Nie mogliśmy otrzymać większych słów uznania niż od wierzącego katolika. Krzysztofie, serdeczne podziękowanie!
(…) zaglądam na tę stronę od pewnego czasu i przyznam, że nie gorszy mnie ona, a wiele mogę tu się nauczyć o prawnych niuansach, w których zaginacie KEP. Profesjonalizm i często bezinteresowne zaangażowanie jest tu wyższe, aniżeli w wielu kościelnych portalach.
Według mnie, za sprawą takich, jak Wy, czyli ludzi szczerych, poszukujących w tym całym zwariowanym świecie autentyzmu, hierarchowie kościelni mają przytarte nosy. W gruncie rzeczy działacie na rzecz dobra Kościoła – porządkujecie bałagan prawny, prowadzicie do jasności, żeby nic nie było przymusowego, a wszystko jasne i klarowne – TAK – TAK, NIE – NIE!
Kościół ma nie bazować ma majątkach od rzędu dusz, a na wierze i własnej sumiennej pracy.
Po oficjalnym potwierdzeniu przez ks. Andrzeja Maćkowskiego, że „instrukcja o apostazji” ma zostać zmieniona w marcu, prasa katolicka podjęła temat występowania z Kościoła. W odróżnieniu od kpin z apostatów jakiegoś kapucyna, „Gość Niedzielny” i „Tygodnik Powszechny” podeszły do tematu poważnie i piszą już w duchu przygotowywanej instrukcji. Artykułu „Kochani apostaci” na gosc.pl dostępny jest tylko fragment, ale jest na tyle ciekawy, że zamieszczam go w całości (skoro i tak temat został wywołany przez wystap.pl, której to nazwy ks. Tomasz Jaklewicz starannie unika).
Go_Niedzielny_nr_3_z_2012_22012012_artyku_Kochani_apostaci.pdf (1,0 MiB, Ilość pobrań: 66)
Najciekawsze są dwa zdania:
Śmiem twierdzić, że Benedykt XVI jako wybitny teolog dostrzegł, że kodeksowe wyrażenie o „formalnym wystąpieniu z Kościoła” boczną furtką wpuściło diabła. I dlatego postanowił wycofać się z tego.
Księże Redaktorze! Nie napisał Ksiądz nic innego niż to, że to Benedykt XVI wpuścił boczną furtką diabła – w marcu 2006 roku, kiedy zatwierdził „Actus formalis defectionis ab Ecclesia catholica„. Teza równie prawdziwa, co i szokująca. Zamieszania by nie było gdyby to wyrażenie usunięto nie w 2009 roku lecz 10 lat wcześniej – jak polecił… Jan Paweł II! Nie byłoby „Actus formalis”, instrukcji polskich biskupów i wszyscy byśmy mieli mniej problemów. To wstrzymanie decyzji Jana Pawła II z 1999 roku doprowadziło do obecnej sytuacji. Kościół niestety zbiera owoce tamtego nietrafionego kroku.
W „Tygodniku Powszechnym” Jacek Borkowicz wymienia wystap.pl i pisze:
Prawem paradoksu trafnie to wyczuł Maciej Psyk, twórca portalu „wystap.pl”, na którym ostro krytykuje taktykę przyjętą przez Milewczyka. Psyk zarzuca środowisku „apostazji.pl”, że propagując postępowanie zgodne z wyznaczoną przez Kościół procedurą, w rzeczywistości powiela religijny punkt widzenia na kwestię odstępstwa.
Tymczasem akt dobrowolnego odejścia z Kościoła – zgodnie z właściwą sobie logiką – powinien mieć całkowicie świecki charakter. Administrator „wystap.pl” opowiada się za uproszczoną i niezależną od Kościoła, publiczną formą odstępstwa. Taki akt, chociaż niepoparty stosowną kurialną ani parafialną pieczęcią, jest obowiązujący także dla Kościoła. Dobrowolni apostaci nie są bowiem wykluczani ze wspólnoty mocą biskupiej ekskomuniki: oni sami się zeń wykluczają mocą własnego oświadczenia – Kodeks Prawa Kanonicznego nazywa ten przypadek apostazją latae sententiae.
Myli się tylko w jednym – wystap.pl nie opowiada się za „publiczną formą odstępstwa„. Jeśli ktoś chce podać swoje imię i nazwisko (jak Robert Binias) to może to zrobić. W samym formularzu jest jednak klauzula o traktowaniu całej sprawy z dyskrecją (co zapewnia ustawa o ochronie danych osobowych).
Wczoraj liczba odwiedzin na wystap.pl w stosunku miesięcznym przekroczyła 12,000. Co znaczy, że średnio dziennie gościmy 400 osób (maksymalnie tysiąc po publikacjach prasowych). Utrzymuje się magiczna proporcja 62% nowych odwiedzin, 38% – powracających. Co znaczy, że wystap.pl dociera do coraz większej rzeszy internautów. W rankingu popularności polskich stron internetowych Alexa wystap.pl zajmuje 9,204 miejsce, a propagujące Świętą Instrukcję Apostatyczną „witryny apostatyczne” – 24,718 (apostazja.pl) i 44,953 (apostazja.info). Czyli w Internecie walka o deklerykalizację występowania z Kościoła została wygrana. W „realu” również. Teraz tylko czekać na kropkę nad „i” czyli dostosowanie się KEP-u do nowej sytuacji.
Wszystkim wspierającym wystap.pl i naszą nierówną walkę o równość administratorów danych osobowych wobec GIODO składam serdeczne Bóg zapłać!
Wczoraj (20-go stycznia) Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie rozpatrzył kolejną skargę na uznanie przez GIODO za katolika (ściślej: umorzenie sprawy z powodu „i 3″). Skarżący wysłał do proboszcza parafii w której był ochrzczony oświadczenie o wystąpieniu z Kościoła Katolickiego i poprosił o odnotowanie tego w Księdze Chrztów. Proboszcz odmówił i już po dokładnie półtora roku od wniesienia skargi do Biura GIODO sprawą zajął się sąd.
Zapadł wyrok taki sam jak w sprawie Dawida Sznajdera, co potwierdza, że Polska (każdy wyrok jest w imieniu Rzeczypospolitej Polskiej!) nie uznaje prawa do „samowolnego” wystąpienia z Kościoła. Jak wystąpić żeby być wystąpionym tego oficjalnie nie wiemy, ale potwierdza się linia, że bez „wypuszczenia” przez Księdza Proboszcza ani rusz. Czyli tak jak jest w Malezji gdzie Trybunał Federalny uznał, że o tym czy ktoś porzucił islam decydują sądy szariackie a nie ten komu się wydawało, że porzucił. Przez przypadek jest to naruszenie samych fundamentów wolności sumienia i wyznania, ale to póki co nie spędza to nikomu snu z powiek. A już na pewno nie księdzu Dariuszowi Walencikowi, recenzentowi rozprawy doktorskiej „Wolność religijna podstawowym prawem człowieka w nauczaniu Jana Pawła II„. „Państwowy katolik” doszedł zaś do wniosku, że nie zostaje mu nic innego niż zgodnie z wyrokiem sądu iść się wyspowiadać.
PS: Proces obserwowała znana dziennikarka. Można się więc wkrótce spodziewać więcej szczegółów.
No to się narobiło. Po „Bogu, którego nie było” mamy „instrukcję KEP-u o apostazji, której nie było„. Wreszcie same władze kościelne potwierdziły to o czym wystap.pl napisało jako pierwsze w październiku 2010 roku – „instrukcja KEP-u o apostazji” aby była oficjalnym dokumentem musi(ała) być podpisana przez biskupa diecezjalnego (wbrew temu, co jeszcze niedawno słyszeliśmy w Sekretariacie KEP-u, że „podpis abp Józefa Michalika jest jak polska konstytucja„). „Rzeczpospolita” napisała, że „instrukcja, nawet nieaktualna, nie obowiązuje we wszystkich diecezjach. Musiała być jeszcze wprowadzona stosownym zarządzeniem ordynariusza. Nie wiadomo, w ilu diecezjach tak się stało.„. Teraz rzecznik prasowy KEP-u i Rada Prawna wykręcają się sianem, że nie wiedzą kto ją przyjął. Podpowiadamy – prawie nikt. Pani Redaktor Ewa Czaczkowska przystąpiła więc do nieudolnej próby zdyskredytowania wielu miesięcy naszego śledztwa i insynuuje jakobyśmy twierdzili „jakoby instrukcja obowiązywała tylko w diecezjach łomżyńskiej i kaliskiej„. Po pierwsze – to nieprawda. Na podstronie „wystąp z Kościoła” jest napisane „wiadomo jedynie, że w październiku 2008 roku została przyjęta w Diecezji Łomżyńskiej (rzecznik prasowy KEP nie odpowiedział na pytanie gdzie jeszcze)„. Po drugie – w Diecezji Kaliskiej w ogóle nie została przyjęta tylko NA JEJ PODSTAWIE Pierwszy Synod Diecezji Kaliskiej przyjął PODOBNĄ. Po trzecie – „sondę” można sobie robić do „Familiady”. Nie wiemy kto dzwonił, do kogo, o co pytał i czego się dowiedział czyli niczego nie wiemy. A nawet gdybyśmy wiedzieli to i tak nie miałoby to żadnego znaczenia, bo i tak liczy się tylko kopia zarządzenia biskupa. Zapłacę Pani Redaktor Ewie Czaczkowskiej 100 zł (sto złotych polskich) za każdy skan zarządzenia biskupa o wprowadzeniu Świętej Instrukcji Apostatycznej. A jeśli nie pokaże żadnego to niech robi sondy dla „Familiady”. Powodzenia!
PS: Czy sytuacja w której Kociół oficjalnie przyznaje, że instrukcja o „wystąpieniu z Kościoła formalnym aktem” jest od dwóch lat nieaktualna „w części dotyczącej wystąpienia z Kościoła formlanym aktem” jest już dostatecznie śmieszna, by śmiać się z Rady Prawnej KEP-u i jego samego?
12 stycznia GIODO Wojciech Wiewiórowski ze współpracownikami (m. in. zastępcą i dyrektorką Departamentu Orzecznictwa, Legislacji i Skarg) wzięli udział w Sejmie w posiedzeniu Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka. Jedynym tematem obrad były sprawozdania z działalności za lata 2009 i 2010. Wysłaliśmy do posłów nasze krytyczne uwagi do działalności GIODO w tym okresie i udało się – Poseł Robert Biedroń (Ruch Palikota) poruszył problem i „wyciągnął” od GIODO przetykaną urzędniczą nowomową odpowiedź.
Najważniejsza rzecz, którą GIODO powiedział to oficjalne potwierdzenie polityki, która jest i tak stosowana od dawna i doskonale widoczna. Można ją sprowadzić do „nie będę wydawać decyzji w sprawach proboszczów, niech się skarżący odwołują od moich umorzeń do sądów„. Dziękujemy Panie Ministrze, że to wreszcie padło z Pańskich ust!
Poniżej protokół z „wyjaśnieniami” o czym GIODO naprawdę mówił, nagranie i pełne wypowiedzi zaczerpnięte z protokołu.
PS: Wyrazy szacunku dla Posła Roberta Biedronia za wywołanie tematu! Umieszczamy za w galerii Plusów Dodatnich.
Robert Biedroń dociska GIODO w Sejmie – 12 stycznia 2012
GIODO w Sejmie 12012012 (3,8 MiB, Ilość pobrań: 59)
Poseł Robert Biedroń (RP):
Dziękuję, panie przewodniczący. Panie ministrze, chciałem zapytać o kwestie związane z okresem sprawozdawczym. Chciałem zapytać czy w tych latach w kręgu zainteresowania GIODO znajdowała się kwestia ochrony danych osobowych znajdujących się w zasobach kościołów i związków wyznaniowych. Interesuje mnie także, czy Generalny Inspektor interesował się sposobem ich zarządzania. Chodzi mi głównie o dane osób, które wystąpiły z kościołów tudzież związków wyznaniowych, ale ich dane osobowe nadal są przetwarzane w księgach parafialnych.
Chciałem też zapytać, czy w świetle przegranego przez GIODO w grudniu 2011 r. procesu przed WSA w Warszawie GIODO zastanowił się nad zmianą polityki automatycznego umarzania postępowań dotyczących naruszania danych osobowych przez podmioty kościelne? Czy sprawy te były w gestii Generalnego Inspektora? Chciałbym przypomnieć Wysokiej Komisji, że WSA w Warszawie podkreślił w swoim wyroku, że GIODO miał obowiązek zajęcia się sprawą dotyczącą przetwarzania tych danych. GIODO nie ustalił też stanu faktycznego i automatycznie przyjął, że sprawa należy tylko i wyłącznie do związku wyznaniowego. Według sądu GIODO nie użył też wszelkich narzędzi prawnych, które miał do dyspozycji, żeby tę sprawę wyjaśnić.
Mam jeszcze jedno pytanie dotyczące tych spraw. Ile takich spraw było w okresie sprawozdawczym i ile z tych spraw GIODO podjął? Dziękuję bardzo.
GIODO Wojciech Wiewiórowski:
Zacznę też od końca. Jestem w stanie podać w ilu sprawach toczą się postępowania sądowe w obecnej chwili. To jest 9 toczących się spraw podobnego typu. Są one na różnym etapie postępowania sądowego – 3 z tych spraw faktycznie już stanęły przed sądem. Co do liczby skarg, które do nas wpływają, to nie jestem w stanie w tej chwili podać dokładnej liczby, nie prowadzimy odrębnej statystyki w tym zakresie. Tym niemniej ta kwestia jest oczywiście bardzo dobrze znana GIODO. Zresztą trzeba powiedzieć, że ona nabrała rozpędu.
Liczba skarg dotyczących przetwarzania danych przez kościoły i związki wyznaniowe zdecydowanie wzrosła, szczególnie w 2010 r. W 2009 r. to były pojedyncze przypadki, w 2010 i 2011 r. jest ich znacznie więcej. Zacznijmy od tego, że ustawa w dość wyraźny sposób formułuje wyjątki, jeżeli chodzi o zasady kontroli przestrzegania ochrony danych osobowych w kościołach i związkach wyznaniowych. Opierając się na przepisach konstytucji, wprowadzono rozwiązanie, które wyłącza kościoły i związki wyznaniowe spod kompetencji GIODO w pewnym zakresie. Ten zakres dotyczy przetwarzania danych członków kościoła lub związku wyznaniowego i osób, które są z nimi wprost powiązane. W tym przypadku GIODO przede wszystkim nie może wykonać dwóch ze swoich podstawowych działań: po pierwsze – nie może przeprowadzić inspekcji, po drugie – nie może wydać decyzji administracyjnej. Może natomiast występować do kościołów i związków wyznaniowych o wyjaśnienia dotyczące przetwarzania danych osobowych w ramach tych instytucji. W tym przypadku mogę powiedzieć, że GIODO od kilku lat występował z tego typu pytaniami, a teraz w związku ze zwiększającą się liczbą spraw, również pytań tych jest więcej. Różnie wyglądają odpowiedzi ze strony kościoła, niekiedy tych odpowiedzi wręcz nie ma. Natomiast w wielu przypadkach instytucje kościelne powołują się na procedury, które trwają w sprawach osób, które składały skargi do Biura GIODO. Znane są nam również przypadki, kiedy bez przeprowadzenia tego typu procedur różne kościoły i związki wyznaniowe dokonują wpisów w swoich księgach czy systemach komputerowych zgodnych z oczekiwaniami osób, które wystąpiły ze związku.
Podkreślam, że GIODO od 2010 r. zaczął zajmować się wprost tymi zagadnieniami poprzez wydawanie decyzji. Do tej pory, czyli do 2010 r. nie były wydawane decyzje w tych sprawach. Teraz po raz pierwszy zostały wydane decyzje administracyjne, które tym samym otworzyły drogę do postępowania sądowego w tej sprawie. Mamy do czynienia z bardzo delikatną sytuacją. Otóż, mamy ustawę, która nie jest w stu procentach precyzyjna. Mamy organ władzy publicznej, który ma ograniczenia co do wykonywania przez siebie obowiązków i tworzy to sytuację, w której Biuro GIODO musi się zastanowić, czy chce domniemywać swoje obowiązki i swoje uprawnienia, czy też uznaje, że jest inny organ, który powinien zająć się oceną sytuacji.
Wydaje się, że w państwie, w którym istnieje trójpodział władzy i w którym istnieje zasada praworządności określona w art. 7 naszej konstytucji, sytuacja wygląda następująco. Mamy przepisy prawne – jeżeli przepisy gdzieś nie są precyzyjne to organ publiczny nie ma prawa domniemywania sobie swoich uprawnień, bo byłoby to sprzeczne z art. 7 Konstytucji, który stanowi, że organ może działać tylko na podstawie prawa i w granicach prawa. Jeżeli więc taki problem się pojawi, a organ nie jest pewny co do swoich uprawnień, a przyznaję, że jako generalny inspektor w niektórych z tych sytuacji nie jestem pewien jak daleko sięgają moje uprawnienia, organami właściwymi do rozstrzygnięcia takich wątpliwości są sądy. W związku z czym sytuacja, w której te sprawy trafiły do rozstrzygnięcia w WSA i NSA nie wydaję mi się sytuacją nienormalną. Wręcz odwrotnie – wydaję mi się ona sytuacją jak najbardziej normalną w demokratycznym państwie prawnym. Natomiast z pewnością Generalny Inspektor na podstawie dziś obowiązujących przepisów nie widzi możliwości wydawania decyzji co do wpisów w księgach parafialnych czy księgach prowadzonych przez kościoły i związki wyznaniowe, bo takiego uprawnienia decyzyjnego nie ma.
Rzeczywiście prawdą jest, że w grudniu ubiegłego roku zapadło pierwsze orzeczenie WSA w sprawie osoby, która uznała, że jest apostatą – wystąpiła z kościoła – i żądała sprostowania w księdze chrztu w tym przypadku. WSA uznał, że GIODO nie podjął wszystkich działań, które mógł podjąć. Przyznam, że nie widziałem jeszcze uzasadnienia tego wyroku, bo jeszcze do nas nie trafiło. Kiedy uzyskamy takie uzasadnienie zadecydujemy, czy sąd niniejszym stwierdził, że GIODO ma prawo wydania decyzji administracyjnej. Jeżeli tak, to ją wydamy. Jeżeli natomiast WSA uzna, że na czym innym miałyby polegać działania, które mają być podejmowane przez GIODO, również je podejmiemy, bo od tego jest sąd administracyjny, żeby tego typu rzeczy wskazywać. Jeżeli natomiast w jakimś zakresie nie będziemy się zgadzali z linią zaprezentowaną przez WSA, oczywiście wniesiemy kasację. Dzisiaj bez uzasadnienia tego wyroku nie jestem w stanie nic powiedzieć, szczególnie że wczoraj przed WSA zapadł wyrok przeciwny w kolejnej sprawie tego typu. WSA podtrzymał decyzję o umorzeniu postępowania prowadzonego przez GIODO. Co prawda, jest pewna drobna różnica w sytuacji faktycznej pomiędzy obiema tymi sprawami, grudniową i styczniową. Dlatego raz jeszcze mówię – uzyskawszy orzeczenie sądu zobaczymy, czy na tym polega różnica – czy mamy dwa różne orzeczenia w podobnej sprawie, czy też właśnie ta drobna różnica w stanie faktycznym powoduje, że WSA uznał jedno w grudniu, a co innego w styczniu. To dla odmiany wyznaczyłoby GIODO granice działania. Uznawszy, że jeżeli stan faktyczny jest bliższy tej sytuacji to powinien postąpić tak, a jeżeli tamtej sytuacji to powinien postąpić inaczej.
Natomiast, żeby jeszcze odwołać się do sprawy ochrony danych osobowych w kościołach i związkach wyznaniowych szerzej, to powiem, że w 2009 r. został wydany swego rodzaju podręcznik dla Kościoła Katolickiego dotyczący przetwarzania danych osobowych w kościele. On jest zatytułowany „instrukcja” i oczywiście nie ma żadnego charakteru wiążącego. Jest to poradnik czy też przewodnik po tym, jak dane osobowe tam stosować. Natomiast w 2010 r., czyli też jeszcze w okresie sprawozdawczym, o którym tu mówimy, rozpoczęliśmy prace nad takim samym podręcznikiem dla kościoła prawosławnego, które zakończyły się w marcu już 2011 r. podpisaniem przez jego eminencję metropolitę Sawę oraz moją osobę tego typu poradnika. Z tym zastrzeżeniem, że nie jest to o żadna umowa, bo ja oczywiście nie mam żadnych uprawnień do zawierania umów z kościołami i związkami wyznaniowymi, tylko takim sam poradnik, jak mamy dla bankowości, jak mamy dla nauczycieli, jaki przygotowujemy dla innych grup – jedna z części naszych działań edukacyjnych.
Ostatnia rzecz – w grudniu zeszłego roku miała odbyć się w Warszawie konferencja poświęcona zasadom przetwarzania danych osobowych w bazach danych prowadzonych przez kościoły i związki wyznaniowe. To jest bardzo ciekawa nisza rynkowa – bazy danych i systemy teleinformatyczne używane do obsługi kościołów i związków wyznaniowych. Przyjęliśmy patronat nad tą konferencją, będąc naprawdę żywo zainteresowani jej efektami. Niestety, ze względu na małą liczbę zgłoszeń uczestników konferencja została przez organizatorów odwołana, czego naprawdę żałuję. Widząc jak te programy komputerowe wyglądają, np. program „Fara” 5.0, byłem zainteresowany, jaki jest stosunek prawników i informatyków do tych programów. Dziękuję.
No i doszliśmy do magicznej liczby siedem. Tym razem adnotacji o wystąpieniu dokonał Proboszcz Parafii rzymskokatolickiej pw. św. Anny w Lubartowie. Uszanowanie dla Księdza Proboszcza!
Ciekawą podróż parafia-dom-parafia-dom odbyło świadectwo chrztu. Występujący 29-go grudnia poszedł po nie do kancelarii parafialnej i dostał je bez problemu. Stąd data wystawienia to 29-y grudnia. Następnego dnia wysłał je z powrotem do proboszcza razem z aktem wystąpienia z 30-go grudnia. List dotarł 3-go stycznia. Proboszcz przez tydzień myślał co wybrać aż wreszcie 10-go stycznia wpisał tę adnotację na tym samym świadectwie i zaczęła się jego listowna podróż powrotna. Tym razem jednak była to adnotacja pod rubryką o adnotacjach podnieważ odpis był wystawiony 29-go grudnia, kiedy jej jeszcze nie było a nowego proboszcz nie wystawił. Pytanie czy adnotacja pod rubryką o adnotacjach jest adnotacją zaprząta zapewne najtęższe umysły prawa kanonicznego. Jest to jednak absurd wynikający wprost z punktu 6 Świętej Instrukcji Apostatycznej.
Zgodnie z nową (?) świecką tradycją – relacja z pierwszej ręki.
(…) otrzymałem dziś od siostry smsa „Przyszlo do Ciebie z parafii!”. Gdy tylko mogłem – zadzwoniłem do niej, spodziewając się, że w kopercie znajduje się pismo odwołujące się do instrukcji KEP. O dziwo okazało się, że cała procedura związana ze skargą do GIODO oraz sprawą w sądzie mnie ominie – proboszcz odnotował moje wystąpienie! Mimo iż nie miałem okazji poznać go osobiście, trzeba przyznać, że ma klasę – nie robił żadnych problemów i zrobił to, co do niego w tej sytuacji należało.