"Nie" pytaniu o wyznanie!

Powody dla których nie jestem entuzjastą pytania o wyznanie w przyszłorocznym spisie powszechnym przedstawiłem tutaj. Rzeczywisty obraz sytuacji przedstawia przecież badanie Instytutu Statystyki Kościoła Katolickiego, opublikowane 13 maja! Rząd żeby uzyskać gorsze informacje (!) płaci krocie (!!) będąc przy tym na bakier z art. 51 ust. 2 Konstytucji RP: „Władze publiczne nie mogą pozyskiwać, gromadzić i udostępniać innych informacji o obywatelach niż niezbędne w demokratycznym państwie prawnym” (!!!). Co więcej, nie ma żadnej pewności, że wyniki badania nie wpadną w ręce biskupów. W najgorszym – lecz możliwym – scenariuszu proboszcz do końca 2011 roku będzie wiedział kto z jego parafian powiedział, że nie jest katolikiem. Na alarm biją profesor Michał Kulesza i Adam Bodnar z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. Rząd nie ma żadnego powodu żeby pytać o wyznanie, bo wszystko jest TUTAJ. Więc po co to? Spytałem o to Prezesa Głównego Urzędu Statystycznego i czekam na odpowiedź!

pismo do Prezesa GUS

formularz Instytutu Statystyki Kościoła Katolickiego do badania w dniu 11 października 2009

raport na temat praktyk religijnych w Wielkiej Brytanii z 3 kwietnia 2007

pismo National Secular Society krytykujące metodologię badań The Office of National Statistics podczas spisu powszechnego w Anglii w Walii w 2001

konsekwencje wadliwej metodologii (krytyczna analiza NSS)

informacja prasowa o piśmie NSS

Website Comments

  1. Wieslaw
    Odpowiedz

    „W najgorszym – lecz możliwym – scenariuszu proboszcz do końca 2011 roku będzie wiedział kto z jego parafian powiedział, że nie jest katolikiem”.
    Co za bzdura. Przecież proboszcz nie interesuje się nie-katolikami. To dotyczy nie tylko katolików. Chyba, że ktoś z jednej strony mówi, że nie jest katolikiem, protestantem, prawosławnym, ale chciałby mieć np. pogrzeb albo ślub wyznaniowy.

  2. Wojciech
    Odpowiedz

    Drogi Autorze artykułu, jesteś w absolutnym błędzie składając swoje protesty. Do tej pory statystyki były formułowane na podstawie danych dostarczanych przez rejestrowane kościoły i związki wyznaniowe, a w przypadku kościła katolickiego była to liczba ochrzczonych. Liczby te niejak mają się do faktycznego stanu. Podane przez Ciebie dane dotyczące udziału ludzi w obrzędach katolickich informują tylko otym, ile osób bierze w nich udzuiał. Nie mówią nic o ich przynależności religijnej. nie wiadomo co z pozostałymi ponad 50% – czy są to katolicy, kórzy się identyfikuja ze swoją religią nale nie uczestniczą w obrzędach, czy są to ateiści, czy są to ludzie innej niż katolicka religii. Zwłaszcza ten ostatni aspekt jest ważny, ludzie to nie tylko katolicy i ateiści, zapominasz o tym. Poniekąd dałeś się ponieść tamtejszemu dyskursowi – w materiałach można przeczytaćo „religijności Polaków”, podczas gdy jest to jedynie „religijność katolików”. Ja również jestem osobą religijną, ale wcale nie jestem katolikiem.

  3. admin
    Odpowiedz

    Panie Wojtku, błędy to są w równaniach. W sprawach publicznych są argumenty i punkty widzenia. W 2001 roku nie było pytania o wyznanie, bo był przeciwko temu opór społeczny. Jeśli teraz będzie to znaczy, że go złamano. Państwo przy spisie powszechnym – który jest obowiązkowy i uchylanie się od niego jest zagrożone karami – pyta o dane wrażliwe na co odpowiedź ma być „dobrowolna”. To kpina z inteligencji. 99% pytanych odpowie sądząc, że to obowiązek. To naruszenie art. 51 ust. 2 Konstytucji. Proszę zwrócić uwagę, że rachmistrzowie będą spisywać kto w co wierzy w każdym domu. Jeśli te dane zostaną zebrane w „superbazę” to rząd będzie wiedział jakiego wyznania jest prawie każdy obywatel. Przecież to Orwell.

  4. Sajmon
    Odpowiedz

    Ja zamierzam podać rachmistrzowi że jestem wyznawcą Latającego Potwora Spaghetti. A co mi tam… 🙂 Nie rozumiem w ogóle po co te pytania.

  5. Marek
    Odpowiedz

    W innych, normalnych, krajach w wielu formularzach, ankietach itp. są pytania o „dane wrażliwe”: rasę, wyznanie, orientację seksualną. Ale zwykle są zgromadzone w jednym miejscu na końcu ankiety i poprzedzone informacją, że odpowiedź nie jest obowiązkowa i jej obecność lub brak nie wpływa na meritum. takie praktyki spotkałem w Wielkiej Brytanii i nie mam powodu przypuszczać, że oni tam wykorzystają te dane w jakiś szkodliwy dla mnie sposób. Tam po prostu normalna jest różnorodność i ludzie nie patrzą na innych jak na kogoś gorszego.

  6. Wojciech
    Odpowiedz

    Postanowiłem tu skrobnąć jeszcze raz, gdyż to co tu jest napisane stoi w sprzeczności z tezami Autora strony, który jest przeciwnikiem skakania jak kościół zagra. Powoływanie się na spis ludności uczęszczającej do kościoła kompletnie nic nie mówi o strukturze wyznaniowej kraju. Są tylko i wyłącznie dane na temat ilości ludzi, jaka udałą się w konkretnym dniu do świątyni katolickich. Nie wiadomo ilu z nich nie poszło, bo była chora, ilu poszło tylko tego dnia, żeby być w spisie, ilu wśród ludzi było obcokrajowców, ilu ludzi uważając się nawet za katolików nie czuje potrzeby odwiedzania świątyń. Brak jest kompletnie danych na temat tego ile osób poszło w tym czasie do bożnic, meczetów, cerkwi, zborów, świętych gajów lub odprawiło szamańskie praktyki w zaciszu domowym. Kompletnie zaś nie ma żadnego sposobu na stwierdzenie, czy dane są prawdziwe. Jest zaś dla mnie kuriozalne, że Autor artykułu, tak głośno sprzeciwiający się działaniu pod dyktando kościoła katolickiego stawia znak równości pomiędzy chodzeniem do kościoła a religijnością. Rozumiem, że żyd, który tego dnia nie pójdzie do kościoła nie jest religijny? Kler policzył sobie, ile danego dnia przyszło do kościoła ludzi i nazwał to szumnie „religijnością Polaków” – a Admin krytykujący postępowanie wg wytycznych kościelnych kupuje to…
    Rozumiem, że Adminowi zależy, żeby liczba katolików wyszła jak najmniejsza bez względu na stan faktyczny – co nie różni się niczym od tego co robi kościół katolicki, starając się te liczby za wszelką cenę zawyżyć. Tylko że to niczemu nie służy.
    Do tej pory pokutuje podawane przez kościół katolicki 95% (czy coś koło tego). Ankieta na pewno nie zawyży tej liczby, a śmiem twierdzić, że znacznie ją zaniży, będzie zaś o wiele lepszą niż dotychczasowe bazą do rozważań o religijności Polaków. Jej wadą jest jedynie to, że możliwość wyboru będzie ograniczona do zarejestrowanych związków wyznaniowych plus bezwyznaniowość oraz odmowa odpowiedzi.
    Przeraża mnie też histeria, jaką się tu głosi na temat rzekomego wykorzystania danych przeciw komuś. Sami nakręcacie jakąś paranoję i rozpowszechniacie wśród ludzi nieuzasadnioną atmosferę strachu.

  7. admin
    Odpowiedz

    @Wojciech
    Jeśli ISKK regularnie „wychodzi” ok. 40 procent w skali kraju a ze spisu wyjdzie 80% to chyba coś jest nie tak? Jestem po prostu zwolennikiem spojrzenia na to realnie zamiast się cieszyć, że spadnie z 89 na 80 procent (albo coś koło tego). Ten sam problem wystąpił w 2001 roku w Wielkiej Brytanii i podałem – jako jedyny w Polsce – dowody na to, że wzbudziło do kontrowersje. Polska właśnie wchodzi w to z czego Wielka Brytania wychodzi. Poza tym czemu W OGÓLE zadawać to „dobrowolne” pytanie? GUS nie podał nawet, że to jest wymóg statystyki unijnej. Zakładając, że połowa osób odmówi odpowiedzi wyniki I TAK nie będą reprezentatywne i przyniosą więcej złego niż dobrego.

  8. Wojciech
    Odpowiedz

    Z całym szacunkiem, ale jeśli ktoś poda, że uważa się za katolika, bo za takiego chce się uważać, to nikogo nie powinno obchodzić jakich obrzędów w związku z tym dokonuje i jak spędza swój wolny czas w weekend. Jeśli ktoś, mimo, iż uważa się za katolika nie chodzi do kościoła, to jest to tylko i wyłącznie problem księdza (szczególnie finansowy, bo mniej zbierze na tacę). Na tym właśnie polega wolność wyznania, że każdy ma prawo wierzyć albo nie wierzyć w co chce i praktykować albo nie praktykować co chce.

    Jeśli połowa ludzi odmówi odpowiedzi (zakładając), a 10% zdeklaruje się jako członek innego związku albo bezwyznaniowy, to będzie można powiedzie, że wg oficjalnych danych GUS w Polsce otwarcie do katolicyzmu przyznaje się 40% ludności. W Polsce gorzej być już nie może, więc może być tylko lepiej.

    Oczekujesz rewolucji, a proponuję wytrwałości cierpliwość. Kościół katolicki do dzisiejszego stanu doszedł przez tysiąc lat panoszenia się w Polsce, cały czas przy wsparciu finansowym, prawnym, militarnym i medialnym rządzących. Jedna strona internetowa, ani jakiś spis tego nie zmienią. Ale stanowią jakąś tam kroplę w zbiorniku, który kiedyś przerwie tamę. Z roku na rok coraz więcej ludzi występuje z kościoła katolickiego, coraz więcej ludzi nie zapisuje tam swoich dzieci, a nawet jeśli ochrzczą z jakichś powodów, to coraz częściej nie posyłają ich na lekcje religii katolickiej i pozostawiają im wolny wybór w kwestii wiary. Coraz więcej ludzi także szuka rozwoju duchowego w innych religiach. Przy tym wszystkim liczba osób dorosłych przechodzących na katolicyzm jest marginalna. Zamiast oczekiwanej katolizacji UE następuje laicyzacja Polski. Wiele osób w ostatnich krajach przebywało w innych krajach UE i widzą już świat inaczej.

    Miotanie się o wszystko o jeżenie na każdego nie ma sensu i jest stratą energii. Energię tę lepiej spożytkować na rzeczy konkretne i ważne, a takich na tej stronie jest sporo. Nawet, gdyby spis wykazał, że w Polsce jest 5% katolików, to i tak problemem są nasi rządzący, którzy wciąż podlizują się klerowi pogwałcając podstawowe prawa konstytucyjne.

  9. Wojciech
    Odpowiedz

    A, jeszcze jedno – jeśli ktoś mimo nie praktykowania obrzędów katolickich, oraz nie zgadzania się w sprawach tamtejszej wiary uważa się za katolika, to znaczy, że nie ma jeszcze na tyle świadomości albo odwagi, żeby powiedzieć, że w istocie katolikiem nie jest. Ale powoli ludziom się oczy otwierają, zwłaszcza młodym, a to oni stanowią przyszłość państwa.

    Więc ważne jest, abyście Wy, uważający się za ateistów wyraźnie to zaznaczyli w odpowiedzi, a nie chowali głowę w piasek.

  10. admin
    Odpowiedz

    @Wojciech
    Z wieloma kwestiami się zgadzam, może co najwyżej nie do końca lub inaczej bym to ujął. Dobrowolność pytań „dobrowolnych” jest dyskusyjna, to raczej wygląda na próbę obejścia konstytucji. GUS nie wykazał – a przynajmniej ja nic na ten temat nie wiem – by musiał obowiązkowo zadawać pytania dobrowolne, bo Unia kazała. Jeśli zadawanie pytań dobrowolnych jest dla GUS dobrowolne, to chyba lepiej je odpuścić, bo przyniosą więcej złego niż dobrego. Nie ma nawet pewności, że odpowiedź na pytanie o wyznanie nie trafi do KEP-u – z adresami!
    Poza tym – pozdrawiam.

  11. Wojciech
    Odpowiedz

    „Nie ma nawet pewności, że odpowiedź na pytanie o wyznanie nie trafi do KEP-u – z adresami!”

    Moim zdaniem niepotrzebnie takimi stwierdzeniami wzbudzasz u ludzi nieuzasadnione lęki. Tak samo można powiedzieć – „nie wiadomo, czy autor tej strony nie działa na polecenie biskupów” – no bo obiektywnie rzecz biorąc nie wiadomo (przynajmniej ja tego nie wiem, bo i skąd mam to wiedzieć?). W wielu sprawach życia codziennego ingerencja katolickich duchownych jest nadmierna, nie można jednak popadać w paranoję i na każdym kroku doszukiwać się spisku.

    A nawet gdyby ktoś otrzymał takie dane – to co z tego?? Wielkie mi rzeczy, bo by się ktoś dowiedział w co wierzę albo w co nie wierzę. Przestańcie tworzyć atmosferę strachu.

Post a comment