"Świecka apostazja" we Włoszech

“Świecka apostazja” we Włoszech czyli jak wystąpić z Kościoła

Maciej Psyk rozmawia z Raffaele Carcano, sekretarzem Unii Ateistów, Agnostyków i Racjonalistów (UAAR) na temat występowania z Kościoła katolickiego.

Maciej Psyk: Kiedy we Włoszech pojawiły się pierwsze próby wystąpień z Kościoła katolickiego?

Raffaele Carcano: Pierwsze takie przypadki datują się na początek XX wieku, kiedy Triest należał do cesarstwa Habsburgów. Prawo znane jako “Kirchenaustritt” zostało po raz pierwszy wprowadzone 30 marca 1847 roku przez Fryderyka Wilhelma IV. Pozwalało ono na oficjalne opuszczenie Kościoła i niektórzy Włosi skorzystali z tej możliwości. Ważne wydarzenie miało miejsce w 1958 roku: Sąd Apelacyjny we Florencji uniewinnił biskupa Prato Pietro Fiordelli od zarzutu znieważenia małżeństwa Mauro i Loriana Bellandi, którzy jako jedni z pierwszych wybrali ślub cywilny, wprowadzony we Włoszech w 1956 roku.

Biskup został uniewinniony nie dlatego, że nie doszło do znieważenia (nazwał ich legalny ślub „skandalicznym konkubinatem”), ale dlatego, że nowożeńcy byli ochrzczeni i jako tacy – uznał sąd – podlegali władzy kościelnej, nawet mimo tego, że co najmniej Mauro Bellandi był zdeklarowanym ateistą. Ten wyrok oznaczał, że praktycznie wszyscy Włosi mogli być „legalnie” znieważeni przez hierarchów katolickich za nieomal cokolwiek gdyż sam Kościół wszystko przecież narzucał i określał – od romansu, przez poglądy polityczne aż do grzesznego czytania książek Johanna Wolfganga Goethe, Honoré de Balzac, Emila Zoli i Jean Paul Sartre’a, którzy wszyscy byli na ostatnim wydaniu Indeksu Ksiąg Zakazanych, zniesionego ostatecznie osiem lat później, w 1966 roku. Nic więc dziwnego, że po tym wyroku niektórzy Włosi zaczęli szukać możliwości oficjalnego wystąpienia z Kościoła. Bycie ochrzczonym stało się nagle niebezpieczne. Jednak parafie prawie zawsze odpowiadały za Kodeksem Prawa Kanonicznego z 1917 roku, że chrzest jest „nieusuwalnym znakiem” lub całkowicie ignorowały pytania i listy.

MP: Jednak 24 października 1995 roku Parlament Europejski uchwalił dyrektywę 95/46/WE. Czy dało to Wam nowe siły?

RC: Włochy były jednym z pierwszych krajów Wspólnoty Europejskiej, który przyjął ustawę o ochronie danych osobowych [ustawa nr 675 z 31 grudnia 1996 roku – MP]. Począwszy od 1997 roku członkowie UAAR bez sukcesu próbowali uzyskać prawo do opuszczenia Kościoła katolickiego wysyłając listy powołujące się na odpowiednie przepisy prawa włoskiego. Proboszczowie ignorowali je tak długo jak tylko mogli. Po początkowych niepowodzeniach postanowiliśmy wysyłać skargi do Gwaranta ochrony danych osobowych [odpowiednik polskiego GIODO – MP] i wybadać jego reakcję. Nastąpiło to 11 maja 1999 roku. Ponieważ dyrektywa – a tym samym ustawa włoska – uznaje informację o przynależności religijnej za szczególnie chronione „dane wrażliwe” [por. art. 8 ust. 1 dyrektywy – MP] i ze względu na to, że proboszczowie przetwarzali te dane, UAAR było zdania, że Gwarant powinien poprzeć prośby o ich usunięcie, bez względu na prawo kanoniczne. Czas pokazał, że mieliśmy rację. Warto tu dodać, że Kościół katolicki wyjątkowo nie lubi koncepcji, że można z niego samemu wystąpić – hierarchia katolicka chce zachowania przywileju ekskomunikowania tych, których oni sami chcą.

MP: Po przerwie wakacyjnej 13 września 1999 roku Gwarant podjął nową decyzję. Co ona mówi?

RC: Po decyzji z maja były sekretarz UAAR, Luciano Franceschetti, poprosił o usunięcie swojego wpisu do księgi chrztów (“Liber baptisatorum”). Guarant odpowiedział, że nie można usunąć zapisu o wydarzeniu, które miało miejsce, ale w przełomowej decyzji uznał, że każdy obywatel ma prawo do “corretta rappresentazione” (“prawidłowego przedstawienia”) swojej osobowości i poglądów. Z tego powodu proboszczowie są zobowiązani odnotować w księdze chrztów, że obywatel nie jest już członkiem Kościoła katolickiego.

MP: Kościół bynajmniej się nie poddał. Co było potem?

RC: Ta decyzja zmusiła Konferencję Episkopatu Włoch do pilnego zajęcia się tą sprawą. 20 października 1999 roku wydali oni komunikat w tej sprawie. Dość groteskowo przywołali kanon 220: „Nikomu nie wolno bezprawnie naruszać dobrego imienia, które ktoś posiada, ani też naruszać prawa każdej osoby do ochrony własnej intymności”, prawdopodobnie jako dowód na to, że dane wrażliwe są chronione przez prawo kanoniczne więc władze świeckie nie powinny się mieszać. Podkreślili – za Gwarantem – że usunięcie zapisów o chrzcie nie jest możliwe. Ze swojej strony UAAR, po tym częściowym sukcesie, kuło żelazo póki gorące. Wystąpiliśmy do sądu w Padwie z wnioskiem o uznanie możliwości usuwania danych z ksiąg chrztów a nie tylko dokonywanie adnotacji. W drugim kluczowym wyroku z 29 maja 2000 roku sąd w całości potwierdził wcześniejszą decyzję Gwaranta, zaznaczając jednak, że „to Państwo rezerwuje sobie prawo do sprawdzenia czy spełnione są warunki wyłączające jego władztwo spod dokumentów władz kościelnych”. Co znaczyło w praktyce, że nasza prośba mogła zostać odrzucona, ale na podstawie dyrektywy 95/46/WE a nie na podstawie Kodeksu Prawa Kanonicznego. Jest to dokładnie to, co hiszpański Sąd Najwyższy zrobił 19 października 2008 roku.

MP: Czy po tym wyroku było już możliwe popełnić “przestępstwo” apostazji?

RC: Apostazja, oczywiście, nadal pozostaje “przestępstwem” na podstawie kanonu 1364 Kodeksu Prawa Kanonicznego, ale państwo włoskie ostatecznie uznało prawo do oficjalnego opuszczania Kościoła katolickiego wprowadzając obowiązek duchowieństwa potwierdzenia, że ochrzczony wystąpił z jego szeregów. W czerwcu 2000 roku UAAR rozpoczęło kampanię wśród członków i sympatyków informującą o możliwości wystąpienia z Kościoła na podstawie świeckiej ustawy. Parafie były nieprzygotowane do tego wyzwania. Niektórzy proboszczowie usuwali wpisy o chrzcie z ksiąg chrztów podczas gdy inni odmawiali nawet dokonania adnotacji o wystąpieniu z Kościoła. Nasi członkowie i sympatycy otrzymywali listy twierdzące, że chrzest jest „nieusuwalnym znakiem” itd. mimo, że prośby dotyczyły adnotacji o wystąpieniu z Kościoła a nie usunięcia wpisu. UAAR zostało w ten sposób zmuszone do ponownych skarg do Gwaranta z prośbami o ochronę praw tych osób.

MP: Tak więc Stefano Rodotà musiał ponownie stanąć w obronie praw obywateli włoskich. Jaka tym razem była jego decyzja?

RC: 18 lipca 2002, po skardze złożonej przez członka UAAR z Milanu, Gwarant powtórzył, że duchowni są prawnie zobowiązani do podjęcia działań po otrzymaniu pisma o wystąpieniu z Kościoła i zobowiązał proboszcza do dokonania adnotacji i wysłania obywatelowi potwierdzenia.

MP: Bitwa wydawała się być przegrana. Jaka była reakcja Episkopatu Włoch?

RC: W listopadzie 2002 roku na sesji plenarnej biskupi uznali legalność próśb o dokonanie adnotacji na formularzach masowo ściąganych ze strony internetowej UAAR i ustanowili własną procedurę postępowania w takich przypadkach [instrukcja biskupów polskich wydaje się być wzorowanym na niej manewrem uprzedzającym – MP]. Instrukcja ta najwyraźniej jest “tajna” – osoby świeckie nie mają dostępu do tego dokumentu. Tym niemniej biskupi próbowali zatrzymać rosnącą liczbę apostatów wzywając ich do osobistego stawiennictwa w kurii w celu potwierdzenia życzenia wystąpienia z Kościoła. Z tego wnioskujemy, że jest to część tej instrukcji. Pod koniec 2003 roku jedna z naszych sympatyczek złożyła nową skargę do Gwaranta na Wikariat Rzymu, który 22 października 2003 roku wezwał ją do „jednoznacznego zademonstrowania swojej prośby i jej podpisania”. 5 listopada Gwarant zdecydował, że kserokopia dowodu tożsamości dołączona do aktu apostazji jest jednoznacznym dowodem woli składającego. Rzecz jasna świadkowie nie są również potrzebni.

MP: A co jeśli dziecko jest poniżej wieku określonego przez prawo włoskie? Czy rodzice mogą zadecydować za nie?

RC: Tak, księża dokonują adnotacji o woli obojga rodziców w ten sam sposób jak w przypadku dorosłych. Zwraca uwagę, że kanon 868 par. 1 do chrztu niemowlęcia wymaga zgody tylko jednego rodzica. Jednak paragraf 2 złowieszczo określa, że w przypadku groźby śmierci dziecko może zostać ochrzczone nawet bez zgody rodziców. To jak stwierdzenie: „Możemy w społeczeństwie tolerować osoby psychicznie chore dopóki nie zaczynają wymachiwać nożem”. Oto w jaki sposób prawo kanoniczne widzi nie-katolików.

MP: Jeżeli procedura została ustalona to dlaczego sprawa Jana C. jest tak fundamentalna?

RC: To był ze strony Kościoła największy strzał we własną stopę w tej kilkuletniej batalii. 3 kwietnia 2002 roku Jan napisał pismo do księdza Mario Manente, proboszcza parafii z Fossalta di Piave, prosząc go o dokonanie adnotacji w księdze chrztów o wystąpieniu z Kościoła katolickiego. Zwracam uwagę, że przed nim to samo zrobiło co najmniej dwieście osób. Jego list i jego sprawa w żaden sposób nie były szczególne. To ksiądz uczynił je szczególnymi. Ten list został zignorowany na następne cztery miesiące. W sierpniu Jan złożył skargę do Gwaranta, który napisał pismo do tego księdza 22 września 2002 roku. Ten natychmiast odpisał, że taka adnotacja jest niemożliwa z powodu kanonu 535 Kodeksu Prawa Kanonicznego, promulgowanego z całym kodeksem w 1983 roku. Po prostu nikt wówczas nie przewidział, że księgi chrztów będą podlegały dyrektywie europejskiej około piętnaście lat później. Tak więc 10 października 2002 roku Gwarant nakazał temu zawziętemu księdzu zrobić to, czego on właśnie odmówił – dokonać adnotacji, że Jan C. wystąpił z Kościoła. W największym błędzie swojego życia ksiądz Mario Manente wystąpił do sądu przeciwko Gwarantowi ochrony danych osobowych! Wynajął doświadczonych prawników i uczonych w ostatniej próbie pogrzebania kompetencji Gwaranta nad księgami chrztów. Aby zapobiec pogorszeniu i tak złej sytuacji jego przełożeni po cichu nakazali mu odstąpić od procesu ponieważ było jasne, że musi go przegrać. Kiedy proces miał się rozpocząć 12 lutego 2003 roku w sądzie w Wenecji nie zjawił się nikt ze strony kościelnej. Jan otrzymał potwierdzenie listem w czerwcu 2003 roku.

MP: Mówiąc w skrócie – Episkopat Włoch uznał prawo do wystąpienia w Kościoła w listopadzie 2002 roku a rok później zostało to przypieczętowane wygraniem prawa do wysłania formularza listem. Czy od tego czasu coś się zmieniło?

RC: We wrześniu 2006 roku Gwarant orzekł, że osoby, które nie wiedzą gdzie były chrzczone (lub które były chrzczone poza Włochami) mogą wystąpić o dokonanie adnotacji na poświadczeniu bierzmowania. W listopadzie 2008 roku inny proboszcz próbował kolejnej sztuczki – odpisał na prośbę, ale po łacinie! W kwietniu 2009 Gwarant orzekł, że korespondencja musi być napisana po włosku.

MP: Jaka jest więc procedura, którą wywalczyliście dla Włochów?

RC: Każdy dorosły obywatel, który wie gdzie był chrzczony, bierzmowany lub gdzie miał Pierwszą Komunię (począwszy od 1984 roku, kiedy Episkopat Włoch wprowadził obowiązek prowadzenia rejestrów tego sakramentu) ma prawo zwrócenia się do odpowiedniego proboszcza z prośbą przesłaną listem poleconym – z dołączoną kserokopią dowodu tożsamości, np. dowodu osobistego – o dokonanie adnotacji w księdze chrztów o wystąpieniu z Kościoła katolickiego a proboszcz jest zobowiązany do odpowiedzi w ciągu 15 dni, że tego dokonał. Jest to wolne od opłat, jakkolwiek proboszcz może poprosić o zwrot rzeczywiście poniesionych kosztów jeśli takie wystąpią. To wszystko na podstawie artykułu 7 dekretu 196/2003, który zastąpił ustawę 675 z 31 grudnia 1996.

MP: Ilu Włochów skorzystało z tej możliwości?

RC: Szacujemy, że około dwadzieścia tysięcy. Opieramy się na trzech wskazówkach: liczbie formularzy ściągniętych z naszej strony internetowej (5500 tylko w kwietniu 2010!), liczbie osób szukających porady w UAAR (około 30 tygodniowo) i liczbie osób, które dokonały publicznej apostazji podczas naszych „dni odchrzczenia” 25 października 2008 i 2009. Podczas pierwszej imprezy wystąpiły 1032 osoby a podczas drugiej 820. Ten dzień jest dla włoskich sekularystów symboliczny ponieważ jest to rocznica wyroku Sądu Apelacyjnego we Florencji z 1958 roku. Planujemy, by było to wydarzenie coroczne. Tak więc zwycięstwo Kościoła 25 października 1958 roku było pyrrusowe.

MP: Czy sądzisz, że wasza batalia doprowadziła do instrukcji “Actus formalis defectionis ab Ecclesia catholica”, wydanej 13 marca 2006 roku przez kardynała Herranza?

RC: Tak, ale nasza kampania nie była jedynym czynnikiem. Sytuacja w Niemczech jest ważniejsza (także co do samych liczb) dla niemieckiego papieża. Wreszcie, zalew procesów sądowych o usunięcie danych osobowych w 2005 roku w Hiszpanii moim zdaniem pełnił istotną rolę.

MP: Wygraliście batalię w sytuacji znacznie trudniejszej niż ta przed którą stoją apostaci w Polsce ponieważ było to jeszcze przed wydaniem instrukcji “Actus formalis”. Polscy biskupi nie twierdzą, że nie mogą dokonać tych adnotacji, ale, że sami tę sprawę regulują. Dziękuję za rozmowę.

  Wystpienie_po_wosku.doc (51,0 KiB, 1 189 hits)


Post a comment