Na www.wystap.pl zamieszczona jest krytyczna analiza tego, że podczas spisu powszechnego rachmistrzowie będą pytać o sprawy osobiste i intymne, na które „można” odpowiedzieć „dobrowolnie”. Jest to oczywista kpina z art. 51 ust. 2 Konstytucji. Ale cóż, to Trybunał Konstytucyjny nauczył nas, że to nic niewarty kawałek papieru, którym nie należy się przejmować. Na pismo w tej sprawie do Prezesa GUS nie było żadnej odpowiedzi, co też nie dziwi – jak władza nie chce odpowiadać to nie odpowiada i problem z głowy.

Mówiąc obrazowo sprawa dotyczy tego czy w Polsce obowiązuje model „spirytusu” (każdy ochrzczony jest katolikiem – jak twierdzi Kościół), „śliwowicy” (katolikiem jest ten kto tak powie rachmistrzowi) czy „koniaku” (katolikiem jest ten, kto chodzi na mszę niedzielną). Wewnątrz tej ostatniej grupy można wyróżnić jeszcze „likier” czyli tych, którzy przystępują do komunii. Robi to sam Kościół i nazywa ich „communicantes”, w odróżnieniu od praktykujących czyli „domminicantes”. Dla uzyskania realnego wglądu i wyciągnięcia jakichś wniosków trzeba więc opisać przynajmniej cztery koncentryczne kręgi prowadzące od obrzeża do jądra Kościoła (oczywiście – świeckich). Państwo chce policzyć tylko jeden – krąg „śliwowicy” czyli liczbę osób identyfikujących się jako wyznawcy. Może to być co najwyżej uzupełnienie badań ISKK, ale po pierwsze – nic nie słychać o takim pomyśle a po drugie – byłby to mały efekt dużym kosztem, naruszając przy tym konstytucję.

Katolików będzie więc oficjalnie jakieś 75-80%. Efektem ubocznym może być 1% dla wyznawców religii Jedi. Ten żart pojawił się po raz pierwszy w spisie powszechnym w 2001 roku kiedy przeprowadziły je u siebie kraje anglojęzyczne. W Australii ujawniło się 70 tys. wyznawców. W tym samym roku w Nowej Zelandii było to 53 tys. osób – więcej niż buddystów czy hindusów. W Anglii i Walii było to 390 tys., co uczyniło Kościół Jedi poważną mniejszością wyznaniową – większą nią żydowska. W Brighton ujawniło się aż 2,6% społeczeństwa! Dyrektor urzędu statystycznego John Pullinger wyraził przy tym zadowolenie, że pomogło to w wypełnianiu formularza wśród młodych ludzi. W Szkocji było to 14 tys. a w Kanadzie – 21 tys. To zaowocowało założeniem w Kanadzie pierwszego na świecie Kościoła Jedi – 12-go stycznia 2009. Udało się przezwyciężyć największą przeszkodę – brak liturgii. Mając ją na papierze, sąd nie zaryzykował oskarżeń o dyskryminację religijną.

Sprawa nabrała praktycznego wymiaru kiedy w parlamencie na wyniki spisu angielskiego powołało się dwóch posłów. Jeden chciał wiedzieć czy wyznawcy Jedi będą chronieni przez ustawę o zakazie mowy nienawiści wobec religii. Doprowadziło to do tego, że o sprawie dyskutowano w komisji parlamentu. Ciekawsze jeszcze, że czołowy katolik w parlamencie, Eduard Leigh, powołał się na wyniki spisu aby wyrazić zaniepokojenie kształtem ustawy o szkołach wyznaniowych. Jego zdaniem było możliwe powołać szkołę wyznaniową wyznawców Jedi – co swoją drogą byłoby interesujące.

Ustawa o gwarancjach wolności sumienia i wyznania mówi, że do powołania wyznania trzeba sto osób (art. 31). Niestety, nie można już sprowadzać bez cła luksusowych samochodów, ale można przynajmniej napisać projekt ustawy o stosunku Państwa do Kościoła Jedi, koniecznie z zapisem o „Komisji Wspólnej przedstawicieli Rządu RP i Kościoła Jedi„. A potem wysłać go do premiera i czekać na uchwalenie przez Sejm. Niech więc Kościół zbierze swoją „śliwowicę”, skoro i tak o niczym to nie świadczy. Prawdziwa bitwa rozegra się raczej o coming out wyznawców Jedi.

John Pullinger

Facebook Comments

Website Comments

  1. Slawomir
    Odpowiedz

    art. 51 ust. 2 Konstytucji

    Władze publiczne nie mogą pozyskiwać, gromadzić i udostępniać innych informacji o obywatelach niż niezbędne w demokratycznym państwie prawnym.
    ********************
    Władze twierdzą, że to właśnie są te niezbędne informacje.

  2. Krzysiek
    Odpowiedz

    To ja też podam ten Kościół Jedi – pomimo, że nie mam z nim nic wspólnego. A może będę miał…? ;-D

  3. msbotor
    Odpowiedz

    Ja proponuje Kult Cargo – wcale nie ma charakteru parodystycznego co czyni go w moich oczach zdecydowanie śmieszniejszym (choć zarazem niezwykle smutnym).

  4. tamituu
    Odpowiedz

    a ja podam tamituuizm 😉
    wpisuję to we wszystkich formularzach na necie i jak na razie nikt nie pyta dlaczego :]
    nick też mam wszędzie ten sam 😉

Post a comment