Mogłoby się wydawać, że „95% katolików” z powodu których prymas Glemp chciał pieniędzy na Świątynię Opatrzności Bożej (który to pomysł Kościół i tak ukradł masonerii) to wystarczająca manipulacja. Okazuje się, że może być gorzej. Kulisy nieprawdopodobnie bezczelnej manipulacji odkryła – z zawodowego obowiązku – Lucyna Nowak, Dyrektor Departamentu Badań Demograficznych Głównego Urzędu Statystycznego w kopalni wiedzy jaką jest publikacja „Wyznania religijne, stowarzyszenia narodowościowe i etniczne w Polsce 2006-2008„. Zaczyna się od informacji, że badanie statystyczne wiernych kościołów to często błądzenie we mgle pośród mało wiarygodnych informacji od ich władz.

Naukowcy wyjaśniają, że dla uproszczenia – by mieć jakiekolwiek obiektywne kryterium – w Polsce stosuje się liczbę ochrzczonych. Problem polega na tym, że ochrzczeni są uznawani za katolików, co powoduje, że państwo co najmniej wydaje się podawać tu rękę samemu Kościołowi katolickiemu, który stosuje taką samą „metodologię”. W efekcie urząd państwowy z pełną powagą ogłasza, że w Polsce katolików jest więcej niż azotu w powietrzu. Taka metodologia jest dla państwa całkowicie bezużyteczna. Określa jedynie dość dokładnie ilu osób dane wrażliwe Kościół katolicki ma prawo legalnie przetwarzać – nawet nie to ilu przetwarza. Może – ma? – to zmienić spis powszechny w 2011 roku.

Następnie GUS wyjaśnia dlaczego nie obejmuje badaniami statystycznymi stosowanymi do pozostałych kościołów Kościoła katolickiego – ponieważ on sam się liczy (no, naprawdę tak stoi). Jego dominująca pozycja uwalnia go więc nie tylko spod Konstytucji, ale nawet badań statystycznych. I tu jest pies pogrzebany ponieważ badając sam siebie „autonomicznie” ma możliwość stosowania kreatywnej statystyki, bez oglądania się na GUS.

I tak znając niechęć władz publicznych do dublowania jego własnych przedsięwzięć w imię pokoju religijnego w państwie (jeden z niewielu przykładów na złamanie tej zasady to podwójne święto millennium w 1966 roku – Państwa Polskiego dla rządu, chrześcijaństwa dla Kościoła) Kościół uzyskał prawo do podawania takiego odsetka ochrzczonych jaki mu wygodnie. Piszą więc demografowie, że z ich danych wynika, że ochrzczonych w Kościele katolickim jest w Polsce 88,4% populacji. Tymczasem Kościół podaje 95,8%. Czyżby błąd? Nie, ordynarna manipulacja. Kościół sam ustala ile osób mieszka na danym terenie (!). Zmniejsza więc mianownik i uzyskuje 7% ochrzczonych wyciągniętych z kapelusza. A wszystko w imię „wolności religijnej”. Tak więc „ponad 90% katolików” – nawet w sensie „ochrzczonych” – graniczy z oszustwem, jeśli zgoła nim nie jest. Występując z Kościoła nie ma nawet sensu mówić, że nie chce się zawyżać statystyk, bo Kościół sam je sobie zawyża. Wystarczy zmniejszyć mianownik…

Facebook Comments

Website Comments

  1. Rafał
    Odpowiedz

    Dalszy etap problemów ze statystyką to badania domnicantes i communicantes. Ciekawe, że ISKK podaje, że w ustalony, ostatnio dobrany starannie, dzień na mszy było „41,5% katolików zobowiązanych”. Co to znaczy? ISKK zakłada, że katolików jest 95%, a wśród nich zobowiązanych do uczęszczania na msze jest 82%. To oznacza, że powyższa liczba to naprawdę 41,5 * 0,95 * 0,82 = 32% całego społeczeństwa. Ale liczba 41,5 wygląda znacznie lepiej, więc taka jest podawana publicznie. Jeżeli teraz przyjmiemy, że „katolików” jest nie 95, ale 88,4%, to rozszerza to możliwości uprawiania numerologii. W każdym razie ISSK przyjmuje procent katolików podawany przez GUS. Dziwny brak zaufania do wyników własnych badań.

  2. admin
    Odpowiedz

    Odwrotnie. To GUS przyjmuje procent katolików podawany przez ISKK. A propos – właśnie się dowiedziałem, że we Włoszech biskupi podali więcej chrztów niż urodziło się dzieci. Jezus rozmnożył ryby. Księża cudownie rozmnażają dzieci.

Post a comment