągając fałszywe wnioski, zaprzeczając sobie i przyznając nam rację nie wiedząc o tym. Kończę dyskusję.

Post a comment