Działo się to 40 lat temu. Rząd francuski wpadł na fantastyczny pomysł utworzenia w tajemnicy przed społeczeństwem centralnej bazy danych obywateli z połączenia dotychczasowych zbiorów poszczególnych ministerstw. Na domiar złego jakiś idiota tak bardzo się starał wymyślić fajną nazwę aż mu wyszedł akronim SAFARI. Nieuchronnie plan przedostał się do prasy. 21 marca 1974 roku “Le Monde” opublikował artykuł pod tytułem “SAFARI albo polowanie na Francuzów“. Wybuchł ogromny skandal i zewsząd posypała się krytyka. Program SAFARI został wstrzymany i nigdy nie zrealizowany. Po licznych konsultacjach utworzono urząd powołany do ochrony prywatności – CNIL. Jest on dzisiaj francuskim odpowiednikiem Biura GIODO. Tak w Europie narodziła się ochrona danych osobowych.

Po 40-u latach jesteśmy w Polsce w tym samym miejscu z ochroną danych osobowych w instytucjach kościelnych. Już nie może być tak jak było a jeszcze nie jest tak jak będzie. Dwoje pierwszych GIODO – Ewa Kulesza i Michał Serzycki – przez 12 lat i przy wsparciu katolickiej sekty apostatów wręcz wmawiało biskupom, że ochrona danych osobowych to wewnętrzna sprawa Kościoła, z roku na rok pogłębiając czarną dziurę jego niepodlegania ustawie. W rezultacie ich następca Wojciech Wiewiórowski mógł tylko postrofować proboszcza wymieniającego parafian na stronie internetowej parafii żeby nie naruszał kanonu 220 KPK na co ten, najzupełniej słusznie, odpisał żeby GIODO nie wtrącał się w nieswoje sprawy, bo on prawa kanonicznego nie narusza.

Przełom przyniosło upowszechnienie programów komputerowych wspomagających pracę parafii i diecezji oraz urządzeń przenośnych na których można ich używać. Póki w parafiach królowały księgi metrykalne i skoroszyty nierówność wobec prawa dawało się zamaskować. To samo z postępem technologicznym. Jeszcze do niedawna laptopy były na tyle duże, ciężkie, prądożerne i powolne przy uruchamiamiu, że ich praktyczne zastosowanie było ograniczone. Wszystkie te niedogodności rozwiązała ich najnowsza generacja – ultrabooki. Są nieco większe od kartki A4, ważą nieco ponad kilogram, pracują do 10 godzin i wychodzą z uśpienia natychmiast po otworzeniu. Nadają się idealnie na styczniowe wizyty duszpasterskie, eliminując pośrednictwo papierowych kart rodziny i innych zbędnych fiszek. Ksiądz może aktualizować informacje o parafianach bezpośrednio podczas rozmowy. Jest to więc ogromna oszczędność czasu i papieru. Przyjmując za teorią dyfuzji innowacji Rogersa, że innowatorzy stanowią 2,5%, przekłada się to na około 300 parafii czyli może pojawić się w każdej. Z drugiej strony otwiera to szereg pytań, których GIODO za wszelką cenę starał się uniknąć. Pytań dotyczących praw parafian, obowiązków proboszczów i odpowiedzialności (archi)diecezji. Jeszcze bardziej skomplikowane i kontrowersyjne jest używanie takich programów na tabletach z jednoczesnym trzymaniem danych parafian w tzw. chmurze obliczeniowej. Im szybciej Kościół zrozumie, że wyłączenie spod prawa za pomocą “i 3” się skończyło tym lepiej na tym wyjdzie.

Poniżej zdjęcia z salonu komputerowego ultrabooka Samsunga i tabletu Apple – sprawców dwóch rewolucji na zakrystii: technicznej i prawnej.