KEP ratuje się „ogólnopolskim” dekretem o wystąpieniach

images

Watykan wsparł złagodzoną wersję „instrukcji KEPu o apostazji”

Po ponad trzech latach czekania na recognitio (zatwierdzenie) Watykanu, kiedy już wydawało się, że to czekanie na Godota, rzutem na taśmę 19 lutego Konferencja Episkopatu Polski ogłosiła wejście w życie „ogólnopolskiego” (tzn. obowiązującego we wszystkich polskich diecezjach) Dekretu ogólnego Konferencji Episkopatu Polski w sprawie wystąpień z Kościoła oraz powrotu do wspólnoty Kościoła. Tym samym potwierdziła się nasza nieoficjalna informacja o jego tytule z końca 2014 roku a proboszczowie otrzymali wreszcie jednolitą „procedurę” na którą mogą się powoływać, bo stoi za nią sam Watykan (aczkolwiek daty samego recognitio nie podano). Brak dekretu powodował wręcz niewiarygodne sceny, wynalazki i kompromitacje – od wysyłania odstępcom wycinków z gazet, przez proszenie o „apostazję kanoniczną”, utarczki pod drzwiami, kłamstwa w żywe oczy, zabawę w nieodbieranie listów, „gotowca” odpowiedzi biskupów na pytania GIODO do pisania przez starszego proboszcza na maszynie (!) o Traktacie Lizbońskim, co już było zgrozą.

GW z 23022016

„Gazeta Wyborcza” widzi różnicę

Zgodnie z przeciekami KEP „przeniósł” podstawę z nieszczęsnego okólnika kardynała Herranza – który zniknął na dobre – na kanon 751 KPK, zawierający definicje apostazji, herezji i schizmy. Tym samym jasno pokazał, że jest wyłącznym dysponentem tych pojęć. W zamian za to „oddał” polskie słowo „odstępca”. Wszystko zgodnie z moimi radami z końca 2012 roku (patrz punkt 5 „używanie kościelnego języka„). Wycofał się całkiem z humbugu „formalnego wystąpienia„, którego Kościół nie uznaje. Zamiast tego nareszcie powrócił do własnej doktryny semel catholicus semper catholicus, co również radziłem. Tym samym jednak pokazał piętę achillesową całego dekretu, bo nie jest o wystąpieniu z Kościoła na użytek samego Kościoła – skoro czegoś takiego nie ma – tylko na użytek polskich władz, które mają go uznawać jako fakt jednostronnie dokonany (na ten trop wpadła tylko „Gazeta Wyborcza”). Zdradzając co się będzie działo napisał o tym wprost w skardze do sądu adwokat parafii dr Paweł Litwiński: „GIODO był zobowiązany do uwzględnienia rozstrzygnięcia wydanego przez [Proboszcza Parafii] w oparciu o normy prawa kanonicznego„. Trzecia zmiana to dodanie punktu o powrocie odstępcy do pełnej wspólnoty, bez którego „Święta Instrukcja Apostatyczna” z 2008 roku budziła opór jako instrukcja „ekskomuniki na życzenie„. Wreszcie czwarta to usunięcie wymogu dwóch świadków, co Prymas Polski zdradził w styczniu 2014 roku.

Przewodnik Katolicki nr 6 z 2016

Przewodnik Katolicki nr 6 z 2016:
„w sumie wszystko po staremu”

Ujawnienie dekretu w dniu jego wejścia w życie oznacza przyznanie się, że do tej pory Kościół prowadził zażartą walkę o „procedury kościelne”, których nie było. Są od trzech dni i – niestety – zapowiada to dalsze przeciąganie liny między biskupami a Naczelnym Sądem Administracyjnym. KEP ratuje się tym dekretem próbując zmusić Polskę do jego uznania w miejsce przynajmniej teoretycznie dwustronnego (rząd-papież) aneksu do Konkordatu. To jest krok wstecz nawet wobec tego co forsował adwokat parafii Krzysztof Wąsowski (!). Termin publikacji został wybrany bardzo rozważnie – tuż po siedmiu lutowych wyrokach NSA a więc unikając presji na wyroki, ale za to wywierając presję na GIODO, by nie wydał przełomowych decyzji w sprawie „wystąpienia po włosku” tylko uznał skargi na parafie za bezzasadne z powodu dekretu. W czym tkwi jednak pułapka, bo uznanie skarg za bezzasadne oznaczałoby, że Kościół podlega ustawie o ochronie danych osobowych a właśnie o to jest taka walka. Tak źle i tak niedobrze.

PS: Tylko czekać aż dekret pojawi się w wyrokach WSA w Warszawie. Ani chybi gdy tylko adwokat Krzysztof Wąsowski przerobi gotowca skargi do sądu…

patrz także:
Zaczął obowiązywać dekret ws. wystąpień z Kościoła i powrotu„, „Radio Watykańskie”
Jak odejść z Kościoła i jak wrócić?„, „Gość Niedzielny”
Dekret KEP ws. apostazji i powrotu do Kościoła„, Deon.pl
Dekret KEP ws. wystąpień z Kościoła i powrotu do jego wspólnoty„, KAI
Teraz jest łatwiej odejść z Kościoła…„, „Gazeta Wyborcza”

prasa w 2016

Siódmy rok batalii i już w lutym „trzecia linia orzecznicza” Naczelnego Sądu Administracyjnego na drodze do „merytorycznej” decyzji GIODO…

10 lutego

Jako pierwsza o wyrokach NSA pisze red. Katarzyna Żaczkiewicz-Zborska z Lex.pl, która była na sali.

Kościół przedwcześnie uznał, że NSA się poddał i wygrał wszystko to co chciał i tak jak chciał:

Apostazja tylko według procedury„, „Gość Niedzielny”

Apostazja według zasad Kościoła katolickiego. Naczelny Sąd Administracyjny twardo za konkordatem„, „Polonia Christiana”

NSA: apostazja tylko według kościelnych procedur„, „Niedziela”

12 lutego

Sąd nad apostazją„, „Niedziela”

Optymistyczne wiadomości na stronie Nuncjatury Apostolskiej… otwarły drogę do recognitio dla dekretu KEP?

17 lutego

Proboszcz nie zapisze, że ktoś porzuca wiarę„, „Dziennik Polski” (sam tytuł kiepski, bo zapisze „według procedur„)

Prawo o apostazji„, „Gość Niedzielny”

adwokat parafii Archidiecezji Krakowskiej dr Paweł Litwiński mówi, że celem strony kościelnej jest teraz uchwała NSA, która miałaby odpowiedzieć na odpowiednio przygotowane pytanie (zapewne takie, by Kościół był górą bez względu na odpowiedź); może o nią wystąpić Zbigniew Ziobro jako Prokurator Generalny

19 lutego

Kolejne artykuły po siódmym wyroku (z udziałem Polskiego Stowarzyszenia Racjonalistów, które doprowadziło do przełomu).

NSA: GIODO nie ma uprawnień do oceny oświadczeń o apostazji„, „Rzeczpospolita”

Proboszcz wygrał z GIODO. NSA oddalił kasację wyroku w sprawie apostazji„, „Gazeta Wyborcza”

NSA: GIODO nie może oceniać oświadczeń o apostazji„, Lex.pl

20 lutego

W tym samym duchu o wyrokach NSA pisze branżowy portal e-ochronadanych.pl.

23-24 lutego

Prasa podaje informację, że Watykan zatwierdził „ogólnopolski” dekret Konferencji Episkopatu Polski – odpowiedź Kościoła na lutowe wyroki NSA.

Zaczął obowiązywać dekret ws. wystąpień z Kościoła i powrotu„, „Radio Watykańskie”

Jak odejść z Kościoła i jak wrócić?„, „Gość Niedzielny”

Dekret KEP ws. apostazji i powrotu do Kościoła„, Deon.pl

Łatwiej o apostazję. Episkopat uprościł procedury„, „Gazeta Wyborcza”

Dekret KEP ws. wystąpień z Kościoła i powrotu do jego wspólnoty„, KAI

Łatwiej wystąpić z Kościoła katolickiego – nowe zasady„, „Głos Wielkopolski” (aż z 2 kwietnia)

Teraz jest łatwiej odejść z Kościoła…„, „Gazeta Wyborcza” (aż z 4 kwietnia)

25 lutego

Dr Grzegorz Sibiga – jako jedyny ekspert – komentuje najnowsze wyroki NSA.
Dlaczego GIODO zainteresował się procedurą apostazji?„, TOK FM

29 lutego

Łatwiej zostać apostatą?„, komentarz kurii krakowiej

2 marca

Rzecznik prasowy KEP zastrzega, że dekret „nie ułatwia  występowania, ale reguluje te kwestie„. Nawet jeśli to trochę zaklinanie rzeczywistości.
Apostazja: łatwiej jej dokonać, ale mało kto z tego korzysta„, „Dziennik Łódzki”

Kościół ma widoczne trudności w wyjaśnieniu dlaczego jednocześnie broni „kościelnych procedur wystąpienia” i twierdzi, że nie można z niego wystąpić.
Apostazja nie cofa czasu„, „Przewodnik Katolicki”, nr 10/2016 s. 30-31

16 kwietnia

Jedna z ostatnich spraw w Wojewódzkim Sądzie Administracyjnym w Warszawie odrzucająca kunktatorskie pseudodecyzje GIODO jeszcze bardziej kunktatorskim pseudowyrokiem.

WSA: apostaci muszą poddać się procedurze według prawa kanonicznego„, Lex.pl

NSA, GIODO i „apostaci”: mozolne wychodzenie z malin

images

decyzje GIODO w sprawie „wystąpienia po włosku” trafią do generalnego remontu

Naczelny Sąd Administracyjny wydał wyrok w sprawie z udziałem Polskiego Stowarzyszenia Racjonalistów. Niespodzianki w sprawie skargi kasacyjnej GIODO nie było – została odrzucona tak samo jak sześć identycznych w dniu 9 lutego. Tym razem pełnomocnik GIODO już nawet nie przyszedł do sądu jej „podtrzymywać”. Sędzia Jolanta Rudnicka była wyraźnie oszczędna w słowach. Przyznała, że sprawa jest „niełatwa, bardzo trudna„, bo z jednej strony GIODO powoływał się na wyroki NSA z 2013 roku a z drugiej stało się jasne, że były „na odczep się” i tylko zagmatwały sprawę. Teraz samo wychodzenie z tego kompletnego chaosu w którym ta sprawa utkwiła powoduje kolejny chaos, zwłaszcza medialny. Powiedziała jednak dwie bardzo ważne rzeczy. Po pierwsze – „przesądzone zostało, że GIODO nie może umarzać postępowań, ma przystąpić do oceny; natomiast nie możemy uznać, że postępowanie jest bezprzedmiotowe„. Po drugie – GIODO nie może kierować się prawem kościelnym, którym adwokat Krzysztof Wąsowski faszeruje sędziów WSA w Warszawie jak gęsi – a to kanonem 96 KPK, a to 751, byle nie 11, bo 11 to ingerencja w wewnętrzne sprawy Kościoła (on naprawdę tak pisze 🙂 ). Tak więc decyzje GIODO, które do tej pory badały jakiś „fakt wystąpienia z Kościoła” idą do generalnego remontu – mają się ostatecznie wycofać ze spraw wyznaniowych w które nikt nie potrafi teraz powiedzieć po jaką cholerę w ogóle weszły. Sprawa uprawnień GIODO – które teoretycznie zabrało mu „i 3” – została pominięta więc wygląda na to, że to strona kościelna ma wykazać, że GIODO „nie ma kognicji” a nie skarżący, że ją ma. Trwa mozolne wychodzenie z malin i wciąż jest więcej pytań niż odpowiedzi, ale te przynajmniej powinny być w uzasadnieniach tych siedmiu wyroków. Dopiero w nich okaże się także ile NSA zaczerpnął z podpowiedzi skarżących i PSR. Owoce tych wyroków czyli „prawdziwe” decyzje GIODO w sprawie „wystąpienia po włosku” poznamy dopiero za kilka miesięcy. Spragnionym prostych wyjaśnień sprawy trwającej prawie sześć lat świat już teraz objaśnią „Rzeczpospolita” i „Gość Niedzielny„. Z prawdą nie ma to wiele wspólnego, ale przynajmniej zapewnia błogi spokój.

Naczelny Sąd Administracyjny dobił fałszywe „i 3” czyli koniec oszołomów i zwycięstwo prawdy

temidaWszyscy wiedzieli, że 9 lutego w Naczelnym Sądzie Administracyjnym dojdzie do jakiegoś przełomu. Wisiał w powietrzu od bardzo dawna i pod tym względem nikt nie może być zawiedziony. Jedni się uśmiechają a inni kwilą, że zniknęli. 🙂 Zebrano na „maraton sądowy” sześć identycznych skarg kasacyjnych GIODO od prawno-religijnej papki WSA w Warszawie. Tak jak 5 listopada, pełnomocnik GIODO z pokerową miną „podtrzymywał”, że urząd nie chce traktować parafii na takich samych zasadach jakim podlegają wszyscy inni czyli chce ich niepodlegania ustawie o ochronie danych osobowych poza wyjątkiem, gdy sprawa dotyczy „osoby nienależącej do Kościoła„. Czyli GIODO sam chce utrzymania przywileju zawartego w „obecnej interpretacji cyfry 3„, mówiąc oficjalną nomenklaturą. I to się w końcu rozwaliło w drobny mak. Z opóźnieniem co najmniej dwóch lat, bo powinno było najpóźniej w lutym 2014 kiedy było już jasne, że ta bomba musi wybuchnąć.

Spytasz Czytelniku: „czemu GIODO walczy z własnymi uprawnieniami, co to jest to „i 3” i czemu jest tak ważne?„. Na pierwsze pytanie samo Biuro GIODO nie potrafi odpowiedzieć, ale resztę możemy wyjaśnić.

Trzeba się cofnąć do wiosny 2012 roku, kiedy ogłosiliśmy odkrycie nowego ssakaEquus Giodus czyli „zebry Wiewiórowskiego„. Była to ironiczna nazwa umarzania przez poprzedniego GIODO skarg na parafie z dwóch powodów jednocześnie na podstawie tego samego „i 3” w art. 43 ust. 2 ustawy o ochronie danych osobowych – zawsze z przeciwnej niż brał na cel jakiś skarżący więc wodził wszystkich za nos tak długo aż już się tego nie dało „odkręcić”. Wtorkowe wyroki NSA były konsekwencją przymknięcia na to oczu w 2013 roku. Pierwsza wersja była taka, że umarza, bo katolikom decyzje nie przysługują a skarżący są katolikami, bo „nie wykazali”, że nie są (czasem nawet wprost pisząc, że są) a druga – umarza, bo wszystko musi umarzać, bo „i 3” oznacza, że może proboszczom naskoczyć. W Biurze GIODO pracuje 77 prawników i najwyraźniej żaden nie wiedział co zrobić z tym „i 3”,  bo lepili z niego co chcieli jak z plasteliny. Przez długi czas obie wersje funkcjonowały jednocześnie – w pełnym rynsztunku, pod orzełkiem, ze wszystkimi pieczątkami, chociaż nawet dziecko rozumie, że to już nawet nie błąd tylko groteska. O jeden szwindel za daleko.

schemat
W styczniu 2014 roku, po przełomie, który trafił na pierwsze strony gazet, GIODO przyjął czerwoną „interpretację cyfry 3” „zgodnie z prawem powszechnym” (a niby z jakim by miał??) czyli zaczął odsiewać niewierzących (mających prawo do jego decyzji) od katolików (traktowanych jak Żydzi w Noc Kryształową). Kościół  nie pisnął o tym ani słowa. Zamiast o „równouprawnienie katolików” zaczął walczyć o wyższość „procedur kościelnych” – których w ogóle nie ma – nad Konstytucją, bo tylko to ich interesuje. Biuro GIODO samo się do tej hańby doprowadziło – samo w nią lazło z fanatycznym uporem. Próbowali się chować za wyroki Naczelnego Sądu Administracyjnego, który widząc, że GIODO używa „czerwonej” wersji „i 3”, ale nie „ustala” wyznania skarżących po prostu kazał mu je „ustalać”. Przerzucanie gorącego ziemniaka sprawiło, że GIODO umył ręce, bo czekał na „dupochrony z NSA„, NSA umyło ręce, bo GIODO nie „ustalił” czy może wydać decyzję a efekt tego jest taki, że od lat trwa gorszący spektakl udowadniania, że Polska jest krajem bezprawia z rządami prawa na poziomie jakiegoś Azerbejdżanu. Z niegdyś elitarnego urzędu zostały żałosne resztki, zajmujące się produkowaniem gotowców, przerzucaniem stosów papierów i – coraz częściej – płaceniem za to grzywien. W biurowcu oficjalnie nazywanym „substandardem„. Jak się pracuje w „substandardzie” to się siłą rzeczy „substandardowo” zachowuje – i koło się zamyka.

I ten chocholi taniec wreszcie – choć mleko już się rozlało – Naczelny Sąd Administracyjny przerwał mówiąc to, co jest żałosne, że w ogóle musiał powiedzieć, a mianowicie, że GIODO nie może badać wyznania skarżących (art. 53 pkt 7 Konstytucji). Mówiąc to, sędzia Jolanta Rudnicka zakończyła „dyskryminację chrześcijan”, zwróciła honor skarżącym, którzy byli cierniem koronowani, gdy skarżyli się na to do WSA w Warszawie

skurwysyny
i dobiła fałszywe „i 3”, ostatecznie otwierając drogę do prawdziwego (niebieskiego). Czemu w ogóle NSA wszedł w te maliny – o to trzeba pytać sędzię Małgorzatę Pocztarek, która do tego doprowadziła i zapłaciła za ten skandal wyłączeniem z potencjalnie przełomowej sprawy z udziałem Polskiego Stowarzyszenia Racjonalistów. Na wniosek PSR została zastąpiona przez innego sędziego, aczkolwiek dyplomatycznie za swoją zgodą.

Jedyny niedosyt w tym, że sędzia Jolanta Rudnicka wycofując NSA ze ślepej uliczki fałszywego „i 3” nie powiedziała czegoś tak prostego tak prosto tylko zaczęła mówić językiem WSA, co kompletnie wypaczyło przekaz medialny (fundamentaliści już odkryli, że „NSA twardo za konkordatem” 🙂 ). Już 10 miesięcy temu napisałem, że to wycofanie się nie może przekreślać praw obywateli, które po prostu potwierdzono. Póki co mamy twarde lądowanie z obłoków na ustawie i trochę rzuca, bo głupio powiedzieć, że kilkunastu sędziów NSA się zbłaźniło. Jeśli uzasadnienie pisemne dojdzie do sedna to będzie krótko i jasno o tym, że dotychczasowa interpretacja „i 3” była bzdurna a jeśli nie dojdzie to… nie będzie.

Największa korzyść z tych wyroków w tym, że wreszcie na śmietnik historii trafiła „Świecka Polska” czyli grupka oszołomów walcząca o jakąś „świecką apostazję” opartą na „i 3”. Przyjechali do NSA na własny pogrzeb. 🙂 W praktyce zastąpili „zawodowych apostatów” z apostazja.pl, którzy walczyli o „apostazję KEP-owską” opartą na Świętej Instrukcji Apostatycznej. Miarą postępu miało być to, że od występowania z Kościoła nie był humbug abp Michalika tylko kretyńska „interpretacja” kretyńskiego „i 3”. Grupka Jarosława Milewczyka z apostazja.pl to byli pożyteczni idioci Kościoła, ale głównie w naganianiu „kandydatów na apostatów” do „instrukcji KEPu” i zniknęli w 2011 roku. Oszołomstwo ze „Świeckiej Polski” było pod tym względem znacznie gorsze, bo kręcąc się za własnym ogonem broniło interpretacji „i 3”, której bronili sami adwokaci Kościoła. Lider grupy Zbigniew „Zetes” Szetela zrobił co mógł, by zniszczyć Wystap.pl i nie dopuścić do odejścia od fałszywej narracji narzuconej i podtrzymywanej przez Kościół. Nieuchronnie 9 lutego 2016 roku zdechł kolejny koń trojański Kościoła. Trzeciego już nie ma. 😀 Jeśli ktoś chce przegrać sprawę w sądzie i przy okazji wyjść na durnia to niech się zgłosi do „Świeckiej Polski”. Oni są w tym naprawdę dobrzy. 🙂

Na koniec ciekawostka. Naszym Czytelnikiem jest sam Sekretarz Generalny KEP biskup Artur Miziński! Nawiązując do tytułu „We wtorek w NSA zerwiemy zasłonę kłamstw” powiedział: „apostaci opisujący swoje starania jako walkę o wyjście z Kościoła zapowiadali, że po tym wyroku „zasłona wreszcie opadnie” i „prawda wyjdzie na jaw”. Niestety dla nich stało się inaczej„. Wasza Ekscelencjo! Tym razem sąd nie dopuścił Polskiego Stowarzyszenia Racjonalistów do udziału, bo uznał, że nie było takiej potrzeby. Bardzo słusznie zresztą, bo dopiero te wyroki umożliwiły dojście do sedna, które ukryto pod wieloma warstwami dezinformacji. Najwyraźniej wbrew rachubom Waszej Ekscelencji zasłona wreszcie opadła a prawda jednak wyszła na jaw. Wszystko co miałem do przekazania jest tam gdzie powinno. 🙂

Po pierwszej „nowej” rozprawie w NSA 5 listopada obiecałem, że „zwycięstwo jest bliskie„. Teraz mogę napisać – my już zwyciężyliśmy, bo prawda wyszła na jaw i sędziowie ją znają. Wszystko jest dopięte na ostatni guzik przed piątkową rozprawą. Najgorsze, że to wszystko odbywa się kosztem ludzi, którymi się „zgodnie z prawem” pomiata jak śmieciami. I to jest ostateczny argument za uchwałą Naczelnego Sądu Administracyjnego.

patrz też: Lex.pl, Gość Niedzielny 1, PCh24.pl, Niedziela 1, Niedziela 2, Dziennik Polski, Gość Niedzielny 2, e-ochrondadanych.pl

We wtorek w Naczelnym Sądzie Administracyjnym zerwiemy zasłonę kłamstw

Przeżyliśmy potop szwedzki, przeżyjemy i 3.
motto Wystap.pl

NSA wejściePrawie sześć lat temu portal Wystap.pl publicznie rzucił rękawicę państwu konfesyjnemu w którym wszystko trzeba „uzgodnić” i „wyjaśnić” z biskupami za plecami sądów i „przypadkowego społeczeństwa„. Kwintesencją tej patologii był legalny bandytyzm Komisji Majątkowej, ale ten dogmat panował jak Polska długa i szeroka – także w Biurze GIODO. Nic dziwnego, że nie udało się go od razu wygonić, kiedy w sierpniu 2010 roku urząd objął dr Wojciech Wiewiórowski. Wymyślił „z prawniczym przekonaniem„, że musi umyć ręce, bo nic nie może, ale „nie miał pretensji” o to, że grupa pionierów państwa prawa walczy z nim o wydanie decyzji (sic!). Inaczej mówiąc – obywatele wezmą swojego biednego ministra pod ręce jak Juranda ze Spychowa i zaprowadzą do „kognicji” żeby im wydał „merytoryczne decyzje administracyjne„, bo on nie tylko nie może „domniemywać uprawnień„, ale nie może nawet domniemywać dlaczego musi umarzać. Praktyka była jeszcze dużo gorsza niż ta teoria. W styczniu 2014 roku udało się wywalczyć tyle, że GIODO do upragnionej „kognicji” prowadzą pod rękę proboszczowie. Worek kamieni jest ten sam tylko na innych plecach. Skoro wszyscy zostali sprawiedliwie poniżeni i upokorzeni sprawę można rozpatrzyć.

Cierpi na tym już tylko autorytet państwa. I wszystko wskazuje na to, że Naczelny Sąd Administracyjny, który stał się jedynym motorem postępu, ma tego świadomość. Moje wystąpienie 5 listopada i złożone dokumenty doprowadziły do wyznaczenia kolejnej serii rozpraw czyli „maratonu sądowego” 9 lutego od godziny 09:00. Tym razem sąd wie, że nic nie jest załatwione, wie dlaczego i wie jak wyjść z tego błędnego koła. Przygotowany jest więc grunt pod kolejny przełom – dużo większy niż pierwszy w październiku 2013 roku. Czeka na niego już nawet WSA w Warszawie. Cała zbudowana na piasku „obecna interpretacja cyfry 3” może się rozpaść jak domek z kart. Wspólnie z Polskim Stowarzyszeniem Racjonalistów zamierzamy zerwać do końca zasłonę kłamstw, bo tylko ona umożliwiła tę wieloletnią farsę na której wszyscy stracili. Nie dla GIODO – aby odzyskać prawa obywatelskie oczywiste wszędzie poza Polską. Zapraszamy Przyjaciół i Czytelników na ukoronowanie naszej sześcioletniej walki.

rozpiska spraw w NSA

–> ściągawka z linkami do wyroków <–

PS: „NSA rozpatrzy jutro kilka spraw przeciwko proboszczom„, Lex.pl

Jak nie dekretem KEP to… aneksem do Konkordatu

nowa wersja starej wersjiWygląda na to, że w walce o niepodleganie Ustawie o ochronie danych osobowych strona kościelna wycofała się na kolejną z góry upatrzoną linię obrony. Dotychczas biskupi czekali na zatwierdzenie przez Watykan projektu „Dekretu ogólnego Konferencji Episkopatu Polski w sprawie wystąpień z Kościoła oraz powrotu do wspólnoty Kościoła„. Pragnęli go jak kania dżdżu ponieważ tylko tzw. recognitio Watykanu pozwala ogłosić dekret kościelny obowiązującym we wszystkich polskich diecezjach. A dekretu potrzebowali na gwałt jako naprawienia kompromitującej „instrukcji Michalika” żeby utrzymać mit, że trzeba „wystąpić z Kościoła zgodnie z prawem kanonicznym„. A więc od 2012 roku czekali… i czekali… i czekali… i nie mogli się doczekać. A nie mogli już choćby dlatego, że sam Benedykt XVI po cichu wycofał się z nieudanego okólnika kardynała Herranza z 2006 roku i skreślił w „Omnium in mentem” z Kodeksu Prawa Kanonicznego zwroty, które ten rzekomo objaśnił. Po trzech latach takiego czekania napisałem, że to czekanie na Godota. Po tym jak wstydu najadł się ksiądz prałat Henryk Bartuszek desperackie bronienie przez proboszczów nieistniejącego dekretu skończyło się jak ręką odjął.

Biskupi uznali, że mają w rękawie jeszcze jedną kartę – aneks do Konkordatu, uzgodniony między Stolicą Apostolską a Ministerstwem Spraw Zagranicznych. To znamienne, że został ostatnią deską ratunku dopiero po upadku koncepcji „wewnętrznego” dekretu KEPu. Dopiero wówczas zwyciężyło myślenie, że trzeba przejść od „spraw wewnętrznych” do „spraw zewnętrznych”. Tymczasem to jedynie udoskonalenie pierwotnego planu żeby w ogóle miał ręce i nogi. Dekret ogólny KEP byłby aktualny, obowiązujący we wszystkich diecezjach, niewątpliwie prawidłowo przyjęty i stałby za nim Watykan czyli rozwiązywałby problemy, które Kościół ma z własną doktryną. Tylko nie rozwiązywałby podstawowego – byłby „wewnętrzną sprawą Kościoła” bez znaczenia dla prawa powszechnego, a temu Naczelny Sąd Administracyjny powiedział „nie” w październiku 2013 roku. Transfer do polskiego prawa umożliwia jedynie artykuł 27 Konkordatu przewidujący tworzenie aneksów. Mówiąc wprost – aneks do Konkordatu jest jedyną możliwością żeby nadal nic się nie zmieniło. Rząd, który zamienia zegar na krzyż jest dla Watykanu idealnym partnerem. I oto na scenę wkracza… zgadliście Państwo – aneks do Konkordatu!

Sprawa – jeszcze nieśmiało – zaczęła się w styczniu 2014 po rozpoczęciu wydawania przez GIODO substytutów decyzji w sprawie „wystąpienia po włosku”:

Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej wskazuje na zasady poszanowania autonomii między państwem a Kościołem i ich wzajemnej niezależności. Podobnie normy znajdujemy w konkordacie podpisanym z 1993 roku. Art. 27 konkordatu wskazuje na możliwość rozwiązania innych, nieuregulowanych tym dokumentem spraw, ale na drodze umów pomiędzy stronami. – W omawianym tutaj zagadnieniu taka umowa do tej pory nie powstała – podkreśla [ekspert prawa kanonicznego ks. prof. UKSW dr hab. Marek Saj].

Kawę na ławę wyłożono w półoficjalnym stanowisku KEP z 15 stycznia 2014:

Jako że Konkordat między Stolicą Apostolską i Rzecząpospolitą Polską został podpisany 28 lipca 1993, czyli cztery lata wcześniej niż Ustawa z dnia 29 sierpnia 1997 „o ochronie danych osobowych”, dlatego w Konkordacie nie mogły zostały zostać zawarte żadne szczegółowe regulacje dotyczące tej kwestii. Zresztą, art. 27 Konkordatu precyzuje, że sprawy wymagające nowych lub dodatkowych rozwiązań będą regulowane na drodze nowych umów między Układającymi się Stronami albo uzgodnień między Rządem Rzeczypospolitej Polskiej i Konferencją Episkopatu Polski upoważnioną do tego przez Stolicę Apostolską. Gdyby więc Ustawa o ochronie danych osobowych miała zacząć dotyczyć także Ksiąg Chrztu, czyli istniejących od setek lat rejestrów ochrzczonych, sporządzanych od czasu powstania ksiąg Stanu Cywilnego tylko i wyłącznie do użytku wewnętrznego Kościoła i mającym charakter poufny, musiałoby to być przedmiotem negocjacji strony Rządowej z Konferencją Episkopatu Polski. Nie ma żadnych dowodów świadczących o tym, że takie rozmowy kiedykolwiek miały miejsce i że jakiekolwiek inne niż dotychczas regulacje tej kwestii zostały przyjęte. Z tego powodu należy uznać, że zgodnie z Artykułem 4 Ustawy o ochronie danych osobowych, archiwa kościelne nie podlegają jej przepisom.

Zamień zegar na krzyż a sędziowie zdewociałego WSA w Warszawie wsadzą to do wyroku:

(…) zgodnie z art. 4 ustawy o ochronie danych osobowych, przepisów tego aktu prawnego nie stosuje się, jeżeli umowa międzynarodowa, której stroną jest Rzeczpospolita Polska, stanowi inaczej. Choć w umowie międzynarodowej zawartej między Stolicą Apostolską i Rzecząpospolitą Polską nie ma wprost zapisu o wyłączeniu stosowania jej przepisów w zakresie przetwarzania danych osobowych członków Kościoła Katolickiego (zapisu takiego zresztą być nie mogło, albowiem u.o.d.o. stanowi akt prawny uchwalony 29 sierpnia 1997 r.), nie budzi w ocenie Sądu wątpliwości – wobec treści powołanych przepisów umowy międzynarodowej – że art. 4 u.o.d.o. wyłącza możliwość nakazania przez organ władzy państwowej, tj. GIODO – w stanie faktycznym tej sprawy – wprowadzenia określonej (wskazanej przez ten organ) treści zapisów w księdze chrztu.

Oni nawet nie są prokościelni – oni po prostu wsadzają do wyroków „w imieniu Rzeczypospolitej Polskiej” to co im podeśle główny adwokat parafii dr Krzysztof Wąsowski. W ten sposób sąd mówi księdzem Wołoszczukiem a dr Wąsowski robi za pośrednika. Wszystko porządnie i zgodnie z prawem jak w Komisji Majątkowej. Sędziowie uciekli od istniejącego „i 3” w art. 43 do nieistniejącego artykułu Konkordatu i zatrzymali się w pół kroku przed napisaniem wprost, że ów nieistniejący artykuł Konkordatu mówi, że GIODO ma się odczepić od proboszczów we wszystkich sprawach, ale dostatecznie jasno wynika to z całości. Inaczej mówiąc – Wysokiemu Sądowi wyszło z nieistniejącego artykułu Konkordatu, że Kościół może podlegać ustawie jeśli sam się na to zgodzi. Skutki karmienia krokodyla przez kilkanaście lat w pełnej krasie…

Żeby WSA w Warszawie zaczął mówić księdzem Wołoszczukiem dr Wąsowski wytrwale zarzucał GIODO „niezastosowanie” art. 27 Konkordatu.o aneksie do Konkordatu w styczniu 2014Nie bardzo wiadomo jak miałoby wyglądać „zastosowanie” art. 27 Konkordatu przez GIODO – chyba ofuknięciem papieża przez telefon, że jeszcze nie ma aneksu. Tym sąd się jednak nie zajmował. Nieważne jak GIODO ma „zastosować” art. 27 Konkordatu – ważne, że nie zastosował a dzięki temu „proboszczowie wygrywają w sądach„, mówiąc „Rzeczpospolitą”.

Czy ta kolejna groteska to ostatni szaniec zdemoralizowanego „Kościoła Polskiego” i co z tym zrobi Naczelny Sąd Administracyjny – dowiemy się już wkrótce. Mamy zamiar pokonać tę epidemię i objąć Wysoki Sąd kwarantanną. O tym za kilka dni na Wystap.pl.

Sprawozdanie GIODO za 2014 rok

Pojawiło się doroczne sprawozdanie GIODO z działalności w 2014 roku. Jednocześnie pierwsze, które w Sejmie przedstawiać będzie pani minister Edyta Bielak-Jomaa. Jej poprzednicy mówili do prawie pustej sali (patrz: „GIODO w Sejmie o naszych sprawach„, 10 stycznia 2014). Niewykluczone, że tym razem – zwłaszcza w sprawach „okołokonkordatowych” – zainteresowanie posłów będzie większe. Na posłankę Krystynę Pawłowicz zawsze można liczyć, zwłaszcza jeśli nie wie o czym mówi (patrz tu i tu).

Temat „kościelny” w sprawozdaniu występuje trzykrotnie – przy opisie batalii o „kognicję GIODO” (strony 93-95), przypadków ujawniania przez duchownych danych parafian oraz przy wzmiance o konferencji na Uniwersytecie Łódzkim (s. 270).

Biuro GIODO z godnym podziwu uporem wrzuca skargi na kościoły do ostatniego 15-go worka z napisem „Inne” mimo, że było ich więcej niż w większości kategorii wymienionych osobno (np. zatrudnienie – 62, oświata i szkolnictwo wyższe – 51, służba zdrowia – 47 a organizacje społeczne – zaledwie 29). Nie tylko traktuje to tę kategorię po macoszemu, ale także ukrywa przed Sejmem (i opinią publiczną) tendencje ilościowe, bo oficjalnie nie wiadomo co jest w środku. Nieoficjalnie zaś wiadomo, że jest wyraźnie rosnąca, bo „ludzie przestają się bać Kościoła„, jak powiedziała osoba znająca temat. Co koresponduje ze wzrostem aż o 100 spraw „innych” w stosunku do roku 2013.

znowu mają pod górkę

Opis batalii „o kognicję” kończy się informacją o sprawie w Naczelnym Sądzie Administracyjnym w której uczestniczy Polskie Stowarzyszenie Racjonalistów. Za sukces trzeba natomiast uznać znormalnienie sytuacji wokół przypadków ujawniania ofiarodawców parafii i innych tego typu incydentów. Takich wyskoków nie bronią już nawet kurie diecezjalne i sami księża się z nich wycofywali (patrz także „Stop ujawnianiu ofiarodawców„). Do zakończenia „wojny o normalność” brakuje jeszcze tylko ostatecznego obalenia kretyńskiego „i 3”, którym usiłowano w 1997 roku wyłączyć Kościół spod ustawy, wyrządzając mu i GIODO niedźwiedzią przysługę.

strona 242

–> sprawozdanie GIODO za 2014 rok <–

Kościelna uczelnia prowadzi wykłady z nieistniejącego dekretu KEP

Wydawało się, że niesławnej pamięci i nieznany poza Polską „sakrament apostazji” dawno podzielił los maszyny do pisania i Polskiej Partii Przyjaciół Piwa. Tym bardziej, że sam jego faktyczny twórca abp Andrzej Dzięga 17 grudnia 2014 roku na tajnym konwentyklu zwanym Komisją Wspólną Rządu i Episkopatu dał do zrozumienia, że już tego nie broni a nowa szefowa Biura GIODO zaczęła – zgodnie z prawdą – pisać, że Kościół nie uznaje formalnego wystąpienia. Okazuje się jednak, że jest takie miejsce w którym przetrwało wszystko to co zostało sparodiowane już w kwietniu 2011 roku. Jest to Wydział Prawa Kanonicznego Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego. A ściślej wykłady jego profesora, ks. dr hab. Marka Saja „wystąpienie z Kościoła formalnym aktem„.

–> o wykładach na stronie UKSW <–

Po wykładach powinno się nabyć trzy „wiedze” i trzy „umiejętności”:

1) student zna podstawową terminologię z zakresu tematu formalnego wystąpienia z Kościoła.
2) student posiada uporządkowaną znajomość podstawowych zagadnień z zakresu tematu formalnego wystąpienia z Kościoła.
3) student posiada wiedzę pozwalająca mu na scharakteryzowanie poszczególnych etapów postępowania przy formalnym wystąpieniu z Kościoła.
4) student potrafi interpretować normy prawne dotyczące formalnego wystąpienia z Kościoła.
5) student potrafi znaleźć i właściwie wykorzystać bibliografię na temat formalnego wystąpienia z Kościoła.
6) student potrafi sformułować, pisemnie i ustnie, zagadnienia prawne z zakresu tematu formalnego wystąpienia z Kościoła.

Dowcipni mówią, że to ja powinienem je prowadzić. Częściowo słusznie a częściowo niesłusznie. Niesłusznie o tyle, że są to wykłady o niczym, bo Watykan odrzucił projekt dekretu Konferencji Episkopatu Polski w tej sprawie. Co kończy rozmowę na każdej kościelnej uczelni. Ksiądz profesor Saj uczy wciskać kit na podstawie niczego. Rzuca to jednak pewne światło na jego wypowiedź ze stycznia 2014 roku w której krytykował pierwszy przełom ze strony GIODO. Nie chce stracić godzin, po prostu. Do tego dba o swoich studentów, bo za zaliczenie „z apostazji” mają 2 punkty w Europejskim Systemie Transferu Punktów. Taka ciekawostka.

A potem tacy studenci kończą studia i zostają… na przykład Generalnym Inspektorem Ochrony Danych Osobowych.

Walka z „i 3”: zwycięstwo jest bliskie

Maciek z Dominika obrDzisiaj w Naczelnym Sądzie Administracyjnym rozpatrywano pierwszą zagmatwaną skargę kasacyjną GIODO w sprawie dotyczącej parafii katolickiej (patrz: GIODO ukręcił bicz na własne plecy, 23 sierpnia 2014). Urząd nie może się zdecydować czy chce „mieć kognicję” (czyli uprawnienia do wydania jakiejkolwiek decyzji) w tego typu sprawach czy nie za bardzo. O ile w samej skardze kasacyjnej zawarto sformułowania, które nieśmiało zmierzają w dobrym kierunku to radcy prawni GIODO zrobili krok wstecz i jasno powiedzieli, że nie wyjdą poza to co rozstrzygnięto już dwa lata temu. Ten taniec na linie trwa od ponad pięciu lat i mógłby trwać drugie tyle gdyby nie moje dzisiejsze wystąpienie w imieniu Polskiego Stowarzyszenia Racjonalistów.

Sąd dopuścił PSR do udziału w postępowaniu sądowym jako organizację społeczną mogącą pomóc wyjść z tego labiryntu. Był to już sukces sam w sobie i symboliczne odejście od polityki traktowania skarżących jak wrogów. Najważniejsze było jednak samo wystąpienie a ściślej jego peunta – przedstawiłem istotne i dotychczas nieznane dowody na to, że dzielenie Polaków według wyznania – rzekomo oparte na „przepisie ustawy” czyli osławionym „i 3” – jest funta kłaków warte. Ustawodawcom chodziło o wyłączenie kościołów spod ustawy bez pisania tego wprost – co w końcu przyznał sam dr Wiewiórowski – i to należało „obalić” a nie wymyślać groteskową interpretację, która i tak nie wypaliła, bo Kościół ją odrzucił. Wniosłem więc o rozpatrzenie prawdziwego znaczenia „i 3” przez całą Izbę Ogólnoadministracyjną NSA – około 30 sędziów przy udziale Prokuratora Generalnego (błędnie podane przez PAP jako wniosek o uchwałę 7 sędziów). Sąd nie był tym zachwycony, bo wywróciło mu to do góry nogami 13 dotychczasowych wyroków. Stanął jednak na wysokości zadania – odroczył rozprawę by zapoznać się z przedstawionymi dowodami. Następna – już przełomowa – rozprawa za około trzy miesiące. W ten sposób po dokładnie pięciu i pół roku nieustannej walki udało mi się postawić sąd przed wyborem – ośmieszyć się kompletnie (odebraniem skarżącym furtki, którą im otworzono) i napisać, że GIODO nic nie może z powodu „i 3” albo trochę mniej (przyznaniem się do klęski) i przekazać je Prezesowi NSA. Wybór iście hamletyczny, aczkolwiek na własną prośbę. Tak czy owak – „stara interpretacja cyfry 3” z 2013 roku ostatecznie odeszła do lamusa. Już jej nie ma, bo sądy nie mogą zmieniać znaczenia ustawy.

patrz także:

Onet.pl, Rzeczpospolita, Lex.pl, Gość Niedzielny, Racjonalista TV, Gazeta Wyborcza

GIODO poniewczasie odkrył prawdziwą doktrynę KK

nawet po czterech latach ;-)

W 2011 roku stało się jasne, że GIODO dr Wojciech Wiewiórowski chce batalię o „wystąpienie po włosku” sprowadzić do teologii dogmatycznej a potem umyć ręce, bo nie może się nią zajmować. W szczególności chodziło o forsowany do upadłego mit, że trzeba „wystąpić z Kościoła zgodnie z prawem kanonicznym„. Zbiorowym wysiłkiem zebraliśmy okruchy na ten temat rozproszone po całej Europie i okazało się, że nie można z niego wystąpić i kropka, bo sam to odrzucił przy tworzeniu obecnego Kodeksu Prawa Kanonicznego. Jest to zawarte w kanonie 11 czyli w prawie kanonicznym, które stało się fetyszem dla polskich urzędników i sędziów. We wrześniu przyznał to abp Hoser a w grudniu 2011 roku śp. Bolesław Michalski powiedział o tym w TVN24, po czym potwierdzili to czołowi polscy kanoniści księża Piotr Majer i Dariusz Walencik. Oczywiście ministrowi Wiewiórowskiemu nie o to chodziło żeby się nie dało wystąpić tylko żeby się dało, bo tylko wtedy cały misterny plan mógł zadziałać więc musiał to jakoś zdezawuować. Wymyślił więc racjonalizację, że prawo kanoniczne jest „ontologiczne”, ale z Kościoła można wystąpić „instrukcją Michalika”. Brnął w tę żenadę tak długo aż całe Biuro GIODO zaczęło tym womitować. Gdyby więcej pomyślał nie doszłoby do kompromitującego urząd i Episkopat Polski roztrząsania ważności „instrukcji KEPu”, wyciągania od biskupów nieistniejących dekretów, zmuszenia kardynała Dziwisza do jej przyjęcia tylko po to żeby zignorować wydębiony dekret i mnóstwa innych problemów, które wyhodowali na własne życzenie i do dzisiaj bohatersko rozwiązują. Po ostatecznym upadku „projektu dekretu ogólnego KEP o apostazji„, którego Watykan przezornie nie zatwierdził temat przebrzmiał, ale nadal odbija się czkawką w zdewociałym Wojewódzkim Sądzie Administracyjnym w Warszawie. Zaledwie miesiąc temu tamtejsi sędziowie powtórzyli swoją złotą myśl w kolejnej sprawie:

W rozpoznawanej sprawie Generalny Inspektor Danych Osobowych rozstrzygnął w istocie w sprawie, która powinna zostać rozpatrzona zgodnie z kodeksem prawa kanonicznego.
W efekcie, skarga inicjująca niniejsze postępowanie przed Generalnym Inspektorem Ochrony Danych Osobowych, wywołała ten skutek, iż bez wyczerpania postępowania w przedmiocie aktu apostazji, zgodnie z zasadami wewnętrznymi Kościoła katolickiego (kan. 751 KPK), skarżący M. A. niejako obszedł przepisy wewnętrzne tego związku wyznaniowego, nadużywając ochrony z ustawy z dnia 29 sierpnia 1997 r. o ochronie danych osobowych (Dz. U. z 2014 r., poz. 1182 ze zm.), by poprzez decyzję Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych uzyskać skutek wystąpienia z Kościoła.

Skoro odwaga staniała a sędziowie nadal plotą androny nowa szefowa Biura GIODO skorzystała z naszego prezentu sprzed czterech lat i zaczęła pisać co mówi pozornie hołubione a w rzeczywistości instrumentalnie wykorzystywane do polityki prawo kanoniczne. Tym samym ona wobec WSA znalazła się w takiej sytuacji w jakiej skarżący byli wobec jej poprzednika. 🙂

pani minister robi rewolucjęW efekcie zamiast zdemaskować ten humbug kiedy mogło to coś zmienić jest to już tylko sygnał dla nadgorliwców, że teraz to oni są problemem a nie rozwiązaniem, bo nawet sprawca tego dramatu abp Andrzej Dzięga chce to inaczej poukładać. Mówi się „lepiej późno niż wcale”, ale także „musztarda po obiedzie”. Pani minister najwyraźniej stoi przed pytaniem, które przysłowie lepiej tu pasuje. Aczkolwiek to miłe, że historia przyznała nam rację.