Wielka Izba Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu (zgromadzenie siedemnastu sędziów rozpatrujących odwołania w najbardziej skomplikowanych sprawach) wydała bardzo ważny wyrok odpowiadający na pytanie czy duchowni mogą zakładać związki zawodowe. Najkrótsza odpowiedź: 11 na nie, 6 na tak. Skargę na wyrok odmawiający rejestracji wnieśli założyciele związku zawodowego „Păstorul cel Bun” („Dobry Pasterz”), który miał działać w prawosławnej Archidiecezji Krajowa w południowej Rumunii. Nawiasem mówiąc w sześcioosobowej mniejszości znalazł się przewodniczący Trybunału Dean Spielmann.

Na tym można by zakończyć gdyby nie dwa wydarzenia. Po pierwsze, prawosławna Metropolia Oltenii zamiast zostawić wnioskodawców w spokoju zaczęła ich ścigać i zmuszać do wycofania skargi – oczywiście w ramach „wewnętrznych spraw Kościoła„. 29 września 2008 roku sprawa była dyskutowana na synodzie metropolitalnym. Ustalono, że skarżący powinni zostać ukarani karami kościelnymi. W rezultacie założycieli wezwano do kurii gdzie niektórzy z nich podpisali deklarację, że chcą wycofania skargi. Cel był jasny: gdyby ugięli się wszyscy, ta precedensowa sprawa upadła by bez wyroku. Kampania nasiliła się po wygraniu sprawy w pierwszej instancji 31 stycznia 2012 roku, gdy władze kościelne zostały zmuszone do walki o zmianę wyroku przez Wielką Izbę. W liście z 21 czerwca 2010 roku sekretariat Rumuńskiego Patriarchatu Prawosławnego napisał, że duchowni nie mogą występować do sądów rumuńskich lub międzynarodowych bez zgody władz kościelnych i polecił Arcybiskupowi Krajowa zdobyć deklaracje wycofania skargi od pozostałych skarżących pod groźbą kar kościelnych. Wyrok Wielkiej Izby wisiał więc na włosku – przypuszczalnie zawdzięczamy go kilku odważnym popom, którzy zdecydowali się ponieść wysoką osobistą cenę za doprowadzenie do niego. Sama balansująca na granicy prawa reakcja kościoła (Wielka Izba uznała, że presja nie była na tyle silna, by uznać, że Rumunia naruszyła prawo do skargi patrzeniem na nią przez palce) jest tu argumentem za rejestracją związku zawodowego…

Po drugie, do prawosławnej Archidiecezji Krajowa postanowił w charakterze strony trzeciej dołączyć… polski rząd. Jego stanowisko ujawniono w punktach 115-117 wyroku Wielkiej Izby.

The Polish Government

115.  The Polish Government submitted that the Chamber should have focused more on the special nature of the relationship between the Church and its clergy. The fact that the rights claimed by a group of clergymen were of an economic, social or cultural nature did not support the conclusion that recognition of their trade union would be unlikely to undermine the autonomous operation of the religious community in question.

116.  They argued that it was in the first place for religious communities themselves to decide which activities were to be treated as part of religious practice or as having an impact on their internal organisation or mission, and that to entrust this role to the domestic courts would be a source of conflict and would require the courts to settle religious matters, in breach of the autonomy of religious denominations and the State’s duty of neutrality.

117.  Lastly, they submitted that, on account of their training and their decision to join the clergy, priests had a heightened duty of loyalty towards the Church and should be aware of the requirements of their mission, which limited the exercise of certain rights.

W skrócie, polski rząd stanął murem za władzami kościelnymi w Rumunii, które odzierały swoje duchowieństwo z prawa do sądu (!) i podważał wyrok Izby, który przyznał rację skarżącym. Gdzie w tym polski interes narodowy? Ano nigdzie! Polski rząd reprezentował interesy Prezydium Konferencji Episkopatu Polski, które 11 kwietnia 2012 roku wydało „Deklarację Konferencji Episkopatu Polski nt. sentencji Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu w sprawie Sindicatul Păstorul cel bun c. Roumanie (nr 23330/09)„. KEP mógł swoje interesy sam reprezentować, tak jak zrobił to Patriarchat Moskiewski. Zamiast tego tradycyjnie pozostał w cieniu nie biorąc za nic odpowiedzialności a zrobił to usłużny polski rząd. I to w sytuacji kiedy w proces nie ingerował rząd rosyjski – największego kraju prawosławnego.

patrz także: Helsińska Fundacja Praw Człowieka na temat wyroku w I instancji

Facebook Comments

Website Comments

  1. Krzysztof
    Odpowiedz

    W wielu naszych diecezjach księża bez zgody biskupa mają zakaz występowania w cywilnych sprawach sądowych.
    Istotna kwestia to taka, że przynależność do stanu kapłańskiego jest dobrowolna.
    Jeśli ktoś z kapłanów złoży urząd, może iść własną drogą i procesować się z każdym.
    Tak samo, gdy ktoś zawiera dobrowolną umowę z pracodawcą i oświadcza pod groźbą wysokich kar, że nie będzie w tym czasie współpracował z konkurencją.

    Przepisy europejskie są absurdalne i niesprawiedliwe, bo w wielu przypadkach nie gwarantują wolności. Pomimo, że nie życzę sobie łożyć na finansowanie spraw niezgodnych z moim sumieniem, mam taki przymus i koniec, kropka.

    W aspekcie prawa cywilnego ci nieszczęśliwi ludzie, nieusatysfakcjonowani wyrokiem, mogą założyć związek wyznaniowy o nazwie “Păstorul cel Bun”, który w żadnym stopniu nie przeczy ich wyznaniu. Ciekawe, jak lokalny Kościół nałoży na nich klątwę, bo takich przepisów do tego nie ma. Chyba, że w sposób demokratyczny wymyśli nowe…

    • admin
      Odpowiedz

      Zaraz zaraz Krzysztof – między zakazem konkurencji a zakazem występowania do sądów (w tym do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka) jest nie tylko różnica: jest przepaść. Mamy oto do czynienia – według Twoich własnych słów – z sytuacją w której samo naruszenie prawa księdza do wystąpienia do trybunału jest niedozwolonym ograniczeniem jego prawa do skargi, ale jednocześnie nie ma on do niej prawa na podstawie zasad wymaganych – a nawet ustalonych ad hoc – przez jego przełożonych. Udajesz, że problemu nie ma czy naprawdę go nie widzisz? Właśnie z przekonania, że wszystko co się dzieje w kuriach jest „wewnętrzną sprawą Kościoła” powstał ogólnoświatowy skandal tuszowania pedofilii i ukrywania pedofilów, który zadał Kościołowi większe straty niż komunizm. Być może porzucenie tego anachronizmu leży w jego własnym interesie? Zresztą sama Wielka Izba przyznała, że tolerowanie przez państwo naruszenia prawa do skargi może być równoznaczne z naruszeniem tego prawa przez samo państwo i w tym przypadku nie doszło do tego tylko dlatego, że władze kościelne nie robiły tego w sposób wystarczająco brutalny (czy zatrzymanie w kurii by wystarczyło? chyba tak a jeśli nie to „dopiero” co?). Wystarczy jednak zapoznać się z przypadkami uznania naruszenia art. 34 Konwencji (a także tego co wskazała sama Wielka Izba – Cypr przeciwko Turcji, 81), by zobaczyć, że cerkiew rumuńska weszła na złą ścieżkę a być może nawet usiłując za wszelką cenę zamknąć jedną puszkę Pandory otworzyła drugą.

Post a comment