Prymas: 29 postępowań sądowych

Apostazja, pedofilia, in vitro – depesza KAI

Wśród omawianych dziś przez biskupów diecezjalnych zagadnień znalazły się również kwestie prawne dotyczące aktu apostazji. Jak poinformował Prymas Polski abp Wojciech Polak, obecnie toczy się 29 postępowań sądowych przeciwko parafiom, gdzie osoby skarżące domagają się wpisania do ksiąg parafialnych aktu swojego wystąpienia z Kościoła, mimo, że nie wypełniły one obowiązujących kościelnych procedur w tym zakresie.

O fakcie aktu apostazji osoby te zawiadamiają listem bądź mailem czy faksem. Nie czynią tego natomiast osobiście, zgodnie z procedurą przewidzianą i ogłoszoną przez Kościół. W ich świetle zainteresowany wystąpieniem winien poinformować proboszcza o chęci dokonania apostazji. Następnie w towarzystwie dwóch świadków i w obecności proboszcza podpisuje się akt apostazji.

- W ubiegłym tygodniu wydany został pierwszy wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego dotyczący nakazu, jaki Generalny Inspektor Ochrony Danych Osobowych wydawał proboszczom w celu wpisywania aktów apostazji z pominięciem kościelnej praktyki, specjalnej instrukcji, która o tym mówi – przypomniał abp Polak. Podkreślił, że ten wyrok jest przychylny dla Kościoła i mówi o tym, że prawo kościelne należy respektować. Dodał, że choć takich spraw nie jest ilościowo dużo, to jednak pojawiają się w różnych miejscach w Polsce, dlatego „proboszczowie muszą o tym wiedzieć”. Muszą też być świadomi procedury odwoławczej, w przypadku gdyby sąd pierwszej instancji wydał wyrok niekorzystny dla Kościoła.

*^*^*^*^*^*

Dopiero kiedy o sprawie ponownie zrobiło się głośno i tej lawiny nie da się już zatrzymać, Kościół przyznał, że problem jest poważny. Należy przy tym pamiętać, że sprawy przesiewają się – świadomie lub nie – na każdym etapie skomplikowanej machiny urzędowo-sądowej. Z dostępnych raportów rocznych Biura GIODO wynika, że do Naczelnego Sądu Administracyjnego dociera około 1% spraw trafiających do urzędu. Czas więc za Księdzem Prymasem powiedzieć jedną rzecz wprost: Biuro GIODO jest tymi skargami praktycznie zalane, płacąc wysoką cenę za lata umizgów, zamiatania spraw pod dywan i groteskowego udawania nieistniejącej jedności. I druga sprawa godna uwagi – nie ma ani słowa o recognitio Stolicy Apostolskiej czyli zatwierdzeniu nadal tajnego projektu dekretu Episkopatu Polski z 2012 roku. W styczniu obecny prymas ujawnił, że zrezygnowano z obecności świadków. Teraz proboszczowie przygotowują się do składania skarg kasacyjnych a recognitio nadal nie ma. I ten dojmujący brak jest coraz bardziej wymowny i coraz trudniejszy do ukrycia. No bo jak wymagać stosowania się do prawa kościelnego, którego coraz bardziej nie ma? To tylko Pani Sędzia Ewa Kwiecińska wie.

GIODO ukręcił bicz na własne plecy

sss pppW czwartek w Wojewódzkim Sądzie Administracyjnym w Warszawie miała miejsce pierwsza rozprawa wytoczona GIODO przez – niezgadzającego się z nakazem adnotacji w księdze chrztów – proboszcza katolickiego. W sprawie, która się tam dowlokła, GIODO w 2012 roku uznał, że nie może wydać decyzji z powodu „i 3″ w art. 43 ust. 2 ustawy o ochronie danych osobowych a potem w 2014 roku uznał, że musi ją wydać z powodu tego samego „i 3″. Przy czym decyzji i tak nie uzasadnił, bo ograniczył się do uzasadnienia dlaczego powinna zostać wydana. Cały czas – od ponad dwóch lat – sprawa o tzw. „wystąpienie po włosku” jeszcze się nie zaczęła i wszyscy za wyjątkiem skarżącej – GIODO, pełnomocnik GIODO, sędziowie, proboszcz, jego adwokat i prześwietna kuria – robią  co można żeby się nigdy nie zaczęła. Skarżąca – dziewczyna, która mimo młodego wieku wykazała się większą odwagą, inteligencją i mądrością niż minister – była jedyną osobą w tym dramacie, która chciała zakończyć chocholi taniec wokół „i 3″ i przejść do meritum.

Pełnomocnik GIODO tak samo jak przez dwa lata „podtrzymywał”, że decyzji nie można wydać z powodu „i 3″ tak teraz „podtrzymywał”, że z powodu „i 3″ należy ją wydać. Udawanie Atlasa skończyło się tak jak musiało czyli sąd go zignorował. Natomiast sam sąd nawet nie udawał, że jest bezstronny i rzucił GIODO betonowe koło ratunkowe. Zignorował bardzo jasne i trafne zarzuty skarżącej (która słusznie podkreśliła, że nie były ideologiczne i w równym stopniu mógł je podzielić proboszcz), przepytał czemu się nie chce stosować do Świętej Instrukcji Apostatycznej, zignorował jej doskonałą odpowiedź na własne pytanie, że Kościół Katolicki nie uznaje formalnego wystąpienia, bo mu nie pasowała do wyroku po czym uznał, że od wystąpienia są „procedury apostazji” Episkopatu Polski, które nie tylko nie są od wystąpienia, ale nawet nie istnieją (co w czerwcu oficjalnie przyznał sam GIODO). A to, że Kościół nie uznaje formalnego wystąpienia jest nieważne, bo ważne jest to, że „nie chce się zastosować„. Nieważne do czego – ważne, że nie chce. A nie istnieją, bo Stolica Apostolska na złość sędziom II Wydziału do dzisiaj ich nie zatwierdziła. Wszystko co jest to nadal tajny projekt dekretu po który GIODO musi chyba wybrać się na drugą rozmowę z Sekretarzem Generalnym KEP i puścić oko żeby mu ujawnili. Grunt to mieć podkładkę do drukowania a brak recognitio Watykanu jakoś się zamaskuje gaworzeniem o statucie KEP. A zignorowanemu papieżowi wyjaśni się, że jest ignorowany dla swojego dobra zgodnie z wyrokiem sądu i jak chce to niech się odwołuje. :-) Mniej więcej tak wygląda przyszłość tego wyroku. We wrześniu te mądrości powinny zostać przelane na papier. „Miałam wrażenie, że najmniej zorientowanymi ludźmi na sali co się w ogóle dzieje byli sędziowie” – powiedziała po zakończeniu skarżąca. Ponownie w dziesiątkę.

Pacyfik

zgodnie z wyrokiem GIODO ma wydać decyzję na podstawie tej odpowiedzi…

Tak się przy tym składa, że sprawa dotyczy parafii należącej do Diecezji Drohiczyńskiej, której biskup nie tylko nie przyjął „instrukcji Michalika” (więc jej tam w ogóle nie ma), ale odpisał w tej sprawie do GIODO listem pokazującym kompletne oderwanie od rzeczywistości. Mamy oderwanych od rzeczywistości sędziów wspierających oderwanego od rzeczywistości biskupa – o czym sami nie wiedzą, bo jeszcze nie doszli do kanonu 455 Kodeksu Prawa Kanonicznego z którym Biuro GIODO jest już zapoznane choć póki co do poprawki.

Dwa lata pokerowych zagrywek GIODO w tej sprawie skończyło się niczym – ma wszystko zacząć od początku w okolicy Zaduszek. ;-) Sędziowie byli na tyle oderwani od rzeczywistości, że przyjęli jako pewnik, że skargę kasacyjną do Naczelnego Sądu Administracyjnego złoży skarżąca. Nawet ją uprzejmie pouczyli jak ma to zrobić. Tylko na dobrą sprawę czemu miałaby to robić? W najgorszym wypadku za rok wróci rekurencyjnie w tej samej sprawie do tego samego sądu – a to i tak szybciej niż byłby wyrok NSA. Na uchyleniu wyroku powinno zależeć GIODO i to on stoi przed niezwykle trudnym wyborem czy składać skargę kasacyjną czy nie. Nasza strona w tej wojnie zrobiła ich kilkanaście a GIODO jedną i to w interesie Kościoła, którą mu oddalono. Czas wybić się na niepodległość, jeśli są takie ambicje. Trzy i pół roku walki społeczeństwa z GIODO o jego własną kognicję (czerwiec 2010 – grudzień 2013) sprawiło, że sędziowie uroili sobie, że to tak ma być. To minister Wojciech Wiewiórowski ukręcił bicz na własne plecy i sam siebie postawił przed testem czy to co pisze do poważnych ludzi ma jakiekolwiek znaczenie i jak długo można wydawać różne decyzje w tej samej sprawie. Albo zgadza się z tym wypinającym się na NSA wyrokiem i wraca jak niepyszny do możliwej tylko w Polsce zasady, że Kościół decyduje kto ma prawo do decyzji urzędu w jego własnej sprawie albo nie i robi skargę kasacyjną. Tertium non datur a na domiar złego tempus fugit. Dykteryjki o Szwecji i harcerzach, które miał dla posłów i opinii publicznej, dzięki nadgorliwości sędziów przestały kogokolwiek interesować. Aż się chce powtórzyć za Grekiem Zorbą: „jaka piękna katastrofa„.

PS: Sędzią, który najbardziej chamsko ciągnął sprawę w kierunku „instrukcji Michalika” był Andrzej Kołodziej. Ten sam, który prawie dwa lata temu na każdym kroku przeszkadzał śp. Bolesławowi Michalskiemu w wykazywaniu, że GIODO stosuje się do przepisów kościelnych mówiąc „my tu jesteśmy w sądzie powszechnym, proszę mówić tylko o prawie powszechnie obowiązującym„. Natomiast 6 marca 2013 wydał wyrok w myśl którego GIODO nie może zajmować  się wewnętrznymi regulacjami Kościoła, bo nie należą do polskiego prawa. Pozdrawiamy Pana Sędziego!

patrz także:

Sąd uchylił decyzję GIODO nakazującą proboszczowi odnotowanie apostazji. Będzie odwołanie?„, TVN24

Sąd: proboszcz nie musi odnotować apostazji„, Rzeczpospolita

„WSA uchylił decyzję GIODO nakazującą proboszczowi odnotowanie apostazji”, Polska Agencja PrasowaGazeta Wyborcza, Interia.pl, Wirtualna Polska, Gazeta Wyborcza x2

Ksiądz na razie nie musi odnotować apostazji„,  Deon.pl

Apostazji nie trzeba wpisywać„, „Gość Niedzielny”

Sąd uchylił decyzję GIODO„, Katolicka Agencja Informacyjna

reakcja Radia Maryja

Sąd studzi GIODO„, „Nasz Dziennik”, „Złe prawo trzeba zmienić” – komentarz

Kościół chce wygrać procesy zanim się zaczną

Po styczniowym przewrocie kopernikańskim czyli rozpoczęciu rozstrzygania przez GIODO sporów z proboszczami, adwokaci Kościoła w pierwszej kolejności zaczęli walczyć o wstrzymanie wykonania nakazów GIODO. Mówią mniej więcej tak: zrobimy tę adnotację, ale nie teraz tylko po prawomocnym wyroku; nie będziemy go robić póki jest o to batalia sądowa. Używając urzędniczego żargonu – „co do zasady” nie jest to problemem, nawet jeśli nie za bardzo wiadomo po co w ogóle te wnioski,  bo postępowania egzekucyjnego w trakcie procesów GIODO przecież nie robi. Diabeł tradycyjnie tkwi w szczegółach czyli używanych argumentach. Wszystko co należy zrobić żeby takie wstrzymanie wykonania decyzji „na po wyroku” było możliwe to wykazać, że „zachodzi niebezpieczeństwo wyrządzenia znacznej szkody lub spowodowania trudnych do odwrócenia skutków„. Jest to – i powinno być – kompletnie oddzielone od skargi na samą decyzję GIODO. Jak mówi NSA: „rozpoznając wniosek o wstrzymanie wykonania przedmiotu zaskarżenia Sąd nie dokonuje oceny zasadności skargi„. Jeśli argumenty za wstrzymaniem wykonania decyzji celowo zlewają się z argumentami przeciwko decyzji a w skrajnym wypadku powielają je – mamy do czynienia z manipulacją, czymś w rodzaju techniki „stopa w drzwiach„. Gdyby sąd (który podejmuje taką decyzję) uznał „proceduralnie” zarzuty „merytoryczne”, które dopiero mają trafić na wokandę to praktycznie byłoby po procesie zanim by się zaczął, bo proboszcz parafii mógłby z uśmiechem powiedzieć, że sąd już podzielił jego argumenty w postanowieniu o wstrzymaniu wykonania decyzji. W najlepszym wypadku sędziowie musieliby się wykręcać, że „tamto” przyznanie racji proboszczowi nie przekłada się na proces, który właśnie rozpatrują. Wyszłoby pewnie jeszcze gorzej niż to brzmi. Ponieważ Kościół niestety przyzwyczaił do tego, że przysłowiowe odwracanie kota do góry ogonem to jego największa broń (patrz: Kościół próbuje „obejść” ustawę?, 6 kwietnia 2014) nie powinno dziwić, że ten kolejny trik wydaje się być stosowany z premedytacją.

zgubne efekty głaskania krokodylaGłówny adwokat Kościoła użył dwóch takich wytrychów – nakaz GIODO nie może zostać wykonany ponieważ kuria tego nie akceptuje (o co jest cała walka!). Drugi wytrych jest już chyba desperacją, bo brzmi już tylko komicznie. Nie można otóż wpisać adnotacji o wystąpieniu z Kościoła, bo… nie ma na to miejsca! Jest na to tylko jedna odpowiedź: na złodzieju czapka gore. 

Jeszcze ciekawsze jest inne uzasadnienie w tej samej sprawie.

Strona skarżąca zaznaczyła, że do księgi metrykalnej proboszcz może wpisać tylko to, na co zezwala mu prawo kanoniczne. Ewentualnie, jeżeli wprowadza się poprawki, wówczas na taki wpis proboszcz musi mieć zezwolenie kompetentnej władzy kościelnej. Zdaniem strony skarżącej skoro w toczącej się sprawie nie dokonano formalnego aktu wystąpienia z Kościoła Katolickiego przepisami prawa kościelnego, to biskup nie poleci proboszczowi dokonania zmian w księdze metrykalnej, a ten z kolei nie ma tytułu prawnego, aby o nią zabiegać. Nadto, strona skarżąca wskazała, że w myśl prawa kościelnego – Proboszcz Parafii pw. św. [...] w M., nie jest stroną. Wobec powyższego ewentualne wykonanie zaskarżonej decyzji, spowoduje narażenie jej na sankcje karne określone w Kodeksie Prawa Kanonicznego, wynikające z nieposłuszeństwa wobec biskupa. Takie zdarzenie mogłoby okazać się precedensem i prowadziłoby nawet do usunięcia z urzędu proboszcza, co byłoby wyrządzeniem stronie skarżącej znacznej szkody. Strona skarżąca dodała, że księgi metrykalne to dokumenty kościelne, wobec czego wydawanie dyspozycji przez czynniki świeckie, nakazujące dokonać jakiegoś zapisu, są niedopuszczalne.

Bardzo ładnie, tylko – mówiąc Kubusiem Puchatkiem – co jest czym czego Panie Mecenasie, skoro po to właśnie jest skarga na decyzję? Naczelny Sąd Administracyjny objaśnił to w sprawie II OZ 184/05 z 28 kwietnia 2005, LEX nr 302251:

Oparcie wniosku o ochronę tymczasową na niezgodności decyzji z prawem, a zwłaszcza rozstrzygnięcia Sądu w tym zakresie, niweczyłoby kontrolę sądową legalności decyzji administracyjnej.

Później były na ten temat różne inne orzeczenia, na przykład to:

kwestionowanie merytorycznej zasadności decyzji organu we wniosku o wstrzymanie wykonania decyzji nie mieści się w treści przepisu art. 61 § 3 p.p.s.a.

Sędzia musiał więc lawirować żeby nie dać się wciągnąć w tę przewrotną grę w której przyszły wyrok będzie konsekwencją podjętej jednoosobowo decyzji o zostawieniu adnotacji „na po wyroku”. Póki co sędziowie nie dają się złapać w pułapkę i jeśli idą proboszczom na rękę to nie wpływając na nadchodzące rozprawy. Prawo do uczciwego procesu – które było tu stawką – jest chyba uratowane, ale gdyby nie było – zawsze mamy NSA.

PS: Dla dwóch proboszczów przygoda w sądzie skończyła się zanim zaczęła, bo polegli na banalnych wymogach formalnych. Pierwszy „wypadł za burtę” z powodu braku wpłaty 200 zł wpisowego (sygn. II SA/Wa 457/14). Drugi – na braku odpowiedniej liczby odpisów. Co ciekawe nie podjęli starań o usunięcie braków i tym samym – przebrnięcie przez formalności. Chyba po raz pierwszy w III RP duchowni są traktowani normalnie czyli muszą się odwoływać od decyzji z którą się nie zgadzają – i od razu pojawiły się problemy. Ceną niedopełnienia formalności jest przekazanie sprawy do postępowania egzekucyjnego więc tylko patrzeć aż prasa katolicka uderzy w ton męczeński a posłanka Pawłowicz odkryje kolejny atak na Kościół. Już w marcu uprzedzałem w wywiadzie, że traktowanie przez dwie dekady 10 tys. proboszczów niczym ambasadorów w końcu obróci się przeciwko nim samym! Niestety znowu miałem rację i teraz kler ma aplikowaną terapię szokową – a tego nikt nie lubi.

GIODO znowu oblał z prawa kanonicznego

W ostatniej próbie zachowania w Polsce państwa wyznaniowego, w którym prawo publikuje się na stronie episkopat.pl, 9 października 2013 roku Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie nakazał GIODO „ustalić” jakie jest to prawo Kościoła Katolickiego dotyczące występowania („Układ GIODO-WSA nadal broni państwa wyznaniowego„, 4 grudnia 2013). Plan się nie powiódł, bo dwa tygodnie później Naczelny Sąd Administracyjny dobił tę hydrę serią ośmiu wyroków. Dzięki temu jakiekolwiek prawo kościelne przestało mieć znaczenie – a tym samym „ustalenia” GIODO w tym zakresie. Zostały zdegradowane do roli ciekawostki. Pan Minister ustala autonomię biskupówJuż po – nomen omen – dziewięciu miesiącach urodziły się te z założenia nieistotne ustalenia GIODO, co sam przyznał w decyzji. Po raz pierwszy jednak został zmuszony do ich napisania na papierze i dzięki temu można prześledzić ten swoisty egzamin z prawa kanonicznego. Okazuje się, że GIODO zaczyna poniewczasie iść w kierunku w który gdyby poszedł na początku kadencji uniknąłby wojny polsko-wiewiórowskiej i swojej totalnej kompromitacji – choć teraz to już musztarda po obiedzie. Mianowicie zaczyna sugerować (bo tradycyjnie żadnych konkretnych ustaleń nie ma), że skarżący nie mogli zastosować się do „Świętej Instrukcji Apostatycznej” Konferencji Episkopatu Polski z 2008 roku, bo nie została poprawnie przyjęta w wewnętrznym prawie kościelnym. Ponieważ nie ma to już znaczenia prawnego chodzi już tylko o symbol – potwierdzenie naszych ustaleń, że „kandydaci na apostatów” nie mogli się do niej zastosować nawet gdyby chcieli, bo jej nie było. Pokonałoby to Episkopat Polski na podstawie jego wewnętrznego prawa do którego od początku i za wszelką cenę całą sprawę sprowadzał. Dla przykładu w listopadzie 2012 roku jego sekretarz generalny powiedział w wywiadzie:

Apostazja jest dla Kościoła zawsze problemem, ale jej rozmiary na razie – z tego co wiem – nie wydają się niepokojące. Chodzi bardziej o to, że grupy promujące apostazję [uwaga, wbrew pozorom to o Wystap.pl!] nie chcą respektować prawa kościelnego dotyczącego występowania z Kościoła. Jest to niezrozumiałe, gdyż występowanie z jakiejkolwiek organizacji wymaga podjęcia działań określonych w jej regulaminie. Podobnie jest z apostazją.

Biuro GIODO zaczyna więc mówić: „Księże Prymasie, wasze regulaminy nie istnieją” – aczkolwiek z wdziękiem policji, która zawsze przyjeżdża na koniec filmu, kiedy wszyscy źli są już zabici. Nawet tu jednak nie mają odwagi stanąć na kursie kolizyjnym z odpowiedzią biskupów na pytanie GIODO o przyjęcie tej instrukcji w wyniku czego stosują dziwaczną  i sprzeczną argumentację, którą kuria koszalińsko-kołobrzeska, bo to jej dotyczy decyzja, obali w sądzie jedną ręką jeśli tylko będzie miała okazję.

–> oblany egzamin Pana Ministra <–

GIODO zaczyna z wysokiego C, bo „poprawiając” nazwę tego nieszczęsnego dokumentu po tym jak zaczęły ją poprawiać kurie (skądinąd najlepszy dowód jego znaczenia). Pomińmy już lapsusy stylistyczne i gramatyczne – nieodłączną cenę boskiego przekleństwa: „rodzić będziesz w bólu„. Najważniejsze jest to, że uznaje go za „promulgowany” czyli na siłę robi z niego dekret ogólny (przy okazji podpisując się pod piramidalną głupotą, że „Akta Konferencji Episkopatu Polski” są organem urzędowym Diecezji Koszalińsko-Kołobrzeskiej podczas gdy każdy głupi wie, że są nim „Koszalińsko-Kołobrzeskie Wiadomości Diecezjalne„). Promulgowany znaczy tyle co „obwieszczony„. Jeśli więc „instrukcja Michalika” została promulgowana w organie urzędowym diecezji – jak „ustalił” Pan Minister – to znaczy, że wszystko odbyło się tak jak powinno. Tymczasem kilka linijek dalej pisze, że powinna była zostać ogłoszona. Czyli dokładnie to co właśnie „ustalił”, że zrobiono! To nie jest nawet brak znajomości faktów – to jest urzędowy idiotyzm, który zobaczyłby średnio inteligentny maturzysta. Proboszcz powinien napisać w odwołaniu, że GIODO właśnie udowodnił, że instrukcja została poprawnie przyjęta w Diecezji Koszalińsko-Kołobrzeskiej tylko sam tego nie zauważył. W ramach korepretycji z prawa kanonicznego przypominam, że rozwiązanie przedstawiłem już na początku kadencji GIODO („W jakich diecezjach przyjęto instrukcję KEP o wystąpieniu z Kościoła?„, 12 października 2010). To biskupi decydują czy przyjmą propozycje Rady Prawnej i mogą je przyjąć odpowiednim dekretem (jak na ironię GIODO sam to wykazuje powołując się na kanon 381 KPK czyli znowu walczy sam ze sobą). Nie tylko mizerny status „instrukcji Michalika” opisał rok przed jej powstaniem profesor prawa kanonicznego John Huels z Uniwersytetu Świętego Pawła w Ottawie (dobra wiadomość dla Pana Ministra – mają na UKSW), ale Kościół sam to wielokrotnie potwierdził:

1) po raz pierwszy zapytany o to rzecznik prasowy KEP ks. dr Józef Kloch odpowiedział wymijająco „w Sekretariacie KEP nie gromadzimy informacji statystycznych„; „tych informacji nie miała też Rada Prawna KEP” – to wtedy, w momencie największego upadku w styczniu 2012 roku, red. Ewa Czaczkowka przyłapała KEP na gorącym uczynku i nikt nie kwestionował zasady. Dopiero później ks. Kloch odmawiał wypowiedzi dla prasy (bo każda byłaby zła) a dużo później – w lipcu 2013 roku czyli po urobieniu GIODO w siedzibie KEP – powstał gotowiec odpowiedzi biskupów na jego gotowca, którego lejtmotywem było „ogólnopolskie” obowiązywanie o które się jednocześnie (i nadal bezowocnie) starali w Watykanie.

2) rzecznik prasowy KEP sam to podkreślał w 2009 roku – patrz „Rzecznik KEP potwierdza ustalenia Wystap.pl„, 13 kwietnia 2013

3) decyzja GIODO jest kolejnym policzkiem dla dwóch metropolitów – kardynała Stanisława Dziwisza i arcybiskupa Wiktora Skworca, którzy specjalnie dla niego tę instrukcję przyjęli – potwierdzając tym, że żadnej promulgacji nie było, bo to następuje po recognitio Stolicy Apostolskiej; szczególnie pokrzywdzony jest kardynał Dziwisz, który odnośnie „Akt KEP” użył neutralnego słowa „opublikowane” i przyjmując ją powołał się na kanon 391 § 2 KPK; jego kanclerzem, który również podpisał dekret jest nie kto inny niż ks. dr hab. Piotr Majer, konsultor Rady Prawnej KEP i autor polskiego wydania opus magnum „Kodeks Prawa Kanonicznego. Komentarz

4) kiedy zupa była już wylana, temat zamknął sam sekretarz Rady Prawnej KEP ks. dr Andrzej Maćkowski w oświaczeniu dla KAI:

Ponadto należy stanowczo oświadczyć, że dokument KEP „Zasady postępowania w sprawie formalnego aktu wystąpienia z Kościoła”, co do meritum, nie stracił swej ważności, chociaż trzeba przypomnieć – jako że nie jest to dekret ogólny KEP – aby mógł on być zastosowany w konkretnej diecezji, wymaga stosownego zarządzenia kompetentnego biskupa diecezjalnego.

Można by tę litanię kontynuować, ale po co? Dość powiedzieć, że obrońcy naszych danych osobowych nie przeczytali nawet komentarza do kanonu 455, którym tak wymachują (ss. 399-401 u Majera). Zobaczyliby, że – w powiązaniu z oświadczeniem ks. Maćkowskiego – nie chodzi  o kanon 455 § 1 KPK tylko § 4: „W wypadkach, w których ani prawo powszechne, ani szczególnie polecenie Stolicy Apostolskiej nie udzieliło Konferencji Episkopatu władzy, o której w § 1, pozostaje nienaruszona kompetencja poszczególnego biskupa diecezjalnego i ani Konferencja, ani jej przewodniczący nie mogą działać w imieniu wszystkich biskupów, chyba że wszyscy i poszczególni biskupi wyrażają na to zgodę„. Właśnie dlatego po strasznej walce KEP został zmuszony wystąpić o recognitio do Stolicy Apostolskiej, co jest faktem znanym wszędzie poza Biurem GIODO, które wałkuje ten temat od czterech lat. Jego odwlekające się od dwóch lat przyznanie to jednak tym razem naprawdę wewnętrzna sprawa Kościoła.

Od dawna już nie walczymy ani o „i 3″ ani z „i 3″ tylko o godność. Dlatego GIODO ma obiecane, że będzie „ustalać” czy Biskup Koszalińsko-Kołobrzeski przyjął formalnym aktem „instrukcję Michalika” aż z siebie wydusi, że nie, co i tak wie oficjalnie od 29 listopada. Kanclerz kurii odpisał mu bowiem, że jak przystało na ściągawkę jest stosowana na gębę, bo „nie zostały wprowadzone diecezjalne regulacje prawne odnoszące się do kwestii apostazji. Taka sytuacja.

GIODO: wyjątek dla Kościoła na gwałt potrzebny

Wielkimi krokami zbliża się unijne rozporządzenie o ochronie danych osobowych, zastępujące przestarzałą dyrektywę w 1995 roku. Kościoły są w niej traktowane tak jak pozostali administratorzy danych osobowych choć w artykule 85 przewidziano pewien wyjątek – jeśli w danym kraju istnieją wystarczające regulacje w tej kwestii można je nadal stosować, pod warunkiem, że krajowy „GIODO” stwierdzi ich zgodność z rozporządzeniem. GIODO sam przyznał dla Lex.pl, że stworzono go dla Niemiec a w Polsce takich przepisów nie ma. Wyciąga z tego jednak przewrotny wniosek, że „trzeba” go zrobić na gwałt po to żeby Polska załapała się na ten przepis.

Innym wyjątkiem, który wywoła zapewne wiele dyskusji podczas prac nad nową ustawą, będą zasady przetwarzania danych osobowych przez kościoły i związki wyznaniowe. Projekt rozporządzenia UE przewiduje w tym zakresie tylko ogólne ramy, które do polskiej sytuacji nie będą miały większego zastosowania. – Bo tam jest napisane, że jeżeli w dniu wejścia w życie rozporządzenia istnieje całościowy system ochrony danych osobowych w kościołach lub związkach wyznaniowych w państwie, to można go zgłosić jako wyjątek od rozporządzenia. To jest przepis napisany praktycznie pod  Niemcy, bo tam coś takiego jest. W Polsce takiego systemu nie ma, więc przed wejściem w życie rozporządzenia trzeba będzie jakieś zasady stworzyć – mówi Wojciech Wiewiórowski.

Oto logika godna mszy – ponieważ „przepis napisany jest praktycznie pod Niemcywięc „trzeba” stanąć na głowie żeby się pod niego podczepić póki się da. Czyli znowu jedyna w Unii Europejskiej dopychana kolanem sztuczka prawna. Czasu na to zostało mniej niż na dotarcie pojedyńczej sprawy do Naczelnego Sądu Administracyjnego (około trzy lata), co mu nie przeszkadzało, bo „nie może domniemywać uprawnień do stosowania >i 3<„, ale zatwierdzić cały pakiet z Episkopatu Polski, który ma obowiązywać przez wiele lat i który zapewne zobaczymy dopiero po fakcie GIODO zdąży, bo „trzeba”. Zostaje pogratulować poczucia smaku i obowiązku…

PS: Jedno w tym dobre – GIODO właśnie pogrzebał swój własny mit, że nowe prawo będzie panaceum na problemy z „i 3″ czyli obowiązkiem dyskryminacji katolików. Już wiadomo, że nie będzie.

PPS: Chapeau bas dla Michała!

Kościelna mimikra Batesa: „rozporządzenie Episkopatu Polski”

jeśli nie masz autorytetu - podszyj się pod państwo

jeśli twój autorytet podupadł – podszyj się pod państwo

Inwencja niektórych duchownych w wymyślaniu – niestety w złej wierze – przeszkód i trudności w zaakceptowaniu tzw. „wystąpienia po włosku” jest doprawdy niezwykła i stanowczo wymaga osobnego opracowania. I nie chodzi tu nawet o samą niezgodę na to z czym dawno pogodziła się Konferencja Episkopatu Włoch, bo to przynajmniej można zrozumieć (choć dużo trudniej uzasadnić). Zgodnie z głośnym twierdzeniem księdza Tischnera „nie znam nikogo, kto stracił wiarę po lekturze dzieł Marksa, ale znam kilku takich, którzy stracili ją po kontakcie z własnym proboszczem” nic w tym o wiele za długim konflikcie nie świadczy przeciwko stronie kościelnej tak bardzo jak celowe dezinformowanie, zaprzeczanie znanym faktom, obstrukcja postępowania wyjaśniającego Biura GIODO, próby zastraszania skarżących czy – nie wiadomo co gorsze – chowanie się przed petentami. Czasem aż by się chciało, by w każdej kancelarii parafialnej wisiał portret Papieża (tak jak skądinąd powinny), bo może jego czujny wzrok zapobiegłby takim sytuacjom jak ta, która przydarzyła się kobiecie na poziomie w jednej z parafii Archidiecezji Przemyskiej:

Mieszkam w parafii w której zostałam ochrzczona. Po raz pierwszy odwiedziłam plebanię [data] z dwoma świadkami. Miałam przy sobie pismo w którym rezygnuję z członkostwa w kościele. Pismo nie miało numeru aktu chrztu więc proboszcz sprawdził w swoich aktach i potwierdził, że rzeczywiście byłam chrzczona w tej parafii. Na moją prośbę o podanie numeru aktu zbył mnie mówiąc, że jeszcze mam czas na ten numer ponieważ to nie jest prosta sprawa, nie zakończy się na jednej wizycie, będę musiała poprawić swoje pismo itp… Przede wszystkim, zgodnie z procedurą umówił się ze mną na rozmowę. Zgodziłam się. Przyszłam w umówionym terminie, ale proboszcz zadecydował, że nie będę rozmawiała z nim tylko z innym księdzem. Przystałam i na to. Przeżyłam ponad godzinną rozmowę i po jej zakończeniu poszłam poinformować proboszcza, kiedy przyjdę ze świadkami złożyć swoją rezygnację. Proboszcz z miejsca zapowiedział mi, że to nie będzie dla mnie takie proste i że będzie mi to utrudniał. Rozmowa przestała być grzeczna a już na pewno nie była „pełna troski i miłości”. Nim mnie wyrzucił z kancelarii parafialnej zapowiedziałam, że przyjdę ze świadkami za dwa dni. W zapowiedzianym terminie poszłam do proboszcza, ale zastaliśmy zamkniętą kancelarię i tabliczkę: „wyjątkowo w dniu dzisiejszym z powodu konserwacji kancelaria nieczynna”. Nie traciłam dłużej czasu i jeszcze tego samego dnia wysłałam swoją rezygnację listem poleconym za zwrotnym potwierdzeniem odbioru.

figa z makiem pasternakiem

Jeśli cierpię przez rzeczywistość
to tym gorzej dla niej!

Na drugim biegunie znalazło się pokazujące bezsilną wściekłość i poczucie osaczenia pismo księdza proboszcza Władysława Pasternaka za które powinien dostać ostrą reprymendę od swojego kanclerza, ks. dr hab. Piotra Majera.

jak trwoga to do biskupa

skarga GIODO do biskupa

Kilku proboszczów straciło okazję, by pokazać, że są poważnymi ludźmi licząc, że Biuro GIODO sobie pójdzie jak mu się nie odpisze. To się nie mogło udać nawet pod rządami osławionego „i 3″. GIODO wziął się na sposób i skarżył się na nich do biskupów – tak jak na poniższym skanie. Pomagało.

Szczytem perwersji jest jednak wcale nieodosobnione stroszenie się w piórka instytucji państwowej, co najwyraźniej ma dodać odpowiedzi potrzebnej powagi i zdezorientować adresata. Było tego zbyt dużo, by zrzucić to na karb przypadku lub lapsusu językowego. Zaczęło się od tragikomicznego „wezwania do Urzędu Parafialnego„. Można by się śmiać gdyby nie to, że komuniści znieśli je jako ostatnie w Europie dopiero w 1946 roku… W II RP duchowni byli oficjalnie urzędnikami stanu cywilnego. Pewien zawzięty proboszcz przyszedł w odwiedziny jako urzędnik państwowy („Proboszcz groźbą zmuszał mnie do apostazji”, 24 listopada 2011). Inny 15 lutego (czyli już po przetoczeniu się styczniowego tsunami o którym trudno było nie słyszeć) wysłał odstępcy odpowiedź wzorowaną na decyzję GIODO (włącznie z pogrubieniem słowa „odmówić” tam gdzie w decyzjach GIODO było onegdaj „umarzam postępowanie”). Crème de la crème odstawił jednak proboszcz Diecezji Gliwickiej i wymaga to wstępu: cała wojna Wystap.pl z własnym państwem wzięła się z traktowania niewiele wartej nawet w prawie kościelnym „instrukcji abp Michalika” z rewerencją należną królowej Szwecji. O traktowaniu jej co najmniej niczym nieformalnego rozporządzenia pisałem wielokrotnie, choćby tu:

Państwo nie jest od tego żeby załatwiać „apostazje” szybko, tanio i solidnie. Jest natomiast od tego żeby humbug Episkopatu Polski nie stanowił nieformalnego lecz przestrzeganego rozporządzenia do ustawy o gwarancjach wolności sumienia i wyznania i od tego żeby GIODO wydawał merytoryczne decyzje administracyjne skoro go do tego powołano.

Życie znowu dogoniło ironię, bo okazuje się, że to jednak było rozporządzenie… I tym sposobem urzędnicy państwowi w Urzędach Parafialnych piszą o rozporządzeniu KEP i Traktacie Lizbońskim – i kończy się to tak jak się musi skończyć. W świecie przyrody nazywa się to mimikra Batesa. W mowie potocznej: wciskanie ciemnotyBiblijna przypowieść o denarze musi być dla niektórych wyrzutem sumienia…

rozporządzenie Rady Ministrów

rozporządzenie KEPu

GIODO nie lęka się… instrukcji abp Skworca. Czy to już koniec obłędu?

no fear - 1

przełom – GIODO ignoruje instrukcję arcybiskupa o którą sam się dopominał

W sierpniu 2012 roku po niezliczonej ilości starań i zabiegów mogliśmy ogłosić formalny koniec niesławnej i nieistniejącej „instrukcji KEPu o apostazji”. Pojawiło się bowiem ostateczne potwierdzenie, że Konferencja Episkopatu Polski wysłała do oceny i zatwierdzenia do Watykanu projekt dokumentu w tej sprawie (Watykan ocenia nowe zasady zastępujące „apostazję KEP-owską”, 23 sierpnia 2012). Praktyczną konsekwencją było to, że dla KEP sprawa dopiero się zaczynała a „kryci” byli tylko ci biskupi, którzy ją (lub podobną) przyjęli oficjalnym dekretem, bo tylko to – a nie ściągawka na stronie internetowej episkopat.pl – tworzy prawo kościelne. Tu jednak nasze śledztwo wykazało, że biskupi zupełnie nie przywiązywali wagi do tej sprawy - jedynie Biskup Łomżyński przyjął „formalnym aktem” dokument roboczy w jego nieociosanym brzmieniu a Diecezja Kaliska była jedyną w której naprawdę nad tym projektem pracowano i go zaadaptowano.

no fear - 2

tajemnica GIODO – skoro ignoruje zarządzenie arcybiskupa to czemu je wyciągał?

Arcybiskup Katowicki Wiktor Skworc wiedział zapewne, że recognitio (zatwierdzenia) Watykanu prędko nie będzie a jednocześnie był na tyle inteligentny, by zrozumieć, że jakaś instrukcja jest potrzebna jego proboszczom do przedstawiania GIODO jako podkładkę do umarzania skarg. Został w tym utwierdzony po wyroku sądu z 20 marca 2012 w którym skarżący wykorzystał brak jego instrukcji:

W „Oświadczeniu” z dnia [...] marca 2012 r. złożonym na rozprawie w dniu 9 marca 2012 r., skarżący podtrzymał przedstawione w skardze wnioski i argumenty. Wniósł o uchylenie zaskarżonej decyzji w całości oraz nakazanie Generalnemu Inspektorowi Ochrony Danych Osobowych dokonania ustalenia, tj. czy dokument roboczy Konferencji Episkopatu Polski pt. „Zasady postępowania w sprawie formalnego aktu wystąpienia z Kościoła” uchwalony w dniu 27 września 2008 r., został przyjęty przez Metropolitę Katowickiego do stosowania przez duchowieństwo Archidiecezji Katowickiej.

Bez wątpienia wyrok dotarł do niego przez proboszcza, którego sprawa dotyczyła. We wrześniu 2012 wydał więc mocno zmienioną „instrukcję KEP-u”, obowiązującą na jego włościach od 1 października 2012. Po tym jak GIODO zaczął grać rolę wyznaczoną przez Kościół, zwracając się do Metropolity Katowickiego o przekazanie mu instrukcji, wszystko wskazywało na to, że arcybiskup wygrał i jego instrukcja będzie nowym „prawnym” powodem umarzania skarg na parafie. Przedobrzył jednak z preambułą, która zawierała prostacką manipulację (zdemaskowaną tutaj w punkcie 6) pośrednio zmuszającą GIODO do zrobienia z siebie marionetki oraz nierozważnie powołał się na skrajnie prokościelny wyrok WSA z 11  stycznia 2012, który został uchylony pół roku później. W dodatku wyszedł przed szereg, bo było publicznie wiadome, że prawdziwa instrukcja jest przygotowywana w Watykanie, co wkrótce potwierdził biskup Wojciech Polak. Tymczasem zasadą jest, że w sprawach wewnętrznych kościołów decydują ich władze zwierzchnie (z tego powodu w sierpniu 2012 Kongregacja ds. Biskupów zatwierdziła dekret biskupów niemieckich w sprawie podatku kościelnego) więc już choćby dlatego surogat arcybiskupa nie miał daru przekonywania. Na domiar złego w październiku 2013 seria ośmiu kompromitacji GIODO w Naczelnym Sądzie Administracyjnym wreszcie wyrzuciła celowe gmatwanie sprawy przez biskupów poza nawias dyskusji. Kiedy więc w 2014 roku odwaga staniała, GIODO dwukrotnie pokazał, że instrukcja Metropolity Katowickiego (o której obowiązywanie w Archidiecezji Katowickiej pytał aż dwa razy) nie ma dla niego znaczenia, nakazując dwóm proboszczom dokonanie w księgach chrztów adnotacji o wystąpieniu – mimo ich powoływania się na dekret arcybiskupa. Pierwszy raz w lutym a drugi raz w czerwcu. Ufff!

Powrót Biura GIODO na jasną stronę mocy nie oznacza niestety, że cały ten kilkuletni obłęd mamy już za sobą. Między nim a Naczelnym Sądem Administracyjnym jest bowiem najsłabsze ogniwo – Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie. A ten pokazał już, że wyroki w piątek są inne niż w środę („Kompromitacja WSA w Warszawie: co sędzia to wyrok„, 19 kwietnia 2013). Tymczasem właśnie w piątek zapadł wyrok, który albo tę sprawę ostatecznie zamknął albo z powrotem otworzył. Sędziowie (w tym przewodnicząca Wydziału II, kontrolującego GIODO, sędzia Maria Werpachowska) otrzymali bowiem od NSA nie lada zadanie:

Przy ponownym rozpoznawaniu sprawy WSA winien dokonać zatem jednoznacznej oceny skuteczności oświadczenia skarżącego o wystąpieniu z Kościoła, celem zbadania zaistnienia przesłanek z art. 43 ust.1 pkt.3 w związku z art. 43 ust.2 ustawy o ochronie danych osobowych. Wyjaśnienia będzie wymagało, czy ocena ta winna zostać dokonana na podstawie przepisów prawa powszechnie obowiązującego (por. wyrok NSA z dnia 18.10.2013r , wydany w sprawie o sygn. I OSK 1487/12).

Konieczne w tym celu będzie również wyjaśnienie, jakie warunki musi spełnić osoba chcąca wystąpić z Kościoła Katolickiego i szukająca w tym względzie ochrony GIODO. W świetle art. 53 ust. 1 i 2 Konstytucji RP, każdy obywatel ma prawo wyboru religii i rezygnacji z jej wyznawania. Korzystając z wolności sumienia i wyznania obywatele mogą m.in. należeć lub nie należeć do kościołów i innych związków wyznaniowych.

Ponieważ diabeł tkwi w szczegółach a na domiar złego był już przypadek, że sędzia tego sądu jedno mówił a drugie podpisał, lepiej poczekać na słowo pisane. Dopiero wtedy będziemy wiedzieli czy po czterech latach chaosu Wystap.pl zrealizowało cel zapisany w punkcie 14 FAQ: „pokazać, że polskie prawo przeważa nad fanaberiami KEP„. Odpowiedź na tytułowe pytanie poznamy więc za około miesiąc.

Nareszcie przełom: konferencja naukowa na której też możesz być!

Trzeba było czterech lat zmagań, kilkuset wpisów, góry dowodów na naruszanie prawa, bezprecedensowej serii trzynastu wyroków Naczelnego Sądu Administracyjnego, demistyfikacji „sakramentu apostazji” jako konia trojańskiego, deklerykalizacji języka i stworzenia od podstaw całego środowiska ludzi gotowych walczyć o swoje prawa czyli dokonać niemożliwego, by skruszyć niepisaną lecz skrupulatnie przestrzeganą w Polsce zasadę, że Kościół Katolicki podlega Ustawie o ochronie danych osobowych „na niby” czyli nie podlega w ogóle. Dopiero ciężko okupiony przełom, który nastąpił w styczniu i wywołał furię fundamentalistów katolickich sprawił, że GIODO odzyskał znaczenie i pole manewru. Symbolem odejścia od niechlubnej wieloletniej polityki przymykania oczu i umywania rąk i przynajmniej próbą nowego ułożenia relacji z kościołami jest ogólnopolska konferencja naukowa „Ochrona danych osobowych w działalności Kościołów i innych związków wyznaniowych„. Wystąpi na niej sam GIODO i pokaźne grono naukowców, którzy mają na ten temat coś do powiedzenia. Konferencję podzielono na trzy części:

1) Aksjologiczne aspekty przetwarzania danych osobowych w działalności Kościołów i innych związków wyznaniowych

2) Pragmatyczne aspekty przetwarzania danych osobowych w działalności Kościołów i innych związków wyznaniowych

3) Kompetencje kontrolne GIODO w świetle orzecznictwa NSA

Początkowo opłata za udział wynosiła 200 złotych z terminem zgłoszeń do 10 maja, co przyniosłoby rozmowę głównych zainteresowanych w kameralnym gronie. Z satysfakcją trzeba więc odnotować, że „ze względu na szczególną rangę i doniosłość wydarzenia” opłatę całkowicie zniesiono a termin zgłoszeń przedłużono aż do 28 maja. Każdy może więc wziąć udział – wystarczy wysłać formularz na email codo@wpia.uni.lodz.pl i przyjechać 30-go maja do Łodzi. Słowa o „szczególnej randze i doniosłości wydarzenia” mimo patosu nie muszą być przesadzone. Zainteresowanie wyraziły już władze Archidiecezji Łódzkiej, które miały do czynienia z GIODO w jednej z pierwszych spraw w 2010 roku. Można więc spodziewać się duchownych, skarżących, ciekawych, sympatyków obu stron i oczywiście dziennikarzy. Po raz pierwszy od króla Sasa powstaje możliwość dialogu, w miejsce przerzucania gorącego kartofla, kruczków prawnych, syndromu oblężonej twierdzy i atmosfery walki na śmierć i życie czyli tego wszystkiego do czego doprowadziło sprowadzenie tego ważnego tematu do wojny o kontrolę nad jakimś „i 3″. Poprzednia konferencja na ten temat miała miejsce 13 lat temu i samo miejsce było symboliczne – Papieska Akademia Teologiczna w Krakowie a udział w niej wzięli wysocy przedstawiciele Kościoła (w tym gość specjalny z Watykanu monsignore Juan Arrieta) i ówczesna GIODO dr Ewa Kulesza, która weszła między wrony z referatem w którym walczyła z własnymi uprawnieniami. Tę chorą politykę kontynuowano w następnych latach aż skończyło się to blamażem urzędu w Naczelnym Sądzie Administracyjnym w roku 2013. To tam ks. dr Witold Adamczewski z Rady Prawnej KEP podsunął jej myśl, że tylko władze kościoła decydują o tym kto jest ich wiernym a biskup Pieronek narzekał, że lekarze nie chcą przekazywać dokumentacji medycznych sądom biskupim a przecież muszą, bo jest Konkordat. W takiej atmosferze rozmawiano na ten temat 13 lat temu! Postęp jest więc iście epokowy nawet jeśli sama konferencja nie jest jeszcze końcem lecz kolejnym etapem na drodze do normalności. Okres burzy i naporu głównie w sprawie tych „kompetencji kontrolnych GIODO” potrwa jeszcze przynajmniej rok – i wiele zależy tu od Prezydium KEP i nowego prymasa. Język walki z wyimaginowanym wrogiem, prezentowany choćby przez biskupa Frankowskiego, zamieniłby ten i tak trudny proces w istną drogę krzyżową. Najbardziej żal ludzi, których autentyczne krzywdy przez kilkanaście lat kładziono na ołtarzu „unikania czegoś co można nazwać wojną religijną„, jak podczas tworzenia ustawy ujął to prof. Andrzej Gaberle.

–> plan konferencji 30-go maja w Łodzi <–

Sumienie, GIODO czy prześwietna kuria? Publiczna prezentacja efektów batalii

W niedzielę 30 marca miałem okazję wygłosić w Warszawie prelekcję pod tytułem „Sumienie, GIODO czy prześwietna kuria? Wystąpienie z Kościoła nowym sporem o inwestyturę„. Odbyła się w ramach Ósmego Festiwalu Racjonalistycznego PSR. Podczas godzinnej prezentacji zostało omówione podłoże konfliktu, ale jednocześnie ujawnione kluczowe dokumenty dotyczące tej ciągnącej się od lat sprawy… Zapraszam do oglądania!

„Wyinterpretowywanie” uprawnień GIODO czyli bitwa na gotowce

Od czterech lat trwa coraz mniej smaczny i zabawny festiwal ustalania tego co dla prawników jest oczywiste i co nie budzi wątpliwości (ani oporu kościołów) nigdzie poza Polską –  że podlegają Ustawie o ochronie danych osobowych tak jak wszyscy inni. Generalny Inspektor Ochrony Danych Osobowych Wojciech Wiewiórowski, którego cała sprawa dotyczy, użył swego czasu pięknych słów „wyinterpretowanie w toku instancji„. Co potoczną polszczyzną oznacza, że nie będzie korzystać ze swoich uprawnień póki nie zostanie do tego zmuszony przez połączone siły obywateli i sądów administracyjnych. No to dalej „wyinterpretowujemy”, bo na razie „wyinterpretowaliśmy” je na zasadzie wyjątku od zasady, że ich nie ma a nie jako zasadę, że je ma. W najlepszym interesie Konferencji Episkopatu Polski jest (i było od wielu lat!) doprowadzenie do precedensowych wyroków Naczelnego Sądu Administracyjnego w konkretnych przypadkach (zwłaszcza co do usuwania danych osobowych z ksiąg parafialnych). Takie wyroki zamknęłyby temat na wiele lat, sprowadzając następne sprawy do dość banalnych powtórek i pozbawiając je politycznego znaczenia. Co więcej – Kościół może wynająć do precedensowych rozpraw choćby trzech prawników. Nikt mu tego prawa nie odbiera! W zasadzie jedyne co musi zrobić to zaakceptować prawomocne wyroki, które w ten sposób zapadną.

Niestety, właśnie to wydaje się być największym problemem! Kościół tak się przyzwyczaił do tego, że ma wszystkie przywileje i żadnych obowiązków, że z widocznym trudem przychodzi mu oswojenie się z końcem 16-letniej fikcji „papierowego” podlegania tej ustawie. A jeszcze bardziej – z tym, że jeśli się o coś walczy w sądzie to chce się wygrać, ale trzeba zaakceptować prawomocny wyrok – także jeśli się przegra. I nie oznacza to żadnej „walki z Kościołem” tylko to, że rację miała druga strona. Episkopat Polski w III RP po prostu się rozbisurmanił a cenę tego GIODO przerzucił na skarżących, których praw 4 sierpnia 2010 roku przysięgał bronić. W praktyce walka z GIODO o jego własne uprawnienia zamieniła się w wysyłanie sobie z góry znanych „gotowców” z nadzieją, że już po trzech latach Naczelny Sąd Administracyjny jakoś się do tego odniesie. Po drodze powstały pojęcia „umorzenie za 5 złotych” (bo „przypadały” dwa a opłata porządkowa za wniesienie skargi wynosi 10 złotych) i „Biuro Przepustek do NSA” (to o sądzie pierwszej instancji). My mamy swoje gotowce, GIODO ma swoje i Kościół też ma swoje. Biskupi w większości odpowiadali gotowcem na pytanie GIODO (też z gotowca) czy przyjęli „instrukcję KEPu o apostazji”. Biuro GIODO gotowcem pytało proboszczów czy skarżący wystąpili z Kościoła na co dostawali odpowiedzi, że nie więc sprawę umarzano, bo „ustalono”, że skarżący są… katolikami (patrz: GIODO ujawnia „gotowca” umorzenia, 30 styczeń 2013). Gotowcem GIODO pytał, gotowcem umarzał, gotowcem odpowiadał sądowi – nawet w sądzie gotowcem mówił jego pełnomocnik, niczym na setnym wystawieniu „Upiora w operze”. A jednocześnie nie można się było doprosić o przerwanie tego teatru absurdu i przedstawienie jakichś sensownych wyjaśnień, bo – uwaga! – „sprawy rozpatruje się indywidualnie, indywidualnie rozpatrując zgromadzony materiał dowodowy„. I to mimo, że w 2009 roku cały szereg tego typu wyjaśnień znalazł się w dodatku do instrukcji Serzycki-Budzik, co po raz kolejny pokazało brak niezależności tego urzędu. A efekt tego wszystkiego jest taki, że to kto ma prawo do „merytorycznej decyzji GIODO” jest jeszcze mniej jasne niż było przed naszą kampanią, bo wtedy było jasne, że nikt a teraz to sam diabeł nie wie. Każdy „gotowiec” (czyli formularz przygotowany przez decydenta do stosowania w jakiejś powtarzającej się sytuacji) jest jednak tylko tak dobry jak człowiek, który go uzupełnia i podpisuje. Jego błąd odsłania kulisy i pokazuje, że żadnej realnej dyskusji nie ma, sprawa jest dwieście piętnasta a wszyscy mówią sobie „do zobaczenia za trzy lata w Naczelnym Sądzie Administracyjnym„, parafrazując żydowskie pożegnanie. Poniżej przykłady, kiedy coś poszło nie tak. I nie są to literówki – bo to najmniejszy problem – tylko dowody patologicznej sytuacji. Jeśli dodamy do tego znany problem przeciążenia pracowników Biura GIODO pracą to cała ta strategia była po prostu zbiorowym samobójstwem urzędu. Może po czterech latach wymiany gotowców nadszedł czas na rozmowę?

nieprzerobiony gotowiec Kościoła czyli zagapienie proboszcza

bitwa na gotowce

wiceminister podpisuje bez czytania

wiceGIODO podpisuje bez czytania

niech Ksiądz coś powie tamtemu księdzu!

niech ksiądz coś powie tamtemu księdzu

czy ktoś Księdzu ruszał Księgę Chrztów?

znowu mix spraw