Po oficjalnym potwierdzeniu przez ks. Andrzeja Maćkowskiego, że „instrukcja o apostazji” ma zostać zmieniona w marcu, prasa katolicka podjęła temat występowania z Kościoła. W odróżnieniu od kpin z apostatów jakiegoś kapucyna, „Gość Niedzielny” i „Tygodnik Powszechny” podeszły do tematu poważnie i piszą już w duchu przygotowywanej instrukcji.  Artykułu „Kochani apostaci” na gosc.pl dostępny jest tylko fragment, ale jest na tyle ciekawy, że zamieszczam go w całości (skoro i tak temat został wywołany przez wystap.pl, której to nazwy ks. Tomasz Jaklewicz starannie unika).

  Go_Niedzielny_nr_3_z_2012_22012012_artyku_Kochani_apostaci.pdf (1,0 MiB, 779 hits)

Najciekawsze są dwa zdania:

Śmiem twierdzić, że Benedykt XVI jako wybitny teolog dostrzegł, że kodeksowe wyrażenie o „formalnym wystąpieniu z Kościoła” boczną furtką wpuściło diabła. I dlatego postanowił wycofać się z tego.

Księże Redaktorze! Nie napisał Ksiądz nic innego niż to, że to Benedykt XVI wpuścił boczną furtką diabła – w marcu 2006 roku, kiedy zatwierdził „Actus formalis defectionis ab Ecclesia catholica„. Teza równie prawdziwa, co i szokująca. Zamieszania by nie było gdyby to wyrażenie usunięto nie w 2009 roku lecz 10 lat wcześniej – jak polecił… Jan Paweł II! Nie byłoby „Actus formalis”, instrukcji polskich biskupów i wszyscy byśmy mieli mniej problemów. To wstrzymanie decyzji Jana Pawła II z 3 lipca 1999 roku doprowadziło do obecnej sytuacji. Kościół niestety zbiera owoce tamtego nietrafionego kroku.

W „Tygodniku Powszechnym” Jacek Borkowicz wymienia wystap.pl i pisze:

Prawem paradoksu trafnie to wyczuł Maciej Psyk, twórca portalu „wystap.pl”, na którym ostro krytykuje taktykę przyjętą przez Milewczyka. Psyk zarzuca środowisku „apostazji.pl”, że propagując postępowanie zgodne z wyznaczoną przez Kościół procedurą, w rzeczywistości powiela religijny punkt widzenia na kwestię odstępstwa.

Tymczasem akt dobrowolnego odejścia z Kościoła – zgodnie z właściwą sobie logiką – powinien mieć całkowicie świecki charakter. Administrator „wystap.pl” opowiada się za uproszczoną i niezależną od Kościoła, publiczną formą odstępstwa. Taki akt, chociaż niepoparty stosowną kurialną ani parafialną pieczęcią, jest obowiązujący także dla Kościoła. Dobrowolni apostaci nie są bowiem wykluczani ze wspólnoty mocą biskupiej ekskomuniki: oni sami się zeń wykluczają mocą własnego oświadczenia – Kodeks Prawa Kanonicznego nazywa ten przypadek apostazją latae sententiae.

Myli się tylko w jednym – wystap.pl nie opowiada się za „publiczną formą odstępstwa„. Jeśli ktoś chce podać swoje imię i nazwisko (jak Robert Binias) to może to zrobić. W samym formularzu jest jednak klauzula o traktowaniu całej sprawy z dyskrecją (co zapewnia ustawa o ochronie danych osobowych).

Facebook Comments

Website Comments

  1. Kasia
    Odpowiedz

    „Publiczna” to wynik można powiedzieć nadinterpretacji któregoś tam kanonu, który mówi, że informacja o odstępowaniu od wiary musi zostać przekazana w sposób umożliwiający dostrzeżenie tego faktu przez np. proboszcza z parafii chrztu, który tak się składa jest administratorem danych osobowych zawartych w księgach chrztu. W kanonie tym nie ma mowy o publice, nie jest wymienione ile osób musi być świadkiem odstępstwa. Właściwie wystarczą dwie: proboszcz i osoba składająca oświadczenie.

  2. rybsko
    Odpowiedz

    Kościół, z wielowiekowego doświadczenia znający ludzką skłonność do zmiany decyzji, zawsze hamował zapędy w kierunku pospiesznych deklaracji, które często mają nieodwracalne skutki duchowe.
    A jakież to skutki duchowe może mieć wystąpienie z kościoła dla kogoś kto występuje właśnie z powodu, że opinii na temat istnienia jakichkolwiek skutków duchowych nie podziela?

  3. Krzysztof
    Odpowiedz

    Sprawa dla mnie jest prosta, jak konstrukcja cepa.
    Jeśli człowiek został ochrzczony, ale później przez życie tego sakramentu nie uznaje, to jest ateistą, bo żaden sakrament nie może być czyniony pod przymusem. Jednak, według chrześcijańskich nauk teologicznych – w przypadku śmierci takiego delikwenta, chrzest, niezależnie od woli – ma znaczenie – może mu coś pomóc na drodze do zbawienia.
    Jeśli Boga nie ma – to dla niego bez większego znaczenia po śmierci. Jeśli jednak jest, wtedy, na pewno mu chrzest nie zaszkodzi…

    Choć, oczywiście, chyba lepiej jest, gdy sakramenty przyjmuje się świadomie. Sam Chrystus był ochrzczony przez Jana z własnej woli, będąc już dorosłym. Dlaczego by Go nie naśladować w tej materii? Jeśli wiara rodziców jest autentyczna, to ich potomków też będzie.
    Ja wierzę między innymi dlatego, że moi rodzice nie bali się przyjąć pod własny dach wyrzucanej na bruk wielodzietnej rodziny, gdzie kobieta była w kolejnej ciąży. Nawet księża ze strachu nie wystąpili z propozycją tymczasowego schronienia na wielkiej, w większości pustej, plebani. A nie była to rodzina patologiczna, a po prostu niezamożna. Nawet współczesnej przydomowej stajenki w postaci garażu im nie zaproponowano. Widać, ewangelia niektórych niczego nie uczy.

    Natomiast w kwestii ksiąg parafialnych: Kapłani, którzy za bardzo imają się papierków, zatracili coś z ufności w BOGA. Przez tę całą biurokrację stali się ateistami, może i większymi, niż apostaci, którzy chociaż są szczerzy…

    Dla Boga nie liczy się papierek – bo On dobrze wszystko wie, widzi i pamięta. Sakrament jest sakramentem i nawet bez Liber Baptisatorum, czy Liber Matrimonium nie przestaje on mieć na znaczeniu. Sam byłem świadkiem na takim ślubie, przy którym kapłan (prawdopodobnie celowo) nie wziął podpisu od nowożeńca. Był to sakrament w sytuacji zagrożenia życia. Gdy niebawem człek zmarł, ksiądz powiedział mi z lekkim uśmiechem – że z punktu widzenia prawa ślubu nie było. Myślałem, że padnę z szoku po tych słowach od samego kapłana usłyszanych.

    Gdyby wszyscy księża, a nie tylko garstka, naprawdę wierzyli i w wyniku ich działalności duszpasterskiej działy się ciągle cuda wobec ludzi, którym już nikt nie pomaga – nie stać ich na leczenie i nie mają układów – wówczas nie byłoby problemu apostatów, bo każdy chyba miałby rozsądek, niczym św. Tomasz.

    Jestem wierzącym, ale zaglądam na tę stronę od pewnego czasu i przyznam, że nie gorszy mnie ona, a wiele mogę tu się nauczyć o prawnych niuansach, w których zaginacie KEP. Profesjonalizm i często bezinteresowne zaangażowanie jest tu wyższe, aniżeli w wielu kościelnych portalach.

    Według mnie, za sprawą takich, jak Wy, czyli ludzi szczerych, poszukujących w tym całym zwariowanym świecie autentyzmu, hierarchowie kościelni mają przytarte nosy. W gruncie rzeczy działacie na rzecz dobra Kościoła – porządkujecie bałagan prawny, prowadzicie do jasności, żeby nic nie było przymusowego, a wszystko jasne i klarowne – TAK, TAK, NIE, NIE!

    Kościół ma nie bazować ma majątkach od rzędu dusz, a na wierze i własnej sumiennej pracy…

    Dlatego polecam wam zainteresowanie się wewnętrznymi sprawami Kościoła w kwestiach finansowych. Jan Paweł II w KPK z 1983 r. wprowadził kanon 537, zgodnie z którym w każdej parafii POWINNA BYĆ rada do spraw ekonomicznych, składająca się z wiernych. O tym obowiązku przypomniał II Synod Plenarny, zauważając, że za komuny trudniej było takie rady organizować, ale teraz nic nie stoi na przeszkodzie. Ale większość zateizowanych, zmartwionych swym doczesnym bytem księży, boi się tego, jak ognia. Nie ufają, że jak pozbędą się pieniędzy, oddając je w ręce wybranych przedstawicieli z parafian, to nie zginą…

    To jest niebywałe, że w rodzimym kraju wielkiego człowieka, którego uznano za błogosławionego, zupełnie nie stosuje się Jego poleceń. No, ale, jak to ewangelia zauważyła – w swojej ojczyźnie – prorok zrozumiany nie będzie.

    Ciekawe, co na to Wam by Kuria odpisała, jak realizowane jest kościelne prawo. W końcu jako ochrzczeni, wszyscy możecie kulturalnie zapytać…

    Życzę wszystkim czytelnikom spełnienia w dążeniu do ostatecznego i nieprzemijalnego szczęścia.

  4. Zbigniew
    Odpowiedz

    Szanowny Panie Krzysztofie posiadam niewielki pakiet wydatków z publicznych pieniędzy na Kościół katolicki w Polsce. Jeżeli poda Pan swojego maila to dostarczę.
    Pozdrawiam

Post a comment