Kościół w Niemczech wygrał w środę batalię prawną z prof. Hartmutem Zappem w Federalnym Sądzie Administracyjnym w Lipsku (zob. „Niemcy: ekskomunika bez ekskomuniki na kilka dni przed rozprawą w trybunale administracyjnym„, 23 września 2012). Kanonista walczył o uniezależnienie członkostwa w Kościele Katolickim od płacenia podatku kościelnego – i przegrał. Wyrok ze środy oznacza, że niemieccy katolicy zostali oficjalnie postawieni przez alternatywą „płać albo bądź przeklęty„. Ukuto na to także termin „pay to pray” („płać żeby się modlić„). Ogłosił go ustnie jeden z sędziów więc nie wiadomo jeszcze czy jest jednomyślny. W myśl wyroku nie można z Kościoła wystąpić „częściowo” – albo się w nim jest i płaci podatek kościelny albo nie i nie ma się prawa do sakramentów.

Zwycięstwo Kościoła może się jednak obrócić przeciwko niemu samemu. Został bowiem zmuszony do przedstawienia dekretu o tym, że niepłacący podatku kościelnego zostaną z niego usunięci. Mogą jedynie przychodzić na Msze i liczyć na odpuszczenie na łożu śmierci, czyli to samo co ekskomunikowani. Niemieccy komentatorzy zwracają uwagę, że sąd poparł dekret, który wszedł w życie raptem dwa dni wcześniej. Gdyby nie on, wyrok mógłby być inny ponieważ Watykan mówił co innego niż Konferencja Episkopatu Niemiec – a to był główny problem zdefiniowany w poprzedniej instancji przez sąd w Mannheim. Kościół został do niego zmuszony aby przedstawić jednolite stanowisko. Teraz ten dekret jest przedmiotem kolejnych kontrowersji w łonie Kościoła. Krytykuje go zarówno lewicowy ruch „My jesteśmy Kościołem” jako „zły sygnał w złym momencie jak i prawicowy (!) Unia Stowarzyszeń dla której łączenie podatku z sakramentami to pójście „poza sprzedaż odpustów„, co doprowadziło do Reformacji. Poza tym – podobnego dekretu nie planuje kościół protestancki, jak powiedziała jego rzeczniczka. Niemieccy biskupi ryzykują bunt przeciwko sytuacji w której świeccy mają płacić „podatek kościelny” nie mając jednocześnie na nic realnego wpływu, bo wszystkie decyzje zapadają w Watykanie. W przeszłości pod hasłem „no taxation without representation” doszło do wojny o niepodległość USA.

Najbardziej ironiczne, że nie jest w ogóle przesądzone, że ten dekret przyniesie oczekiwany skutek. Reakcja prasy w Niemczech i poza Niemcami jest tak nieprzychylna, że może być wręcz odwrotnie. Co biskupi zrobią jeśli okaże się, że w latach 2012-2013 liczba wystąpień nadal przekracza 100 tysięcy rocznie? Nic nie zrobią, bo w ślepą uliczkę grożenia zwolnieniem z pracy i odmową katolickiego pochówku już zabrnęli. Kościół ma to co chciał, ale jeszcze jedno zwycięstwo a będzie zgubiony.

Facebook Comments

Website Comments

  1. Kazimierz
    Odpowiedz

    Wyrok ze środy oznacza, że niemieccy katolicy zostali oficjalnie postawieni przez alternatywą “płać albo bądź przeklęty“.

    Katolicka instytucja nie ma prawa nikogo przeklinać, ponieważ sama na siebie ściągnęła przekleństwo fałszując Dekalog, nauki Pana Jezusa oraz apostołów i w ten sposób głosi odmienną Ewangelię.
    Ale choćbyśmy nawet my albo anioł z nieba zwiastował wam ewangelię odmienną od tej, którą myśmy wam zwiastowali, niech będzie PRZEKLĘTY! List do Galacjan 1,8

    • admin
      Odpowiedz

      Nieco zbyt dosłownie podszedłeś do hiperboli. Dla porównania – po angielsku nazwano to „pay to pray” („płać żeby się modlić”). Ściśle mówiąc chodzi o „ekskomunikę bez ekskomuniki” czyli wszystkie kary przy ekskomunice bez używania tego słowa.

  2. Alex
    Odpowiedz

    Sądzę, że wyrok ma dalsze konsekwencje. Tym wyrokiem status kościoła zmienia się w płatnego usługodawcę, a tym samym podważa swoją ideę działania z powołania dla ratowania dusz, co naturalnie może argumentatywnie być wykorzystane w kwestii tzw. ewangelizacji, bo w tym świetle jest niczym innym jak łowieniem płatnych członków dla tego klubu wyznaniowego. Status kościoła w dawniejszym pojęciu został podważony i obnażona została jego deklaratywna funkcja działania jako instytucji działającej z powołania dla dobra dusz. Jest przez ten wyrok niczym więcej niż klub golfowy w swoich podstawach społecznego pojmowania prawnego. Uważam, że państwo jako takie nie ma zobowiązania do wspierania działań indoktrynacyjnych służących przecież niczemu innemu jak uzyskiwaniu płatnych członków tego stowarzyszenia. Stowarzyszenia typu „tylko dla członków” stają się ekskluzywne, myślę, że kościół niemiecki oczekuje ten los. To było bardzo pyrrusowe zwycięstwo.

Post a comment