Nikt z was nie wydaje się pojmować.
To nie ja jestem tu zamknięty z wami.
To wy jesteście zamknięci ze mną.

Rorschach, „Strażnicy”

Najważniejszym wydarzeniem obecnej końcowej fazy batalii o prawo do decyzji GIODO była oczywiście odmowa wydania uchwały w maju, ale jednocześnie z dala od dziennikarzy, w czeluściach niedostępnych pokoi, trwało sprzątanie po jawnych oznakach upadku. Wydano postanowienia, które należy czytać razem z odrzuceniem wniosku RPO, bo one mają wspólny mianownik.

Zaczęło się od tego, że 14 lutego zwróciłem WSA w Warszawie uwagę na tzw. oczywistą omyłkę pisarską w wyrokach II SA/Wa 1905/16 i II SA/Wa 37/17. W obu pojawiło się zdanie „GIODO prawidłowo zinterpretował art. 43 ust. 2 pkt 3 ustawy o ochronie danych osobowych„. To znaczy pojawiło się w pierwszym, bo w drugim wyroku wklejono to z błędem więc nawet nie można powiedzieć, że go popełniono. Może to mieć związek z tym, że w obu wyrokach sprawozdawcą była pani sędzia Maria Werpachowska, której zasług w obnażaniu patologii sądownictwa nie sposób przecenić. Takiego punktu nie ma (czy raczej nie było, bo ustawa z 1997 roku jest już historią i pokutuje jeszcze siłą inercji w sprawach niezakończonych). To zgadywanie gdzie jest to mityczne „i 3” o które podobno chodzi. Po trzech tygodniach odpisano mi, że sprawa ruszyła i faktycznie – taż pani sędzia jak niepyszna poprawiła obie wpadki 22 i 27 marca, ale w ten sposób, że zamieniła „art. 43 ust. 2 pkt 3” nie na „»i 3« w art. 43 ust. 2” tylko „art. 41 ust. 1 pkt 3„. A tego ostatniego w całej sprawie nie ma, bo dotyczy czegoś innego. Widocznie przyznanie wprost, że GIODO prawidłowo zinterpretował „i 3” jest za żenujące nawet jak na nią. Pani sędzia rozwiązała więc problem komizmu „i 3” manipulując, że wydając wyrok chodziło jej o coś innego. Naprawdę ważne są jednak nie błędy przy pisaniu i nawet nie wklejanie wyroków tylko potwierdzenie, że WSA nadal uważa wrzutkę „i 3” za obowiązującą czyli nic się nie zmieniło. Sąd jako zbrojne ramię Episkopatu Polski nadal pacyfikuje zagrażających jego hegemonii. Orderu „Pro Ecclesia et Pontifice” za to nie będzie tylko kupa wstydu. Sędziowie pokazali przy tym, że tym co burzyło ich wizję świata nie było chamskie wyłączenie kościołów spod ustawy a jedynie błędna interpretacja tej wrzutki.

Sprzątanie nie ominęło NSA, który krótko przed 21 maja dostał prośbę o objaśnienie wyroku I OSK 3111/14 z „trzeciej linii orzeczniczej”. Chodziło o to, że w uzasadnieniu ustnym sędzi Jolanty Rudnickiej znalazła się jedyna mglista myśl, że „i 3” jest diabła warte. Zostało to jednak zaprzepaszczone przez kilkukrotne przypomnienie, że „wyłączenie uprawnień decyzyjnych GIODO, dokonane przez ustawodawcę w art. 43 ust. 2 uodo, w odniesieniu do zbiorów, o których mowa w ust. 1 pkt 1 i 3, jest prawem powszechnie obowiązującym i organy administracji oraz sądy administracyjne, są obowiązane do jego przestrzegania i stosowania„, za co NSA pochwalił jakiś dr Poniatowski z UKSW. NSA stanął na rzęsach żeby ani nie napisać, że „i 3” jest ani, że go nie ma. Kompletnie nie odpowiedział jak władza, której ktoś zawraca głowę czyli, że to powinno być jasne dla wnioskodawcy, że GIODO ma kognicję, bo to, to i to. Odpowiedział tak żeby niczego nie wyjaśnić czyli nie obalić „i 3” w postanowieniu. No można tylko kto tu jest władzą a kto przesłuchiwanym?

–> NSA nie objaśni treści wyroku <–

Przy okazji sędzia Marek Stojanowski sprostował kolejną wpadkę, którą zgłosiłem NSA 13 kwietnia. W postanowieniu o wyłączeniu sędzi Małgorzaty Pocztarek znalazło się przypisane mi określenie, że „de facto stworzyła obecną interpretację art. 43 ust. 2 pkt 3„. Nigdy czegoś tak bezmyślnego nie napisałem więc pan sędzia zwrócił mi honor, że chodziło o stworzenie błędnej interpretacji cyfry 3 w art. 43 ust. 2, którą trzecia linia orzecznicza zmieniła na dobrą, że GIODO ma się odpierdolić od parafii. Chodzi oczywiście o „prawidłową interpretację cyfry 3” o której pisała Werpachowska udając, że nie o tym, bo chce żeby „i 3” było, ale nie chce o nim pisać, bo wyjdzie na jaw, że jest.

W ten sposób samych orzeczeń w tej sprawie zrobiło się osiem a efekt tej młócki jest taki, że elita sędziów struga wariata, że nie napisała tego co napisała w jedynym akapicie, który ma znaczenie. To póki co najdalszy zasięg sprawiedliwości, ale będzie dogrywka. Nawet zadowolony z niego pan dr Poniatowski z UKSW widzi, że to jest przekroczenie granicy śmieszności państwa. Został jeszcze do objaśnienia tajemniczy fragment w wyroku I OSK 1509/15: „częściowo błędne uzasadnienie wyroku [o sygn. II SA/Wa 1242/14] … nie mogło mieć istotnego wpływu na wynik sprawy”. Może teraz dla odmiany poprosi pani minister.

I żeby wypili tę cykutę do końca 16 lipca zgłosiłem trzecią porcję „oczywistych omyłek pisarskich„. Tym razem w wyrokach II SA/Wa 2767/11I OSK 1828/12 gdzie „i 3” przerobiono na równie nieistniejący ustęp trzeci i wyszło, że Wiesiek chciał zbadania przez Trybunał Konstytucyjny nieistniejącego ustępu. Sąd pierwszej instancji nie dostrzegł konieczności zadania pytania prawnego w tej sprawie, bo nie miał wątpliwości, że nieistniający ustęp trzeci jest zgodny z Konstytucją. Widocznie tak się w Wydziale II bada konstytucyjność. Teraz sąd już wie gdzie jest to „i 3” także jest postęp. Nawet gdyby teoretycznie założyć, że to była pomyłka to i tak NSA powinien ją sprostować z urzędu a tego nie zrobił tylko przepisał. I to już nie jest omyłka pisarska tylko rekonstrukcja zdarzeń. Musiało się zrobić naprawdę grubo, bo 7 sierpnia sędzia NSA Małgorzata Pocztarek wydała kuriozalne postanowienie o odrzuceniu mojego wniosku, którego nie było, zamiast sprostować z urzędu czyli z podziękowaniem za informację. Jak widać nawet ze sprostowania omyłki pisarskiej można zrobić dylemat prawniczy. Pikanterii sprawie dodaje fakt, że chodzi o wyrok „reformatoryjny” w którym NSA źle zinterpretował cyfrę 3, bo mu się wydawało, że ustawodawcy czyli posłance Lipowicz chodziło o prześladowanie katolików, co pięknie się łączy i odsłania więcej niż sam wyrok. Pani minister miała więc wszelkie powody żeby złożyć na ten wyrób skargę nadzwyczajną na rażące naruszenie dyrektywy europejskiej, ale leciała odziedziczonym gotowcem bałamutnej skargi kasacyjnej ignorując przeraźliwe „Pull up!”.

o jeden szwindel za daleko

Po ośmiu latach batalii można już podsumować, że sądownictwo administracyjne nie sprostało intelektualnie wyzwaniu zbadania „i 3”. Były poważne problemy z jego interpretacją a nawet znalezieniem. Gdybym ja nie napisał z czym jest niezgodne to nikt by nie wiedział. 🙂 Zwłaszcza wyroki Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie nie mają żadnej treści. Ich jedynym celem jest utrzymanie pozorów obowiązywania wrzutki posłanki Ireny Lipowicz czyli wyłączenia parafii spod ustawy o ochronie danych osobowych. Najlepsze jest chyba to, że banialuki o apostazji przerobili z wyroku o obowiązku kontroli technicznej samochodów. Godło z kurą se powieście w tej sali F, też prawie na jedno wychodzi. Cały ten cyrk można zatrzymać pisząc, że „i 3” jest martwe od 14 lat i to niezależnie od jego debilizmu. No ale tego właśnie nie wolno napisać, bo wybuchnie wojna religijna, mówiąc posłem Gaberle. Jaki kraj taki sąd – rozmodlony, fanatyczny, prostacki, obłudny, zakłamany i na niby. A wszystkich rąk podniesionych na „i 3” i tak nie odrąbali, bo nadal mają sprawę II SA/Wa 209/18 z aż czterema skrupulatnie unikanymi od 2011 roku sposobami na jego pokonanie. Pan Jan świetnie się bawi i pisze na UKSW doktorat „Załatwianie kognicji ministrom w toku instancji na przykładzie »i 3«„. Sędziowie Wydziału II mogliby się sami wyłączyć, ale widocznie nie mają sobie nic do zarzucenia. Co prawda po wydaniu w tym sądzie około 200 orzeczeń po ośmiu latach jesteśmy w punkcie wyjścia, ale nie róbmy tragedii o byle co. Wyrok z gotowca będzie zgodny z prawem.

przejęcie ksiąg metrykalnych w 1949 roku

Teraz jest swojsko, narodowo i konsensualnie jak nas nauczył Bolesław Bierut. Wrzutka posłanki Lipowicz dumnie robi za legislacyjnego misia na miarę naszych możliwości. Nikt nie wie po co to coś jest więc nie ma obaw, że ktoś zapyta. Innymi słowy – pani minister ma się odpierdolić od parafii zgodnie z ustawą, bo nie ma kognicji, bo jej 21 lat temu „i 3” zajebało. 😀 I to jest wreszcie zgodne z orzecznictwem, konferencją naukową na UKSW i ustaleniami na Komisji Wspólnej. Ma jeszcze jedną prawie pięcioletnią skargę na parafię, którą chciałaby umorzyć mocą „i 3”, ale się boi, że w wolnej Polsce pójdzie za to do więzienia. W potyczkach z kościołami odpowiedniki GIODO w Hiszpanii, Włoszech i Finlandii walczyli o „odreligijnienie” ochrony danych osobowych tak jak w większości krajów Europy w 19 wieku „odreligijniono” wynalazek kontrreformacji czyli księgi metrykalne (w Polsce dopiero w 1949 roku). Gdyby komuna dawała się Kościołowi tak robić w trąbę jak czterogłowy smok zwany GIODO to do dzisiaj nie byłoby urzędów stanu cywilnego tylko urzędy parafialne. Skończyło się to zwycięstwem w Trybunale Sprawiedliwości Unii Europejskiej w sprawie C-25/17 , które sprowadza się do tego: „Stwierdzenia tego nie może podważyć zasada autonomii organizacyjnej wspólnot religijnych, która wynika z art. 17 TFUE. Spoczywającego na wszystkich osobach obowiązku dostosowania się do zasad prawa Unii dotyczących ochrony danych osobowych nie można bowiem uznać za ingerencję w autonomię organizacyjną wspomnianych wspólnot(cały temat „zasady autonomii kościołów” w punktach 34-51). Tymczasem w naszym zaścianku tradycyjnie wszystko na odwrót. Pokutuje infantylny bełkot, że „w Traktacie Lizbońskim artykuł siedemnasty jest zaraz za szesnastym„, GIODO nie ma kognicji, bo parafie nie są państwem i pseudoreligijna papka od dra Wąsowskiego udająca wyroki – ze złotą myślą, że GIODO nie zastosował aneksu do Konkordatu, a ma stosować jego brak. Ciekawe czy pani minister nadal ma stosować brak aneksu w sprawie „kościelnego GIODO” czy już nie. To nie jest różnica w prawie tylko w poziomie cywilizacyjnym. We łbach się poprzewracało, bo nikt tego nie zatrzymał od wpieprzenia religii do szkół. Oczywiście w szczytnym celu – żeby uniknąć wojny religijnej z powodu niewpieprzenia.

w poszukiwaniu zaginionej kognicji

GIODO przyznaje, że „czekał na dupochrony z NSA” w sprawie „i 3”; całość znana NSA od listopada 2015 roku

Kolejna odsłona perwersyjnej zabawy w wyinterpretowywanie kognicji w toku instancji – 31 sierpnia od godziny 12:30 w sali E. Naczelny Sąd Administracyjny rozpatrzy trzy reliktowe sprawy spowodowane „niemaniem kognicji”. Tym razem na ratunek wezwano prof. Jana Tarno, największego w Polsce specjalistę od postępowania administracyjnego i sądowej kontroli urzędów. Po ustaleniu jak interpretować „i 3”, gdzie ono jest i w prezencie ode mnie z czym jest niezgodne – co zajęło osiem lat – kolejnym krokiem przedwstępnym jest ustalenie kto ma je obalić – już nieistniejący GIODO czy jeszcze istniejące NSA. Urodzony symultanicznie z wojną w Wietnamie pan minister Wiewiórowski żywił przekonanie, że Naczelny Sąd Administracyjny ma mu dać dupochron przed odwołaniem przez Sejm za „domniemywanie uprawnień„, bo awansował aż na epsilon i nie jest taki głupi żeby się narażać dla Polaków najgorszego sortu. Ergo – nie ma kognicji. Będzie okazja zweryfikować ten pogląd. Już w 2003 roku Trybunał Sprawiedliwości orzekł (pkt 87), że:

należy do władz i sądów Państw Członkowskich nie tylko interpretować ich prawo krajowe w sposób zgodny z Dyrektywą 95/46 lecz także zapewnić, że nie opiera się na interpretacji, która stałaby w sprzeczności z prawami podstawowymi chronionymi przez dorobek prawny Wspólnoty bądź z innymi podstawowymi zasadami prawa wspólnotowego, takimi jak – pośród innych – z zasadą proporcjonalności.

Inaczej mówiąc – z godnym podziwu uporem twierdził, że żadna z niego władza. I jak zwykle miał rację. Jedyny błąd jaki popełnił to to, że w gotowcu umorzenia nie stało to wprost przez co powstało jakże mylne a nawet krzywdzące wrażenie, że bimba na obowiązek stosowania wykładni prowspólnotowej. Mam wyrzuty sumienia, bo w tej sytuacji oczekiwać wykładni prowspólnotowej to trochę jak ciągać po sądach wariata. Pan minister ma jakieś ciekawostki na temat swojej kognicji. Może subsydiarnie wysłać na fejsa gdyby pan profesor Tarno był zainteresowany.

Gdyby ktoś jeszcze chciał grać ze mną w chickena to zapraszam do wspólnej zabawy. Jak mawia pan Wiewiórowski – w demokratycznym państwie prawa nie będę miał o to pretensji.

30.09.2018: 29 sierpnia NSA wyrokiem I OSK 2568/17 oddalił nieudolną skargę kasacyjną (z października 2017), której autor chciał powrotu do „drugiej linii orzeczniczej”, że katolicy nie mają prawa do decyzji GIODO (która upadła w lutym 2016). Co śmieszniejsze we wrześniu 2017 rozwiązałem zagadkę podając cztery sposoby na obalenie tej wrzutki. Sprawa została więc zmarnowana, mądrości WSA o „prawidłowo zinterpretowanej cyfrze 3” uszły płazem a wyrok NSA między wierszami przyznaje mi rację. Natomiast dwa dni później NSA oddalił bezsensowną – i „wpadkową” – sprawę I OSK 717/17 a pozostałe odroczył.

Facebook Comments

Website Comments

Post a comment