kuria krakowska

Proboszczowie na których spadła jak żaby egipskie sprawa o „wystąpienie po włosku” często nie potrafiąc zareagować jak przystoi reagują jak potrafią. W użyciu było już wszystko od straszenia parafianami przez wezwanie do Urzędu Parafialnego, wyzywanie od kretynów do chowania się przed GIODO jak ongiś przed armią. Pewien krakowski proboszcz wniósł te metody na kolejny poziom – najpierw zignorował 30-dniowy termin na złożenie skargi do sądu a potem łgając temu sądowi w żywe oczy chciał żeby spojrzał na to przez palce. Czegoś takiego nie chciała żyrować nawet pani sędzia Ewa Grochowska-Jung. A było tak: 31 lipca proboszcz osobiście odebrał „drugą i ostateczną” decyzję GIODO.

Generalny Inspektor Ochrony Danych Osobowych wydał w dniu […] lipca 2014 r. decyzję nr […] w przedmiocie przetwarzania danych osobowych. Odpis przedmiotowej decyzji wraz z prawidłowym pouczeniem o sposobie i terminie wniesienia skargi do sądu administracyjnego doręczono stronie skarżącej w dniu 31 lipca 2014 r. (ZPO K-160b akt administracyjnych).

Widocznie naoglądał się trajkoczącej posłanki Krystyny Pawłowicz, bo – mimo, że miał aż 30 dni na złożenie gotowej skargi do sądu – rzucił ją w diabły i przypomniał sobie o niej dwa miesiące później. Czyli po jej uprawomocnieniu na jego własne życzenie. Dopiero wtedy zaczął się starać o przywrócenie terminu. Tu jednak napotkał trudność – sam podpisał odbiór 31 lipca. Wymyślił więc coś takiego:

W dniu 10 października 2014 r. (data nadania k-24 akt sądowych) Proboszcz Parafii Rzymskokatolickiej […] z/s w K. wniósł do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie skargę na powyższą decyzję wraz z wnioskiem o przywrócenie terminu do wniesienia skargi. W uzasadnieniu wniosku oraz piśmie z dnia 13 stycznia 2015 r. skarżący wskazał w pierwszej kolejności, że decyzja nie została prawidłowo doręczona, tzn. do rąk samego skarżącego. Poinformował, że w okresie wakacyjnym (od 20 lipca do 19 sierpnia 2014 r.) przebywał na wyjeździe związanym z kwestiami duszpasterskimi. Po powrocie w dniu 3 października 2014 r. odkrył na parapecie kancelarii parafialnej stos korespondencji kierowanej do niego i do Parafii, w tym również przesyłkę z powyższą decyzją. Poinformował, że nie ma wiedzy kto w jego imieniu odebrał powyższą przesyłkę, dodał też, że nie posiada innego dorosłego domownika, który byłby uprawniony do odbioru korespondencji w rozumieniu przepisów kodeksu postepowania administracyjnego. Odnosząc się natomiast do podpisu widniejącego na zwrotnym potwierdzeniu odbioru zaskarżonej decyzji stwierdził, że istotnie przypomina on jego własny podpis – być może osoba odbierająca decyzję i składająca podpis pod jego nieobecność wiedziała, że skarżący nikogo nie upoważnił do odebrania decyzji, była więc przekonana, że powinna złożyć podpis w maksymalnym stopniu przypominający własny podpis skarżącego, tak jakby decyzję odbierał sam skarżący. Z tych wszystkich powodów w ocenie skarżącego uchybienie terminu należy uznać za niezawinione wobec braku wiedzy o doręczeniu decyzji.

Wiesz, że jest źle kiedy z własnych kolegów robisz przestępców żeby wyjść na swoje… Tak więc duchowny był cały miesiąc na wyjeździe do 19 sierpnia, ale wrócił 3 października. Najwyraźniej był w Rzymie i wrócił piechotą. Nie napiszemy kto brnął w tę żenadę, bo się papież przerazi jakiego ma kapelana. Sąd 10 lutego zrobił z tym jedyne co mógł czyli odrzucił. Proboszcz stracił podwójnie – i prawo do skargi i twarz i eksperymentuje na sobie postępowanie egzekucyjne. Plusem dodatnim tej sprawy jest to, że nawet dotychczas przychylni Kościołowi sędziowie WSA w Warszawie rysują granice swoich ustępstw.

zezwolenie kurii

Można by te żałosne wykręty na poziomie przyłapanego gimnazjalisty uznać za prowadzone na własny rachunek gdyby nie drobny szczegół. To sama kuria Archidiecezji Krakowskiej uznała, że jej proboszczowie potrzebują zgody na występowanie do sądu. Uzasadniają to kanonem 1288 KPK: „Zarządcy nie powinni w imieniu publicznej osoby prawnej ani wszczynać sprawy, ani zawiązywać sporu w sądzie państwowym, dopóki nie uzyskają pisemnego zezwolenia własnego ordynariusza„. I nie ograniczają się do udzielenia go samemu proboszczowi, ale pisma w tej sprawie – całkiem niepotrzebnie – trafiają do sądu! Jak tak to proszę bardzo, ale z całym inwentarzem. W takim razie moralna odpowiedzialność za tę skargę spada także na prześwietną kurię krakowską – i to według niej samej. Jakby się kto pytał – Franciszkańska 3.

–> spisane będą czyny i rozmowy <–