Dostałem pytanie, które zwaliło mnie z nóg – „czy osoby, które mają ślub konkordatowy mogą wystąpić z Kościoła?”. Po prostu załamka. Polska to chyba jedyny kraj na świecie gdzie ludzie, którzy już, za przeproszeniem, womitują od „uniwersalnych wartości chrześcijańskich” dają temu wyraz w taki sposób, że władzę Kościoła nad samymi sobą tylko umacniają. W USA formalnych wystąpień – według „Actus formalis” – jest jak na lekarstwo i sami duchowni trzeźwo przyznają, że jeśli ktoś Kościoła nie lubi to z reguły nie zawraca sobie głowy występowaniem z niego. Ich minimalna liczba była zresztą argumentem za zniesieniem wyjątków dotyczących małżeństwa kościelnego, co zrobiono dekretem papieskim „Omnium in mentem”. Nawet w Irlandii ludzie potrafią pilnować swoich praw i występuje się tam „kanonicznie”, ale listem do biskupa – co jest grzecznie honorowane. Tylko w Polsce musi być taki ewenement, że niewierzący sami pytali o procedurę – a potem się dziwili, że dostali taką, która ich poniża. Pytanie czy duża część dorosłych katolików może w ogóle dostąpić zaszczytu samoponiżenia stosując się do instrukcji KEP jest po prostu chore. Inne podobne pytania wyglądałyby tak:

1. Czy osoba, która była w burdelu może przyjąć kolędę?

2. Czy z Kościoła mogą wystąpić ateiści?

3. Słyszałam, że w USA Marie nie mogą być prostytutkami. Czy w Polsce też? Maria ze Szczecina

4. Nieźle zarabiam i mam duże oszczędności. Czy muszę oddać 20% mojemu proboszczowi ze względu na piąte przykazanie kościelne?

5. Proboszcz wykorzystał seksualnie moją ośmioletnią córkę. Czy mam iść na policję czy powinnam milczeć?

6. Ksiądz powiedział, że jeśli chodzi o apostazję to mam go w dupę pocałować. Czy to konieczne?

7. Proboszcz kazał mi przepisać testament na siebie. Czy mogę coś zostawić dla dzieci?