Pięć miesięcy trwała walka o dojście do prawdy w sprawie skargi z 2004 roku na ujawnianie danych ofiarodawców przez grupę księży katolickich w powiecie sieradzkim. Biuro GIODO wiedziało, że to co powinno trafić do Prokuratury Rejonowej w Sieradzu (i prawdopodobnie skończyć się w sądzie) trafiło do szafy. Uczepiło się jak mantry frazesu, że „nie ma obowiązku telefonować”, który i tak okazał się być kiepską wymówką. Sprawę można było bowiem załatwić i bez dzwonienia – wystarczyło chcieć. Doszło jednak to niedopełnienia obowiązków służbowych (art. 231 par. 1 kk). A oto co się stało a co od portalu www.wystap.pl otrzymał Generalny Inspektor Ochrony Danych Osobowych…

Na początku 2004 roku niektórzy księża katoliccy w powiecie sieradzkim podawali do publicznej wiadomości kwotę ofiar złożonych przez wiernych podczas tzw. wizyt duszpasterskich – ujawniając imię, nazwisko, adres i sumę. Listy ofiarodawców były wywieszane w przedsionkach kościołów. Jest to oczywiście naruszenie przepisów karnych Ustawy o ochronie danych osobowych.
Dnia 9 lutego 2004 roku mieszkaniec Warty, działając w imieniu grupy osób poszkodowanych, wysłał w tej sprawie faks do Rzecznika Praw Obywatelskich prosząc o zajęcie się „tą ich drobną, zdawałoby się, sprawą”. Na górze strony automatycznie pojawiły się dane kontaktowe – adres przedsiębiorstwa i numer faksu. Sprawa otrzymała numer RPO-463914-I/04/MB (wiadomo, że została wybrakowana w styczniu 2010 roku). 24 lutego Biuro RPO wysłało ten faks pod właściwy adres czyli do Biura GIODO wraz – jak wynika z udostępnionego pisma – z kopią do nadawcy. Do Departamentu Prawnego trafiła 2 marca, gdzie otrzymała sygnaturę GI-DP-024-394/04. Nic nie stało na przeszkodzie, by zacząć ją prowadzić na podstawie art. 14 pkt 2 w kierunku zawiadomienia Prokuratury Rejonowej w Sieradzu na podstawie art. 19. Tak się jednak nie stało. Biuro GIODO, mówiąc kolokwialnie, „ukręciło jej łeb”.
Nawet jeśli Biuro nie chciało adresować korespondencji do przedsiębiorstwa (z pisma wynikało, że poszkodowane są osoby fizyczne) to mogło zrobić dwie rzeczy – wysłać ją na znany adres przedsiębiorstwa do nadawcy albo chwycić za telefon i wyjaśnić tę usterkę „od ręki”. Nie zrobiono ani jednego ani drugiego. Zamiast tego po dwóch tygodniach deliberowania (!), 15 marca, wysmażono pismo GI-DP-024/394/04/545 do dra Andrzeja Malanowskiego z Biura RPO pytając o… imię, nazwisko i adres nadawcy. Był to wstęp do zamknięcia sprawy przed jej podjęciem. Po pierwsze – Biuro RPO przekazało to co otrzymało i Biuro GIODO o tym wiedziało. Po drugie – Biuro GIODO miało to o co wystąpiło. Imię, nazwisko, telefon i adres instytucji (przedsiębiorstwa) z której wysłano skargę. Zwyciężyła zła wola, by nie zajmować się skargą na naruszanie ustawy przez księży katolickich. Biuro RPO nawet na ten wybieg nie odpisało i sprawę triumfalnie zamknięto, bez jakichkolwiek prób choćby uzyskania odpowiedzi. Jedyna usterka polegała na tym, że nadawca nie wskazał czy adres przedsiębiorstwa jest jednocześnie jego adresem prywatnym. Należało to wyjaśnić na podstawie art. 64 par. 1 kpa.
Ta sprawa to niestety nie dyletanctwo, ale niedopełnienie obowiązków służbowych (art. 231 par. 1 kk) przez Panią Alinę Szymczak, Dyrektora Biura GIODO. Jeśli coś ratuje od odpowiedzialności karnej to chyba tylko przedawnienie.
Nie ma przesady w stwierdzeniu, że zrobiono wszystko, by się tą pachnącą kadzidłem sprawą nie zająć. Doprowadzono do jej zamknięcia pod pretekstem braków formalnych, działając w taki sposób, by ich nie usunąć. Natomiast odpowiedź do Arcybiskupa Kazimierza Nycza o sygnaturze GIDOLiS-024-609/07/3153 wysłano nie listem, ale służbowym samochodem przez zatrudnionego kierowcę. To pokazuje jak ponurym żartem jest w Polsce art. 32 ust. 1 Konstytucji RP: „Wszyscy są wobec prawa równi. Wszyscy mają prawo do równego traktowania przez władze publiczne”.

  sprawa_sieradzka_do_ujawnienia.pdf (121,7 KiB, 962 hits)

  ujawnienie_ofiarodawcw_luty_2004.pdf (1,2 MiB, 875 hits)

Facebook Comments

Website Comments

  1. Immanuel
    Odpowiedz

    Sprawa nigdy nie ujrzałaby światła dziennego, gdyby nie wyjątkowa niefrasobliwość urzędnicza. Gdy próbowano mnie zmywać kolejnym pismem, poprosiłem o nr faksu. Przysłano mi ten nr, ale nie przysżło już do głowy zatrzeć od (tu nazwa firmy i adres), a dalej FAX i widniał nr telefoniczny. Ile trzeba wykazać niechęci do podjęcia sprawy, to jest nie do uwierzenia. A tak przy okazji, to choć niefrasobliwość urzędniczki pozwoliła nam dojść do prawdy, to jednocześnie złamała ona art. 23 ust.1 pkt 1 Ustawy o ochronie danych osobowych co jest karane z art. 51 ust. 2. Urzędnicy mający stać na straży ochrony naszych danych osobowych, dopuszczają do ich rozpowszechniania. Będziemy bardziej roztropni i dalej nie puśćimy tego w obieg.

  2. admin
    Odpowiedz

    @Immanuel
    O przepraszam Cię bardzo. Sprawa nigdy nie ujrzałaby światła dziennego gdybym jej nie wygrzebał ze sprawozdania GIODO dla Sejmu. A to, że Biuro GIODO ujawniło adres, którego rzekomo nie było to jest w ogóle kuriozum, za które ktoś powinien wylecieć.

  3. admin
    Odpowiedz

    Oni się wkopali jeszcze lepiej, bo napisali w sprawozdaniu dla Sejmu, że załatwili to odmownie, ze względu na „i 3”.
    http://wystap.pl/odebranie-praw/
    Tymczasem nawet tego nie zrobili tylko ukręcili łeb na etapie formalnym. Czyli tej sprawy teoretycznie pod względem merytorycznym w ogóle nie było – mogli o niej nie pisać o nikt by się nie dowiedział. Ujawnili jednak co BY ZROBILI!!!

  4. Immanuel
    Odpowiedz

    Ja Tobie w niczym nie ujmuję, bo oczywistą jest sprawa, że gdybyś nie pogrzebał sumiennie w papierach, to nikt by się nie dowiedział. Ale zobacz jak oni od początku w tej sprawie kłamali. W sprawozdaniu, że „i 3”, nam, że nie było możliwości zdobycia namiaru, a prawda była taka, że bezprawnie ukręcili sprawie łeb. Jednak kłamstwo ma krótkie nóżki. Przez Twoje zainteresowanie sprawami z „i 3” wpadli jak śliwka w kompot. Jaja jak berety 😀

  5. Immanuel
    Odpowiedz

    Pani Alina Szymczak powinna ze wstydu pod ziemię się zapaść. Za pokutę powinna mieć pielgrzymkę na klęczkach do domu tego człowieka po drodze cały czas bijąc się w piersi mówiąc „mea culpa, mea culpa, mea maxima culpa„.

Post a comment