Księża od początku bronią Świętej Instrukcji Apostatycznej jak niepodległości. Hierarchia zresztą też. Okazało się, że „formalna apostazja” to taki cios dla Kościoła, że można do niej zmuszać groźbą wyczytania na Mszy i bezsensownego procesu, stojąc na wycieraczce. Oto co się stało, gdy Weronika postanowiła… wystąpić po włosku.

*****

W połowie roku postanowiłam wystąpić z Kościoła. Zderzyłam się jednak z problemem większości kandydatów na apostatów, tzn. perspektywa “zaciągania ekskomuniki” przed “moim” proboszczem skutecznie mnie przed tym odstraszała. Jest to ksiądz – delikatnie mówiąc – “kontrowersyjny”, znany z zapalczywości i niekonwencjonalnych zachowań. Przewidując rok bezsensownych korowodów z “zastawaniem” księdza, ściąganiem rodziców chrzestnych, łapanką świadków, “spowiedzią przedapostatyczną” i Bóg wie czym jeszcze uznałam, że skórka niewarta wyprawki. Trafiłam jednak na serwis internetowy wystap.pl i było to dokładnie to czego szukałam. Ściągnęłam “gotowca” wystąpienia, wypełniłam i wysłałam do proboszcza mającego w pieczy Księgę Chrztów z wpisem, który uczynił mnie wierną Kościoła Katolickiego, choć jeszcze z fioletowym pępkiem. Była połowa lipca. Kiedy po dwóch tygodniach nie nadeszła “zwrotka” napisałam reklamację do urzędu pocztowego. Przyszła odpowiedź, że list leży podwójnie awizowany i czeka aż proboszcz go odbierze. “Aha, czyli robimy wojnę podjazdową. Niech i tak będzie” – pomyślałam. Z Adminem wystap.pl rozważaliśmy wszystkie warianty – wysłanie listem zwykłym, użycie firmy kurierskiej, podkop, wysłanie sierotki i obserwacja drzwi przez lornetkę. 17 sierpnia wysłałam “dogrywkowy” list, zaadresowany na Parafię, a nie konkretnie na proboszcza. Gdyby to nie podziałało w trzecim ataku planowałam użyć zestawu sierotka+lornetka. Tym razem się udało – 22 sierpnia przyszła podpisana “zwrotka”! Wystąpiłam z Kościoła! Dzięki gospodyni, której jestem dozgonnie wdzięczna za podpis z 18 sierpnia. Odpowiedź proboszcza oczywiście nie nadeszła. Po licznych perturbacjach 28 października wysłałam skargę do GIODO. 22 listopada dostałam pismo o tym, że urząd wysłał do proboszcza “list stresujący” – wstęp do umorzenia sprawy. Co znaczyło, że najprawdopodobniej jednocześnie odebrał go proboszcz. Zdążyłam napisać Adminowi, że mam nadzieję, że proboszcz “nie narobi przykrości mojej mamie chodząc po kolędzie”, kiedy… w drzwiach stanął Ksiądz Proboszcz we własnej osobie. Widać “list stresujący” podziałał na niego wyjątkowo skutecznie. I tu zaczyna się druga część sagi “Weronika postanawia wystąpić po włosku”.

Przyszedł wczoraj, 23 listopada, ok. 19:20 – oczywiście niezapowiedziany. Chciał się wprosić na rozmowę do domu, ale go nie wpuściłam, bo gość nie w porę gorzej Tatarzyna. Rozmawialiśmy więc przez próg, co siłą rzeczy nie sprzyjało spokojowi i było dość żenujące. Taka namiastka procedury KEP-owskiej tylko w drugą stronę. Zapytał mnie “czemu rzucam w niego oskarżeniami, czemu kłamię”. Dobrze, że stał tam gdzie stali Świadkowie Jehowy, bo sam tym pokazał, że rozmowa nie ma sensu. Odpowiedziałam, że nie raczył mi odpowiedzieć przez trzy miesiące, ale przychodzi w gości po otrzymaniu pisma z urzędu. Na to on mi, że nie odpisał, bo miał nadzieję, że przemyślałam sprawę i że zaprasza mnie na parafię z dwoma świadkami, żeby sprawę załatwić “zgodnie z prawem”. Miałam na końcu języka, że może GIODO w takim razie też przemyśli sprawę, ale odparłam, że nie interesuje mnie apostazja i dodałam, że pięciu innych proboszczów mogło dokonać tej adnotacji i to bez listu od GIODO. Chciał wiedzieć jacy, ale nie jestem, na litość boską, centralą telefoniczną i do tego rozmawiając przez próg. Powiedział, że mam nie wierzyć we wszystko co robi Ruch Palikota. Co jest słuszne, bo przecież Ruch Palikota propaguje apostazję czyli to czego on domagał się ode mnie. Podczas tej rozmowy często podnosił na mnie głos, mimo, że zajął pozycję teoretycznie słabszą, bo na wycieraczce. Mówiłam więc “panie proboszczu” na co mnie ofuknął, że on tu przychodzi jako URZĘDNIK PAŃSTWOWY i że mam zwracać się do niego “proszę księdza”. Zapytał mnie co się stało, że odwracam się od Kościoła, bo pamięta jak byłam mała i chodziłam na religię “do salek” – odpowiedziałam, że powody są moją głęboko osobistą sprawą na co on mi, że zaistniał fakt, że wstąpiłam do Kościoła i nie można tego wykreślić (chyba, oczywiście, że się “dokona apostazji”). Znów nalegał, abym przyszła z dwoma świadkami. Ponieważ się nie rwałam do tego pomysłu powiedział, że tę rozmowę opisze w piśmie do GIODO i zarzuci mi oszczerstwa pod jego adresem czyli “oskarżanie go o przetwarzanie danych a to wierutne kłamstwo” (a jeśli będę się upierać to założy sprawę cywilną o te oszczerstwa). Nie omieszkał dodać, że wprowadzam niepokój w życie całej parafii a wierni będą się za mnie modlić, co zabrzmiało jak zawoalowana sugestia, że mogę zostać bohaterką kazania. Jeśli się zdecyduję na spotkanie, mam zadzwonić trzy dni wcześniej. Z zaskoczenia zabrakło mi odpowiedniej riposty, że przetwarzanie to nie tylko operowanie danymi ale już samo zbieranie; że posiadanie to też przetwarzanie. No i że o nic go nie oskarżyłam tylko grzecznie poprosiłam o adnotację o wystąpieniu z Kościoła a on najpierw w dziecinny sposób bał się odebrać list a potem mi odpisać i ponosi jedynie konsekwencje ignorowania mnie.

Księże Proboszczu, i po co te nerwy – przecież to i tak zostanie umorzone z powodu „i 3″… A jeśli Ksiądz napisze, że przeprowadził rozmowę duszpasterską na wycieraczce to od razu w drugiej instancji!

Weronika

W trosce o bliskich, Autorka nie chce podać żadnych szczegółów dotyczących proboszcza. Znam go jednak z imienia i nazwiska. MP

Apel do Prezydium KEP-u! Przestańcie nas zmuszać do apostazji!

Przecież to przestępstwo prawno-kanoniczne!

Facebook Comments

Website Comments

Post a comment