Podczas „sympozjum” na PAT 15 maja 2001 roku (pozostańmy przy tej eufemistycznej nazwie) bp Pieronek w nader swobodnej atmosferze pozwolił sobie na szczerość i… pokazał, że jest na bieżąco z batalią prawną o występowanie z Kościołów. Oto jego słowa:

Zapewne Pani Minister spotkała się z tak skrajnymi sprawami, jak żądanie kompletnego usunięcia wpisu do ksiąg metrykalnych. Ktoś zażądał: proszę wykreślić z ksiąg metrykalnych fakt, że ja byłem kiedyś tam ochrzczony, bo ja nie jestem już człowiekiem wierącym i nie chcę, by te dane gdziekolwiek figurowały. Wiem, że te sprawy oparły się o sąd i sąd nie uwzględnił takiego żądania„.

Czy chodziło o proces w Polsce? Nie można tego z całą pewnością wykluczyć, ale bardziej prawdopodobne, że mówił o procesie Luciano Franceschettiego, który miał miejsce w 2000 roku w Padwie. Był on elementem długotrwałej batalii prawnej o prawo do wystąpienia z Kościoła katolickiego na podstawie ustawy, która zakończyła się pełnym sukcesem na początku 2003 roku (tutaj więcej na ten temat). Sąd włoski nie zgodził się na to, ale zauważył, że „to Państwo rezerwuje sobie prawo do sprawdzenia czy spełnione są warunki wyłączające jego władztwo spod dokumentów władz kościelnych”. Wówczas jednak sądowi na ręce patrzyła prężna organizacja Unia Ateistów, Agnostyków i Racjonalistów. A oto jak taki proces wyglądał w 2007 roku w Hiszpanii. Wzmianka o procesie Franceschettiego ukazała się w polskiej prasie dopiero dwa lata później – w artykule „Odchrzczony” w „Nie” nr 37/2003 (w informacji, że włoski odpowiednik GIODO powołał się na „wyrok trybunału z Padwy w podobnej sprawie z maja 2000 r.„). Jakby nie liczyć, biskup Pieronek wyprzedził „Nie” o całe dwa lata a przy tym dał Ewie Kuleszy do zrozumienia, że z tą ochroną danych osobowych nie należy przesadzać. To się dopiero nazywa dbać o swoje.