Wiele nieporozumienia wywołuje kwestia motywacji Episkopatu Polski do „trzymania” niewierzących. Biskupi posunęli się wszak do tego, że ateiści są oficjalnie jego członkami – co skądinąd jest tak śmieszne, że wcale niegroźne. Proszę sobie wyobrazić transparent „Ateiści też są Kościołem! Domagamy się dogmatu o nieomylności Konferencji Episkopatu Polski!„. Nie byłoby to nic innego niż obecny lobbing za oficjalnym ogłoszeniem, że Maryja jest boginią. Większość osób – na ile udało mi się zorientować – twierdzi, że chodzi o pieniądze. Na pewno nie jest pełny a raczej marginalny obraz sytuacji. Chodzi o coś innego. O bardzo silny symbol. Takim symbolem jest na przykład ustawa antyaborcyjna, która oznacza, że Kościół ma w Polsce realną władzę. I będzie ją miał dopóki ustawa nie zostanie zmieniona. Tak samo jest z „wypuszczaniem” apostatów. Kościół po prostu nie może oddać tej sprawy za darmo i bez walki do przedostatniego naboju. Nie ma ani jednej ustawy, której Kościół dobrowolnie by podlegał (protesty wywołały nawet kursy ruchu drogowego dla kierowników pielgrzymek!), chyba, że sam ją napisał, załatwił i przepchnął – jak trzy „ustawy majowe” z 17 maja 1989 roku, załatwione z PZPR. Wówczas oczywiście „prawa należy przestrzegać” a jeśli ktoś chce je zmienić to jest „niepoważny„. Tu chodzi o władzę, oficjalnie nazywaną „autonomią”.

Odnosi się to do podlegania ustawie o ochronie danych osobowych. Można spytać zatem – dlaczego tak utrudniono apostazję „kanoniczną” czyli własne przepisy? Dlaczego zmusza się ludzi do poniżenia się przed ich symbolicznym „wypuszczeniem”? Myślę, że powody są dwa. Po pierwsze działa tu działa psychologia i głęboko zakorzenione przyzwyczajenia. Kościół nie chce apostazji i nie lubi jej. Wprowadzono ją z konieczności, dopiero w 2006 roku i tylko po to, by nie było jeszcze gorzej czyli, by stworzyć procedurę równoległą do zapisów dyrektywy 95/46/WE. Jest to ciało obce dla samego prawa kościelnego. Polscy biskupi doszli w tym po prostu do ściany. „Skoro już musisz to zrobić – wyziera z ich instrukcji – to przynajmniej zegnij karku i się przed nami ukorz. Poproś. Wyjaśnij to. Wtedy możesz iść do diabła„. Poniżenie apostatów daje biskupom poczucie, że nadal kontrolują sytuację w której znalazł się Kościół.

Nie można zapominać, że w starych dobrych czasach odstępstwo od wiary równało się torturom i śmierci w męczarniach. I tak miało być na wieki wieków, ale przyszło Oświecenie i wszystko zaczęło się walić. I teraz – na końcu tego procesu rozłożonego na stulecia – to młodzi ludzie sami przychodzą do proboszczów i mówią „proszę mnie wypisać„. I nie tylko nie można ich zabić – trzeba to jeszcze zrobić. To szok. Jedyny sposób na poradzenie sobie z tym to zbudować przynajmniej listek figowy swojej kontroli i władzy, który ukoi ten ból. Poniżyć i naruszyć godność.

Jest jeszcze drugi, bardzo praktyczny i prozaiczny powód na który zwrócił moją uwagę amerykański kanonista. Chodzi o zarządzanie przez strach. Wywołaniu strachu a tym samym odstraszeniu służy prawie cała instrukcja, która nakazuje proboszczom „na pierwszym miejscu” informować o ekskomunice o niezrozumiałej dla 99,9% Polaków lecz groźnie brzmiącej nazwie „latae senentiae”. Co to w praktyce oznacza? Maksymalne możliwe wypchnięcie apostaty z miejsc i środowisk, które kontroluje Kościół. Kiedyś oznaczało to konieczność ucieczki z kraju (pionierami „idei europejskiej” byli heretycy, którzy uciekali z kraju do kraju przed prześladowaniami). Tego atutu Kościół nie ma już w ręce, ale zwłaszcza w Polsce są powody, by się zastanowić zanim narazi się na wypchnięcie poza nawias. Nie chodzi przecież tylko o udział w grupie modlitewnej czy w Kole Przyjaciół Radia Maryja. Im bardziej Kościół naśladuje nieboszczkę PZPR tym bardziej niebezpieczne może być „zaciągnięcie ekskomuniki latae senentiae„. Najbardziej jaskrawym przykładem tego mariażu jest zakaz ślubu. Do tego dochodzi całe mnóstwo mniej lub bardziej formalnych zagrożeń i ograniczeń połączonych z bezkarnością Kościoła w przekazywaniu np. kapelanom w miejscu pracy danych o apostatach. Większość osób choćby intuicyjnie rozumie, że skoro Kościół rządzi rządem z tylnego siedzenia to wystąpienie z niego jednocześnie jest przeciwko temu protestem, ale i ustawia po stronie stłamszonej mniejszości. I w imię „świętego spokoju” i „uniwersalnych wartości chrześcijańskich” będzie się nie wychylać. Komuniści w PRL kpili, że całą opozycję mogą zapakować do jednego autobusu. W sprawie wystąpienia z Kościoła jest jeszcze gorzej – aż do tej pory prawie wszyscy, którzy się na to zdecydowali zrobili to w sposób, który jego władzę umacnia. Nasz autobus jedzie pośród oceanu strachu.

Facebook Comments

Website Comments

  1. Andrzej
    Odpowiedz

    A ja przypomnę o jeszcze dwóch „instytucjach” prawa kanonicznego, czyniących „katolika” „niekatolikiem” – to schizma i herezja.
    Jeśli nie chcecie się korzyć, dopuśćcie się herezji lub schizmy, najlepiej w obecności księdza, i, powołując się na fakt, że herezja i schizma powodują usunięcie z kościoła „mocą samego prawa”, zażądajcie usunięcia z ksiąg.

  2. admin
    Odpowiedz

    Sposobów na ekskomunikę jest więcej. Najfajniejszy to zdzielić papieża z liścia. Tak, to pociąga za sobą automatyczną ekskomunikę. Jest jeszcze aborcja czyli „zabicie dziecka poczętego” – ekskomunika mocą samego faktu. Ekskomunikowany jest więc np. poseł PiS Bolesław Piecha. I fajnie, mieliśmy ekskomunikowanego wiceministra. Wątpię jednak czy to pomoże. Prawo kanoniczne działa tak jak Kościół chce żeby działało. W tym przypadku KEP chciał poniżenia apostatów jako ceny za „wypuszczenie”.

Post a comment

dwadzieścia − czternaście =