Naczelny Sąd Administracyjny zakończył własny trzyletni szwindel i odkrył rozdział Kościoła od Państwa

Mieli do wyboru wojnę lub hańbę. Wybrali hańbę a wojnę i tak będą mieli.

Winston Churchill w 1938 roku

admin-ajax

walka z „i 3” czyli leczenie szwindlu
jeszcze większym szwindlem

Po lutowych wyrokach Naczelnego Sądu Administracyjnego – w przeciwieństwie do stycznia 2014 roku – reakcja była wyjątkowo powściągliwa. Pojawiło się tylko kilka wymuszonych artykułów świętujących zwycięstwo Kościoła, którego nie było. Dwa komentarze Wystap.pl pisane „na gorąco” – „Naczelny Sąd Administracyjny dobił fałszywe „i 3” czyli koniec oszołomów i zwycięstwo prawdy” oraz „NSA, GIODO i „apostaci”: mozolne wychodzenie z malin” – były jedyną latarnią w mroku. Ten drugi zakończyła konkluzja:

Trwa mozolne wychodzenie z malin i wciąż jest więcej pytań niż odpowiedzi, ale te przynajmniej powinny być w uzasadnieniach tych siedmiu wyroków. Dopiero w nich okaże się także ile NSA zaczerpnął z podpowiedzi skarżących i PSR. Owoce tych wyroków poznamy dopiero za kilka miesięcy. Spragnionym prostych wyjaśnień sprawy trwającej prawie sześć lat świat już teraz objaśnią „Rzeczpospolita” i „Gość Niedzielny„. Z prawdą nie ma to wiele wspólnego, ale przynajmniej zapewnia błogi spokój.

Istotnie dopiero teraz sprawa wychodzi ze stanu zawieszenia i można przedstawić szczegółowe wyjaśnienie tego co tak naprawdę się stało. Czyli dlaczego był to ciężko wywalczony punkt zwrotny tej sześcioletniej batalii. Zapraszamy PT Czytelników w podróż po historii leczenia cwaniackiego szwindlu jeszcze większym szwindlem.

Wszystko było półlegalne

Dosłownie wszystko w tej batalii od samego początku było półlegalne a Wystap.pl zostało tego kroniką. Przed 2010 rokiem państwo wycofało się nawet z udawania, że coś komuś zapewnia w starciu z Kościołem. W efekcie rzeczniczka GIODO produkowała truizmy o jego autonomii podczas gdy Europejski Trybunał Praw Człowieka szczegółowo opisał do czego to doprowadziło i uznał naruszenie prawa do prywatności w głośnej sprawie „Agaty” (punkty 113-137 w P. i S. przeciwko Polsce). W naturalnej reakcji na umycie rąk przez państwo na konferencji na Uniwersytecie Łódzkim kanclerz łódzkiej kurii opowiadał niestworzone banialuki, które sprowadzały się do tego, że ojcem ochrony danych osobowych jest Mojżesz, co wynika z Księgi Liczb. Wędrowali przez pustynię ponad 3000 lat temu i ją wymyślili z Aaronem. Co jest „aksjologicznym” dowodem na brak kognicji GIODO. Do tej pory Mojżesz był znany jako ojciec judaizmu a tu proszę jaka niespodzianka. Ten poziom ośmiesza Kościół i uniemożliwia mu funkcjonowanie w społeczeństwie więc nic dziwnego, że sam Watykan miał już tego dosyć.

Biuro GIODO wierne zawsze aktualnemu hasłu III RP „zgniećmy protestujących, by uniknąć wojny religijnej” zrobiło wszystko co mogło, by nic się nie zmieniło. Nawet mordercy mają prawo do obrony, ale skarżących się na parafie potraktowano z wyjątkową bezwzględnością. W arsenale lumpenprawniczych trików znalazły się m. in. robienie ze skarżących wiernych Kościoła żeby „nie mieć kognicji”, przemysłowa produkcja „gotowców za 5 złotych„, „trzecia instancja” pod pretekstem sprostowania oczywistej omyłki pisarskiej, próby uwalania skarg na formalnościachodmowa wyjaśnienia dlaczego umorzono skargęodmowa wyjaśnienia dlaczego wydano decyzję czy kompletne ignorowanie logiki. Szło to szybko i sprawnie jak w ubojni drobiu. Pod koniec 2012 roku abp Andrzej Dzięga mógł pochwalić Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych dra Wojciecha Wiewiórowskiego: „jestem coraz bardziej spokojny, że to, co wypracowaliśmy jako Rada Prawna, sprawdza się w życiu„.

W 2013 roku sędziowie Naczelnego Sądu Administracyjnego widzieli to wszystko w dokumentach przed sobą. Żaden nie powiedział „czas skończyć tę farsę”. Nawet najbardziej niezależna w poglądach sędzia Joanna Runge-Lissowska (imponujące 18 zdań odrębnych do wyroków i uchwał) tym razem dociskała kolanem to co krzyczało, że chce zmiany. I to nawet nie metaforycznie tylko ustami adwokata, który stał przed nią. To akurat zrozumiałe – nie mogli myśleć o obywatelach skoro myśleli o Kościele. Uradzili więc, że GIODO ma na podstawie „i 3” w art. 43 ust. 2 ustawy o ochronie danych osobowych badać wyznanie skarżących. Jeśli trafi na wiernego to ma sprawę umarzać a jeśli na odstępcę to wydawać decyzję. Nie za bardzo wiadomo nawet w jakich sytuacjach – teoretycznie w każdej. Tym samym widząc nieuzasadniony przepis przyjęli „interpretację”, której też nie uzasadnili, bo się nie dało. Pomyłka sądowa może być raz, ale nie czternaście razy z rzędu. Nawet uwzględniając okoliczności łagodzące sędziowie NSA są winni tego, że nie przerwali tej spirali kłamstw tylko sami wzięli w niej udział i dokładali kolejne żeby to sfastrygować. Państwo, które kiwa swoich obywateli jak bazarowy cwaniaczek zrywa z nimi umowę i nie zasługuje na nic lepszego niż wykiwanie przez lepszych. Co się ziściło. Nie dość na tym – skoro dla swojej wygody i świętego spokoju zaakceptowali w jednej sprawie całkowite bezprawie to mogą w każdej. I to jest dopiero ostateczna cena flirtowania z debilnym „i 3”.

Strona kościelna bardzo polubiła fałszywe „i 3” i podlewała je jak mogła zarzucając GIODO, że

[narusza „i 3”] poprzez jego niezastosowanie, wynikające z błędnego ustalenia, że [Jan Dolecki] nie należy do Kościoła Katolickiego, podczas gdy złożone przezeń oświadczenie woli nie jest formą wystąpienia z tego Kościoła według jego prawa wewnętrznego

albo bardziej rozwlekle:

[narusza „i 3”] poprzez jego błędną wykładnię i przyjęcie, że stanowi on podstawę prawną do badania przez organ ochrony danych osobowych skuteczności oświadczenia o wystąpieniu z Kościoła Katolickiego, podczas gdy jego prawidłowa wykładnia wskazuje, iż zagadnienie wystąpienia z Kościoła Katolickiego jest sprawą wewnętrzną tego Kościoła, co miało wpływ na niezastosowanie tego przepisu w realiach przedmiotowej sprawy.

Biuro GIODO nie kwestionowało tej hucpy, bo do samego końca czyli 9 lutego ręka w rękę z Kościołem propagowali fałszywe „i 3” udając spór jaką „metodologią” prześladować katolików – nawet przez ostatnie trzy miesiące czyli wiedząc już, że my wiemy, że oni wiedzą, że to ściema. Skoro GIODOKEP miał interes w utrzymywaniu fikcji to sędziowie WSA w Warszawie kiwali na to głowami i lecieli z gotowca ze stycznia 2015, że

w sytuacji, gdy zagadnienie wystąpienia z Kościoła Katolickiego jest jedną z przesłanek wykonywania kompetencji przez organ administracji publicznej, to organ ten ustala przynależność do Kościoła wyłącznie w oparciu o dowody przedstawione przez stronę kościelną, w tym przede wszystkim na podstawie aktu chrztu z dokonaną adnotacją o wystąpieniu z Kościoła

Na co z kolei GIODO trzymał buzię na kłódkę w skargach kasacyjnych od tej papki czym niedwuznacznie to akceptował. Przeciwnie – głównym zarzutem GIODO było to, że WSA „naruszył [„i 3”] poprzez błędną wykładnię polegającą na przyjęciu, że (…) nie jest uprawniony do dokonywania samodzielnej oceny,  czy osoba, której dane dotyczą, należy czy też nie należy do Kościoła lub innego związku wyznaniowego„. I tak wszyscy ustalali prawidłową wykładnię fałszywej interpretacji debilnego „i 3”, póki litościwie nie rozwaliłem tego matriksu. 🙂

Wszystko runęło jak domek z kart

Koalicja obrońców kłamstwa już witała się z gąską – czyli utrzymaniem wyłączenia kościołów spod ustawy, bo to o to chodziło – gdy batalię uratowało Polskie Stowarzyszenie Racjonalistów i nowelizacja ustawy „Prawo o postępowaniu przed sądami administracyjnymi” czyli łut szczęścia dzięki któremu NSA mógł odnieść się do powyższego zarzutu GIODO (zgodnie z przewidywaniem z sierpnia). Zadanie mieli arcytrudne, bo nawet wreszcie zrozumiawszy skalę kilkuletniej intrygi prawie nie mieli jak z niej wyjść. PSR podpowiedział by wystąpić do Prezesa NSA o podjęcie uchwały abstrakcyjnej. Zasadniczo przyjmuje się ją jeśli w orzecznictwie występują poważne rozbieżności o porównywalnej mocy. Jednak w wyjątkowych okolicznościach dopuszcza się jej zainicjowanie „gdy skład orzekający Naczelnego Sądu Administracyjnego, podejmując czynności przewidziane w art. 187 § 1 p.p.s.a., podważy dotychczasową wykładnię sądową przy pomocy własnej argumentacji lub poglądów wyrażonych w doktrynie„. Zarówno intelektualne veto jak i wystąpienie do Prezesa NSA miały wcześniej miejsce więc plan był dobry tylko niewykonalny. Podczas pierwszej rozprawy 5 listopada tego nie zrobiono, ale odroczono rozprawę żeby się połapać o co tu chodzi. Co się ostatecznie udało i podczas „maratonu sądowego” sześciu spraw 9 lutego sędziowie zrobili coś wielkiego – podziękowali Kościołowi za współpracę w szukaniu kognicji GIODO i na tyle na ile mogli potępili szwindel swoich kolegów z 2013 roku. Używając nomenklatury Biura GIODO – NSA jeszcze im nie wyinterpretował kognicji, ale już wyinterpretował dlaczego jej nie mają. 🙂 Stało się to kosztem sześciu osób, które przez kilka lat były „używane” do „wyinterpretowania kognicji GIODO w toku instancji„. Wymyślił to GIODO Tysiąclecia razem z zasadą, że nieważne „jak jest” tylko „co jest wyinterpretowane” więc podziękowania to do niego – pocztówką do Brukseli. Dziesięć dni później w siódmej sprawie (z udziałem PSR 19 lutego) sąd ograniczył się do połączenia wyroku, co rozciągnęło przełom od listopada do lipca, ale dało pięcioro sędziów mówiących jednym głosem w tym przewodniczącego Wydziału I. Z perspektywy kilku miesięcy widać, że w tym konkretnym przypadku postąpiono słusznie – w dodatkowym czasie napisano uzasadnienia wyroków i przygotowano grunt pod uchwałę (o której pani minister napomknęła posłom). Summa summarum NSA przeszedł przez kolejne wrota do demokratycznego państwa prawa za nagrodę mając amatorskie interpretacje a nawet lżenie sędziów, którzy nie spełnili marzeń grupki oszołomów o „świeckiej apostazji mocą cyfry 3„. W praktyce wyszło to jak wyszło czyli tak:

Ustawa nie pozbawiła osób należących do kościoła (w tym do Kościoła Katolickiego) prawa do kontroli przetwarzania danych osobowych, które ich dotyczą, zawartych w zbiorach kościelnych (…). Wskazane przepisy są jednak tak skonstruowane, że przewidują opisane wyżej prawa, lecz nie wskazują sankcji i sposobu wymuszenia zmiany danych. W szczególności GIODO nie może w tym celu wydać decyzji administracyjnej (art. 43 ust. 2 uodo) [tj. „i 3” – MP]. (…) Powyższe oznacza, w ocenie Naczelnego Sądu Administracyjnego, że obowiązkowi kościoła lub związku wyznaniowego uzupełnienia, uaktualnienia, sprostowania danych, czasowego lub stałego wstrzymania przetwarzania kwestionowanych danych lub ich usunięcia ze zbioru w wypadku rzeczywiście uzasadnionego żądania członka kościoła lub związku [czyli spraw, które wcześniej w najlepszym wypadku kończyły się proszeniem biskupa żeby obsztorcował proboszcza – MP] nie towarzyszy żadna ustawowa sankcja, mogąca wymusić takie zachowanie.

Tak więc koncepcja oddzielania katolików od pełnoprawnych obywateli, której spiritus movens była sędzia Małgorzata Pocztarek, rozpadła się jak musiała czyli jak domek z kart. Niewielu po niej płacze nawet w samym Kościele, który ją hodował i pielęgnował na własne pohańbienie. W efekcie Naczelny Sąd Administracyjny najpierw w październiku 2013 kunktatorsko dopuścił wydawanie decyzji „osobom nienależącym” a w lutym 2016 się z tego wycofał przyznając, że nie tędy droga: albo „GIODO może” albo nie. Zamieniło to prawo w naukę eksperymentalną i nikt się tym nie przejął. Dobrze, że są tylko dwie interpretacje „i 3”. W twierdzeniu o czterech kolorach do sprawdzenia są po kolei 633 przypadki a w twierdzeniu Keplera jak układać pomarańcze aż 18762. 😀 Najwyraźniej nikt z 91 prawników pracujących w Biurze GIODO nie znał znaczenia „i 3” w ustawie, która powołała ich do życia, bo lepili z niego co chcieli jak z plasteliny (minister Wiewiórowski zapewniał, że „nie ingerował tylko podpisywał co mu dali” więc to wszystko wina szeregowych urzędników). Siłą rzeczy NSA wycofał się także z koniecznego warunku tego szwindlu, że każdy wpis w księdze chrztów to nowy zbiór danych:

Ocena spełnienia ustawowych przesłanek prowadzi do wniosku, że w przypadku księgi ochrzczonych istnieje zbiór danych w rozumieniu [art. 7 pkt 1 uodo]. Za błędne natomiast należy uznać stwierdzenie, że w przypadku księgi ochrzczonych istnieją dwa zbiory danych. Taka interpretacja zdaje się celowym zabiegiem nakierowanym na to, by uzasadnić tezę o dopuszczalności władczej ingerencji organu ochrony danych i zanegowania wyłączenia, o którym mowa w komentowanym przepisie [czyli w „i 3” – MP]

Ostatnie zdanie to przyznanie racji prof. KUL Pawłowi Fajgielskiemu, który jako jedyny to właśnie powiedział. Będąc doktorem habilitowanym prawa może reprezentować Konferencję Episkopatu Polski przy tworzeniu uchwały i byłoby wręcz dziwne gdyby po tym osobistym sukcesie tak się nie stało. Przy wychodzeniu z malin trudno się nie podrapać i sędziów spotkało to przynajmniej w jednej kwestii. W sprawie z 19 lutego z udziałem PSR sędzia Jolanta Rudnicka w uzasadnieniu ustnym powiedziała, że „analiza [wyroków NSA z 2013 roku] wskazuje na jedno – przesądzone zostało, że GIODO nie może umarzać postępowania (…) nie mógł uznać, że postępowanie jest bezprzedmiotowe„. Natomiast w uzasadnieniu pisemnym znalazło się zdanie „Wyłączenie uprawnień decyzyjnych GIODO, dokonane przez ustawodawcę w [i 3] jest prawem powszechnie obowiązującym i organy administracji oraz sądy administracyjne są obowiązane do jego przestrzegania i stosowania„. Pani sędzia demaskując intrygę musiała uwypuklić „i 3” żeby pokazać o co w nim chodzi, co potwierdza tymczasowość obecnego stanu. Jedną z kilku osób, które to zrozumiały jest pełnomocnik parafii krakowskich dr Paweł Litwiński, który otwarcie przyłączył się do wniosku PSR o uchwałę wyjaśniającą. Drugą… sama pani minister, która nomen omen 1 kwietnia wydała nakaz DOLiS/DEC-239/16/24693 wobec kościoła mniejszościowego. Czyli zignorowała święte „i 3” tuż po jego „obronieniu”.

Naczelny Sąd Administracyjny oddzielił więc (nie)podleganie kościołów ustawie o ochronie danych osobowych od skarg na parafie czyli dobił „prawnicze przekonanie” ministra Wiewiórowskiego, że obywatele mieli z nim walczyć o jego uprawnienia – i to jest tzw. ratio decidendi. Słusznie jednak chciał załatwić sprawę kompleksowo czyli uwolnić WSA (i GIODO) od pseudoreligijnej papki o kanonach, papieżach, „instrukcji Michalika” i okólniku kardynała Opus Dei. To wszystko przechodziło do batalii przez dziurę, którą GIODO masochistycznie pogłębiał czyli szukanie prawidłowej wykładni fałszywej interpretacji debilnego „i 3”. Najprościej było po prostu napisać, że przy prawdziwym „i 3” wewnętrzne sprawy Kościoła przestają mieć znaczenie. Nie są nawet nieistotne tylko nie na temat. Prawnie irrelewantne, jak mówią prawnicy. Zajęłoby to 2-3 zdania a byłoby o niebo jaśniejsze. NSA zdecydował się jednak dodać brakujący element, którego brak spowodował tę gehennę – rozdział Kościoła od Państwa. Trafnie zidentyfikował, że jej bezpośrednią przyczyną było twierdzenie odziedziczone po magistrze z UKSW Michale Serzyckim, że o tym komu GIODO może wydać decyzję administracyjną decydują prześwietne kurie. Wprowadzenie „muru separacji” prezydenta Jeffersona automatycznie dobiło tę zgrozę a przy okazji wyrzuciło z batalii zarówno fundację Ordo Iuris (tych od całkowitego zakazu aborcji czyli wypisania Polski z Rady Europy) jak i grupkę pożytecznych idiotów Kościoła, która chciała jakiejś deklaracji, że nie podlegają prawu kanonicznemu czyli zatwierdzenia propozycji kardynała Leona Suenensa, który jako jedyny był za uznaniem formalnego wystąpienia podczas prac nad Kodeksem Prawa Kanonicznego. Skądinąd jako odosobnionego głosu w komisji papieskiej nie poddano tego nawet pod głosowanie na sesji plenarnej w październiku 1981 roku. Kardynał Suenens rozjechał humbug kardynała Herranza ćwierć wieku przed jego powstaniem i to jest na głowie samego papieża. Nic dziwnego, że wyszło to rozwlekle, niejasno, nieprzekonująco i w ogóle bez odniesienia do skarg kasacyjnych. Jedynie w jednym wyroku dodano wzmiankę, że „częściowo błędne uzasadnienie wyroku [o sygn. II SA/Wa 1242/14] … co do braków uzasadnienia zaskarżonej decyzji nie mogło mieć istotnego wpływu na wynik sprawy„. W tłumaczeniu: wyroki WSA są bełkotem, ale NSA tego nie wytknie, bo nie może jednocześnie kazić GIODO i WSA. Nie było to zresztą specjalnie konieczne. Ponieważ wszyscy popierali prześladowanie katolików a różnili się tylko pomysłami na „metodologię”, merytorycznie wyroki WSA upadły tak samo jak decyzje GIODO tylko z powodów technicznych nie zostały uchylone. Zabrakło jednak jasnego stwierdzenia, że eklezjologia Kościoła należy tylko do papieża i na tym polega dobro i obietnica artykułu 25 Konstytucji, zbiorowo gwałconego w Komisji Wspólnej przez prawie dwie dekady. Zamiast tego nie bardzo wiadomo po co „zalegalizowano” doktrynę semel catholicus semper catholicus daleką analogią do prawa małżeńskiego. Sednem jest przecież niezależność eklezjologii a nie jej porównywalność do czegokolwiek. Do czego bowiem porównać inny anachronizm – „karę wiążącą mocą samego prawa„? Do Piekarskiego na mękach? Taka urawniłowka nie ma sensu. Naczelny Sąd Administracyjny cierpiał te same męki w sprawie II GSK 286/07 z 8 stycznia 2008 roku gdzie (aczkolwiek pomocniczo) wyprowadził rozdział Kościoła od państwa z kanonu 1 KPK, który określa, że nie dotyczy tzw. kościołów wschodnich. W ten sposób tak naprawdę wyprowadził go z dobrej woli Jana Pawła II, że do zdania „kanony tego Kodeksu dotyczą jedynie Kościoła łacińskiego” nie dopisał „i Polski„. Mimo niedociągnięć trzeba docenić, że NSA chyba po raz pierwszy po 1989 roku odkrył dobro w rozdziale Kościoła od Państwa, który zwykło się uważać za jakiś relikt a nawet zagrożenie. Dziewiętnaście lat gwałcenia art. 25 Konstytucji doprowadziło do zamęczania sądów problemami eklezjologii – i to pęka. Jest lub nie jest przypadkiem, że 4 dni wcześniej w tej samej izbie Diecezja Legnicka przegrała próbę obejścia ustawy wyciągniętym z kapelusza kanonem 1257 KPK. Nienormalność sytuacji polegała na tym, że strona kościelna wciągała sądy administracyjne do zajmowania się swoimi wewnętrznymi sprawami a wręcz do ingerowania w prace nad dekretem KEPu. Coś podobnego miało miejsce w 1976 roku w Sądzie Najwyższym USA kiedy to biskup domagał się unieważnienia uchwały świętego synodu o podziale jego diecezji. Sędziowie broniąc Pierwszej Poprawki odesłali go do patriarchy. Europa ma bogatą tradycję molestowania religijnego sądów, której wybitnym przedstawicielem jest adwokat Krzysztof Wąsowski. Na przykład dwóch duchownych – Jan Karlsson ze Szwecji i Paul Williamson z UK skarżyło się na to, że im prawa narusza wprowadzenie kapłaństwa kobiet (jak widać cierpienie cudzymi prawami ma szerokie zastosowanie). W obu przypadkach ETPCz odrzucając skargi napisał coś genialnego – jeśli nie chcą być w swoich kościołach to nie muszą. Z kolei w 1996 roku czworo rodaków poskarżyło się, że im narusza prawa człowieka, że nikogo nie wsadzono do więzienia za okładkę „Wprost” z Matką Boską w masce gazowej. Lobby żydowskie nie przekonało trybunału, że im prawa narusza, że władze ukraińskie nie paliły się do renowacji cmentarzy żydowskich. I tak dalej i tak dalej. Jeśli państwo jak małe dziecko nie dostrzega zwykłego lobbingu to zachęca do wyrażania wszystkiego językiem religii i to się samo napędza. I ostatecznie mamy to co mamy czyli walkę z prześladowaniem katolików przez GIODO za pomocą „instrukcji Michalika”. A to są jedynie najbardziej trywialne nadużycia nad którymi są dopiero prawdziwe problemy. Jeśli więc polskie sądy zobaczą coś o kanonach KPK to powinny zgodnie z art. 1 Konkordatu odsyłać do sądu biskupiego, bo nie są kompetentne i tu chapeau bas dla WSA w Białymstoku. Natomiast podleganie ustawie o ochronie danych osobowych nawet nie rodzi kwestii autonomii kościołów. Takie pomysły są jedynie pokłosiem pomylenia wolności religijnej ze staniem ponad prawem. I to, że Episkopat Polski stracił instynkt samozachowawczy i żądał za pośrednictwem dra Wąsowskiego zatwierdzenia „w imieniu Rzeczypospolitej Polskiej” ściągawki dla proboszczów i to w trakcie prac nad dekretem świadczy o skali hipokryzji. Pycha kroczy przed upadkiem – wyszło szydło z worka, że biskupi bez „łaski Apostolskiéj Stolicy” są nikim. Papież może powiedzieć każdemu biskupowi żeby oddał pierścień i jest po biskupie a Rada Prawna KEP bez recognitio może a nawet powinna różaniec zmówić. Natomiast były przewodniczący Komisji Majątkowej za karę wyszedł na głupka: jeszcze niedawno strofował GIODO, że „zdumienie budzą teologiczne rozważania organu na temat skuteczności wystąpienia z Kościoła Katolickiego w oparciu o jego prawo wewnętrzne i odwoływanie się do zasady semel catholicus semper catholicus, nie mającej związku z przedmiotem wniosku Pana [Jana Doleckiego]” po czym potwierdził go sam Watykan. Tutaj się można dokształcić Panie Mecenasie.

Efekt jest taki, że po sześciu latach państwo jako tako stanęło na własnych nogach i jest gotowe do zbadania „i 3”. Które ma piętę Achillesa – można je obalić językiem dwóch sędziów Trybunału Konstytucyjnego, którzy konsekwentnie bronili Polski przed kolonizacją Kościoła i przegrali czyli Czesława Bakalarskiego i Remigiusza Orzechowskiego. Ich zdania odrębne z 1991 i 1993 roku w sprawie wpieprzenia prawem zwycięzcy religii do szkół potrzebują niemal kosmetycznych zmian by trzeciej dekady zmartwychwstać.

sześć wyroków z „maratonu sądowego” z 9 lutego:

I OSK 579/15     ,     I OSK 1466/15     ,     I OSK 1509/15

I OSK 2585/15     ,     I OSK 2691/15     ,     I OSK 3179/15

sprawa z udziałem Polskiego Stowarzyszenia Racjonalistów z 19 lutego

W wyniku kolejnego przełomu Biuro GIODO nareszcie zaakceptowało prawdziwe „i 3”, które publicznie zakłamywali jeszcze w listopadzie. Wkrótce potem GIODO w worku pokutnym udał się do Kanossy to znaczy musiał prosić NSA o umorzenie postępowania w sprawie pozostałych postwiewiórowskich (robionych z gotowca z października 2014) skarg kasacyjnych, które nie załapały się na luty.

GIODO wycofuje skargi kasacyjne

Zapewne za wiedzą prezesa sądu – żeby nie wpaść w kolejną pułapkę bronienia „i 3” – ostatecznie 24 maja znający meandry sędzia Marek Stojanowski całą tę resztówkę poumarzał i na osłodę oddał GIODO po 100 złotych „wpisowego”. Tym samym rządy Wojciecha Wiewiórowskiego skończyły się półtora roku po ustąpieniu. Gdyby wniósł skargi nadzwyczajne na wyroki NSA mielibyśmy to już za sobą, ale bronił niezależności głównie przed rencistami. W tym samym czasie sąd pierwszej instancji uwijał się żeby poumarzać resztówkę tego co wpłynęło do nich tam gdzie GIODO pomógł uchylając swoje decyzje, bo się nagle dopatrzył, że „jego działanie miało miejsce bez podstawy prawnej, jako że nie był on uprawniony do wydania w niniejszej sprawie merytorycznego rozstrzygnięcia„. Roboty był huk, ale w czerwcu to uprzątnięto i z przyczyn formalnych została pożegnalna sprawa na 28 lipca godz. 10 w sali F w której stawką jest pytanie którą wersję „i 3” wybiorą tym razem sędziowie Andrzej Góraj i Eugeniusz Wasilewski – znowu fałszywą czy znowu prawdziwą. To już nie jest problem z dziedziny prawa tylko psychopatologii. Trzecim elementem dekonstrukcji tego domku z kart stało się uchylenie pseudodecyzji „w pierwszej instancji” tam gdzie od 2014 roku trzymano strony w szachu nie wydając drugiej decyzji. Były tego ze dwa tuziny – trzymane na biurku w zasadzie ze względów finansowych, bo GIODO na każdym wyroku tracił nawet 697 złotych więc tylko głupi wydawałby decyzje. Hierarchicznie w dół czwarty element to unieważnienie pseudodecyzji z lat 2014-2015 w sprawach z różnych powodów „prawomocnych”. Jeszcze tego nie zrobiono, ale machina już ruszyła więc do Matki Boskiej Zielnej powinni skończyć. Tu będzie efekt domina – musi upaść wszystko i to najlepiej jednego dnia. W przeciwnym wypadku będzie kolejna wojna o to, że jedne decyzje unieważniono a inne są nadal „prawomocne”. Zaiste z większym lękiem Biuro GIODO „nie ma kognicji” niż skarżący to czytają. Największa kompromitacja urzędu w III RP właśnie staje się faktem.

Wszystko o „i 3”

Spytasz PT Czytelniku: „no dobrze, upadła fałszywa interpretacja,  ale jaka jest ta prawdziwa?„. To jest bardzo dobre pytanie, którego nikt nie zadał żeby przypadkiem nie wyjść z matriksu w którym już się wszyscy zadomowili więc chcieli w nim być. Prawda stała się nieistotna. Dużo gorzej niż nieistotna: prawda stała się zagrożeniem zgodnie z uwagą nieszczęsnego księdza Mesliera, że ci, którzy chcą być oszukiwani prędzej rozszarpią swych wyzwolicieli niż ją przyjmą. A prawda jest taka, że zgodnie z „i 3” GIODO ma się po prostu od……..ć od Kościoła i wszystkich spraw jego. To jest tak proste. Nie ma w tym żadnych wartości, żadnej dyskusji, żadnych pozorów – nic. Ma się po prostu odpierdolić. Tak to wymyślono w 1997 roku i Biuro GIODO nie tylko o tym wiedziało, ale także schizofrenicznie „stosowało”, zamieniając „i 3” w pałkę do bicia prowodyrów awantur. Aż do 2009 roku kiedy poinstruowali kurialistę kurii gdańskiej jak ma im odpowiedzieć żeby się odczepili od „sprawy gdańskiej„, tworząc przy tym fałszywą interpretację. Rok później Biuro GIODO udławiło się własnym szwindlem i chciało żeby „w toku kontroli instancyjnej” (czyli w sądach) ustalono dlaczego robią to co robią czyli umarzają (sic!). Czyli oni umarzają bez wyjaśnienia a jeśli ktoś bardzo chce wiedzieć dlaczego to niech pyta sądy, bo minister Wiewiórowski nie może „domniemywać” dlaczego umarza. NSA wpadł w tę pułapkę i przyjął „interpretację”, że umarzał dlatego, że skarżący są katolikami a katolików należy tępić bez litości czyli odmawiać im wydania decyzji (po co takie półśrodki? najlepiej na studia nie przyjmować!). I tak zapadł wyrok I OSK 1195/13 z 18 października 2013 roku, który jest teraz koroną cierniową na głowie prezesa sądu. Z kolei min. Wiewiórowski nie śmiał nawet pisnąć, bo dostał to czego chciał czyli wyjaśnienie dlaczego umarzał i w promocji kiedy ma umarzać czyli kiedy zobaczy katolika. Inaczej mówiąc, chcąc oddać czarnego Piotrusia NSA wyjął katolików spod prawa w imię wolności religijnej. Niewiele tym osiągnął a sam się ośmieszył i moralnie utytłał, bo przecież wiedzieli co i po co robią. To tak wyszło, bo to tak miało wyjść. Nie przewidzieli tylko, że trafią na lepszego w te klocki. 😀

zmiana interpretacji i3

Prawdziwe „i 3” się tym wszystkim nie przejęło, bo wiedziało, że sądom nie wolno modyfikować znaczenia norm już istniejących. Miało więc ten komfort, że śmiało się z uzurpatora i cierpliwie czekało aż ktoś je odkryje i zakończy „ustawową” dyskryminację katolików w Polsce. Ponieważ nikt nie chciał odkryłem je 25 sierpnia w zakończeniu wpisu „Kościół przegrywa wojnę o niepodleganie Ustawie o ochronie danych osobowych„. Mało kto zauważył, że „i 3” jest już odkryte więc odkryłem je ponownie 5 listopada w imieniu Polskiego Stowarzyszenia Racjonalistów. Tym razem z trudem osiągnęło to cel o który jawnie walczyliśmy przez kilka lat. Prześladowania dioklecjańskie zakończył cesarz Konstantyn Wielki w 313 roku a prześladowania wiewiórowskie – nie chwaląc się – zakończyłem ja w 2016-ym.

znany NSA dokument pokazujący prawdziwe znaczenie "i 3"

znany NSA dokument pokazujący prawdziwe znaczenie „i 3”

Wszystko w rękach konia

Sankcjonowanie podstępnego wyłączenia kościołów spod ustawy równie podstępnym „i 3”, którego „treść normatywną” ustalono po sześciu latach brutalnej walki jest taką kompromitacją Polski, że tego się już nie pozbiera. Tu nie może być taryfy ulgowej i udawania, że tego nie było dla dobra samego pacjenta. Trzeba to operować i wiadomo czym. Pierwszą w historii uchwałą całej Izby Ogólnoadministracyjnej (około 35-40 sędziów). Niezależnie od groteskowości tego, że cały autobus sędziów musi zbadać jakieś „i 3”, bo to jest niestety piwo, które sami sobie nawarzyli. Uchwała siedmiu sędziów nie ma większego sensu, bo fałszywe „i 3” uwiodło aż 14-u sędziów NSA więc sytuacja jest chyba jeszcze gorsza niż opisana w postanowieniach II FPS 7/10 i II FPS 4/13. W najlepszym możliwym przypadku połowa z nich zmieniłaby zdanie. To jest po prostu niewystarczające narzędzie; oni wszyscy powinni się określić. Dla porównania – uchwała 7 sędziów I GPS 2/11 co prawda poprawiła błąd NSA, ale popełniony w jedynie dwóch wyrokach. W pomyłkę nikt już nie uwierzy – trzeba się wybić na niepodległość. Sekretarz Generalny KEP nie powinien ograniczać się do wrzucenia pełnej dobrych rad dla sędziów „deklaracji KEPu” na episkopat.pl tylko przyjść do sądu z choćby trzema pełnomocnikami (w zeszłym roku do tworzenia uchwały dopuszczono Polski Związek Przemysłu Motoryzacyjnego więc biskup Miziński jeśli będzie chciał to tam będzie), przeczytać swoje i wstać na ogłoszenie jak przystoi. I to jest demokratyczne państwo prawa a nie dogadywanie się w stalinowskiej Komisji Wspólnej żeby było „konsensualnie” (Bolesław Bierut ojcem „konsensualności” – że też jeszcze nikt nie wyśmiał tej groteski!). Skądinąd czas przejrzeć na oczy, że żadne prawo dotyczące Kościoła w III RP nie było normalne tylko zawsze łamano opór a jeśli ostatecznie trafiało do Trybunału Konstytucyjnego to kończyło się to albo umorzeniem albo udawaniem tam gdzie nijak nie dało się umorzyć. W sprawie legalnego bandytyzmu Komisji Majątkowej „nasza” izba NSA od dziewięciu lat przymierza się do wdrożenia jasnego wyroku Europejskiego Trybunału Praw Człowieka z 2004 roku. Nie może do dzisiaj, bo najpierw czekali na jeden wyrok Trybunału Konstytucyjnego, potem na drugi a potem na to co wynika z drugiego czyli aż mecenas Wąsowski łaskawie wymyśli jej następcę prawnego, bo – kto by przypuszczał? – okradła miasta na 100 miliardów i rozpłynęła się w powietrzu żeby jeszcze raz wykiwać okradzionych. A pan mecenas nie ma kiedy, bo walczy o „prawa człowieka parafii” więc w listopadzie uda się wreszcie okraść Kraków do końca i co najważniejsze – zgodnie z prawem. Efekt tego jest taki, że Naczelny Sąd Administracyjny pomógł okraść Kraków, któremu została kuriozalna sprawa „Kraków przeciwko Polsce” o naruszenie „praw człowieka Krakowa”. To musi być syndrom sztokholmski, bo z „i 3” było identycznie.

Poprzedni GIODO blokował jakąkolwiek prawniczą dyskusję na temat „i 3”. Najpierw tym, że dopisano je do projektu ustawy po referendum konstytucyjnym a potem tym,  że „w Traktacie Lizbońskim artykuł siedemnasty jest zaraz za szesnastym„. W pierwszym chodzi o to, że ustawy przyjęte po uchwaleniu Konstytucji są z nią zgodne – czyli żart. Poza tym najpierw bada się zgodność ustawy na poziomie „subkonstytucyjnym” czyli w dodatku kopał rów przeciwczołgowy nie tam gdzie trzeba. Drugie to też pośmiewisko – wykpione tym, że szesnasty jest zaraz przed siedemnastym. Tym samym sześcioletni konkurs na obronę „i 3” nie przyniósł żadnego argumentu, bo ich nie ma. Dlatego skarżącym z braku argumentów zgotowano lumpenprawniczą „ścieżkę zdrowia”. A żeby było jeszcze śmieszniej to niezgodność „i 3” z dyrektywą 95/46/WE wykazał związany ze stroną kościelną Maciej Kawecki.

Kawecki obalil i3

–> Maciej Kawecki obalił „i 3” <–

Ściślej mówiąc „i 3” tak naprawdę nie ma, bo nie powiadomiono o nim Komisji Europejskiej na podstawie art. 95 ust. 4 TUWE. Wiedziało o tym Biuro Analiz Sejmowych tylko napisało, że co prawda ta derogacja nie była notyfikowana Komisji Europejskiej, ale ponieważ powinna być to można uznać, że była. Czyli zamiast przyznać, że kościoły podlegają ustawie – ukryli to. Polska nie była jeszcze gotowa na obalenie „i 3” więc matactwo było aktem odpowiedzialności za państwo. Zdecydowanie nie chodziło o to, że w państwie istniejącym teoretycznie nikt nie chce się narażać dla jakichś abstrakcji, bo wszyscy mają kredyty we frankach.

Wszystko przed nami

Pozostała w zasadzie formalność – zakończenie podziału między „tym jak jest” a „tym co wyinterpretowano” czyli włączenie tego co wyinterpretowano do tego co jest czyli wyinterpretowanie tego co jest czyli uznanie braku derogacji czyli obalenie „i 3”. To zaś umożliwi wniosek Prezesa NSA. Po nim prawdopodobnie KEP wystąpi o dopuszczenie do udziału (zgodnie z art. 265 p.p.s.a. Zbigniew Ziobro czyli Radio Maryja weźmie udział z urzędu) i poczekamy na uchwałę około rok czyli kwestia wstępna powinna się przejaśnić po siedmiu latach. Potem jeszcze rok „prowadzenia postępowania wyjaśniającego” i jeśli wszystko pójdzie dobrze to po ośmiu latach GIODO wyda pierwsze decyzje w sprawie parafii. Obiecałem w manifeście programowym krew, pot, trud i łzy i tego dano nam w bród. Trzeba trafu, że przez osiem lat Andrew Wiles pracował nad Wielkim twierdzeniem Fermata. Wiles dostał szlachectwo i matematycznego Nobla a mi wróżki mówią, że dostanę Order Odrodzenia Polski za oddanie Biura GIODO Polakom. Jeśli chodzi o deptanie praw obywatelskich w interesie Kościoła to od 1990 roku obowiązuje zasada: „należy sikać do basenu, ale nigdy z trampoliny„. Naczelny Sąd Administracyjny został przyłapany na sikaniu z trampoliny. I to czyni całą różnicę. Spostrzeżenie prof. Fajgielskiego, że wyroki z 2013 roku były dęte i zrobione pod z góry przyjętą tezę i tak było jedynie oglądem powierzchni niezgłębiającym przyczyn. Jądro ciemności jest zaś takie, że sędziowie NSA zrobili sobie większą krzywdę niż im poseł Jan Bury – to były wyroki za łapówkę, której nawet nie było. Oni sami wiedzieli, że w sprawach „okołokonkordatowych” nie wolno wydawać normalnych wyroków tylko trzeba tak manipulować prawem żeby nie naruszyć hegemonii Episkopatu Polski. A wychowani na kurtyzany zostali przez Trybunał Konstytucyjny, który sam się sprowadził do tego poziomu czyli dał sam siebie w darze nowej władzy. Jeśli mord katyński był kłamstwem założycielskim PRL to kłamstwem założycielskim III RP była zgodność z konstytucją instrukcji Samsonowicza. To kłamstwo zapoczątkowało degrengoladę, której (logicznym i nieuchronnym) końcem jest wojna z Trybunałem Konstytucyjnym – kurtyzany nie są już potrzebne, można je zastąpić kucharkami. Co było dzwonkiem alarmowym dla samego NSA, bo wiedzą, że będą następni. Jeszcze dalej na własną zgubę Trybunał Konstytucyjny poszedł w 1997 roku uznając ni mniej ni więcej tylko, że w konstytucji PRL był prawny zakaz aborcji (czemu nie sojusz z USA?). Było to już oficjalne oderwanie prawa od rzeczywistości, co w naszej batalii skwapliwie wykorzystano najpierw każąc GIODO prześladować katolików a potem udając, że tego nie robi. Ostatnim etapem upadku był medal „Za zasługi dla Kościoła i Papieża” dla prezesa Rzeplińskiego. Przyjmując go zakończył robienie z trybunału atrapy.

Nie ma czegoś takiego jak niezawisłość na 80%, ale po zmarginalizowaniu sędziów Bakalarskiego i Orzechowskiego więcej się nie wyciągnie, bo trzeba się podporządkować sile przewodniej. Bolszewicy rozwiązali to w ten sposób, że oficjalnie ogłosili sądy swoim narzędziem przemocy i to była uczciwość w barbarzyństwie. W wersji a rebours są pozory nowożytności i NSA żyje w tej dulszczyźnie przynajmniej od 11 lat, kiedy wynikiem 12 : 8 dopchnięto kolanem kolejny przywilej Kościoła kosztem wyrzucenia w kąt Konstytucji (co mniejszość pokazała palcem) a ówczesny prezes przypieczętował to nie kierując sprawy do TK (mimo, że zrobiono to później w siedmiu sprawach mniejszej wagi). To było zaakceptowanie przez NSA, że nie wchodzi się w paradę Komisji Wspólnej – co wróciło jako farsa w twierdzeniu, że o tym kiedy wyrok Trybunału Konstytucyjnego jest wyrokiem decyduje poseł Kaczyński. Skądinąd ta uchwała zapłodniła sędziów WSA antyintelektualnie i został szlagwort „lex specialis” jako synonim prawa kościelnego. Czyli mimochodem upaństwowili Kościół żeby bronić rozdziału, bo gdyby bronili rozdziału to by nie doszli do „instrukcji Michalika”. Nie można zabrudzić kawałka dywanu i mówić, że nadal jest czysty. Nie jest czysty – jest brudny. Trzeba krzyczeć głośno mea culpa, mea culpa, mea maxima culpa! Elity same stworzyły tego pożerającego państwo golema anarchii i uchwała Kolegium NSA go nie zatrzyma. Zresztą kto się zgadza na 80% niezawisłości ten się zgodzi na 60% – i to się właśnie dzieje. To wszystko wyszło spod dywanu właśnie na kanwie naszej batalii. Zamiast przyjmować symboliczną deklarację lepiej wypielić własną grządkę. Trzeba walczyć z przyczyną degrengolady czyli postawą kurtyzany a nie jej skutkiem czyli partią Kościoła. I pogodzić się z tym, że reżimowe gazetki za karę zlustrują tatę albo zrobią okładkę z twarzami sędziów NSA w muszli klozetowej. To już jest cena obrony niezawisłości. Profesor Adam Strzembosz mówi to samo tylko z powodów klasowych innym językiem.

Po sześciu latach pacyfikacji Wystap.pl wypełniło zasadniczą część swojej misji. Wojna „ukradzionej Polski” z własnymi patriotami żeby bronić groteskowego przywileju Kościoła została obnażona do reszty. Oni tego się bali – prawdy. Biskup Miziński przedwcześnie cieszył się, że nie wyszła na jaw. To prawda pokonała komedię fałszywego „i 3”, które miało utrzymać ten przemocowy system dominacji i podporządkowania. Skoro upadli obrońcy systemu to co po nim samym? Jest już bezzębną karykaturą samego siebie. Wszyscy musieli upaść na samo dno żeby się dało zbadać „i 3” i czekają na ruch prof. dr hab. Marka Zirk-Sadowskiego, który 5 lipca otrzymał wniosek Polskiego Stowarzyszenia Racjonalistów o tę uchwałę. Nie pokonali nas – Wystap.pl melduje wykonanie zadania. Po sześciu latach spełniło się moje proroctwo – Fobos i Deimos unoszą się nad Wolską niczym duch Pański. Uprzedzałem w manifeście:

Niech drży III Rzeczpospolita Polska przed akcją bezpośrednią swych niepotrzebnych obywateli. „Psy i szczury” nie mają w niej nic do stracenia oprócz swego upokorzenia.

Tym bardziej widząc to nie należało sprawdzać jak daleko zajdzie nasza rewolucja. Puszczona samopas zaszła najdalej w historii Izby Ogólnoadministracyjnej NSA. Nie da się już powiedzieć, że „niestety nie było wniosku„. Czekamy na odpowiedź więc sprawa ma charakter rozwojowy.

Rzewne łzy GIODO w sprawozdaniu za 2015 rok

Pojawiło się sprawozdanie GIODO z działalności w 2015 roku. Działka „kościelna” jest omówiona na stronie 97. Statystyka dotycząca Kościoła Katolickiego przedstawia się następująco:

wpłynęły 73 skargi na parafie katolickie
wydano:
73 nakazy przywrócenia stanu zgodnego z prawem (prawie wszystkie dotyczą tzw. „wystąpienia po włosku”)
7 umorzeń
5 razy odmowa uwzględnienia wniosku
35 razy utrzymanie w mocy własnej decyzji (tu również chodzi o „wystąpienia po włosku”)
razem – 120 decyzji

Prawie cała włożona w to praca poszła na marne po ustaleniu przez NSA w lutym jak interpretować „i 3” w art. 43 ust. 2 ustawy o ochronie danych osobowych. Dlatego ciekawszy od suchych liczb jest komentarz.

Podkreślenia wymaga, iż m.in. wskutek niejednolitości orzecznictwa sądów administracyjnych, będącego wynikiem skarg stron postępowania na decyzje GIODO (zarówno Skarżących, jak i proboszczów parafii rzymskokatolickich), Generalny Inspektor Ochrony Danych Osobowych obciążany jest wciąż dodatkowymi obowiązkami, co powoduje niejednokrotnie utrudnienia w sprawnym działaniu organu.

Biuro GIODO zdaje się zapominać, że samo stworzyło tę sytuację, która jedynie wróciła bumerangiem. Nawet jeśli chaos w sądach obu instancji generuje „dodatkowe obowiązki” to on sam został stworzony przez poprzedniego GIODO. Dopiero w styczniu 2014 roku zaczęły się konsekwencje, które trwają do dziś. Nowa szefowa wciąż mogła opanować sytuację skargą nadzwyczajną na wyroki NSA. Tego też nie zrobiono i nawet nie próbowano uzasadniać dlaczego, bo potrzeba była ewidentna a widoki na sukces realne. W efekcie kryzys się pogłębił a pani minister Edyta Bielak-Jomaa została w cieniu poprzednika i czeka aż jej „wyinterpretują kognicję„…

–> sprawozdanie GIODO za 2015 rok <–

W środę 22-go czerwca przedstawiała je na Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka. Nie byłoby ciekawie gdyby nie wielokrotna bohaterka Wystap.pl posłanka Krystyna Pawłowicz. Nie wiedziała na co przyszła więc ofuknęła panią minister za to, że nie mówiła tego co jej się wydawało, że powinna mówić. Wątek „kościelny” wyglądał następująco:

GIODO dr Edyta Bielak-Jomaa: Podobnie jak w latach poprzednich, w latach 2014 i 2015 odnotowano skargi zawierające zarzut przetwarzania danych osobowych przez proboszczów parafii Kościoła Katolickiego. Podkreślenia wymaga to, że sądy administracyjne po raz kolejny zmieniły linię orzeczniczą, która, wydaje się, że ostatecznie zostanie ugruntowana w 2016 roku.

poseł Krystyna Pawłowicz: Pani minister wspomniała o problemach z parafiami. Chciałabym spytać, w jakim zakresie, na jakiej podstawie wkracza pani w obszar będący w obszarze autonomii kościoła. Bycie członkiem jednego czy drugiego kościoła jest sprawą absolutnie dowolną. Słyszałam o takich przypadkach, ale chciałabym, żeby pani powiedziała, w jakie sprawy pani wkracza, dlaczego i na jakiej podstawie.

GIODO dr Edyta Bielak-Jomaa: Jeżeli chodzi o kościoły i parafie, Generalny Inspektor Ochrony Danych Osobowych na samym początku swojej działalności otrzymując skargi osób, które chciały wystąpić z Kościoła Katolickiego, stał na stanowisku, że nie jest kompetentny do oceny tego, czy dana osoba jest członkiem czy nie jest członkiem Kościoła Katolickiego, ponieważ taka ocena powinna być dokonywana na podstawie prawa wewnętrznego Kościoła Katolickiego. Na decyzje Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych były skargi do sądu administracyjnego. Wojewódzki Sąd Administracyjny w pierwszej wersji uznał, że Generalny Inspektor Ochrony Danych Osobowych rzeczywiście ma rację. Na skutek kasacji Naczelny Sąd Administracyjny zmienił linię orzeczniczą, uznając, że Generalny Inspektor Ochrony Danych Osobowych ma obowiązek dokonywania kontroli tego, czy dana osoba skutecznie wystąpiła z Kościoła Katolickiego. Uznał, że do skutecznego wystąpienia wystarcza oświadczenie woli. A więc powinniśmy tu stosować prawo powszechne. Generalny Inspektor Ochrony Danych Osobowych związany jest postanowieniami sądu, musi wykonywać postanowienia Naczelnego Sądu Administracyjnego. W następnych latach linia orzecznicza zmieniała się. W ostatnim orzeczeniu z lutego tego roku Naczelny Sąd Administracyjny uznał, że Generalny Inspektor Ochrony Danych Osobowych nie może tego kontrolować. Oczywiście wykonujemy je.

poseł Janusz Sanocki: Nie jest powiedziane, że się nie zmieni.

GIODO dr Edyta Bielak-Jomaa: Jest to orzeczenie i nie jest powiedziane, że się nie zmieni.

Kluczowe są zwroty „wydaje się, że linia orzecznicza ostatecznie zostanie ugruntowana w 2016 roku” i „nie jest powiedziane, że się nie zmieni„. Pani minister słusznie była oszczędna w słowach, bo z ogłaszaniem rewolucji jest jak z paleniem cygar – najlepiej w dobrym towarzystwie. Co miała na myśli – o tym już wkrótce ze szczegółami na Wystap.pl.

patrz także: „Sprawozdanie GIODO za 2014 rok„, 11 grudnia 2015

10 lipca 2016: Sejm przyjął sprawozdania 7 lipca po zdawkowej dyskusji od godziny 14:09. Przedstawiciel PO wspomniał o potrzebie rozważenia nadania GIODO ograniczonego prawa inicjatywy ustawodawczej i skargi konstytucyjnej.

KEP ratuje się „ogólnopolskim” dekretem o wystąpieniach

images

Watykan wsparł złagodzoną wersję „instrukcji KEPu o apostazji”

Po prawie czterech latach czekania na recognitio (zatwierdzenie) Watykanu, kiedy już wydawało się, że to czekanie na Godota, rzutem na taśmę 19 lutego Konferencja Episkopatu Polski ogłosiła wejście w życie „ogólnopolskiego” (tzn. obowiązującego we wszystkich polskich diecezjach) Dekretu ogólnego Konferencji Episkopatu Polski w sprawie wystąpień z Kościoła oraz powrotu do wspólnoty Kościoła. Tym samym potwierdziła się nasza nieoficjalna informacja o jego tytule z końca 2014 roku a proboszczowie otrzymali wreszcie jednolitą „procedurę” na którą mogą się powoływać, bo stoi za nią sam Watykan (aczkolwiek daty samego recognitio nie podano). Brak dekretu powodował wręcz niewiarygodne sceny, wynalazki i kompromitacje – od wysyłania odstępcom wycinków z gazet, przez proszenie o „apostazję kanoniczną”, utarczki pod drzwiami, kłamstwa w żywe oczy, zabawę w nieodbieranie listów, „gotowca” odpowiedzi biskupów na pytania GIODO do pisania przez starszego proboszcza na maszynie (!) o Traktacie Lizbońskim, co już było zgrozą.

GW z 23022016

„Gazeta Wyborcza” widzi różnicę

Zgodnie z przeciekami KEP „przeniósł” podstawę z nieszczęsnego okólnika kardynała Herranza – który zniknął na dobre – na kanon 751 KPK, zawierający definicje apostazji, herezji i schizmy. Tym samym jasno pokazał, że jest wyłącznym dysponentem tych pojęć. W zamian za to „oddał” polskie słowo „odstępca”. Wszystko zgodnie z moimi radami z końca 2012 roku (patrz punkt 5 „używanie kościelnego języka„). Wycofał się całkiem z humbugu „formalnego wystąpienia„, którego Kościół nie uznaje. Zamiast tego nareszcie powrócił do własnej doktryny semel catholicus semper catholicus, co również radziłem. Tym samym jednak pokazał piętę achillesową całego dekretu, bo nie jest o wystąpieniu z Kościoła na użytek samego Kościoła – skoro czegoś takiego nie ma – tylko na użytek polskich władz, które mają go uznawać jako fakt jednostronnie dokonany (na ten trop wpadła tylko „Gazeta Wyborcza”). Zdradzając co się będzie działo napisał o tym wprost w skardze do sądu adwokat parafii dr Paweł Litwiński: „GIODO był zobowiązany do uwzględnienia rozstrzygnięcia wydanego przez [Proboszcza Parafii] w oparciu o normy prawa kanonicznego„. Trzecia zmiana to dodanie punktu o powrocie odstępcy do pełnej wspólnoty, bez którego „Święta Instrukcja Apostatyczna” z 2008 roku budziła opór jako instrukcja „ekskomuniki na życzenie„. Wreszcie czwarta to usunięcie wymogu dwóch świadków, co Prymas Polski zdradził w styczniu 2014 roku.

Przewodnik Katolicki nr 6 z 2016

Przewodnik Katolicki nr 6 z 2016:
„w sumie wszystko po staremu”

Ujawnienie dekretu w dniu jego wejścia w życie oznacza przyznanie się, że do tej pory Kościół prowadził zażartą walkę o „procedury kościelne„, których nie było. Są od trzech dni i – niestety – może to prowadzić do dalszego przeciągania liny między biskupami a Naczelnym Sądem Administracyjnym. Jeśli wszystko będzie tak jak do tej pory to KEP spróbuje zmusić Polskę do jego uznania w miejsce przynajmniej teoretycznie dwustronnego (rząd-papież) aneksu do Konkordatu. To byłby krok wstecz nawet wobec tego co forsował adwokat parafii Krzysztof Wąsowski (!). Termin publikacji został wybrany bardzo rozważnie – tuż po siedmiu lutowych wyrokach NSA a więc unikając presji na wyroki, ale umożliwiając wzmiankę w uzasadnieniach.

PS: Tylko czekać aż dekret pojawi się w wyrokach WSA w Warszawie. Ani chybi gdy tylko adwokat Krzysztof Wąsowski przerobi gotowca skargi do sądu…

10 lipca 2016: Wygląda na to, że kolejnej wojny o „procedury kościelne” uda się uniknąć. Istotnie NSA dostrzegł dekret i przezornie przestrzegł przed jego politycznym wykorzystywaniem. Wojewódzka Rada Parafialna w Warszawie i tak go wpieprzyła do wyroku, ale to już łabędzi śpiew fanatyków katolickich.

Nie można pominąć, że w dniu 19 lutego 2016 roku (już po wydaniu wyroku w niniejszej sprawie) opublikowano Dekret ogólny Konferencji Episkopatu Polski w sprawie wystąpień z Kościoła oraz powrotu do wspólnoty Kościoła (uchwała KEP z 7 października 2015 r., nr 20/370/2015, „Akta Konferencji Episkopatu Polski” 27(2015), s. 101-104, dalej Dekret). Jednakże Dekret nie wpływa na ocenę prawną zaskarżonego wyroku i kontrolowanych decyzji administracyjnych, z uwagi na to, że sąd administracyjny kontroluje zgodność z prawem zaskarżonej decyzji, biorąc pod uwagę stan prawny i faktyczny z daty jej wydania (art. 133 § 1 ppsa; M. Jagielska, J. Jagielski, R. Stankiewicz w: red. R. Hauser, M. Wierzbowski, Prawo o postępowaniu przed sądami administracyjnymi. Komentarz, C.H. Beck 2015, s. 566-567, nb 3).

patrz także:
Zaczął obowiązywać dekret ws. wystąpień z Kościoła i powrotu„, „Radio Watykańskie”
Jak odejść z Kościoła i jak wrócić?„, „Gość Niedzielny”
Dekret KEP ws. apostazji i powrotu do Kościoła„, Deon.pl
Dekret KEP ws. wystąpień z Kościoła i powrotu do jego wspólnoty„, KAI
Teraz jest łatwiej odejść z Kościoła…„, „Gazeta Wyborcza”

prasa w 2016

Siódmy rok batalii i już w lutym „trzecia linia orzecznicza” Naczelnego Sądu Administracyjnego na drodze do „merytorycznej” decyzji GIODO…

10 lutego

Jako pierwsza o wyrokach NSA pisze red. Katarzyna Żaczkiewicz-Zborska z Lex.pl, która była na sali.

Kościół przedwcześnie uznał, że NSA się poddał i wygrał wszystko to co chciał i tak jak chciał:

Apostazja tylko według procedury„, „Gość Niedzielny”
Apostazja według zasad Kościoła katolickiego. Naczelny Sąd Administracyjny twardo za konkordatem„, „Polonia Christiana”
NSA: apostazja tylko według kościelnych procedur„, „Niedziela”

12 lutego

Sąd nad apostazją„, „Niedziela”
Optymistyczne wiadomości na stronie Nuncjatury Apostolskiej… otwarły drogę do recognitio dla dekretu KEP?

17 lutego

Proboszcz nie zapisze, że ktoś porzuca wiarę„, „Dziennik Polski” (sam tytuł kiepski, bo zapisze „według procedur„)

Prawo o apostazji„, „Gość Niedzielny”

adwokat parafii Archidiecezji Krakowskiej dr Paweł Litwiński popiera wniosek PSR o uchwałę abstrakcyjną

19 lutego

Kolejne artykuły po siódmym wyroku (z udziałem Polskiego Stowarzyszenia Racjonalistów, które doprowadziło do przełomu).

NSA: GIODO nie ma uprawnień do oceny oświadczeń o apostazji„, „Rzeczpospolita”

Proboszcz wygrał z GIODO. NSA oddalił kasację wyroku w sprawie apostazji„, „Gazeta Wyborcza”

NSA: GIODO nie może oceniać oświadczeń o apostazji„, Lex.pl

20 lutego

W tym samym duchu o wyrokach NSA pisze branżowy portal e-ochronadanych.pl.

23-24 lutego

Prasa podaje informację, że Watykan zatwierdził „ogólnopolski” dekret Konferencji Episkopatu Polski – odpowiedź Kościoła na wyroki NSA.

Zaczął obowiązywać dekret ws. wystąpień z Kościoła i powrotu„, „Radio Watykańskie”
Jak odejść z Kościoła i jak wrócić?„, „Gość Niedzielny”
Dekret KEP ws. apostazji i powrotu do Kościoła„, Deon.pl
Łatwiej o apostazję. Episkopat uprościł procedury„, „Gazeta Wyborcza”
Dekret KEP ws. wystąpień z Kościoła i powrotu do jego wspólnoty„, KAI
Łatwiej wystąpić z Kościoła katolickiego – nowe zasady„, „Głos Wielkopolski” (aż z 2 kwietnia)
Teraz jest łatwiej odejść z Kościoła…„, „Gazeta Wyborcza” (aż z 4 kwietnia)

25 lutego

Dr Grzegorz Sibiga – jako jedyny ekspert – komentuje najnowsze wyroki NSA.
Dlaczego GIODO zainteresował się procedurą apostazji?„, TOK FM

29 lutego

Łatwiej zostać apostatą?„, komentarz kurii krakowiej

2 marca

Rzecznik prasowy KEP zastrzega, że dekret „nie ułatwia  występowania, ale reguluje te kwestie„. Nawet jeśli to trochę zaklinanie rzeczywistości.
Apostazja: łatwiej jej dokonać, ale mało kto z tego korzysta„, „Dziennik Łódzki”

Kościół ma widoczne trudności w wyjaśnieniu dlaczego jednocześnie broni „kościelnych procedur wystąpienia” i twierdzi, że nie można z niego wystąpić.
Apostazja nie cofa czasu„, „Przewodnik Katolicki”, nr 10/2016 s. 30-31

16 kwietnia

Jedna z ostatnich spraw w Wojewódzkim Sądzie Administracyjnym w Warszawie odrzucająca kunktatorskie pseudodecyzje GIODO jeszcze bardziej kunktatorskim pseudowyrokiem.

WSA: apostaci muszą poddać się procedurze według prawa kanonicznego„, Lex.pl

22 czerwca

Przykład manipulacji Kościoła. Słowa GIODO „na samym początku” w suchym przedstawianiu chronologii zdarzeń zamieniono na „od początku swej działalności„, co całkowicie zmieniło sens. Potem z wypowiedzi, której nie było zrobiono tytuł artykułu. Skądinąd „prawnie” używają identycznych metod tworzenia wirtualnej rzeczywistości.

GIODO: o przynależności do Kościoła decyduje jego wewnętrzne prawo„, „Niedziela”
Religia – nie państwa sprawa„, Wiara.pl
GIODO w Sejmie o przynależności do Kościoła„, Idziemy.pl

7 lipca

Lewicowy „Tygodnik Faktycznie” w pierwszym numerze pokrótce o genezie problemu („Proboszczu, pokaż księgi!„, s. 12). Aczkolwiek z naiwną konkluzją, że wszystko się samo rozwiąże 25 maja 2018 roku mimo nieporadzenia sobie państwa z „i 3”. Biskupi powiedzą „ojej to już 25 maja? no to leżymy„. Więcej racjonalizmu w racjonalizmie…

NSA, GIODO i „apostaci”: mozolne wychodzenie z malin

images

decyzje GIODO w sprawie „wystąpienia po włosku” trafią do generalnego remontu

Naczelny Sąd Administracyjny wydał wyrok w sprawie z udziałem Polskiego Stowarzyszenia Racjonalistów. Niespodzianki w sprawie skargi kasacyjnej GIODO nie było – została odrzucona tak samo jak sześć identycznych w dniu 9 lutego. Tym razem pełnomocnik GIODO już nawet nie przyszedł do sądu jej „podtrzymywać”. Sędzia Jolanta Rudnicka była wyraźnie oszczędna w słowach. Przyznała, że sprawa jest „niełatwa, bardzo trudna„, bo z jednej strony GIODO powoływał się na wyroki NSA z 2013 roku a z drugiej stało się jasne, że były „na odczep się” i tylko zagmatwały sprawę. Teraz samo wychodzenie z tego kompletnego chaosu w którym ta sprawa utkwiła powoduje kolejny chaos, zwłaszcza medialny. Powiedziała jednak dwie bardzo ważne rzeczy. Po pierwsze – „przesądzone zostało, że GIODO nie może umarzać postępowań, ma przystąpić do oceny; natomiast nie możemy uznać, że postępowanie jest bezprzedmiotowe„. Po drugie – GIODO nie może kierować się prawem kościelnym, którym adwokat Krzysztof Wąsowski faszeruje sędziów WSA w Warszawie jak gęsi – a to kanonem 96 KPK, a to 751, byle nie 11, bo 11 to ingerencja w wewnętrzne sprawy Kościoła (on naprawdę tak pisze 🙂 ). Tak więc decyzje GIODO, które do tej pory badały jakiś „fakt wystąpienia z Kościoła” idą do generalnego remontu – mają się ostatecznie wycofać ze spraw wyznaniowych w które nikt nie potrafi teraz powiedzieć po jaką cholerę w ogóle weszły. Sprawa uprawnień GIODO – które teoretycznie zabrało mu „i 3” – została pominięta więc wygląda na to, że to strona kościelna ma wykazać, że GIODO „nie ma kognicji” a nie skarżący, że ją ma. Trwa mozolne wychodzenie z malin i wciąż jest więcej pytań niż odpowiedzi, ale te przynajmniej powinny być w uzasadnieniach tych siedmiu wyroków. Dopiero w nich okaże się także ile NSA zaczerpnął z podpowiedzi skarżących i PSR. Owoce tych wyroków poznamy dopiero za kilka miesięcy. Spragnionym prostych wyjaśnień sprawy trwającej prawie sześć lat świat już teraz objaśnią „Rzeczpospolita” i „Gość Niedzielny„. Z prawdą nie ma to wiele wspólnego, ale przynajmniej zapewnia błogi spokój.

Naczelny Sąd Administracyjny dobił fałszywe „i 3” czyli koniec oszołomów i zwycięstwo prawdy

temidaWszyscy wiedzieli, że 9 lutego w Naczelnym Sądzie Administracyjnym dojdzie do jakiegoś przełomu. Wisiał w powietrzu od bardzo dawna i pod tym względem nikt nie może być zawiedziony. Jedni się uśmiechają a inni kwilą, że zniknęli. 🙂 Zebrano na „maraton sądowy” sześć identycznych skarg kasacyjnych GIODO od prawno-religijnej papki WSA w Warszawie. Tak jak 5 listopada, pełnomocnik GIODO z pokerową miną „podtrzymywał”, że urząd nie chce traktować parafii na takich samych zasadach jakim podlegają wszyscy inni czyli chce ich niepodlegania ustawie o ochronie danych osobowych poza wyjątkiem, gdy sprawa dotyczy „osoby nienależącej do Kościoła„. Czyli GIODO sam chce utrzymania przywileju zawartego w „obecnej interpretacji cyfry 3„, mówiąc oficjalną nomenklaturą. I to się w końcu rozwaliło w drobny mak. Z opóźnieniem co najmniej dwóch lat, bo powinno było najpóźniej w lutym 2014 kiedy było już jasne, że ta bomba musi wybuchnąć.

Spytasz Czytelniku: „czemu GIODO walczy z własnymi uprawnieniami, co to jest to „i 3” i czemu jest tak ważne?„. Na pierwsze pytanie samo Biuro GIODO nie potrafi odpowiedzieć, ale resztę możemy wyjaśnić.

Trzeba się cofnąć do wiosny 2012 roku, kiedy ogłosiliśmy odkrycie nowego ssakaEquus Giodus czyli „zebry Wiewiórowskiego„. Była to ironiczna nazwa umarzania przez poprzedniego GIODO skarg na parafie z dwóch powodów jednocześnie na podstawie tego samego „i 3” w art. 43 ust. 2 ustawy o ochronie danych osobowych – zawsze z przeciwnej niż brał na cel jakiś skarżący więc wodził wszystkich za nos tak długo aż już się tego nie dało „odkręcić”. Wtorkowe wyroki NSA były konsekwencją przymknięcia na to oczu w 2013 roku. Pierwsza wersja była taka, że umarza, bo katolikom decyzje nie przysługują a skarżący są katolikami, bo „nie wykazali”, że nie są (czasem nawet wprost pisząc, że są) a druga – umarza, bo wszystko musi umarzać, bo „i 3” oznacza, że może proboszczom naskoczyć. W Biurze GIODO pracuje 77 prawników i najwyraźniej żaden nie wiedział co zrobić z tym „i 3”,  bo lepili z niego co chcieli jak z plasteliny. Przez długi czas obie wersje funkcjonowały jednocześnie – w pełnym rynsztunku, pod orzełkiem, ze wszystkimi pieczątkami, chociaż nawet dziecko rozumie, że to już nawet nie błąd tylko groteska. O jeden szwindel za daleko.

schemat
W styczniu 2014 roku, po przełomie, który trafił na pierwsze strony gazet, GIODO przyjął czerwoną „interpretację cyfry 3” „zgodnie z prawem powszechnym” (a niby z jakim by miał??) czyli zaczął odsiewać niewierzących (mających prawo do jego decyzji) od katolików (traktowanych jak Żydzi w Noc Kryształową). Kościół  nie pisnął o tym ani słowa. Zamiast o „równouprawnienie katolików” zaczął walczyć o wyższość „procedur kościelnych” – których w ogóle nie ma – nad Konstytucją, bo tylko to ich interesuje. Biuro GIODO samo się do tej hańby doprowadziło – samo w nią lazło z fanatycznym uporem. Próbowali się chować za wyroki Naczelnego Sądu Administracyjnego, który widząc, że GIODO używa „czerwonej” wersji „i 3”, ale nie „ustala” wyznania skarżących po prostu kazał mu je „ustalać”. Przerzucanie gorącego ziemniaka sprawiło, że GIODO umył ręce, bo czekał na „dupochrony z NSA„, NSA umyło ręce, bo GIODO nie „ustalił” czy może wydać decyzję a efekt tego jest taki, że od lat trwa gorszący spektakl udowadniania, że Polska jest krajem bezprawia z rządami prawa na poziomie jakiegoś Azerbejdżanu. Z niegdyś elitarnego urzędu zostały żałosne resztki, zajmujące się produkowaniem gotowców, przerzucaniem stosów papierów i – coraz częściej – płaceniem za to grzywien. W biurowcu oficjalnie nazywanym „substandardem„. Jak się pracuje w „substandardzie” to się siłą rzeczy „substandardowo” zachowuje – i koło się zamyka.

I ten chocholi taniec wreszcie – choć mleko już się rozlało – Naczelny Sąd Administracyjny przerwał mówiąc to, co jest żałosne, że w ogóle musiał powiedzieć, a mianowicie, że GIODO nie może badać wyznania skarżących (art. 53 pkt 7 Konstytucji). Mówiąc to, sędzia Jolanta Rudnicka zakończyła „dyskryminację chrześcijan”, zwróciła honor skarżącym, którzy byli cierniem koronowani, gdy skarżyli się na to do WSA w Warszawie

skurwysyny
i dobiła fałszywe „i 3”, ostatecznie otwierając drogę do prawdziwego (niebieskiego). Czemu w ogóle NSA wszedł w te maliny – o to trzeba pytać sędzię Małgorzatę Pocztarek, która do tego doprowadziła i zapłaciła za ten skandal wyłączeniem z potencjalnie przełomowej sprawy z udziałem Polskiego Stowarzyszenia Racjonalistów. Na wniosek PSR została zastąpiona przez innego sędziego, aczkolwiek dyplomatycznie za swoją zgodą.

Jedyny niedosyt w tym, że sędzia Jolanta Rudnicka wycofując NSA ze ślepej uliczki fałszywego „i 3” nie powiedziała czegoś tak prostego tak prosto tylko zaczęła mówić językiem WSA, co kompletnie wypaczyło przekaz medialny (fundamentaliści już odkryli, że „NSA twardo za konkordatem” 🙂 ). Już 10 miesięcy temu napisałem, że to wycofanie się nie może przekreślać praw obywateli, które po prostu potwierdzono. Póki co mamy twarde lądowanie z obłoków na ustawie i trochę rzuca, bo głupio powiedzieć, że kilkunastu sędziów NSA się zbłaźniło. Jeśli uzasadnienie pisemne dojdzie do sedna to będzie krótko i jasno o tym, że dotychczasowa interpretacja „i 3” była bzdurna a jeśli nie dojdzie to… nie będzie.

Największa korzyść z tych wyroków w tym, że wreszcie na śmietnik historii trafiła „Świecka Polska” czyli grupka oszołomów walcząca o jakąś „świecką apostazję” opartą na „i 3”. Przyjechali do NSA na własny pogrzeb. 🙂 W praktyce zastąpili „zawodowych apostatów” z apostazja.pl, którzy walczyli o „apostazję KEP-owską” opartą na Świętej Instrukcji Apostatycznej. Miarą postępu miało być to, że od występowania z Kościoła nie był humbug abp Michalika tylko kretyńska „interpretacja” kretyńskiego „i 3”. Grupka Jarosława Milewczyka z apostazja.pl to byli pożyteczni idioci Kościoła, ale głównie w naganianiu „kandydatów na apostatów” do „instrukcji KEPu” i zniknęli w 2011 roku. Oszołomstwo ze „Świeckiej Polski” było pod tym względem znacznie gorsze, bo kręcąc się za własnym ogonem broniło interpretacji „i 3”, której bronili sami adwokaci Kościoła. Lider grupy Zbigniew „Zetes” Szetela zrobił co mógł, by zniszczyć Wystap.pl i nie dopuścić do odejścia od fałszywej narracji narzuconej i podtrzymywanej przez Kościół. Nieuchronnie 9 lutego 2016 roku zdechł kolejny koń trojański Kościoła. Trzeciego już nie ma. 😀 Jeśli ktoś chce przegrać sprawę w sądzie i przy okazji wyjść na durnia to niech się zgłosi do „Świeckiej Polski”. Oni są w tym naprawdę dobrzy. 🙂

Na koniec ciekawostka. Naszym Czytelnikiem jest sam Sekretarz Generalny KEP biskup Artur Miziński! Nawiązując do tytułu „We wtorek w NSA zerwiemy zasłonę kłamstw” powiedział: „apostaci opisujący swoje starania jako walkę o wyjście z Kościoła zapowiadali, że po tym wyroku „zasłona wreszcie opadnie” i „prawda wyjdzie na jaw”. Niestety dla nich stało się inaczej„. Wasza Ekscelencjo! Tym razem sąd nie dopuścił Polskiego Stowarzyszenia Racjonalistów do udziału, bo uznał, że nie było takiej potrzeby. Bardzo słusznie zresztą, bo dopiero te wyroki umożliwiły dojście do sedna, które ukryto pod wieloma warstwami dezinformacji. Najwyraźniej wbrew rachubom Waszej Ekscelencji zasłona wreszcie opadła a prawda jednak wyszła na jaw. Wszystko co miałem do przekazania jest tam gdzie powinno. 🙂

Po pierwszej „nowej” rozprawie w NSA 5 listopada obiecałem, że „zwycięstwo jest bliskie„. Teraz mogę napisać – my już zwyciężyliśmy, bo prawda wyszła na jaw i sędziowie ją znają. Wszystko jest dopięte na ostatni guzik przed piątkową rozprawą. Najgorsze, że to wszystko odbywa się kosztem ludzi, którymi się „zgodnie z prawem” pomiata jak śmieciami. I to jest ostateczny argument za uchwałą Naczelnego Sądu Administracyjnego.

patrz też: Lex.pl, Gość Niedzielny 1, PCh24.pl, Niedziela 1, Niedziela 2, Dziennik Polski, Gość Niedzielny 2, e-ochrondadanych.pl

We wtorek w Naczelnym Sądzie Administracyjnym zerwiemy zasłonę kłamstw

Przeżyliśmy potop szwedzki, przeżyjemy i 3.
motto Wystap.pl

NSA wejściePrawie sześć lat temu portal Wystap.pl publicznie rzucił rękawicę państwu konfesyjnemu w którym wszystko trzeba „uzgodnić” i „wyjaśnić” z biskupami za plecami sądów i „przypadkowego społeczeństwa„. Kwintesencją tej patologii był legalny bandytyzm Komisji Majątkowej, ale ten dogmat panował jak Polska długa i szeroka – także w Biurze GIODO. Nic dziwnego, że nie udało się go od razu wygonić, kiedy w sierpniu 2010 roku urząd objął dr Wojciech Wiewiórowski. Wymyślił „z prawniczym przekonaniem„, że musi umyć ręce, bo nic nie może, ale „nie miał pretensji” o to, że grupa pionierów państwa prawa walczy z nim o wydanie decyzji (sic!). Inaczej mówiąc – obywatele wezmą swojego biednego ministra pod ręce jak Juranda ze Spychowa i zaprowadzą do „kognicji” żeby im wydał „merytoryczne decyzje administracyjne„, bo on nie tylko nie może „domniemywać uprawnień„, ale nie może nawet domniemywać dlaczego musi umarzać. Praktyka była jeszcze dużo gorsza niż ta teoria. W styczniu 2014 roku udało się wywalczyć tyle, że GIODO do upragnionej „kognicji” prowadzą pod rękę proboszczowie. Worek kamieni jest ten sam tylko na innych plecach. Skoro wszyscy zostali sprawiedliwie poniżeni i upokorzeni sprawę można rozpatrzyć.

Cierpi na tym już tylko autorytet państwa. I wszystko wskazuje na to, że Naczelny Sąd Administracyjny, który stał się jedynym motorem postępu, ma tego świadomość. Moje wystąpienie 5 listopada i złożone dokumenty doprowadziły do wyznaczenia kolejnej serii rozpraw czyli „maratonu sądowego” 9 lutego od godziny 09:00. Tym razem sąd wie, że nic nie jest załatwione, wie dlaczego i wie jak wyjść z tego błędnego koła. Przygotowany jest więc grunt pod kolejny przełom – dużo większy niż pierwszy w październiku 2013 roku. Czeka na niego już nawet WSA w Warszawie. Cała zbudowana na piasku „obecna interpretacja cyfry 3” może się rozpaść jak domek z kart. Wspólnie z Polskim Stowarzyszeniem Racjonalistów zamierzamy zerwać do końca zasłonę kłamstw, bo tylko ona umożliwiła tę wieloletnią farsę na której wszyscy stracili. Nie dla GIODO – aby odzyskać prawa obywatelskie oczywiste wszędzie poza Polską. Zapraszamy Przyjaciół i Czytelników na ukoronowanie naszej sześcioletniej walki.

rozpiska spraw w NSA

–> ściągawka z linkami do wyroków <–

PS: „NSA rozpatrzy jutro kilka spraw przeciwko proboszczom„, Lex.pl

Jak nie dekretem KEP to… aneksem do Konkordatu

nowa wersja starej wersjiWygląda na to, że w walce o niepodleganie Ustawie o ochronie danych osobowych strona kościelna wycofała się na kolejną z góry upatrzoną linię obrony. Dotychczas biskupi czekali na zatwierdzenie przez Watykan projektu „Dekretu ogólnego Konferencji Episkopatu Polski w sprawie wystąpień z Kościoła oraz powrotu do wspólnoty Kościoła„. Pragnęli go jak kania dżdżu ponieważ tylko tzw. recognitio Watykanu pozwala ogłosić dekret kościelny obowiązującym we wszystkich polskich diecezjach. A dekretu potrzebowali na gwałt jako naprawienia kompromitującej „instrukcji Michalika” żeby utrzymać mit, że trzeba „wystąpić z Kościoła zgodnie z prawem kanonicznym„. A więc od 2012 roku czekali… i czekali… i czekali… i nie mogli się doczekać. A nie mogli już choćby dlatego, że sam Benedykt XVI po cichu wycofał się z nieudanego okólnika kardynała Herranza z 2006 roku i skreślił w „Omnium in mentem” z Kodeksu Prawa Kanonicznego zwroty, które ten rzekomo objaśnił. Po trzech latach takiego czekania napisałem, że to czekanie na Godota. Po tym jak wstydu najadł się ksiądz prałat Henryk Bartuszek desperackie bronienie przez proboszczów nieistniejącego dekretu skończyło się jak ręką odjął.

Biskupi uznali, że mają w rękawie jeszcze jedną kartę – aneks do Konkordatu, uzgodniony między Stolicą Apostolską a Ministerstwem Spraw Zagranicznych. To znamienne, że został ostatnią deską ratunku dopiero po upadku koncepcji „wewnętrznego” dekretu KEPu. Dopiero wówczas zwyciężyło myślenie, że trzeba przejść od „spraw wewnętrznych” do „spraw zewnętrznych”. Tymczasem to jedynie udoskonalenie pierwotnego planu żeby w ogóle miał ręce i nogi. Dekret ogólny KEP byłby aktualny, obowiązujący we wszystkich diecezjach, niewątpliwie prawidłowo przyjęty i stałby za nim Watykan czyli rozwiązywałby problemy, które Kościół ma z własną doktryną. Tylko nie rozwiązywałby podstawowego – byłby „wewnętrzną sprawą Kościoła” bez znaczenia dla prawa powszechnego, a temu Naczelny Sąd Administracyjny powiedział „nie” w październiku 2013 roku. Transfer do polskiego prawa umożliwia jedynie artykuł 27 Konkordatu przewidujący tworzenie aneksów. Mówiąc wprost – aneks do Konkordatu jest jedyną możliwością żeby nadal nic się nie zmieniło. Rząd, który zamienia zegar na krzyż jest dla Watykanu idealnym partnerem. I oto na scenę wkracza… zgadliście Państwo – aneks do Konkordatu!

Sprawa – jeszcze nieśmiało – zaczęła się w styczniu 2014 po rozpoczęciu wydawania przez GIODO substytutów decyzji w sprawie „wystąpienia po włosku”:

Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej wskazuje na zasady poszanowania autonomii między państwem a Kościołem i ich wzajemnej niezależności. Podobnie normy znajdujemy w konkordacie podpisanym z 1993 roku. Art. 27 konkordatu wskazuje na możliwość rozwiązania innych, nieuregulowanych tym dokumentem spraw, ale na drodze umów pomiędzy stronami. – W omawianym tutaj zagadnieniu taka umowa do tej pory nie powstała – podkreśla [ekspert prawa kanonicznego ks. prof. UKSW dr hab. Marek Saj].

Kawę na ławę wyłożono w półoficjalnym stanowisku KEP z 15 stycznia 2014:

Jako że Konkordat między Stolicą Apostolską i Rzecząpospolitą Polską został podpisany 28 lipca 1993, czyli cztery lata wcześniej niż Ustawa z dnia 29 sierpnia 1997 „o ochronie danych osobowych”, dlatego w Konkordacie nie mogły zostały zostać zawarte żadne szczegółowe regulacje dotyczące tej kwestii. Zresztą, art. 27 Konkordatu precyzuje, że sprawy wymagające nowych lub dodatkowych rozwiązań będą regulowane na drodze nowych umów między Układającymi się Stronami albo uzgodnień między Rządem Rzeczypospolitej Polskiej i Konferencją Episkopatu Polski upoważnioną do tego przez Stolicę Apostolską. Gdyby więc Ustawa o ochronie danych osobowych miała zacząć dotyczyć także Ksiąg Chrztu, czyli istniejących od setek lat rejestrów ochrzczonych, sporządzanych od czasu powstania ksiąg Stanu Cywilnego tylko i wyłącznie do użytku wewnętrznego Kościoła i mającym charakter poufny, musiałoby to być przedmiotem negocjacji strony Rządowej z Konferencją Episkopatu Polski. Nie ma żadnych dowodów świadczących o tym, że takie rozmowy kiedykolwiek miały miejsce i że jakiekolwiek inne niż dotychczas regulacje tej kwestii zostały przyjęte. Z tego powodu należy uznać, że zgodnie z Artykułem 4 Ustawy o ochronie danych osobowych, archiwa kościelne nie podlegają jej przepisom.

Zamień zegar na krzyż a sędziowie zdewociałego WSA w Warszawie wsadzą to do wyroku:

(…) zgodnie z art. 4 ustawy o ochronie danych osobowych, przepisów tego aktu prawnego nie stosuje się, jeżeli umowa międzynarodowa, której stroną jest Rzeczpospolita Polska, stanowi inaczej. Choć w umowie międzynarodowej zawartej między Stolicą Apostolską i Rzecząpospolitą Polską nie ma wprost zapisu o wyłączeniu stosowania jej przepisów w zakresie przetwarzania danych osobowych członków Kościoła Katolickiego (zapisu takiego zresztą być nie mogło, albowiem u.o.d.o. stanowi akt prawny uchwalony 29 sierpnia 1997 r.), nie budzi w ocenie Sądu wątpliwości – wobec treści powołanych przepisów umowy międzynarodowej – że art. 4 u.o.d.o. wyłącza możliwość nakazania przez organ władzy państwowej, tj. GIODO – w stanie faktycznym tej sprawy – wprowadzenia określonej (wskazanej przez ten organ) treści zapisów w księdze chrztu.

Oni nawet nie są prokościelni – oni po prostu wsadzają do wyroków „w imieniu Rzeczypospolitej Polskiej” to co im podeśle główny adwokat parafii dr Krzysztof Wąsowski. W ten sposób sąd mówi księdzem Wołoszczukiem a dr Wąsowski robi za pośrednika. Wszystko porządnie i zgodnie z prawem jak w Komisji Majątkowej. Sędziowie uciekli od istniejącego „i 3” w art. 43 do nieistniejącego artykułu Konkordatu i zatrzymali się w pół kroku przed napisaniem wprost, że ów nieistniejący artykuł Konkordatu mówi, że GIODO ma się odczepić od proboszczów we wszystkich sprawach, ale dostatecznie jasno wynika to z całości. Inaczej mówiąc – Wysokiemu Sądowi wyszło z nieistniejącego artykułu Konkordatu, że Kościół może podlegać ustawie jeśli sam się na to zgodzi. Skutki karmienia krokodyla przez kilkanaście lat w pełnej krasie…

Żeby WSA w Warszawie zaczął mówić księdzem Wołoszczukiem dr Wąsowski wytrwale zarzucał GIODO „niezastosowanie” art. 27 Konkordatu.o aneksie do Konkordatu w styczniu 2014Nie bardzo wiadomo jak miałoby wyglądać „zastosowanie” art. 27 Konkordatu przez GIODO – chyba ofuknięciem papieża przez telefon, że jeszcze nie ma aneksu. Tym sąd się jednak nie zajmował. Nieważne jak GIODO ma „zastosować” art. 27 Konkordatu – ważne, że nie zastosował a dzięki temu „proboszczowie wygrywają w sądach„, mówiąc „Rzeczpospolitą”.

Czy ta kolejna groteska to ostatni szaniec zdemoralizowanego „Kościoła Polskiego” i co z tym zrobi Naczelny Sąd Administracyjny – dowiemy się już wkrótce. Mamy zamiar pokonać tę epidemię i objąć Wysoki Sąd kwarantanną. O tym za kilka dni na Wystap.pl.

Sprawozdanie GIODO za 2014 rok

Pojawiło się doroczne sprawozdanie GIODO z działalności w 2014 roku. Jednocześnie pierwsze, które w Sejmie przedstawiać będzie pani minister Edyta Bielak-Jomaa. Jej poprzednicy mówili do prawie pustej sali (patrz: „GIODO w Sejmie o naszych sprawach„, 10 stycznia 2014). Niewykluczone, że tym razem – zwłaszcza w sprawach „okołokonkordatowych” – zainteresowanie posłów będzie większe. Na posłankę Krystynę Pawłowicz zawsze można liczyć, zwłaszcza jeśli nie wie o czym mówi (patrz tu i tu).

Temat „kościelny” w sprawozdaniu występuje trzykrotnie – przy opisie batalii o „kognicję GIODO” (strony 93-95), przypadków ujawniania przez duchownych danych parafian oraz przy wzmiance o konferencji na Uniwersytecie Łódzkim (s. 270).

Biuro GIODO z godnym podziwu uporem wrzuca skargi na kościoły do ostatniego 15-go worka z napisem „Inne” mimo, że było ich więcej niż w większości kategorii wymienionych osobno (np. zatrudnienie – 62, oświata i szkolnictwo wyższe – 51, służba zdrowia – 47 a organizacje społeczne – zaledwie 29). Nie tylko traktuje to tę kategorię po macoszemu, ale także ukrywa przed Sejmem (i opinią publiczną) tendencje ilościowe, bo oficjalnie nie wiadomo co jest w środku. Nieoficjalnie zaś wiadomo, że jest wyraźnie rosnąca, bo „ludzie przestają się bać Kościoła„, jak powiedziała osoba znająca temat. Co koresponduje ze wzrostem aż o 100 spraw „innych” w stosunku do roku 2013.

znowu mają pod górkę

Opis batalii „o kognicję” kończy się informacją o sprawie w Naczelnym Sądzie Administracyjnym w której uczestniczy Polskie Stowarzyszenie Racjonalistów. Za sukces trzeba natomiast uznać znormalnienie sytuacji wokół przypadków ujawniania ofiarodawców parafii i innych tego typu incydentów. Takich wyskoków nie bronią już nawet kurie diecezjalne i sami księża się z nich wycofywali (patrz także „Stop ujawnianiu ofiarodawców„). Do zakończenia „wojny o normalność” brakuje jeszcze tylko ostatecznego obalenia kretyńskiego „i 3”, którym usiłowano w 1997 roku wyłączyć Kościół spod ustawy, wyrządzając mu i GIODO niedźwiedzią przysługę.

strona 242

–> sprawozdanie GIODO za 2014 rok <–

Kościelna uczelnia prowadzi wykłady z nieistniejącego dekretu KEP

Wydawało się, że niesławnej pamięci i nieznany poza Polską „sakrament apostazji” dawno podzielił los maszyny do pisania i Polskiej Partii Przyjaciół Piwa. Tym bardziej, że sam jego faktyczny twórca abp Andrzej Dzięga 17 grudnia 2014 roku na tajnym konwentyklu zwanym Komisją Wspólną Rządu i Episkopatu dał do zrozumienia, że już tego nie broni a nowa szefowa Biura GIODO zaczęła – zgodnie z prawdą – pisać, że Kościół nie uznaje formalnego wystąpienia. Okazuje się jednak, że jest takie miejsce w którym przetrwało wszystko to co zostało sparodiowane już w kwietniu 2011 roku. Jest to Wydział Prawa Kanonicznego Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego. A ściślej wykłady jego profesora, ks. dr hab. Marka Saja „wystąpienie z Kościoła formalnym aktem„.

–> o wykładach na stronie UKSW <–

Po wykładach powinno się nabyć trzy „wiedze” i trzy „umiejętności”:

1) student zna podstawową terminologię z zakresu tematu formalnego wystąpienia z Kościoła.
2) student posiada uporządkowaną znajomość podstawowych zagadnień z zakresu tematu formalnego wystąpienia z Kościoła.
3) student posiada wiedzę pozwalająca mu na scharakteryzowanie poszczególnych etapów postępowania przy formalnym wystąpieniu z Kościoła.
4) student potrafi interpretować normy prawne dotyczące formalnego wystąpienia z Kościoła.
5) student potrafi znaleźć i właściwie wykorzystać bibliografię na temat formalnego wystąpienia z Kościoła.
6) student potrafi sformułować, pisemnie i ustnie, zagadnienia prawne z zakresu tematu formalnego wystąpienia z Kościoła.

Dowcipni mówią, że to ja powinienem je prowadzić. Częściowo słusznie a częściowo niesłusznie. Niesłusznie o tyle, że są to wykłady o niczym, bo Watykan odrzucił projekt dekretu Konferencji Episkopatu Polski w tej sprawie. Co kończy rozmowę na każdej kościelnej uczelni. Ksiądz profesor Saj uczy wciskać kit na podstawie niczego. Rzuca to jednak pewne światło na jego wypowiedź ze stycznia 2014 roku w której krytykował pierwszy przełom ze strony GIODO. Nie chce stracić godzin, po prostu. Do tego dba o swoich studentów, bo za zaliczenie „z apostazji” mają 2 punkty w Europejskim Systemie Transferu Punktów. Taka ciekawostka.

A potem tacy studenci kończą studia i zostają… na przykład Generalnym Inspektorem Ochrony Danych Osobowych.