Występowanie z Kościoła katolickiego na podstawie dyrektywy 95/46/WE wszędzie w Unii Europejskiej ma w sobie coś ze sportów ekstremalnych. Nie było to łatwe nawet we Francji gdzie Kościołowi przetrącono kręgosłup w 1905 roku. We Włoszech zajęło to sześć lat (od 1997 do 2002) i było możliwe tylko dzięki wielokrotnie wyrażanemu jednoznacznemu stanowisku Gwaranta ochrony danych osobowych (włoskiego GIODO) prof. Stefano Rodota. W Wielkiej Brytanii analogiczny urząd, jakkolwiek nie bredził o kanonach jak Michał Serzycki, był daleki od chęci zajmowania się sprawą i z pewną taką nieśmiałością (cytując klasykę polskiej reklamy) zdobył się na sugestię, że transpozycja brytyjska może zapewnić prawo do adnotacji w księdze chrztu o wystąpieniu z Kościoła anglikańskiego. Nic się jednak w tej sprawie nie ruszyło od strony prawnej ponieważ John Hunt zdołał – kosztem około 80 funtów i wyrzekając się wiary w gazecie – zmusić „swojego” biskupa anglikańskiego do dokonania adnotacji o jego wystąpieniu z tego kościoła. Następni mogą przetrzeć szlak budując na efekcie jego poświęcenia. Najbardziej zażarta walka, w której uczestniczyły całe dywizje adwokatów, trwa od 2005 roku w Hiszpanii i wszystko wskazuje na to, że zakończy się objęciem występowania z kościołów w ustawie o laicyzacji państwa. 10 października 2007 roku Sąd Krajowy w Walencji wydał decyzję, która była największym sukcesem byłych katolików. Między innymi odrzucono twierdzenie strony kościelnej, że adnotacje o wystąpieniach są niemożliwe z powodu artykułu 1 ust. 6 konkordatu z 3 stycznia 1979 roku (który i tak jest znacznie wyrazistszy niż art. 5 konkordatu polskiego na który powołał się notariusz kurii krakowskiej). Hiszpanię obowiązują też inne umowy międzynarodowe, które obligują do ochrony danych osobowych a nie tylko to, co podoba się biskupom – tak można streścić tę część wyroku. 19 września 2008 hiszpański Sąd Najwyższy wydał wyrok, który śmiało można porównać do słynnego wyroku polskiego Trybunału Konstytucyjnego z 28 maja 1997 roku w myśl którego konstytucja PRL zakazywała aborcji czyli komuniści bardziej dbali o dzieci nienarodzone niż naród polski zadbał w referendum konstytucyjnym trzy dni wcześniej. Sąd Najwyższy skierował sprawę na boczny tor, twierdząc, że księgi chrztów nie są zbiorami danych czyli wpadając na pomysł na jaki nie wpadł sam Kościół, bo przecież są to zbiory prowadzone nadzwyczaj skrupulatnie, co nakazuje zresztą kanon 535 par. 2 Kodeksu Prawa Kanonicznego. Zauważył to w zdaniu odrębnym sędzia Joaquín Huelin Martínez de Velasco.

O tym wszystkim, dzięki Bogu lub innym źródłom prawdy, dobra i piękna, apostaci w Polsce nie mają zielonego pojęcia. Nasza polska wieś spokojna. Jeśli ktoś już koniecznie musi dokonać apostazji to ma od tego instrukcję biskupów z 27 września 2008. Na jej straży stoją pospołu: sekretarz generalny Konferencji Episkopatu Polski biskup Stanisław Budzik, GIODO Michał Serzycki i Biuro Rzecznika Praw Obywatelskich. Żadna myślozbrodnia przez ten mur nie ma prawa się przebić.

W tym miejscu – nolens volens – muszę wdać się w niuanse terminologiczne. Słowo „apostazja” pochodzi z greckiego rzeczownika apostasia a oryginalnie wywodzi się z drugiego rozdziału Księgi Jeremiasza. Jahwe przez cały rozdział stęka tam jak stary piernik tak, że się od tego wątroba przewraca, że Żydzi popadli w neopogaństwo, bo modlą się do Baala a nie do niego a przecież on powiedział, że to w niego mają wierzyć a nie w innych bogów i jemu się to nie podoba, bo jego Żydzi, którzy wylosowali zieloną kartę do raju, mieli być posłuszni – i tak dalej i tak dalej. Rozdział ten Biblia Tysiąclecia tytułuje „Apostazja Izraela i jej skutki”. W Starym Testamencie apostazja jest widziana jako odrzucenie Jahwe na rzecz innych bogów. W Nowym Testamencie apostazja pojawia się w kontekście dramatycznej decyzji czy chrześcijanie mają sobie kroić penisy (Dzieje Apostolskie 21,21). Słowo to jest tak fajne, że znalazło się w kanonie 751 Kodeksu Prawa Kanonicznego z 1983 roku: „Herezją nazywa się uporczywe, po przyjęciu chrztu, zaprzeczanie jakiejś prawdzie, w którą należy wierzyć wiarą boską i katolicką, albo uporczywe powątpiewanie o niej; apostazją – całkowite porzucenie wiary chrześcijańskiej, schizmą – odmowa uznania zwierzchnictwa Biskupa Rzymskiego lub utrzymywania wspólnoty z członkami Kościoła, uznającymi to zwierzchnictwo”. Kościół katolicki zostawił sens tego słowa zmieniając oczywiście religię, która pierwotnie się za nim kryła. Niespodziewanie dla siebie muszę się zgodzić z biskupem Tadeuszem Pieronkiem: „Apostata to zgodnie ze znaczeniem tego słowa odszczepieniec, renegat” („Super Express”, 15 luty 2006). Poza tym w liście z 13 marca 2006 roku do przewodniczącego Episkopatu USA biskupa Williama Skylstad przewodniczący Papieskiej Rady ds. Tekstów Prawnych kardynał Julián Herranz Casado napisał wprost, że wystąpienie z Kościoła (czyli actus formalis defectionis ab Ecclesia catholica) to „nowa koncepcja dla prawa kanonicznego” i jakkolwiek apostazja w znaczeniu kanonu 751 jest jej warunkiem koniecznym to nie jest warunkiem wystarczającym: „herezja, schizma i apostazja nie stanowią same w sobie formalnego aktu wystąpienia jeżeli nie są całkowicie skonkretyzowane i przedłożone władzy kościelnej w wymagany sposób”. Wbrew temu co się błędnie uważa wystąpienie z Kościoła nie jest więc tym samym co apostazja. Apostatą jest każdy, kto kupuje prezerwatywy lub głosuje przeciwko wsadzaniu do więzień lekarzy za in vitro. Wystąpienie z Kościoła to jednak wyższa szkoła jazdy, czarny szlak dla zaawansowanych. Nawet gdyby to była apostazja to i tak jego geneza z utyskiwania Jahwe na neopogaństwo Żydów sprawiałaby, że słowo to należałoby do Kościoła i miało znaczenie nadane mu przez kanon 751 KPK – co zamyka drogę do wystąpienia z niego na podstawie dyrektywy 95/46/WE, bo kto ma słowa ten ma władzę. Z tego na przykład powodu na początku lat 90-tych „płody ludzkie” cudownie zamieniły się w „dzieci nienarodzone”, tak, że teraz, jak rozumiem, polscy lekarze uczą się zabijać ludzi, którzy się nigdy nie urodzili. Myślę, że to wyjaśnia dlaczego bardzo nie lubię słowa „apostazja” i staram się go unikać. Jeśli go używam to z konieczności.

Zbieranie informacji do tego portalu to była prawdziwa droga przez mękę. 99% tego, co w Polsce powiedziano lub napisano o apostazji nadaje się do kosza. Wiem, bo musiałem wszystko przeczytać żeby znaleźć ukryte, niemal zakodowane w kilku słowach, okruchy tego co istotne. W ciągu miesiąca przeczytałem setki artykułów, postów, wpisów i komentarzy na ten temat w polskim Internecie. Prawie wszystko to szum informacyjny o kanonach, Kościele, ekskomunikach i tym co zrobił lub powiedział jakiś ksiądz. Duża część tego to język kościelny, który nie jest nawet szumem informacyjnym – po prostu nie ma tam żadnej treści. Coś ciekawego przynajmniej od strony psychologicznej i socjologicznej wniósł prawdopodobnie ksiądz Przemysław Gębala, który planuje się z tego tematu doktoryzować. Jeśli dodać do tego to, że przeciwko zburzeniu tego muru milczenia i dezinformacji jest nie tylko Kościół, ale także wszystkie możliwe instytucje państwowe na czele z GIODO, Trybunał Konstytucyjny stoi na straży łamania konstytucji a większość posłów to skończeni dewoci i oszołomy, którzy nie mają pojęcia o obowiązującej konstytucji i nowoczesnym państwie, to walka o prawo do wystąpienia z Kościoła na podstawie włoskiej, co jest celem tego portalu (niniejszym proponuję określenie „wystąpienie po włosku” dla odróżnienia od „apostazji kanonicznej”) jest niczym walka z Cerberem z rękoma w gipsie. Najgorsze jest to, że nabrali się na to sami apostaci i zachowują się jak zombie kontrolowani przez biskupa Budzika. Sama lista powodów dla których można dokonać apostazji to obraz rozpaczy:

1) „Utarcie nosa Kościołowi. Niektórych motywuje chęć zrobienia czegoś, co pokaże tej organizacji, że nie powinna się czuć nazbyt pewnie w Polsce.”

Sęk w tym, że apostazja „kanoniczna” jest tym czego Kościół chce, bo przecież tam w Radzie Prawnej Episkopatu Polski – w przeciwieństwie do Zjazdów Apostatów – wiedzą jak jest w innych krajach (Włochy, Francja, Belgia).

2) brak nagabywania o ślub konkordatowy i udział w praktykach religijnych

Czy małżeństwo powinien zawierać ktoś, kto nie może sam ustalić swojego ślubu? Ile osób w ten sposób „uratowano”? Mam przykre wrażenie, że to ucieczka od wolności a nie walka o nią. Ja postawy „nie chodzę do kościoła, bo nie mam parasolki” promować nie będę. Tym bardziej dotyczy to pogrzebu. Pomysł, by zapewnić sobie prawo do własnego pogrzebu przez pozbawienie się prawa do takiego jakiego się nie chce uważam za najwyższe możliwe samoponiżanie.

3) Kwestie ochrony danych osobowych. KRK zgodnie z Ustawą o ochronie danych osobowych powinien usuwać ze swoich zbiorów dane osobowe tych, którzy wystąpili z jego wspólnoty.”

Bilans tej batalii – zero usuniętych plików i gest Kozakiewicza biskupów w punkcie 11.

4) jakaś forma chrztu a rebours („chęć bycia wolną jednostką”, „udowodnienie sobie”, „określenie kim jestem” lub „humanistyczna ceremonia przejścia do w pełni świadomego i duchowo bogatego świeckiego życia”)

5) nie przyjdzie ksiądz po kolędzie

Przynajmniej raz do roku do każdego przychodzą Świadkowie Jehowy. Naprawdę, nie róbmy scen. Czy żeby nie przyłazili trzeba się do nich zapisać i wypisać?

6) Spekulacje, że mogą tego wymagać inne związki wyznaniowe lub organizacje ateistyczne.

Jedyny taki znany mi przypadek to partia komunistyczna w NRD a w dobie ekumenizmu i „dialogu kultur” presji innych religii raczej się nie spodziewam.

Apostaci wpadli nawet na genialny pomysł, by złożyć pozew zbiorowy przeciwko Konferencji Episkopatu Polski. Po umyciu rąk przez RPO padł pomysł, by napisać do działu „porady prawne” tygodnika „Fakty i Mity” – co istotnie mogło skierować sprawę na dobry tor. Tak się jednak nie stało i Kościół po raz kolejny wygrał bonus braku skutecznego działania swoich adwersarzy. 10-go stycznia 2009 użytkownik apostazja.pl o nicku „jigoku” był bliski przełomu – zaproponował nie stosować się do instrukcji KEP (oklaski) i wysyłać listem poleconym (!) pisma z kserokopią dowodu osobistego („tak robią we Włoszech” – !!)  i publikowanie na tym portalu skanów tych listów z danymi osobowymi do wiadomości administratorów (!!!). Zabrakło tylko przysłowiowej kropki nad i – powołania się na ustawę o ochronie danych osobowych. Mimo, że tak też robią we Włoszech. Bez tego przychodziłyby odpowiedzi, że Kościół nie uznaje listów na podstawie swojej własnej instrukcji czyli wieża obronna zbudowana przez KEP pozostałaby nienaruszona. Mimo braku wykazania nadrzędności ustawy o ochronie danych osobowych byłby to jednak duży cios dla powagi KEP a kwestia ustawy pojawiłaby się prędzej czy później. 15-go kwietnia 2009 padł kolejny genialny pomysł, by napisać skargę do Ojca Świętego. Bez końca nobilitowano Kościół katolicki uparcie twierdząc, że może on naruszać konstytucję. Ktoś wpadł na zwalający z nóg pomysł, by napisać do KEP żeby zmienili instrukcję. Racjonalizm pierwszej próby.

To co naprawdę ważne czyli wykorzystywanie chrztów do zachowania stereotypu „Polak-katolik” zostało zaledwie dotknięte, np. w „Wyznaniu niewiary” („Polityka”, 11.02.2008): „Wiara, światopogląd to sprawy prywatne. Faktycznie tak jest w dojrzałych społeczeństwach, ale nie u nas, gdzie Kościół jest nadobecny w sferze publicznej. Jest finansowany z budżetu państwa. Chce mieć wpływ nie tylko na życie swoich członków, ale wszystkich obywateli. Dlatego w Polsce apostazja jest wyraźnym sygnałem: nie chcę, by Kościół wypowiadał się w moim imieniu. Jest też próbą pozyskania przestrzeni publicznej dla osób niewierzących, zamanifestowania, że my także jesteśmy obywatelami tego kraju”. A przecież nie trzeba było wiele, by pokazać, że jest to kwestia obrony chociażby artykułu 10 ustawy o gwarancjach wolności sumienia. 27 lutego 2006 prymas Glemp powiedział: „Przepis, który nie pozwala państwu wspomóc budowy Świątyni Opatrzności Bożej, jest dziwny. Budżet państwa składa się m. in. ze środków wypracowanych przez obywateli, którzy w ponad 90 proc. są katolikami”. We wszystkich krajach w których pojawiła się ta kwestia powtarza się to samo – chrzest większości obywateli umożliwia biskupom walkę z aborcją, antykoncepcją, in vitro (czyli zderzeniem prawa z katolickimi obsesjami seksualnymi) a także domaganie się pieniędzy i władzy nad uczniami. W Hiszpanii i Argentynie cała akcja nosi po prostu nazwę „nie w moim imieniu”. I jeśli wystąpienie z Kościoła jest do czegoś potrzebne to do tego żeby powiedzieć „Mnie jakieś Donum Vitae czy inne Quaestio de abortu procurato nie interesuje – proszę mi mówić o prawie”. Kościół zawsze spisuje wszystko czego chce i czego nie chce, stempluje Panem Jezusem i domaga się tego od polityków twierdząc, że mają im to dać skoro są ochrzczeni. Na litość boską – apostazja to termin religijny i całe chrześcijaństwo to jedna wielka apostazja z judaizmu. Prawda jest taka, że apostazja „kanoniczna” to „jedynie manifestacja postawy antykatolickiej”, jak ktoś trzeźwo zauważył. Podpisuję się pod inną trafną opinią: Apostazja to taki ochłap, który Kościół łaskawie rzucił tym wrednym „niewiernym”, tak trochę „na odwal się”, żeby zapchali sobie nim gęby i nie marudzili. Bo jeśli apostata, gdy mu coś odbije i chce wrócić na łono Kościoła, nie musi przyjąć ponownie chrztu a tylko przechodzi jakieś „szkolenie” i po odpytaniu przez księdza oraz zdaniu „egzaminu” biskup zdejmuje z niego tylko ekskomunikę i znowu jest pełnoprawnym katolikiem, to o czym my tu w ogóle mówimy? Najwyraźniej o czymś w rodzaju katolików-śpiochów. Z kolei w wystąpieniu z Kościoła nie ma nic religijnego. Przeciwnie – to forma walki politycznej w takim samym stopniu w jakim Kościołowi do walki politycznej służy chrzest. Przy czym najpierw trzeba oczywiście wywalczyć samo prawo do tego czyli „apostazję po włosku”. Ale to dopiero argument polityczny! Apostaci są świetni w buszowaniu po Kodeksie Prawa Kanonicznego, ale zapomnieli o Katechizmie Kościoła Katolickiego, kanonie 1269. Tam tkwi esencja powodu dla którego warto wystąpić z Kościoła (oczywiście „po włosku” a nie „kanonicznie”). Ogłasza otóż Jan Paweł II:

Stając się członkiem Kościoła, ochrzczony „nie należy już do samego siebie” (1 Kor 6,19), ale do Tego, który za nas umarł i zmartwychwstał. Od tej chwili jest powołany, by poddał się innym i służył im we wspólnocie Kościoła, by był „posłuszny i uległy” (Hbr 13,17) przełożonym w Kościele, by ich uznawał z szacunkiem i miłością. Z chrztu wynikają odpowiedzialność i obowiązki. Ochrzczony posiada równocześnie prawa w Kościele; ma prawo do przyjmowania sakramentów, do karmienia się słowem Bożym i korzystania z innych pomocy duchowych Kościoła.

Teraz tłumacząc to na zrozumiałą polszczyznę: z powodu chrztu człowiek traci wolność. Nie należy do siebie tylko do Kościoła. Musi być posłuszny księżom i biskupom i nie myśleć o sprzeciwie. Robić to co mu się każe i nie robić tego czego mu się zabrania. Ma szanować i „kochać” cały kler, razem z tymi, którzy gwałcą jego dzieci. „Karmi słowem Bożym” Ministerstwo Edukacji Narodowej za pieniądze podatników a korzystanie z tego prawa jest w Polsce de facto obowiązkowe.

Powody dla których Kościół nie lubi procedury, którą sam ustalił w 2006 roku jako zło konieczne widzę dwa. Po pierwsze może (z akcentem na „może”) doprowadzić to do ustalenia „ustawowych” zasad występowania (o czym jest ten portal). Dla biskupów to trochę tak jak jechać 200 km/h metr przed innym samochodem. Jeszcze nie katastrofa, ale zawsze o włos. Po drugie Watykan odsłonił w niej podbrzusze zagrażając podatkowi kościelnemu w Niemczech (czyli pięciu miliardom euro rocznie). Kardynał Herranz napisał: „To oznacza, że formalny akt wystąpienia musi być więcej niż aktem prawno-administracyjnym (usunięciem czyjegoś imienia ze spisu członków Kościoła utrzymywanego przez rząd w celu zaistnienia określonych konsekwencji cywilnych)”. W polskim tłumaczeniu ten fragment został bez mała sfałszowany: „Oznacza to, że taki akt formalny odstąpienia nie ma wyłącznie charakteru prawno-administracyjnego (wypisanie się z Kościoła w sensie metrykalnym, z idącymi za tym konsekwencjami cywilnoprawnymi)”. Co ciekawe aby był wilk syty i owca cała kardynał Herranz… uznał to, że Episkopat Niemiec nie uznaje jego własnej instrukcji! To umożliwiło doktorowi Hartmutowi Zapp włożenie kija w szprychy. Tymczasem apostaci w Polsce widząc pierwotną niechęć Kościoła do tego tematu rzucili się na niego sądząc, że „apostazja kanoniczna” jest celem samym w sobie. Konsekwencje tego widać do dziś i zapewne widać będzie jeszcze długo. No cóż – nic dziwnego, że nawet metafory proroka Natana nie ustrzegły mnie przed wrzuceniem do studni gdyż „ten, kto podaje w wątpliwość rządy dynastii Dawida, jest jak ten, kto wątpi w istnienie Boga”. Kolejny paradoks – mi bardziej zależy na uznaniu w Polsce samej procedury niż na korzystaniu z niej mimo, że mam na to dwa mocne argumenty. Apostaci w ogóle nie wiedzą, że jest inna procedura więc cała para idzie w argumenty słabe lub wręcz w prewencyjne odbieranie sobie praw.

To co znalazłem – i jestem przekonany, że to właściwie wszystko co w ogóle pływa po powierzchni oceanu informacji – jest opisane w zakładkach „podziękowania” i „plusy dodatnie, plusy ujemne”. Kościołowi dzięki uniknięciu powiązania apostazji z ustawą o ochronie danych osobowych udało się jednocześnie uniknąć powiązania jej naruszenia przez instrukcję biskupów z innymi jej naruszeniami, np. ujawnianiem list ofiarodawców żeby zmusić parafian (w tym przypadku w obu słownikowych znaczeniach tego słowa) do wyścigu szczurów, kto da więcej. To zaś daje oddech GIODO. Dopiero ten portal zajmuje się po prostu kwestią „kościoły a ustawa o ochronie danych osobowych”, ponieważ cała ta apostazja to nic innego niż prośba o adnotację w księdze chrztu o wystąpieniu z Kościoła. W Polsce doszło do paradoksu (jeśli jest to paradoks) – ateiści wertują Kodeks Prawa Kanonicznego i piszą skargi do Ojca Świętego jak Szochołow do Stalina na zbrodnie NKWD (Stalin odpisał – „Towarzyszu Szochołow! A co ja mogę, co ja mogę?”). Z tego śmiesznego listu tyle dobrego, że zawiera opis praktyk do których doprowadziła sama instrukcja. Jedyną grupą, która doskonale wie o co w tym wszystkim chodzi jest Rada Prawna KEP, która, żeby zabezpieczyć Kościół przed ustawą, załatwiła via Sekretariat (który jest osobą prawną Kościoła na podstawie art. 6 ust. 2 pkt 3 ustawy o stosunku Państwa do Kościoła Katolickiego) w praktyce ogłoszenie przez Michała Serzyckiego, mianowanego przez Układ na GIODO, że jej nie podlega. W rzeczy samej nie dam złamanego grosza, że to sami biskupi w Komisji Wspólnej nie kazali rządowi przyjąć takiej wersji tej ustawy jaka im odpowiadała czyli z dodaniem „i 3” w odpowiednim miejscu, co odbierało GIODO jurysdykcję nad kościołami (pięć lat później chodziło o usunięcie „lub czasopisma”…).

Przygotowałem dokumenty, tłumaczenia, artykuły, formularze, komentarze i zebrałem to w jednym miejscu. Na tym, po dwóch miesiącach pracy, kończy się pierwszy etap walki z Cerberem z rękoma w gipsie. Teraz to, kiedy będzie zdjęcie gipsu i co stanie się dalej, zależy od Was. Zapraszam do artykułu „Po trupie instrukcji biskupów do wolnej Polski” a następnie tutaj.

Maciej Psyk

Facebook Comments

Website Comments

  1. Przemysław Gębala
    Odpowiedz

    Panie Macieju,
    Prostując pewne informacje – po pierwsze nie obroniłem jeszcze doktoratu, a po drugie – z mojej perspektywy ważniejsze – nie wystąpiłem z Kościoła, jedynie opuściłem seminarium zakonne. Proszę o jak najszybsze usunięcie nieprawdziwych informacji.
    Pozdrawiam,
    Przemysław Gębala

  2. noHuman
    Odpowiedz

    To ciekawe zagadnienie bo:
    1. jest się katolikiem bo się wyznaje przynależność do KK,
    2. jest się katolikiem bo KK wyznaje przynależność do kogoś.
    Jeśli 1 to po jaką pietruszkę robić cokolwiek poza uprzejmym powiadomieniem KK ?
    Jeśli 2 to co wtedy kiedy do kogoś przyznaje się [bez wzajemności] kilka instytucji ?
    Praktyczne byłoby żeby USC prowadziło rejestr w postaci jeden-do-jeden łączący człowieka z religią, ale czy to nie stoi w sprzeczności z wolnością wyznania albo świeckością państwa??

  3. admin
    Odpowiedz

    @noHuman
    „jeśli [jest się katolikiem bo się wyznaje przynależność do KK] to po jaką pietruszkę robić cokolwiek poza uprzejmym powiadomieniem KK?
    Bo „wystąpienie po włosku” to lepsza droga do zmiany ustroju Polski niż happeningi Palikota z krzyżami.
    „jeśli 2 to co wtedy kiedy do kogoś przyznaje się [bez wzajemności] kilka instytucji?”
    To mogą sobie jeszcze Chińczyków zapisać.

  4. noHuman
    Odpowiedz

    Gratuluje szczerości, gdyby ktoś napisał, że chce działać na rzecz zmiany ustroju w kierunku większej zgodności z nauką Kościoła katolickiego to ….. 🙂

  5. Jerzy
    Odpowiedz

    Nie rozumiem, dlaczego to ja miałbym fatygować się do parafii i wysłuchiwać chamskich aluzji pod swoim adresem od jakiegoś zboczeńca w sukience (bo przecież nie wiem, czy lub ile szaman ma niewinnych dzieci na sumieniu). Zostałem ochrzczony bez mojej wiedzy, zgody i podpisu. To oznacza, że złamano moje prawo o samostanowieniu. I nie interesuje mnie jakieś tam prawo kanoniczne, bo od kiedy mafia ma jakieś prawa? Według mnie wystarczy, że przejrzałem na oczy i od tej pory nie chodzę do kościoła, a tym samym nie utrzymuję darmozjadów. Zostało nam tylko zmusić rząd do odcięcia tej czarnej zarazy od koryta. Nie ja się na tę listę wpisywałem, więc nie muszę się z niej wypisywać. Do „świątyń obłudy” niech chodzą ci, którzy nie mają własnej tożsamości, nieświadomie modląc się o obłudę, chamstwo, nietolerancję, pedofilię, i – o ironio – o zdradę swojego Boga, ponieważ kler katolicki z pełną świadomością Twórcę własnej religii odrzucił.

  6. Jaga
    Odpowiedz

    Odnoszę nieodparte wrażenie, że przemocą nasi internauci zostali ochrzczeni, że zrobili to wrodzy rodzice „na złość” im, a może też z pazerności na spodziewane prezenty od chrzestnych!
    Moja propozycja: oddajcie równowartość chrzcin rodzicom i krewnym, bo już się wycofujecie z drogi naśladowania Chrystusa. A jak sprawiedliwość można oddać Bogu, w którego się przestało wierzyć, bądż przestało się ufać?

  7. Marta
    Odpowiedz

    Ciekawe, że wszyscy katolicy jak Jaga kojarzą chrzest tylko z prezentami jeżeli tylko to pomogło by mi się odłączyć od kościoła katolickiego jestem w stanie oddać podwójną wartość owych prezentów.

    • admin
      Odpowiedz

      Paweł, dwie uwagi. Po pierwsze – odpowiadaj bezpośrednio pod postem używając „reply”. Po drugie – żółta kartka za agresję. Tak właśnie nie należy pisać.

      • Mija
        Odpowiedz

        Hm…w sumie dobrze, że jest taka strona traktująca o apostazji. Jednak moim zdaniem powinniście zamiescić gdzieś gotowe formularze do pobrania z wyraźnym buttonem. Może to smieszne, ale ludzie generalnie nie wiedzą, jak napisać akt apostazji, ja sama nieźle się naszukałam w necie. I koniecznie trzeba mówić ludziom by kategorycznie domagali się usunięcia wszelkich danych z parafialnego systemu.

  8. sugadaddy
    Odpowiedz

    A ja niezmiennie powtarzam, że w Polsce się zmieni, kiedy większość przestanie chrzcić dzieci i procent niewierzących przewyższy wierzących. Póki co, strach przed niepoświęconą ziemią jest silniejszy od perspektywy bycia wolnym. Niewolnictwo mamy w genach – za długo byliśmy chłopami pańszczyźnianymi.

      • sugadaddy
        Odpowiedz

        Ja rozumiem ten Wasz hurra optymizm, ale……
        Sami piszecie, że wszystkie instytucje państwowe stoją murem za kościołem. I to bez względu na to, czy jest to zgodne z prawem. Jeśli można było „obok prawa” przeprowadzić coś takiego jak niesławna komisja majątkowa, to nic nie jest w stanie doprowadzić do działań zgodnych z prawem w stosunkach kościoła z państwem. Nie ma wśród rządzących, ani jednego ateisty – jest za to sporo nawiedzonych fanatyków – i tak będzie przez najbliższe 50 lat. Począwszy od prezydenta, skończywszy na sołtysie najmniejszej wsi. Nie licząc całego aparatu administracyjnego, który szkolony jest przez Opus Dei i ochoczo bierze udział w łażeniu po polskich drogach, które to drogi wszystkie prowadzą do Częstochowy. Oczywiście nie znaczy to, że należy dać se siana; trzeba robić wszystko, aby udało się faktycznie wypisać z Kościoła tzn. aby wszelki ślad po ochrzczonym został wymazany z kościelnych rejestrów. Jak to nastąpi natychmiast z Kościoła się wypiszę.
        PS. Nawet w spisie powszechnym nie pytano o wyznanie. Tak na wszelki wypadek – chociaż i tak katolików byłoby ca. 80%. Polak chociaż do kościoła nie zagląda za często, dzieci chrzci, na religię posyła, ślub kościelny bierze (córka Kwaśniewskiego) i z ludem bożym – jak przyjdzie co do czego – się utożsami. Takich baranów, co to tylko dobrze się czują w stadzie, chyba nigdzie się nie znajdzie.
        Świadczą o tym wszystkie sondaże na tematy religijne. I pamiętajcie, że Polska to nie Warszawa, czy parę innych dużych miast. Polska to prowincja, gdzie baby przechodząc koło kościoła padają na kolana i się modlą. Do kogo, a raczej do czego, to już inna sprawa.

        • admin
          Odpowiedz

          Jednym słowem piszesz, że jest tragicznie i mamy to zmienić, ale bez Ciebie, bo sam nie kiwniesz palcem. Trudno, jakoś to przeżyjemy.
          Nie masz natomiast racji co do pytania o wyznanie w spisie powszechnym – oczywiście było.

          • sugadaddy

            Wybacz Przyjacielu, ale jesteś w błędzie. Pytanie o wyznanie było w niewielu kwestionariuszach tzw. rozszerzonych. Czyli tak jak by go nie było.
            A nie jest tragicznie? Racjonalista musi być realistą – pobożne życzenia zastawmy oczadziałym. Owszem kiwam palcem, chociażby skromnie propagując rozum, który powinien kierować ludźmi, a nie ślepa wiara. Staram się wykazać, że wiara w zmartwychwstanie, branie ludzi żywcem do nieba, czy ożywianie trupów niczym nie różni się od tysięcy innych zabobonów jak czerwone wstążki, złe spojrzenia, czy inne uroki i czary mary w które namiętnie wierzą katolicy. Po prostu jestem racjonalnym realistą.

          • admin

            Czyli pytanie było a o tym, że ten pomysł to niewypał pisałem jako pierwszy w Polsce.
            A co do drugiej części – walczymy o równe traktowanie obywateli przez Biuro GIODO. Każdy może się do tego przyłączyć, ale wprost napisałeś, że tego nie zrobisz. No i OK. Nie będziemy ani płakać ani prosić żebyś zmienił zdanie. Twój ateizm to sprawa prywatna, która do spraw publicznych (zwłaszcza rozdziału Kościoła od Państwa) ma się nijak.

  9. sugadaddy
    Odpowiedz

    Gwoli ścisłości przestań wkładać mi w usta słowa których nigdzie nie napisałem. Po drugie z uporem godnym lepszej sprawy upierasz się z tymi pytaniami o religię – nic takiego nie było, a to o czym pisałeś ma się nijak do ostatecznej wersji spisu, gdzie tylko nieliczni byli pytani o wyznanie. Twoje wręcz histeryczne biadolenie, że nie będziecie płakać – nie bardzo wiadomo dlaczego mielibyście – że się do Was nie przyłączę (swoją drogą nie wiem skąd Ci to przyszło do głowy, bo de facto nic takiego nie powiedziałem) polemikę z Tobą czyni raczej uciążliwą, jeśli nie wręcz nieprzyjemną. Jeśli Ci się wydaje, że wiesz już wszystko, to jesteś w wielkim błędzie. Powodzenia i trochę poszanowania dla mających trochę inny punkt widzenia. Żegnam.

    PS.
    http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114873,9374998,Spis_powszechny__Dlaczego_nie_ma_pytania_o_wyznanie_.html

    • admin
      Odpowiedz

      Kolego, po prostu nie jesteśmy Onetem gdzie każdy pisze wszystko. Działamy w przestrzeni publicznej i walczymy o rozdział Kościoła od Państwa a nie opowiadamy, że nie ma zmartwychwstania. Są ludzie, którzy są na tym pokładzie i są tacy, których nie ma. Natomiast pisanie, że skorzystasz z tego co inni dla Ciebie wywalczą, kiedy już wywalczą, nie jest najlepszym pomysłem na pierwszego posta.
      Pozdrawiam

Post a comment