autor: ZeteS

wojny polsko-wiewiórowskiej ciąg dalszy

początek drugiej wojny
polsko-wiewiórowskiej

Pan dr Wojciech Wiewiórowski od początku swojej kadencji działaniami w naszych sprawach pokazuje, jak (z błogosławieństwem WSA) brać ministerialną gażę za pozorowaną pracę, prowadzoną na dodatek w wyjątkowo ślamazarnym tempie. Swój plan (przypomniany ostatnio przez ARGonautę) dotrwania do końca kadencji bez zmazy „grzechu pierworodnego” – dotknięcia świętokradczym nakazem kościelnych baz danych, realizuje konsekwentnie, kpiąc bezczelnie z prawa i swoich pracodawców – podatników. Jakiś czas temu podpowiadaliśmy jedyne zgodne z prawem i honorowe rozwiązanie – skoro GIODO zobligowany został przez UoODO do rozstrzygania o statusie skarżących, a Pan dr Wiewiórowski robić tego nie chce (publiczne wypowiedzi), nie pozostaje nic innego, jak skorzystać z art. 8 ust. 8 pkt 1 UoODO (dymisja). Pazerność potrafi jednak zagłuszyć nie tylko poczucie prawa, ale i honoru. Doceniając znaczenie pieniędzy dla Pana Ministra, chociaż sam spór dotyczy wartości niematerialnych, postanowiliśmy zagrać zgodnie z Jego priorytetami.

Dwa lata temu użyliśmy po raz pierwszy instrumentu skargi na bezczynność organu i przewlekłe prowadzenie postępowania, jako „straszaka” przyspieszającego procedury decyzyjne. Podziałało. Obecnie determinacja nasza i poszczególnych skarżących jest znacznie większa, w związku z czym może Pan Minister traktować te procedury, jako nominacje do „nagród specjalnych za ciężką pracę”. Nie możemy zagwarantować wysokości „nagrody” (główna, to dziesięciokrotność przeciętnego wynagrodzenia), skoro o jej przyznaniu i wysokości decydować będzie „niezawisłe jury” (w razie potrzeby dwuinstancyjne!), jednak obiecujemy dołożyć wszelkich starań, aby krotność przeciętnego wynagrodzenia była skorelowana z krotnością przekroczenia kodeksowych terminów. Zaabsorbowanemu korespondencją z biskupami Panu Ministrowi (a także niewtajemniczonym w zawiłości prawa) dedykujemy poniższy cytat z orzeczenia Naczelnego Sądu Administracyjnego, aby rozwiać wątpliwości, że nawet wydanie decyzji przed wyrokiem nie wyklucza pozytywnego rozpatrzenia nominacji.

Wydanie, w toku postępowania sądowego po wniesieniu skargi, przez organ administracyjny decyzji nie zwalnia wojewódzkiego sądu administracyjnego z obowiązku rozpoznania skargi wniesionej na podstawie art. 3 § 2 pkt 8 p.p.s.a. w zakresie orzekania w przedmiocie stwierdzenia, czy bezczynność lub przewlekłe prowadzenie postępowania miały miejsce z rażącym naruszeniem prawa (art. 149 § 1 zdanie drugie p.p.s.a.) oraz w zakresie wymierzenia organowi grzywny z tego tytułu (art. 149 § 2 p.p.s.a.)”. (I OSK 2325/12, 4 stycznia 2013, LEX nr 1269646)

Realizując obietnicę ujawniania bieżącej kuchni walki z niemocą GIODO, prezentujemy poniżej skargę jednego z „naszych bojowników” na bezczynność Pana Ministra, który od siedmiu miesięcy nie znajduje wolnej chwili na rozstrzygnięcie Jego skargi w I instancji (Kodeks postępowania administracyjnego nakazuje zrobić to niezwłocznie, a najpóźniej w miesiąc). Kolejnych w tym zakresie prezentować nie będziemy, bo staną się „gotowcami”. W końcu skarga na bezczynność i przewlekłość, wnoszona do WSA, to tylko 100 zł z gwarancją odzyskania, po uznaniu jej zasadności. A w razie oporu WSA pozostaje jeszcze Naczelny Sąd Administracyjny!

Gorąco zachęcam do korzystania z tego instrumentu wszystkich, którym GIODO od miesięcy nie wydaje decyzji. Nie zmieniają kodeksowego terminu załatwienia sprawy żadne, przesyłane Wam, idiotyczne informacje, że GIODO właśnie „zaczął myśleć” lub, że „niezwykle intensywnie oczekuje” (np. na jakieś wyroki NSA, a teraz zapewne na odpowiedzi biskupów i decyzje, czy wypowiadają posłuszeństwo Papieżowi i doktrynie katolickiej), a każdy dodatkowy wysiłek (praca po terminie, czy po godzinach) „Waszego pracownika” powinien być przecież należycie wynagradzany. To wręcz nakaz Kodeksu pracy!

uzasadnienie skargi na działania pozorne GIODO –

głupie listy do biskupów

PS: Jeśli prowadzi się z kimś korespondencję, nawet urzędową i po części „pośrednio”, trudno się powstrzymać czasem od akcentów bardziej osobistych. Uzasadniając niechęć do konfrontacji z GIODO przed stronniczym warszawskim WSA we własnych sprawach, ujawniłem blisko dwa lata temu, że jestem prawie niewidomy, co ponad 600 kilometrową „wycieczkę po nic” czyni jeszcze bardziej bezsensowną. Jako (współ)autor wielu skarg i pomysłów w wojnie polsko – wiewiórowskiej (czego GIODO ma świadomość), odbieram dość osobiście kolejne infantylne argumenty i posunięcia Pana Ministra (najnowsze to prośby do biskupów o odpowiedź, znaną od dawna powszechnie). Zastanawiam się czy przyczyną traktowania nas/mnie, jak idiotów jest mój wzrok? A może to Pan Wiewiórowski ma większe problemy ze wzrokiem, pomimo sprawniejszych oczu? Konkordat widzi – Konstytucji nie, biskupów widzi – obywatela nie, „należących” widzi wszędzie – „nienależących” nie dostrzega nigdzie, itd. Dobra rada – zawsze można sobie oczka wydłubać, jeśli to wzrok i myślenie poprawić może. Lepiej mieć sprawne oczy i nie widzieć, czy odwrotnie? Pan Minister raczy rozważyć. Poniższy tekst również. Odpowiedź na końcowe pytanie  wierszyka proszę kierować na adres portalu.

Pozdrawiam – „ślepo (?)” oddany (nie Panu Ministrowi, lecz sprawie oczywiście)
ZeteS

Samoobrona ślepego

Piorę, sprzątam i prasuję,
Sam kupuję, sam gotuję,
Jem obiady i kolacje,
Sex uprawiam, prokreację,
Tańczę, piszę, coś planuję
– mało widzę – myślę, czuję.

Nie rozumiem więc dlaczego
Przypadkowo ktoś spotkany,
Gdy ślepotę mą wyczuje,
Tak z urzędu, bo Minister (?),
Jak idiotę mnie traktuje?

Oponencie dobrze znany,
Choć Michalik Cię piastuje,
Nie myśl – debil, bądź – pijany,
Bo choć wzroku mi brakuje,
Łatwo zwody Twe postrzegam,
Bez problemów cios paruję
I pytanie jedno stawiam:
Kto się głupszy dzisiaj czuje?