Książka Agnieszki Zakrzewicz „Papież i kobieta” jest doprawdy niezwykła i jeśli ona nie wywoła dyskusji i fermentu intelektualnego to raczej nic już go nie wywoła. Nie dlatego, że skrzy się inteligentnym dowcipem, którego samo zrozumienie wymaga zdolności smakowania słów i aluzji a kandydatów do podobnej repliki przyszłoby szukać ze świecą. I nawet nie dlatego, że jest to zbiór najlepszych artykułów i wywiadów polskiej korespondentki zagranicznej – dorobek wielu lat pracy „w cieniu San Pietro”. Nie, z tych powodów książka byłaby jedynie bardzo dobra. O jej unikalności świadczy co innego. Same poruszane tematy i sposób przedstawiania rzeczywistości, który w kontekście osoby Jana Pawła II jest w Polsce prawie w ogóle nieznany.

Jest paradoksem i smutną konsekwencją przyjętej konwencji, że najmniej pontyfikat polskiego papieża zdają się znać Polacy. W świadomości społecznej dominują jego żarty i dykteryjki związane z jego osobą – fenomenalne porywanie tłumów, „niech żyje łupież”, spływy kajakowe w młodości, ekumeniczny wymiar kichnięcia, aktorskie zaciąganie gwarą. Kulminacją tej narracji stały się „kremówki papieskie”, na które młody Karol Wojtyła chodził przed wojną. Po wspomnieniu o tym 16 czerwca 1999 roku w rodzinnych Wadowicach kremówki stały się w Polsce przebojem cukierniczym. Niestety stały się też symbolem intelektualnej zapaści Kościoła i bałwochwalstwa wielu wiernych. Produkcja surrealistycznych kremówek stała się probierzem wiary jeśli nie zgoła patriotyzmu. „Te słowa zadziałały jak dotknięcie czarodziejską różdżką. Przed naszymi drzwiami zaczęły ustawiać się gigantyczne kolejki, dzwoniły telefony z całej okolicy, większości zamówień nie byliśmy w stanie realizować” – powiedziała Ewa Hardek, współwłaścicielka największej wadowickiej cukierni. W 1999 roku przy kremówkach pracowały cztery osoby, pół roku później – już 14. W 2006 roku w Poznaniu wyprodukowano kremówkę, która miała 815 kg i 15 metrów długości. Do przygotowania kremówki zużyto m.in. ponad 500 kg margaryny (do ciasta i kremu), ponad 150 kg mąki i 5 litrów spirytusu. Wszystkie produkty ważyły 919 kg. Smak był „dobry a nawet bardzo dobry”. „To uczczenie pamięci Jana Pawła i radości, którą w nas wprowadzał” – skomentował ksiądz Szymon Nowicki. Ten rekord Gusinessa został przyćmiony w 2009 roku kiedy na pamiątkę 30. rocznicy pierwszej wizyty Jana Pawła II w Polsce ten sam zespół cukierników przygotował kremówkę o długości 350 metrów. Tym razem zużyto 5 tysięcy jaj, po 200 kg masła i margaryny, 150 kg cukru, 100 kg mąki i 150 litrów śmietany. Nad wypiekiem przed trzy dni pracowało 15 osób. Degustację poprzedziło odtworzenie słów Jana Pawła II opowiadającego o wadowickich kremówkach. „Chcemy podziękować Ojcu Świętemu za słowa, które wtedy do nas kierował. Naszą wdzięczność wyraziliśmy zrobieniem kremówki, która stała się jednym z symboli pontyfikatu naszego wielkiego Rodaka” – powiedział KAI starszy Cechu Cukierników i Piekarzy, Stanisław Butka. Abstrahując od tego, że kremówki są pyszne takie poniżenie własnej wiary musi wywoływać zażenowanie – nie niewierzących tylko katolików, sprowadzanych przez współwyznawców (?) do poziomu w którym wiara jest już tylko nieistotnym dodatkiem do „Umiłowanego Ojca Świętego”. Prymitywny motłoch łatwiej sobie podporządkować a przede wszystkim łatwo w nim wywoływać skrajne emocje, które zastępują argumenty. Odgórnie sterowany kult Jana Pawła II w Polsce w ogólnym zarysie służył temu samemu co likwidacja oświaty w czasie wojny. Aby go zakończyć wystarczyłoby żeby ministrowie zaczęli używać oficjalnego tytułu papieża „Jego Świątobliwość”. Tak się jednak nie stało. O „Ojcu Świętym” bez zażenowania mówiono w publicznej telewizji tak jakby był to kanał religijny. Zniknęła granica między informacją a propagandą i między tym co publiczne a prywatnymi opiniami. „Cała Polska kochała Ojca Świętego” – o czym mówiły zresztą plakaty i transparenty. Ci, którzy „nie płakali po papieżu” musieli o tym mówić na własnych podkoszulkach. Ofiarą tej na wskroś totalitarnej atmosfery padł Piotr Sławiński, szef telewizyjnych „Wiadomości”. W piśmie do przełożonego użył słów „Karol Wojtyła”, „przywódca rzymskich katolików” i „lider Państwa Watykańskiego”. Skończyło się tylko na naganie i pozbawieniu miesięcznej premii. Był to klasyczny kompromis, bo hierarchowie domagali się zwolnienia go z pracy. Tymczasem zaszczyt czerwonego dywanu przysługuje papieżom właśnie dlatego, że są liderami Watykanu i to dzięki temu państwa finansują ich wizyty apostolskie (zwane w Polsce niepoprawnie „pielgrzymkami”).

Dzięki rozpętaniu histerii i mówieniu o osobie a nie jej poglądach nie groziło podjęcie dyskusji na tematy, które zdominowały pontyfikat Jana Pawła II poza Polską. Koncentrują się one wokół tego co Kościół nazywa „etyką seksualną” czyli praw kobiet i praw reprodukcyjnych – kapłaństwa kobiet, antykoncepcji i aborcji. To te sprawy – a nie kremówki – stały się symbolem jego pontyfikatu i to one kładą się na nim cieniem. To one wreszcie są zdemistyfikowaną teologią, której niemal z definicji zrozumieć nie sposób. Język, który proponuje Autorka nie jest językiem braku szacunku do wiernych lecz przeciwnie – odkrywania przed nimi prawdziwych poglądów i interesów Kościoła katolickiego i jego papieża ukrytych za zasłoną dymną bulli, adhortacji, encyklik i dowolnie wybieranych cytatów z Biblii. Jest to język, który dominuje w dyskursie międzynarodowym a jednak w Polsce – gdzie Jerzy Urban szuka sprawiedliwości w Europejskim Trybunale Praw Człowieka w Strasburgu po skazaniu za dosadną krytykę Jana Pawła II osiem lat temu – całkowicie niespotykany. Notabene Urban mógł być skazany „dzięki” potraktowaniu Karola Wojtyły jako lidera Watykanu przez wymiar sprawiedliwości czyli dzięki temu za co naganę otrzymał Sławiński. Czy więc akt oskarżenia w jego sprawie nie był – jak nazwała to Agnieszka Kublik z „Gazety Wyborczej” – „grubiaństwem”? Wniosek z tego, że polska prokuratura obraziła Ojca Świętego po to by walczyć z obrażaniem Ojca Świętego. Nie trzeba dodawać, że rozwiązania prawne w Polsce są tak dalece jak to tylko możliwe zbieżne z doktryną katolicką. Uniemożliwienie dyskusji poprzez odebranie informacji i prawa do krytyki służy także zachowaniu politycznego status quo zawarowanego w dziesiątkach ustaw, na czele z całkowitym opanowaniem systemu edukacji. To dlatego „katolicyzm dionizyjski” był i jest wspierany przez władze państwowe, z tragicznie zmarłym prezydentem Lechem Kaczyńskim na czele.

„Papież i kobieta” to lektura obowiązkowa dla katolików uważających się za inteligencję. Zwraca im godność stłamszoną informacjami Katolickiej Agencji Informacyjnej o tym z ilu tysięcy jaj i kilogramów mąki zrobiono największą kremówkę na świecie. Przywraca nadzieję, że katolicyzm nie jest synonimem upośledzenia umysłowego. Mówi więcej o współczesnym Kościele niż może powiedzieć Centrum Myśli Jana Pawła II ze swoim księgozbiorem 3000 książek. Co zaś najważniejsze – być może po raz pierwszy przybliża Polakom nauczanie polskiego papieża. Za 26,50 zł, nie za kilkadziesiąt milionów, które w ciągu czterech lat wydali na ten cel warszawiacy.

Maciej Psyk

PS: Książkę można zamówić wysyłkowo na stronie

http://www.racjonalista.pl/ks.php/k,1933, email wydawnictwo@racjonalista.pl tel: +48 506 120 450. Koszty wysyłki: od 7 zł (przy przedpłacie), 12 zł – przy odbiorze, poza Polskę – zgodnie z cennikiem Poczty Polskiej.

Facebook Comments

Post a comment