Ojcem współczesnego występowania z Kościoła był włoski działacz polityczny Aldo Capitini. Jej bezpośrednią siłą sprawczą – wyrok Sądu Apelacyjnego we Florencji z 25 października 1958 roku, który radykalnie przesunął ustrój państwa włoskiego w stronę przedwojennego mariażu faszystów z papiestwem. Wynikało z niego, że każdy ochrzczony podlegał władzy duchowej swojego biskupa – podczas, gdy nie było żadnego sposobu, by tego uniknąć! Już następnego dnia Capitini udał się do proboszcza parafii w której został ochrzczony – Luigi Piastrelliego. Ten skierował go do arcybiskupa. 27 października 1958 Capitini napisał więc list do ordynariusza Perugii, arcybiskupa Pietro Parente z prośbą o uznanie, że nie podlega już więcej jego jurysdykcji. W ten sposób mógłby wyzwolić się z pułapki, którą stworzył wyrok sądu. Hierarcha nie odpowiedział. Jego samego próbował zaś ośmieszyć organ Episkopatu Włoch, pisząc, że chce się „odchrzczcić” (sbattezzo). W ten sposób to słowo – niespodziewanie dla samego Kościoła – weszło do języka potocznego, na tej samej zasadzie co „Wielki Wybuch”, który to termin został stworzony dla ośmieszenia tej teorii. Wystap.pl by uniknąć niejasności używa terminu „wystąpienie po włosku” lub po prostu „wystąpienie”. Jego list podchwyciło kilkadziesiąt osób – w ten sposób narodziło się „wystąpienie formalnym aktem„.

W 1961 roku wydawnictwo Parenti wydało opis tego pierwszego etapu walki o prawo do wystąpienia – jego książkę „Ochrzczeni niewierzący” („Battezzati non credenti: lettera all’ arcivescovo di Perugia”). Watykan wiedział już, że sprawa jest poważna i jeśli jej nie rozwiąże to ryzykuje kampanię społeczną jednostronnych deklaracji bez przejmowania się jego „nie da się”. Sprawa wymagała zmiany prawa kanonicznego, które Jan XXIII postanowił właśnie znowelizować. Ostatecznie nowy Kodeks Prawa Kanonicznego przyjęto dopiero w 1983 roku. Zdecydowano się na dodanie odpowiedniej wzmianki do przepisów regulujących prawo małżeńskie. W ten sposób Watykan miał w rękawie asa, którego mógł użyć do zachowania kontroli nad procesem opuszczania Kościoła. Nigdzie nie udało się to lepiej niż w Polsce gdzie wokół „apostazji” powstało całe środowisko. Ale to już inna historia.