prawie taki sam sadPo wygraniu wojny z GIODO o jego własne uprawnienia (tzw. wojny polsko-wiewiórowskiej) ujawniliśmy wiele jej szczegółów, w tym to jak to się stało, że niepozorny serwis internetowy dokonał rewolucji kopernikańskiej w polskim prawie („Dwa lata spisku przeciwko GIODO czyli jak wygraliśmy wojnę i czy będzie druga„, 11 kwietnia 2013). W ostatnim akapicie przewidzieliśmy teoretyczną możliwość drugiej wojny polsko-wiewiórowskiej – tym razem o ingerowanie GIODO w wewnętrzne sprawy Kościoła czyli – mówiąc jego językiem – „metodologię” stosowania „i 3”:

Oczywiście to Pan Minister podejmie decyzję odnośnie „metodyki” oceniania przynależności skarżących. Zwracam jednak uwagę, że za sprawą Benedykta XVI Kościół stracił także ostatni argument mogący posłużyć do ewentualnego podważania skuteczności oświadczeń woli pierwszeństwem stosowania regulacji wewnętrznych. Próba stawiania odmiennych tez poddana zostanie weryfikacji podobnej, jak domniemany brak kognicji. Pytanie tylko, Panie Ministrze, komu potrzebna kolejna wojna z oczywistym wynikiem i czy jedyny beneficjent jej przeciągania przejmie od podatników finansowanie organów Państwa, kontynuujących przegraną batalię?

Mogło się wydawać, że Biuro GIODO po jednej z największych klęsk od swego powstania w 1998 roku będzie miało dosyć schizofrenicznej i demoralizującej walki z samym sobą (co niedawno sparodiowaliśmy). Niestety – obie instytucje, które naginały i łamały prawo (co potwierdziły wyroki Naczelnego Sądu Administracyjnego) żeby zachować państwo wyznaniowe czyli GIODO i Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie, pokazały właśnie, że będą to robić nadal. Tym razem z równą pasją walcząc z tym co twierdziły jeszcze na początku tego roku – a wszystko po to żeby postawić prawo kanoniczne ponad powszechnym za cenę własnej kompromitacji. Najlepszym przykładem jest sprawa M. J., któremu GIODO w decyzji DOLiS/DEC-1060/12 z 30 października 2012 napisał takie oto mądrości:

Odnosząc się do stanowiska Skarżącego w przedmiocie zasadności i podstaw prawnych stosowania procedury wystąpienia z Kościoła należy podkreślić, że Generalny Inspektor Ochrony Danych Osobowych nie jest organem właściwym do badania podstaw i zasadności stosowania procedur kościelnych.

Sąd pierwszej instancji widząc tak głęboką myśl Pana Ministra poleciał do niej jak ćma do świeczki i 6 marca 2013 w sprawie II SA/Wa 32/13 wymyślił coś takiego:

W świetle powyższych przepisów nie jest (…) uprawnione domaganie się od organu, by dokonał oceny, czy wystąpienie skarżącego z Kościoła było skuteczne czy też nie. Generalny Inspektor jako organ administracji publicznej obowiązany jest, zgodnie z przepisem art. 6 ustawy z dnia 14 czerwca 1960 r. – Kodeks postępowania administracyjnego (t.j. Dz. U. z 2000 r. nr 98, poz. 1071 ze zm.), działać na podstawie przepisów prawa w rozumieniu art. 87 Konstytucji RP. Po myśli tego przepisu, źródłami powszechnie obowiązującego prawa Rzeczypospolitej Polskiej są: Konstytucja, ustawy, ratyfikowane umowy międzynarodowe oraz rozporządzenia, a nadto na obszarze działania organów, które je ustanowiły, akty prawa miejscowego. Do tej kategorii nie sposób zaliczyć zatem przepisów prawa kościelnego, czy to o charakterze generalnym (Kodeks Prawa Kanonicznego), czy też wewnętrznym, które zawierają regulacje dotyczące kwestii wystąpienia z Kościoła.

I nie mówimy tu o jakimś „lapsusie językowym”, skoro to samo tylko nieco innymi słowami pojawiło się w wyroku II SA/Wa 2493/11 z 20 marca 2012 (rok wcześniej):

(…) nieuzasadnione jest, zawarte w piśmie procesowym z dnia […] marca 2012 r., żądanie skarżącego dotyczące nakazania Generalnemu Inspektorowi Ochrony Danych Osobowych dokonania ustalenia, czy „Zasady postępowania w sprawie formalnego aktu wystąpienia z Kościoła” określone przez Konferencję Episkopatu Polski w dniu […] września 2008 r., zostały przyjęte przez Metropolitę […] do stosowania przez duchowieństwo Archidiecezji […]. Zasady te stanowią wewnętrzne unormowania organizacji, regulujące wzajemne relacje Kościół […] – wierny, a jak wywiedziono powyżej relacje te obejmują sferę wyłączoną spod właściwości Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych, jako organu władzy publicznej.

Jeszcze dalej w tę – jak się okazało – ordynarną manipulację poszedł sędzia Andrzej Kołodziej, który na sprawie Immanuela (tej po której ekspresowo oddalił się GIODO) bezczelnie Mu przerwał krytykowanie GIODO za posługiwanie się prawem kanonicznym mówiąc: „My tu jesteśmy w sądzie państwowym! Proszę się skupić na prawie powszechnym!” (bezcenne – „Pan Minister” może posługiwać się prawem kanonicznym ile dusza zapragnie; to ludziom, którym chamsko odbiera się prawa nie wolno o tym mówić w sądzie). Cóż więc zrobił Wojciech „Wiewiór” Wiewiórowski, kiedy przyszło mu pokazać, że nie jest cwaniaczkiem zmuszającym Polaków do grania w trzy kubeczki? Oczywiście wyrzucił te pierdoły przez okno, tak samo jak pod koniec 2010 roku wyrzucił przez nie wolność sumienia i wyznania. 11 października 2013 wydał otóż decyzję DOLiS/DEC-1101/13 w której zrobił dokładnie to co do tej pory było dla niego absolutnie niemożliwe – oparł się na zarządzeniu jednego z biskupów. Rozpoczętą już politykę potwierdził 19 listopada na posiedzeniu sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka. Z grubsza mówiąc ujawnił, że jeśli będzie miał „dupochron” od biskupa to postawi go na szczycie hierarchii praw – ponad Konstytucją. Trudno tu mówić o jakiejkolwiek „metodologii” – jest to raczej zapowiedź karania biskupów za nieprzyjęcie Świętej Instrukcji Apostatycznej czyli humbugu, który miał przejąć na rzecz Kościoła kompetencje jego samego. Być może jeszcze ciekawsze, że GIODO jawnie ignoruje orzecznictwo Naczelnego Sądu Administracyjnego. Do niedawna bagatelizował wyrok WSA w sprawie Roberta Biniasa pod pretekstem, że był  nieprawomocny:

Nie można się przy tym zgodzić, że podważa tę tezę cytowany przez Skarżącego we wniosku o ponowne rozpatrzenie sprawy wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie z dnia 7 grudnia 2011 r. (sygn. akt II SA/Wa 1560/11); przede wszystkim z tego względu, że cytowane orzeczenie jest na dzień wydania niniejszej decyzji w dalszym ciągu nieprawomocne.

Kiedy pojawiły się prawomocne wyroki NSA w których sędziowie piszą wprost, że jego „metodologia” musi być oddzielona od zarządzeń biskupów – ignoruje je tak samo. Postęp polega więc na tym, że wszyscy widzą, że GIODO ma ośle uszy a jego żałosne pobekiwanie o prawie to zasłona dymna, która ma udowodnić dowolną przyjętą (narzuconą?) tezę.

Nie próżnował – czyli robił to samo – Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie. On również zamienił swoje dotychczasowe stanowisko na nowy zestaw kruczków prawnych, odwrotnych niż te przedstawione powyżej. To dlatego GIODO i WSA są trudnym przeciwnikiem – nie dlatego, że prawo jest po ich stronie, bo wszyscy wiemy, że jest po naszej, ale dlatego, że z niego kpią wycofując się nawet ze swoich własnych chwytów i argumentów, kiedy przestają być wygodne do obrony naczelnego zadania, którym jest obrona państwa wyznaniowego. Czy rosnąca w siłę koalicja Wystap.pl – Naczelny Sąd Administracyjny ostatecznie rozbije w kotle dążący do drugiej wojny polsko-wiewiórowskiej układ GIODO-WSA? „Po moim trupie!” – zdaje się krzyczeć z Intraco Pan Minister Wiewiórowski…