gI_58646_DataBleakageNa blogu blondewitch.pl Katarzyny Guzewicz (reklamującym się ambitnym hasłem „blondewitch.pl – lewacki głos w Twoim domu„) pojawił się wpis „Wystąpienie czy apostazja?„. Autorka zwięźle choć wnikliwie przedstawiła stan posiadania strony kościelnej i zadała mi interesujące pytania. Była to okazja do ujawnienia tego co wiemy od dawna – wiodący program komputerowy do obsługi parafii ma na tyle słabe zabezpieczenia, że przejęcie bazy danych parafian nie stanowi większego problemu. Nie wiadomo jak wyjść z tego pata, bo Biuro GIODO nie wyszło jeszcze z etapu przepychanek proceduralnych czy ma uprawnienia takie jak wobec wszystkich innych podmiotów (za wyjątkiem IPN, z czym walczą). Póki co dane przynajmniej kilkuset tysięcy parafian proszą się o wypłynięcie.

*^*^* rozmowa z Katarzyną Guzewicz *^*^*

Maciek założył portal w 2010 roku. Była to  odpowiedź na próbę zawłaszczenia przestrzeni publicznej przez KEP i wmawianie osobom, które chcą opuścić szeregi KK, że muszą przechodzić poniżającą procedurę, którą dla nich „wielkodusznie” stworzono. Zajął się całokształtem przetwarzania danych osobowych przez parafie, np. przypadkami ujawniania list ofiarodawców, programami komputerowymi do obsługi parafii i różnego rodzaju incydentami, które wcześniej były skrupulatnie przemilczane i ignorowane w imię „unikania wojny z Kościołem”.

– Maćku, ile spraw przeprowadziłeś przez Biuro GIODO od kiedy kierujesz Wystap.pl?

Maciej Psyk: Może lepiej ujmę to w nieco innych liczbach. W ciągu tych pięciu lat zgromadziłem 5925 różnych plików zajmujących ponad 6 GB. Wysłałem lub odebrałem kilkadziesiąt tysięcy emaili, których samych tytułów było 4300. Miałem kontakt z około 2000 osób – od nastolatków do seniorów, od wojujących ateistów do teologów i od Norwegów do Argentyńczyków. Napisałem prawie 800 wpisów – od humoru do tworzonych tygodniami skomplikowanych analiz. 247,656 użytkowników Wystap.pl podczas 422,501 sesji otworzyło 882,899 stron i zostawiło ponad 5000 komentarzy. Nasze środowisko trafiło na łamy „Polityki”, „Newsweeka”, „Gazety Wyborczej”, „Przeglądu”, kwartalnika „Bez dogmatu” a także TVN24, Polsatu czy Racjonalista TV. Wymuszając choćby gniewną reakcję mediów katolickich, np. „Gościa Niedzielnego” czy telewizji Trwam. W ten sposób wprowadziliśmy te tematy do debaty publicznej i stopniowo odzyskiwaliśmy brutalnie zagarniętą przez biskupów przy cichej zgodzie władz państwowych przestrzeń publiczną. Największym wyróżnieniem było wymienienie nas przez abp Józefa Michalika na kazaniu na Jasnej Górze jako nowej organizacji. Pomaganie uczestnikom naszej batalii prawnej w przejściu przez matnię procedur i perfidnie zastawiane pułapki było bodaj najważniejszą, ale jednak tylko częścią tego wielkiego dzieła.

– Skąd się bierze chaos informacyjny na ten temat?

M.P.:  Sprowadza się to do jednego dość prostego faktu. Pierwszy GIODO – dr Ewa Kulesza – stworzyła patologiczną relację z Kościołem w myśl której ochrona danych osobowych to jego wewnętrzna sprawa regulowana przez kanon 535 i sama przed m. in. ukontentowanym biskupem Pieronkiem mówiła, że niczego nie może zrobić, bo wszystkie obowiązki duchownych zniósł Konkordat. Nie tylko broniła swojej własnej niemocy, ale ona sama ją głosiła! To jest dokładnie ta sytuacja, którą pani profesor Joanna Senyszyn barwnie określiła: „Kościół doi polskie państwo, a państwo jest tą krową, która daje się doić i jeszcze z radości merda ogonem”. To doprowadziło do bezkarności i bezhołowia kleru z jednej a słabości i bezradności GIODO z drugiej tak wielkich, że społeczne sprzątanie tej stajni Augiasza trwa do dzisiaj i końca nie widać. Ta patologiczna relacja w której Biuro GIODO było w konflikcie samo ze sobą przekonała kościelną „górę’, że mogą stworzyć wydumaną, oszukańczą i nieskuteczną procedurę „apostazji kanonicznej”, bo nikt nie zaprotestuje mimo faktycznego przejęcia kompetencji państwa. I zrobili to jako jedyni na świecie na swoją własną zgubę. Połknęli jeżozwierza, że się tak wyrażę.

– Dlaczego tak mało się mówi o „wystąpieniu po włosku”?

M.P.: Powodów jest kilka. Po pierwsze, Kościół z pełną świadomością stosuje taktykę zamilczania na śmierć niewygodnych tematów. Na przykład w styczniu 2014 roku w ciągu kilku dni pojawiła się lawina artykułów, ale dopiero po artykule „GIODO po raz pierwszy nakazał odnotowanie apostazji w księgach chrztu”. Wcześniej strona kościelna unikała tego tematu jak ognia. Groteskową konsekwencją wybudzenia z drzemki było to, że rzecznik prasowy KEP 14 stycznia skrytykował na Twitterze wyroki Naczelnego Sądu Administracyjnego z 18 października, co zresztą zauważył wydawca „Miesięcznika ewangelickiego” Tomasz Mincer. Drugi powód to wyjątkowa niechęć dziennikarzy do zgłębiania trudnych tematów. Łatwiej się przebić kurze z trzema nogami, bo można jej zrobić zdjęcie. Kilku dziennikarzy powiedziało mi: „temat ciekawy, ale ja mam na to tylko minutę”. Przy takim podejściu nawet sprowadzenie go do haseł nadal jest za skomplikowane. Nie dotyczy to Joanny Podgórskiej z „Polityki” i Katarzyny Wiśniewskiej z „Gazety Wyborczej”, które zrobiły kawał dobrej dziennikarskiej roboty. Trzeci powód to sama natura tych spraw w którą wbudowana jest dyskrecja, dodatkowo pogłębiana przez to, że najważniejsze z nich nadal trwają w sądach. Co nie znaczy, że się w ogóle mało mówi. Mówiło się przecież i na Komisji Wspólnej Rządu i Episkopatu w grudniu i na Radzie Biskupów Diecezjalnych na Jasnej Górze w sierpniu.

– Czy można sprawdzić to, czy proboszcz zrobił adnotację i co się stało z naszymi danymi w parafii?

M.P.: Jeśli odpisał, że nie zrobi to możemy być pewni, że nie kłamał. Jeśli odpisał, że zrobił to w sumie też ponieważ w Kościele przyjmuje się, że oficjalne oświadczenia proboszczów są dowodem na to co stwierdzają. Bać się należy nie papierowych ksiąg metrykalnych tylko programów do obsługi parafii zawierających bazy danych parafian a zwłaszcza łączenia ich w superbazy. Jest technicznie wykonalne połączenie wszystkich parafii danej diecezji jednym programem z serwerem w kurii diecezjalnej. Gdyby to się ziściło arcybiskup miałby dostęp do szczegółowych informacji o ponad milionie wiernych, lepszych niż ma o nas MSWiA. Drugi problem to poziom zabezpieczeń tych programów. Nic ich twórcom nie ujmując rozwijają je tak jak potrafią, ale nie lepiej. Mój przyjaciel po teście wersji demonstracyjnej stwierdził, że w ciągu kilku minut może obejść zabezpieczenia i dostać się do bazy danych. Chciałbym tym zainteresować szefa Departamentu Informatyki Biura GIODO, ale co to da skoro GIODO szósty rok zajmuje się „wyinterpretowywaniem kognicji” czyli szukaniem swoich uprawień do samego zajęcia się problemami? I tak się dokonał duży postęp i widać jakieś światełka w tunelu, ale skala upadku była tak wielka, że to wszystko jest nadal niewystarczające. Liczę, że jeszcze w tym roku ta praca Herkulesa zostanie zakończona.