Watykan potwierdził Prymasowi Irlandii Diarmuid Martin, że z Kościoła nie można „wystąpić formalnym aktem„. Innymi słowy – instrukcja „Actus formalis defectionis ab Ecclesia catholica” z 13 marca 2006 jest już historią. Cały świat zawdzięcza to wystap.pl, które do tego doprowadziło…

Sprawa zaczęła się w połowie sierpnia, kiedy skontaktowałem się z administratorem irlandzkiej strony dla apostatów CountMeOut (w wolnym tłumaczeniu: „wypisz mnie”). Została założona, by skanalizować złość i wściekłość na Kościół po ujawnieniu raportu Ryana – o dekadach seksualnego niewolnictwa dzieci w instytucjach kościelnych. Wymieniliśmy informacje, których efektem był artykuł „Irlandia – masowa apostazja symbolem zmian społecznych„. Jednocześnie przekazałem informacje o tym, że z powodu wejścia w życie dekretu papieża „Omnium in mentem” 9 kwietnia, obowiązywanie listu okólnego „Actus formalis defectionis ab Ecclesia catholica” jest co najmniej niejasne – jeśli nie zniesione. Benedykt XVI usunął bowiem zapisy w prawie kanonicznym, które były jego podstawą. Pomogłem ustalić pytania do arcybiskupa największej diecezji, w której miało miejsce najwięcej wystąpień. Jest to jednocześnie Prymas Irlandii, Wielce Czcigodny Diarmuid Martin. Ponieważ stało się jasne, że odpowiedź nie leży w kompetencji prymasa i nie wiadomo było czy i kiedy nadejdzie, 6 września zadałem te same pytania Przewodniczącemu Konferencji Episkopatu Polski, abp Józefowi Michalikowi. Ze strony Episkopatu Polski nie było żadnej odpowiedzi. Kościół irlandzki podszedł do swoich adwersarzy poważniej i przynajmniej był z nimi w kontakcie. Jednocześnie kolejni omc-apostaci w Irlandii zaczęli mieć trudności w przeprowadzeniu procedury – w rozmowach zaczął się pojawiać wątek „Omnium in mentem. 3 października swoje perypetie opisała dziennikarka Una Mullally z „Sunday Tribune„. „Rozmowę duszpasterską” miała z wicekanclerzem diecezji dublińskiej, księdzem Fintan Gavin. Wygłosił „serię oświadczeń na temat zmiany prawa kanonicznego„, po których jej apostazja ugrzęzła. „Wygląda na to, że strona kościelna jest pogubiona czy obecnie Kościół katolicki w Irlandii akceptuje wystąpienia czy tylko tak twierdzi. (…) Prawie rok później [po wydaniu dekretu] Kościół nadal zmaga się z ustaleniem co on tak naprawdę znaczy” – konkludowała. Już wówczas przynajmniej jedna osoba spotkała się z odmową z powodu „Omnium in mentem„.

Kolejne osoby przekazywały informacje, że przedstawiciele Kościoła irlandzkiego odmawiali stosowania się do „Actus formalis” zanim Watykan nie wyjaśni jak w nowej sytuacji stosować prawo kanoniczne. Bomba wybuchła 12 października rano, kiedy CountMeOut z tego powodu i wobec świadomości, że zmiany dotyczą Kościoła na całym świecie, zawiesiło swoją działalność zostawiając oświadczenie z wyjaśnieniem sytuacji.

Tego samego dnia Paul Dunbar z CMO wypowiedział się na ten temat w radiu RTE. Dziennikarz uzyskał od drugiej strony oświadczenie prasowe, które pojawiło się na stronie internetowej diecezji dublińskiej.

Stolica Apostolska potwierdziła pod koniec sierpnia, że wprowadziła zmiany do prawa kanonicznego i w rezultacie nie będzie można dłużej formalnie wystąpić z Kościoła Katolickiego. Nie zmienia to faktu, że wiele osób może wystąpić z Kościoła, i robi to, aczkolwiek nie w sposób formalny. Ta zmiana wpływa na Kościół na całym świecie.

W ten sposób – za pośrednictwem CountMeOut i Prymasa Irlandii – uzyskałem od Watykanu potwierdzenie swoich przypuszczeń. Sprawa jest jeszcze bardziej skomplikowana niż może się wydawać ponieważ Papieska Rada ds. Tekstów Prawnych może ogłosić, że prawo kościelne działa „retroaktywnie” (wstecz). Gdyby tak się stało – a wiadomo, że „retroaktywnie” od 1983 roku działało „Actus formalis” – to wszystkie „formalne wystąpienia z Kościoła” na podstawie np. instrukcji Konferencji Episkopatu Polski nagle zrobiłyby się nieważne… Jednym podpisem papieża!

W przeciwieństwie do Polski w Irlandii temat podjęło wiele mediów: radio LM FM, The Journal, Cork Independent i wreszcie trzykrotnie w ciągu następnych dni Irish Times, ostatni dzisiaj pod tytułem „Nie będziesz występował: chrzest jest na zawsze„. „Z naszego punktu widzenia wygląda na to, że wyrzucono możliwość wystąpienia” – powiedział Paul Dunbar. Artykuł można „wyguglować” a tym samym temat stał się znany na całym świecie. „Wygląda na to, że łatwiej wypisać się z mailingu Reader’s Digest” – skomentowała irlandzka internautka. W ciągu następnych dni spodziewane jest przedstawienie nowych zasad przez Episkopat Irlandii.

Skoro to ja stoję za całym zamieszaniem mogę chyba powiedzieć o co w tym wszystkim chodzi.

CountMeOut – nie tylko zresztą, ale to inny temat – do tej pory wydaje się sądzić, że „Actus formalis” umożliwiało wystąpienie z Kościoła w normalnym znaczeniu tego pojęcia więc odesłanie go do lamusa uniemożliwia to a więc jest to strata. Nic bardziej mylnego. Motto CMO brzmi: „opowiedz się za rozdziałem Kościoła od Państwa„. W tym celu polegali na prawie kanonicznym, które… zostało zniesione. Przy odrobinie cierpkiej ironii można powiedzieć, że w Irlandii nie można opowiadać się rozdziałem Kościoła od państwa ponieważ nie przewiduje tego prawo kanoniczne. Przynajmniej – taki stąd wniosek. Już w sierpniu byłem sceptyczny wobec tego pomysłu: „Samo „Actus formalis” spełniło swoją rolę doskonale – mimo masowych wystąpień nikt nie powołuje się na ustawę, chociaż odpowiednik irlandzkiego GIODO uznał już w 2003 roku, że takie prawo przysługuje. Dość naiwnie twórcy strony ułatwiają wystąpienie z Kościoła katolickiego na podstawie jego prawa wewnętrznego mimo, że wiedzą iż można na podstawie prawa irlandzkiego” – napisałem. Okazuje się, że miałem rację a CMO wpadło we własne sidła.

W rzeczywistości „Actus formalis” nie dotyczyło wystąpienia z Kościoła tylko trzech niuansów kościelnego prawa małżeńskiego. Samo wystąpienie jest uważane przez Watykan za niemożliwe i ogłoszono to oficjalnie w 1981 roku, podczas przygotowań do wydania nowego Kodeksu Prawa Kanonicznego z 1983 roku. Instrukcja kardynała Herranza była majstersztykiem PR-u: nie zapewniała prawa do wystąpienia z Kościoła a jednocześnie sprawiała takie wrażenie. I wiele milionów osób się na to nabrało. Po takim „formalnym wystąpieniu” nie było się byłym katolikiem tylko ekskomunikowanym katolikiem – była to po prostu rozbudowana instrukcja jak zostać ekskomunikowanym. Benedykt XVI w „Omnium in mentem” nie odebrał więc prawa do wystąpienia z Kościoła – bo nigdy go nie było – tylko zniósł trzy wyjątki od podlegania katolików prawu kanonicznemu. Ten eksperyment po prostu nie wypalił i teraz wszyscy, którzy sądzili, że „wystąpili z Kościoła” mogą się przekonać, że z niczego nie wystąpili, bo nigdy nie było o tym mowy. Benedykt XVI uzasadnił to następująco:Doświadczenie tych lat pokazało, że – wręcz przeciwnie – nowe prawo stwarza wiele problemów duszpasterskich. Przede wszystkim trudne okazało się w poszczególnych wypadkach określenie i praktyczne sformułowanie wspomnianego formalnego aktu odstąpienia od Kościoła, zarówno pod względem jego istoty teologicznej, jak i samego aspektu kanonicznego. Ponadto wiele trudności zrodziło się zarówno w działalności duszpasterskiej, jak i w praktyce sądów„. Można do tego dodać kilka innych korzyści o których papież nie wspomniał – np. zaoszczędzenie wielu tysięcy roboczogodzin proboszczów i urzędników kurii. Drugi powód, który mógł mieć wpływ na tę decyzję to powstrzymanie budzących zainteresowanie medialne wystąpień prominentnych katolików świeckich. Mogą oni wystąpić „nieformalnie” czyli bez dowodów i bez dokumentów. Trzeci powód o który mogło skrycie chodzić to zburzenie mostów między rozczarowanymi lub niewierzącymi a klerem.

Wyjście na jaw tej machinacji to dobra wiadomość dla katolików umiarkowanych i liberalnych ponieważ prawo do wystąpienia z Kościoła katolickiego – w normalnym znaczeniu – po raz pierwszy stało się przedmiotem zainteresowania opinii publicznej. Ojcem tej koncepcji był niemiecki teolog Joseph Klein. Jego książeczka – zapis wykładu „Podstawy i granice prawa kanonicznego” wygłoszonego 17 maja 1946 roku na Uniwersytecie w Bonn – trafiła na Indeks Ksiąg Zakazanych. Potępiając to prawo w 1981 roku Watykan powołał się właśnie na niego i jego koncepcję Kirche der freien Gefolgschaft. Tym razem Watykan jeśli chce mieć procedurę wystąpienia musi zrehabilitować Kleina a tym samym odesłać do lamusa przeciwną zasadę przez którą złamał mu życie – „semel catholicus semper catholicus„.

Ponieważ jednak Kościół potrzebuje jakiejś procedury do walki z art. 8 Karty Praw Podstawowych Unii Europejskiej niewykluczone, że zdecyduje się na jeszcze większe oszustwo – uznawanie ceremoniału „występowania” z całą celebrą, pieczątkami, świadkami itd., co nie miałoby żadnego znaczenia. Byłaby to po prostu ekskomunika na życzenie (bardziej skomplikowane sposoby to usmażyć hostię, dokonać aborcji i zabić papieża). Skoro działało to dobrze dając apostatom symboliczny wyjątek od podlegania prawu małżeńskiemu – o co im wcale nie chodziło – to czemu nie miałoby to działać bez tego? Niektórzy – także w Polsce – po prostu lubią ten rytuał z podbijaniem pieczątek i to czy coś się za nim kryje nie ma dla nich znaczenia.

Maciej Psyk

Facebook Comments

Website Comments

  1. D
    Odpowiedz

    To w takim razie, czy w ogóle można wystąpić z Kościoła Katolickiego? Formalnie. Bo moralnie i psychicznie już od dawna nie jestem jego częścią.
    Jak to możliwe, że ochlapanie niemowlęcia woda i wymówienie kilku nic nie znaczących słów skazuje na dożywotnie należenie do organizacji religijnej?! I już dorosły człowiek, np. ja, potem nie tyle musi się opędzać od kleru – bo nie jest tak. Ale za każdym razem, gdy rozmawiam z katolikami jestem traktowana jako katoliczka, bo „miałaś chrzest, komunię, bierzmowanie, to czemu nie ślub no i czemu nie chrzcić dzieci?„. To jest straszne. Może, skoro wystąpienie z Kościoła jest takie trudne, stworzyć akcję, która ma większy sens i która jest już nieco rozpowszechniana przez apostazja.pl – akcję „nie chrzcij dziecka, daj mu wybór”.

  2. Buka
    Odpowiedz

    Usmażyć hostię? To mogłoby być prostsze niż apostazja celebrowana, wystarczyłoby tylko napaść na księdza niosącego komunikanty i prędziutko biec ku rozgrzanej już z olejem patelni na takie święcone schabowe… Rozumiem, że taki precedens miał już w historii Kościoła swoje miejsce, czy tak?

  3. admin
    Odpowiedz

    @Buka
    W tej sprawie to Jarosława Milewczyka proszę pytać. 🙂 Już ustalił, że jest apostazja bez apostazji – trzeba zdradzić tajemnicę spowiedzi.

Post a comment