Jest takie miejsce w Polsce gdzie polskie prawo już nie obowiązuje. Nazywa się Biuro Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych. Teoretycznie jest to urząd państwowy powołany do nadzorowania ustawy o ochronie danych osobowych. W praktyce – kościelne biuro do walki z nią. Wyręcza się tam proboszczów w wymyślaniu czemu nie podlegają ustawie. Na topie jest kanon 535 Kodeksu Prawa Kanonicznego.

W lutym 2006 roku lotem błyskawicy Polskę obiegła wiadomość o bezprecedensowym pozwie, jaki przeciwko wpływowemu podlaskiemu duchownemu, księdzu infułatowi Edmundowi Łagódzie wytoczył Zbigniew Kaczmarek – taksówkarz z Olecka. Chciał sądownie zmusić proboszcza do przyjęcia aktu apostazji. Prasa żyła jego historią przez kilka miesięcy. Sam proces przyczynił się do spopularyzowania apostazji. Mimo rozgłosu Kaczmarek nie uzyskał w sądzie nic. Najpierw Sąd Okręgowy w Olsztynie uznał pozew za niedopuszczalny (art. 199 par. 1 pkt 1 kpc) a potem Sąd Apelacyjny w Białymstoku apelację za bezzasadną (art. 385 kpc).

Tymczasem 26-go sierpnia – po przegraniu sprawy przez Kaczmarka, ale na trzy dni przed jego apostazją – bez powiadamiania mediów prawidłową ścieżkę rozpoznał bojem jego imiennik z Krakowa. Pan Zbigniew wysłał skargę pod właściwy adres – do Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych – domagając się usunięcia swoich danych osobowych z ksiąg parafialnych. Miesiąc wcześniej urząd objął Michał Serzycki. Mógł więc zacząć kadencję od pokazania kto tu rządzi. Byli to jednak biskupi. Taki sam wniosek jak pana Zbigniewa po raz pierwszy pojawił się w 1999 roku we Włoszech. Usunięcia zapisu o chrzcie domagał się sekretarz Unii Ateistów, Agnostyków i Racjonalistów Luciano Franceschetti. 13 września 1999 roku włoski odpowiednik GIODO wydał przełomową decyzję. Zdecydował, że nie można usunąć zapisu o wydarzeniu, które miało miejsce, ale jednocześnie uznał, że każdy obywatel ma prawo do “corretta rappresentazione” (“prawidłowego przedstawienia”) swojej osobowości i poglądów. Z tego wypłynęło później prawo do dokonania adnotacji o wystąpieniu z Kościoła katolickiego na podstawie ustawy. Pan Michał takimi głupotami się nie przejmował. Prawo kanoniczne reguluje tę sprawę wystarczająco dokładnie. Pani Sylwia Mizerek omówiła więc kanon 535 Kodeksu Prawa Kanonicznego i wyszło jej, że danych osobowych usunąć się nie da. „Ma Pan prawo – co do zasady – żądać usunięcia swoich danych osobowych, jeżeli są już zbędne do realizacji celu, dla którego zostały zebrane ([art. 32 ust. 1] pkt 6). Dopuszczalność usunięcia danych osobowych może być jednak ograniczona przepisami szczególnymi. Do takich przepisów zaliczyć należy kanon 535 Kodeksu Prawa Kanonicznego” – napisała. Nie wiedzieć skąd w odpowiedzi pojawił się nagle kanon 1133. Zabrakło tylko umorzenia sprawy na podstawie Kodeksu prawa administracyjnego…

Skąd ta pani wytrzasnęła tu kanon 1133? Jest to praktycznie dowód na to, że Biuro GIODO od lat jest de facto urzędem w pełni podporządkowanym Episkopatowi Polski” – komentuje Maciej Psyk z portalu www.wystap.pl, który zdobył te dokumenty.