Wydaje mi się, że ta usłużność [władz publicznych] nie jest związana tylko ze stosunkiem do Kościoła Katolickiego. Ona jest związana generalnie z oportunizmem polskich władz, które dosyć chętnie nie robią nic gdy muszą zrobić coś kłopotliwego albo muszą się narazić komukolwiek – czy to będzie Kościół czy ktokolwiek inny. Jeżeli mówimy, że władza w Polsce jest słaba to mamy na myśli to, że władza w kwestiach niewygodnych dla siebie najchętniej nie zrobi nic. Mamy tu międlące długo sądy, prokuratury, które długo czymś się zajmują i później sprawy umarzają – to jest to. Tu się nakłada kilka słabości polskiego państwa, a przy okazji usłużność wobec religii dominującej, którą jest Kościół Katolicki. (…) Żeby nie było to wszystko takie zideologizowane władza państwowa musi wykazać odrobinę zdecydowania. Jeżeli się unika konfliktu albo się chce „iść na rękę” Kościołowi to wtedy mamy taką sytuację jaką mamy. Nie jest to sytuacja zdrowa i prawidłowa.

prof. Ewa Łętowska, styczeń 2015

Te święte słowa Pani Profesor należałoby dać do przepisania dwadzieścia razy każdemu kto ma do czynienia ze sprawą w której znienacka pojawia się konkordat. Może to by poskutkowało skoro wszystko inne zawiodło. W tej chwili obowiązuje prawo dżungli czyli sprawiedliwości nie może być ot tak po prostu. To by było za proste i „walczyło z Kościołem”. Sprawiedliwość trzeba sobie „wyinterpretować” czyli wyszarpać „w toku instancji” zaczynając od Biura GIODO a kończąc na Prezesie NSA. Pani profesor po prostu obliczyła, że w batalii Wystap.pl musiały być świństwa i matactwa. Zapowiedziany w grudniu reportaż w dzisiejszym „Dużym Formacie” pokazuje jak wyglądało to w praktyce.

–> „Beznadziejna ucieczka z Kościoła” <–

Sam reportaż warto jednak uzupełnić o listę popełnionych grzechów głównych. Bez niej można odnieść fałszywe wrażenie, że wszystko było w jako-takim porządku i wszyscy chcieli dobrze a kłody pod nogi rzucały ufoludki. Otóż nie. I nie chodzi o to, że poprzedni GIODO dwa razy spotkał się z obecnym prymasem, bo to najmniejszy problem. Chodzi o to jak to się przekładało na to co robił i czego nie robił – a tu w zasadzie przyznaje się do zarzutów.

Trzy główne matactwa GIODO dla spacyfikowania Wystap.pl:

1. zrobił z nikomu nieznanego „i 3” fortecę żeby „nie mieć kognicji”

Po powstaniu Wystap.pl w czerwcu 2010 roku nie dało się dłużej odpisywać przez rzeczniczkę prasową, że nic nie mogą zrobić. Nowy GIODO wymyślił, że najlepiej chcieć, ale nie móc czyli „nie mieć kognicji”. Odpisywali to samo co dotychczas przez rzeczniczkę tylko już jako „niemerytoryczną decyzję administracyjną” czyli umorzenie, że „merytorycznej” nie wydadzą, bo w ustawie jest „i 3”, ale jeśli skarżący jest niezadowolony to może się odwoływać. Dopisku tym nie obali, ale będzie się cieszył, że szanują jego prawo do zawracania dupy. Nikt nie wiedział o co w tym chodzi więc rzucili profanom koło ratunkowe: „jeśli nie istniałaby tego typu przeszkoda w sprawie, Generalny Inspektor Ochrony Danych Osobowych wydałby merytoryczną decyzję administracyjną w sprawie, a więc decyzję rozstrzygającą co do meritum i kończącą niniejszą sprawę w instancji”. Czyli: chcemy, ale nam „i 3” nie pozwala jednakowoż może pan argumentować, że tego „i 3” tam nie ma to my będziemy argumentować, że jest i za parę lat jakaś heglowska synteza z tego wyjdzie, bo prawda jak psie gówno zawsze leży pośrodku. WSA w Warszawie w pierwszym wyroku też się nie połapał o co chodzi i ku przerażeniu Kościoła wszedł w oddzielanie bezprzedmiotowości od bezzasadności. Rad nierad GIODO… odwołał się od korzystnego wyroku na który rzekomo czekał (!) czym jeszcze bardziej wszystko zagmatwał. Usprawiedliwił się z tego na mównicy sejmowej mówiąc półgębkiem, że zrobił to „ze względów formalnych choć nie merytorycznych” czyli przeprasza, że pomaga.

Gdyby Wojciech Wiewiórowski chciał coś zmienić to już w 2010 roku zamiast tworzyć „prawo do zawracania d**y” obaliłby „i 3” jednym akapitem i Kościół by go nie bronił, bo go nie załatwił. W czerwcu 1997 roku w nadgorliwości wyszarpała je Irena Lipowicz; zresztą jako część pakietu, że GIODO ma być od dobrych rad w prasie fryzjersko-dentystycznej i broń Boże nie były esbek a Unia niech się wypcha, bo jeszcze w niej nie jesteśmy. My tu, Polacy, zrobimy narodową ustawę o narodowym GIODO, który nic nie może i to nie jest nasze ostatnie słowo! W pierwszym wyroku WSA udało się tę szajbę ominąć. Dopiero gdy nasz obrońca w odpowiedzi wypalił, że „według ustaleń z Episkopatem Polski nie zajmuje się takimi sprawami” przyjął „ekspertyzę prywatną” ks. Dariusza Walencika, która prawdę powiedziawszy w zasadzie z niej wynikała; ksiądz Walencik raptem napisał do Wysokiego Sądu Tubylców żeby nie przesadzali z tą niepodległością tylko bronili „i 3” i poskutkowało. W efekcie siódmy rok wszyscy „używają” skarżących w swoich układankach, ci z nowego prawa skorzystali tak skrupulatnie, że jego następca płakał w sprawozdaniu dla Sejmu, że marnuje tysiące roboczogodzin na bzdury (od 2010 roku w kosztach pracy, grzywnach i zwrotach kosztów zmarnowano kilkaset tysięcy złotych) a on sam został obrońcą własnego poniżenia czyli Quislingiem arcybiskupów:

Uzasadniając brak kognicji, organ wskazał na [i 3]. Wyjaśnił, że na mocy tego przepisu nie przysługują mu uprawnienia określone w art. 12 pkt 2 i art. 14 pkt 1, pkt 3-5 oraz pkt 15-18 tej ustawy.

2. klerykalizował prawo zamiast zastosować art. 61a Kpa

Jeśli „niechcący” poległ na pierwszym głównym szwindlu to już było źle, ale jeszcze nie beznadziejnie. Nadal mógł uniknąć mieszania swoich uprawnień ze sprawami kościelnymi – po prostu wykorzystując art. 61a Kodeksu postępowania administracyjnego, który stosuje się w przypadku „braku kognicji”. Czyli dokładnie tego czym się uparcie zasłaniał. Zaczął umarzanie w grudniu 2010, już po uchwaleniu tego przepisu i raptem na cztery miesiące przed jego wejściem w życie. Powinien był pokontemplować do kwietnia albo przynajmniej pójść za dobrą radą NSA w wyroku I OSK 537/10 i prowizorycznie poumarzać przez vacatio legis a w kwietniu to uchylić i przejść na postanowienia o odmowie wszczęcia postępowania administracyjnego. W ten sposób do sądu pierwszej instancji trafiłyby skargi wyłącznie na „brak kognicji”. Tego jednak też nie zrobił, bo w ogóle nie o to chodziło. Rzucił się prześladować katolików czyli pytać proboszczów czy skarżący są katolikami żeby umorzyć po odpowiedzi, że tak. Czysty przypadek, że odpowiadało to kuriom, które same to napędzałyRealizował plan polityczny na odcinku GIODO a nie wydawał decyzje jako GIODO, bo te nie miały żadnego sensu. Nie da się usprawiedliwić ani błędem ani nawet głupotą tego, że prawie siedem lat walki, tysiące stron papieru i około dwieście orzeczeń sądów administracyjnych skompromitowało „i 3”, ale go nie obaliło. Wszystko staje się jasne gdy przyjmie się, że wykonywał rozkaz specjalny 937 – obronić „i 3” za wszelką cenę. To w końcu jedyne co mu się udało.

Nie da się przecenić znaczenia tego matactwa. To jest dowód, że nieznana poza Polską wojna „apostazji KEP-owskiej” z wystąpieniem (zakończona dopiero w lutym 2016 wykorzystaniem przez NSA opracowania Wystap.pl) powstała z winy Wojciecha Wiewiórowskiego. Gdyby nie jego religianckie wciskanie swoich uprawnień do sakramentologii – którego apogeum było „niemanie kognicji” z powodu dekretu biskupa Regmunta – nigdy by do niej nie doszło (szczęśliwie do wywołania sztucznej wojny religijnej miał kognicję). Przeciwnie – w centrum uwagi byłoby to o co oficjalnie chodziło i z dala od wewnętrznych spraw Kościoła. Nie byłoby pytania zdezorientowanych duchownych o „Omnium in mentem„, nie byłoby wielopiętrowo groteskowego „skarżący jest wiernym Kościoła Katolickiego„, nie byłoby faszerowania sądu pseudoreligijną papką, nie byłoby „trzech linii orzeczniczych NSA, ale bez rozbieżności” i całej reszty. Biuro GIODO do dzisiaj „nie ma kognicji” z powodu „i 3”, bo go równie niepotrzebnie co głupio broniło jednocześnie stosując art. 61a Kpa w innych sprawach. Oczywiście cierpieć za to mają skarżący (rekordzista zakończył przygodę po pięciu latach ściemy… z powodu tego samego „i 3”). Urząd miał „skomplikowaną sytuację prawną”, którą z uporem maniaka tworzył.

3. bronił komedii „prześladowania katolików” zamiast ją obnażyć

Trzecim głównym szwindlem (i zarazem trzecią niewykorzystaną szansą na odzyskanie twarzy) była obrona kuriozalnej „drugiej linii orzeczniczej NSA” z października 2013 roku, że ma odmawiać katolikom wydania decyzji. Pełne prawa obywatelskie ma pierwszy sort Polaków czyli niewierzący. Gdyby Biuro GIODO się szanowało to by się po prostu zbuntowało. Były plotki, że niektórzy chcieli, ale skończyło się marszem wokół stołu imienia Felicjana Dulskiego. Od początku były sygnały, że problemem nie jest brak kognicji tylko godności. Coraz bardziej nie dawało się tego ukrywać aż wreszcie 9 lutego 2016 w NSA prawnik GIODO Michał Bałdyga stał i wyglądał jak przed plutonem egzekucyjnym.

Nawet jeśli „druga linia orzecznicza” była za mocna w styczniu 2014 roku to szybko traciła powab i została wydmuszką po pierwszym wyroku „w nowej serii” 21 sierpnia 2014, który wywołał euforię prasy katolickiej, bo narzucili kłamliwą narrację, że katolików trzeba prześladować zgodnie z prawem kanonicznym. Karnawał się skończył i wtedy był dobry moment na wniesienie skargi nadzwyczajnej na rażące naruszenie prawa Unii Europejskiej przez wyroki NSA (w UE nie wolno prześladować katolików). Nie musiał nawet od wszystkich. Wystarczyło od dwóch „reformatoryjnych” z 24 października 2013 roku w których dr Marcin Górski wywalczył kompromis między tym, że „i 3” jest i tym, że go nie ma czyli, że jest tak trochę. Taka sztafeta do sprawiedliwości po pierwsze nawróciłaby Wiewiórowskiego na jasną stronę mocy, po drugie uczyniłaby go kowalem swej kognicji, po trzecie zaoszczędziłaby dwa lata a po czwarte wszystko skończyłoby się „w toku instancjijak sam obiecał czyli w ciągu pięciu lat na drogę od pani przyjmującej listy w Biurze GIODO do serafinów NSA. Zamiast tego poskarżył się, że mu WSA nie pozwala prześladować katolików i efekt tego jest taki, że GIODO do dzisiaj nie wie jaki ma stosunek do „i 3” z… 1997 roku, za to wszyscy wiedzą, że z szacunku do prawa może nawet bić dzieci. Bronili niezależności „GIODO Austrii” a siebie przed „i 3” uratować nie mogli. Klęska na początku kadencji, klęska w środku i klęska na końcu. Skądinąd w październiku 2014 roku nie tylko mieli ściągawkę „jak to się robi„, ale mogli wnieść sami, coś tworząc a teraz mogą tylko wisieć u klamki Biura RPO i podpowiadać co ma być we wniosku. Ponieważ RPO broni praw obywatelskich a nie kognicji ministrów, GIODO na usilną prośbę stał się drugorzędny we własnej sprawie.

*-*-*-*-*-*-*

Do tego trzeba dodać całą masę bareizmów i świństw – sprowadzenie postępowania administracyjnego do wymiany gotowców, upodlenie własnych pracowników w imię podległości służbowej, zmuszenie kardynała Dziwisza do przyjęcia niechcianego dekretu (panie Pawle – konkordat naruszają!), ucieczkę z sądu po rozjechaniu przez śp. Bolesława Michalskiego i tak dalej. Tyle, że to już skutki trzech głównych, które z kolei wynikały z realizacji planu politycznego. Prawdziwe intencje min. Wojciecha Wiewiórowskiego zdradziło wymsknięcie mu się we wrześniu 2013 zwrotu „dupochrony z NSA” na określenie jego wyroków. Dzięki nim kosztem skarżących uniknął dramatycznie osłabiającego wniosku o odwołanie przez Sejm za ignorowanie „i 3” czyli „domniemywanie uprawnień„. Rok później napisał, że było to „zgodne z prawniczym przekonaniem, że przy niejasnym charakterze norm prawnych, do rozstrzygania kwestii interpretacyjnych służy nie organ administracji (GIODO) lecz sąd„. Była to już wycyzelowana wersja pierwotnego – i tym samym najszczerszego – określenia. Nawet wersję pół-publiczną NSA albo rozszarpie albo każdy minister głupich kroków będzie mógł sobie bimbać na wydawanie decyzji grożących trafieniem do telewizji (dylemat genialnie sparodiowany tutaj). W emailu z 11 lipca 2011 roku kpił ze skarżących, twierdził, że we własnych sprawach jest co najwyżej „zainteresowanym obserwatorem” oraz niedwuznacznie dał do zrozumienia, że można mu naskoczyć. W ten sposób wykreował coś co nieuchronnie zamieniło się w niemal sadystyczną walkę z prawami Polaków. Tylko z największym trudem – kosztem setek godzin pracy społecznej i dzięki dobrej woli odpowiedzialnych prawników – udało się wnieść skargi kasacyjne – dr Arwid Mednis zgodził się reprezentować trzy osoby pro bono a pozostali zrezygnowali z zysku, co z wisielczym humorem nazywano „po cenie hurtowej„. To tę sytuację jego własny pełnomocnik Piotr Wójcik uznał przed NSA za niedającą się obronić i wydukał przyznanie się do błędu (minus zawodowy, ale plus za człowieczeństwo, bo „i posłuch musi mieć swoje granice, za któremi się wina rozpoczyna„). Teraz może się bronić tylko jednym – tezą (skądinąd słuszną), że państwo stawia własnych funkcjonariuszy przed wyborem między bohaterstwem a ześwinieniem. Kto się postawi tego się zgnoi a kto się ześwini ten się tak łatwo nie odświni czyli będzie posłuszny. To, że nikt nie jest całkowicie niewinny czyli wszyscy kombinują awansowało ze skutku ubocznego legislacyjnego niechlujstwa na metodę rządzenia. No ale Wystap.pl nie ma kognicji żeby go bronić. Sam się ześwinił to niech się sam odświnia.