Kościelna mimikra Batesa: „rozporządzenie Episkopatu Polski”

jeśli nie masz autorytetu - podszyj się pod państwo

jeśli twój autorytet podupadł – podszyj się pod państwo

Inwencja niektórych duchownych w wymyślaniu – niestety w złej wierze – przeszkód i trudności w zaakceptowaniu tzw. „wystąpienia po włosku” jest doprawdy niezwykła i stanowczo wymaga osobnego opracowania. I nie chodzi tu nawet o samą niezgodę na to z czym dawno pogodziła się Konferencja Episkopatu Włoch, bo to przynajmniej można zrozumieć (choć dużo trudniej uzasadnić). Zgodnie z głośnym twierdzeniem księdza Tischnera „nie znam nikogo, kto stracił wiarę po lekturze dzieł Marksa, ale znam kilku takich, którzy stracili ją po kontakcie z własnym proboszczem” nic w tym o wiele za długim konflikcie nie świadczy przeciwko stronie kościelnej tak bardzo jak celowe dezinformowanie, zaprzeczanie znanym faktom, obstrukcja postępowania wyjaśniającego Biura GIODO, próby zastraszania skarżących czy – nie wiadomo co gorsze – chowanie się przed petentami. Czasem aż by się chciało, by w każdej kancelarii parafialnej wisiał portret Papieża (tak jak skądinąd powinny), bo może jego czujny wzrok zapobiegłby takim sytuacjom jak ta, która przydarzyła się kobiecie na poziomie w jednej z parafii Archidiecezji Przemyskiej:

Mieszkam w parafii w której zostałam ochrzczona. Po raz pierwszy odwiedziłam plebanię [data] z dwoma świadkami. Miałam przy sobie pismo w którym rezygnuję z członkostwa w kościele. Pismo nie miało numeru aktu chrztu więc proboszcz sprawdził w swoich aktach i potwierdził, że rzeczywiście byłam chrzczona w tej parafii. Na moją prośbę o podanie numeru aktu zbył mnie mówiąc, że jeszcze mam czas na ten numer ponieważ to nie jest prosta sprawa, nie zakończy się na jednej wizycie, będę musiała poprawić swoje pismo itp… Przede wszystkim, zgodnie z procedurą umówił się ze mną na rozmowę. Zgodziłam się. Przyszłam w umówionym terminie, ale proboszcz zadecydował, że nie będę rozmawiała z nim tylko z innym księdzem. Przystałam i na to. Przeżyłam ponad godzinną rozmowę i po jej zakończeniu poszłam poinformować proboszcza, kiedy przyjdę ze świadkami złożyć swoją rezygnację. Proboszcz z miejsca zapowiedział mi, że to nie będzie dla mnie takie proste i że będzie mi to utrudniał. Rozmowa przestała być grzeczna a już na pewno nie była „pełna troski i miłości”. Nim mnie wyrzucił z kancelarii parafialnej zapowiedziałam, że przyjdę ze świadkami za dwa dni. W zapowiedzianym terminie poszłam do proboszcza, ale zastaliśmy zamkniętą kancelarię i tabliczkę: „wyjątkowo w dniu dzisiejszym z powodu konserwacji kancelaria nieczynna”. Nie traciłam dłużej czasu i jeszcze tego samego dnia wysłałam swoją rezygnację listem poleconym za zwrotnym potwierdzeniem odbioru.

figa z makiem pasternakiem

Jeśli cierpię przez rzeczywistość
to tym gorzej dla niej!

Na drugim biegunie znalazło się pokazujące bezsilną wściekłość i poczucie osaczenia pismo księdza proboszcza Władysława Pasternaka za które powinien dostać ostrą reprymendę od swojego kanclerza, ks. dr hab. Piotra Majera.

jak trwoga to do biskupa

skarga GIODO do biskupa

Kilku proboszczów straciło okazję, by pokazać, że są poważnymi ludźmi licząc, że Biuro GIODO sobie pójdzie jak mu się nie odpisze. To się nie mogło udać nawet pod rządami osławionego „i 3″. GIODO wziął się na sposób i skarżył się na nich do biskupów – tak jak na poniższym skanie. Pomagało.

Szczytem perwersji jest jednak wcale nieodosobnione stroszenie się w piórka instytucji państwowej, co najwyraźniej ma dodać odpowiedzi potrzebnej powagi i zdezorientować adresata. Było tego zbyt dużo, by zrzucić to na karb przypadku lub lapsusu językowego. Zaczęło się od tragikomicznego „wezwania do Urzędu Parafialnego„. Można by się śmiać gdyby nie to, że komuniści znieśli je jako ostatnie w Europie dopiero w 1946 roku… W II RP duchowni byli oficjalnie urzędnikami stanu cywilnego. Pewien zawzięty proboszcz przyszedł w odwiedziny jako urzędnik państwowy („Proboszcz groźbą zmuszał mnie do apostazji”, 24 listopada 2011). Inny 15 lutego (czyli już po przetoczeniu się styczniowego tsunami o którym trudno było nie słyszeć) wysłał odstępcy odpowiedź wzorowaną na decyzję GIODO (włącznie z pogrubieniem słowa „odmówić” tam gdzie w decyzjach GIODO było onegdaj „umarzam postępowanie”). Crème de la crème odstawił jednak proboszcz Diecezji Gliwickiej i wymaga to wstępu: cała wojna Wystap.pl z własnym państwem wzięła się z traktowania niewiele wartej nawet w prawie kościelnym „instrukcji abp Michalika” z rewerencją należną królowej Szwecji. O traktowaniu jej co najmniej niczym nieformalnego rozporządzenia pisałem wielokrotnie, choćby tu:

Państwo nie jest od tego żeby załatwiać „apostazje” szybko, tanio i solidnie. Jest natomiast od tego żeby humbug Episkopatu Polski nie stanowił nieformalnego lecz przestrzeganego rozporządzenia do ustawy o gwarancjach wolności sumienia i wyznania i od tego żeby GIODO wydawał merytoryczne decyzje administracyjne skoro go do tego powołano.

Życie znowu dogoniło ironię, bo okazuje się, że to jednak było rozporządzenie… I tym sposobem urzędnicy państwowi w Urzędach Parafialnych piszą o rozporządzeniu KEP i Traktacie Lizbońskim – i kończy się to tak jak się musi skończyć. W świecie przyrody nazywa się to mimikra Batesa. W mowie potocznej: wciskanie ciemnotyBiblijna przypowieść o denarze musi być dla niektórych wyrzutem sumienia…

rozporządzenie Rady Ministrów

rozporządzenie KEPu

GIODO nie lęka się… instrukcji abp Skworca. Czy to już koniec obłędu?

no fear - 1

przełom – GIODO ignoruje instrukcję arcybiskupa o którą sam się dopominał

W sierpniu 2012 roku po niezliczonej ilości starań i zabiegów mogliśmy ogłosić formalny koniec niesławnej i nieistniejącej „instrukcji KEPu o apostazji”. Pojawiło się bowiem ostateczne potwierdzenie, że Konferencja Episkopatu Polski wysłała do oceny i zatwierdzenia do Watykanu projekt dokumentu w tej sprawie (Watykan ocenia nowe zasady zastępujące „apostazję KEP-owską”, 23 sierpnia 2012). Praktyczną konsekwencją było to, że dla KEP sprawa dopiero się zaczynała a „kryci” byli tylko ci biskupi, którzy ją (lub podobną) przyjęli oficjalnym dekretem, bo tylko to – a nie ściągawka na stronie internetowej episkopat.pl – tworzy prawo kościelne. Tu jednak nasze śledztwo wykazało, że biskupi zupełnie nie przywiązywali wagi do tej sprawy - jedynie Biskup Łomżyński przyjął „formalnym aktem” dokument roboczy w jego nieociosanym brzmieniu a Diecezja Kaliska była jedyną w której naprawdę nad tym projektem pracowano i go zaadaptowano.

no fear - 2

tajemnica GIODO – skoro ignoruje zarządzenie arcybiskupa to czemu je wyciągał?

Arcybiskup Katowicki Wiktor Skworc wiedział zapewne, że recognitio (zatwierdzenia) Watykanu prędko nie będzie a jednocześnie był na tyle inteligentny, by zrozumieć, że jakaś instrukcja jest potrzebna jego proboszczom do przedstawiania GIODO jako podkładkę do umarzania skarg. Został w tym utwierdzony po wyroku sądu z 20 marca 2012 w którym skarżący wykorzystał brak jego instrukcji:

W „Oświadczeniu” z dnia [...] marca 2012 r. złożonym na rozprawie w dniu 9 marca 2012 r., skarżący podtrzymał przedstawione w skardze wnioski i argumenty. Wniósł o uchylenie zaskarżonej decyzji w całości oraz nakazanie Generalnemu Inspektorowi Ochrony Danych Osobowych dokonania ustalenia, tj. czy dokument roboczy Konferencji Episkopatu Polski pt. „Zasady postępowania w sprawie formalnego aktu wystąpienia z Kościoła” uchwalony w dniu 27 września 2008 r., został przyjęty przez Metropolitę Katowickiego do stosowania przez duchowieństwo Archidiecezji Katowickiej.

Bez wątpienia wyrok dotarł do niego przez proboszcza, którego sprawa dotyczyła. We wrześniu 2012 wydał więc mocno zmienioną „instrukcję KEP-u”, obowiązującą na jego włościach od 1 października 2012. Po tym jak GIODO zaczął grać rolę wyznaczoną przez Kościół, zwracając się do Metropolity Katowickiego o przekazanie mu instrukcji, wszystko wskazywało na to, że arcybiskup wygrał i jego instrukcja będzie nowym „prawnym” powodem umarzania skarg na parafie. Przedobrzył jednak z preambułą, która zawierała prostacką manipulację (zdemaskowaną tutaj w punkcie 6) pośrednio zmuszającą GIODO do zrobienia z siebie marionetki oraz nierozważnie powołał się na skrajnie prokościelny wyrok WSA z 11  stycznia 2012, który został uchylony pół roku później. W dodatku wyszedł przed szereg, bo było publicznie wiadome, że prawdziwa instrukcja jest przygotowywana w Watykanie, co wkrótce potwierdził biskup Wojciech Polak. Tymczasem zasadą jest, że w sprawach wewnętrznych kościołów decydują ich władze zwierzchnie (z tego powodu w sierpniu 2012 Kongregacja ds. Biskupów zatwierdziła dekret biskupów niemieckich w sprawie podatku kościelnego) więc już choćby dlatego surogat arcybiskupa nie miał daru przekonywania. Na domiar złego w październiku 2013 seria ośmiu kompromitacji GIODO w Naczelnym Sądzie Administracyjnym wreszcie wyrzuciła celowe gmatwanie sprawy przez biskupów poza nawias dyskusji. Kiedy więc w 2014 roku odwaga staniała, GIODO dwukrotnie pokazał, że instrukcja Metropolity Katowickiego (o której obowiązywanie w Archidiecezji Katowickiej pytał aż dwa razy) nie ma dla niego znaczenia, nakazując dwóm proboszczom dokonanie w księgach chrztów adnotacji o wystąpieniu – mimo ich powoływania się na dekret arcybiskupa. Pierwszy raz w lutym a drugi raz w czerwcu. Ufff!

Powrót Biura GIODO na jasną stronę mocy nie oznacza niestety, że cały ten kilkuletni obłęd mamy już za sobą. Między nim a Naczelnym Sądem Administracyjnym jest bowiem najsłabsze ogniwo – Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie. A ten pokazał już, że wyroki w piątek są inne niż w środę („Kompromitacja WSA w Warszawie: co sędzia to wyrok„, 19 kwietnia 2013). Tymczasem właśnie w piątek zapadł wyrok, który albo tę sprawę ostatecznie zamknął albo z powrotem otworzył. Sędziowie (w tym przewodnicząca Wydziału II, kontrolującego GIODO, sędzia Maria Werpachowska) otrzymali bowiem od NSA nie lada zadanie:

Przy ponownym rozpoznawaniu sprawy WSA winien dokonać zatem jednoznacznej oceny skuteczności oświadczenia skarżącego o wystąpieniu z Kościoła, celem zbadania zaistnienia przesłanek z art. 43 ust.1 pkt.3 w związku z art. 43 ust.2 ustawy o ochronie danych osobowych. Wyjaśnienia będzie wymagało, czy ocena ta winna zostać dokonana na podstawie przepisów prawa powszechnie obowiązującego (por. wyrok NSA z dnia 18.10.2013r , wydany w sprawie o sygn. I OSK 1487/12).

Konieczne w tym celu będzie również wyjaśnienie, jakie warunki musi spełnić osoba chcąca wystąpić z Kościoła Katolickiego i szukająca w tym względzie ochrony GIODO. W świetle art. 53 ust. 1 i 2 Konstytucji RP, każdy obywatel ma prawo wyboru religii i rezygnacji z jej wyznawania. Korzystając z wolności sumienia i wyznania obywatele mogą m.in. należeć lub nie należeć do kościołów i innych związków wyznaniowych.

Ponieważ diabeł tkwi w szczegółach a na domiar złego był już przypadek, że sędzia tego sądu jedno mówił a drugie podpisał, lepiej poczekać na słowo pisane. Dopiero wtedy będziemy wiedzieli czy po czterech latach chaosu Wystap.pl zrealizowało cel zapisany w punkcie 14 FAQ: „pokazać, że polskie prawo przeważa nad fanaberiami KEP„. Odpowiedź na tytułowe pytanie poznamy więc za około miesiąc.

Nareszcie przełom: konferencja naukowa na której też możesz być!

Trzeba było czterech lat zmagań, kilkuset wpisów, góry dowodów na naruszanie prawa, bezprecedensowej serii trzynastu wyroków Naczelnego Sądu Administracyjnego, demistyfikacji „sakramentu apostazji” jako konia trojańskiego, deklerykalizacji języka i stworzenia od podstaw całego środowiska ludzi gotowych walczyć o swoje prawa czyli dokonać niemożliwego, by skruszyć niepisaną lecz skrupulatnie przestrzeganą w Polsce zasadę, że Kościół Katolicki podlega Ustawie o ochronie danych osobowych „na niby” czyli nie podlega w ogóle. Dopiero ciężko okupiony przełom, który nastąpił w styczniu i wywołał furię fundamentalistów katolickich sprawił, że GIODO odzyskał znaczenie i pole manewru. Symbolem odejścia od niechlubnej wieloletniej polityki przymykania oczu i umywania rąk i przynajmniej próbą nowego ułożenia relacji z kościołami jest ogólnopolska konferencja naukowa „Ochrona danych osobowych w działalności Kościołów i innych związków wyznaniowych„. Wystąpi na niej sam GIODO i pokaźne grono naukowców, którzy mają na ten temat coś do powiedzenia. Konferencję podzielono na trzy części:

1) Aksjologiczne aspekty przetwarzania danych osobowych w działalności Kościołów i innych związków wyznaniowych

2) Pragmatyczne aspekty przetwarzania danych osobowych w działalności Kościołów i innych związków wyznaniowych

3) Kompetencje kontrolne GIODO w świetle orzecznictwa NSA

Początkowo opłata za udział wynosiła 200 złotych z terminem zgłoszeń do 10 maja, co przyniosłoby rozmowę głównych zainteresowanych w kameralnym gronie. Z satysfakcją trzeba więc odnotować, że „ze względu na szczególną rangę i doniosłość wydarzenia” opłatę całkowicie zniesiono a termin zgłoszeń przedłużono aż do 28 maja. Każdy może więc wziąć udział – wystarczy wysłać formularz na email codo@wpia.uni.lodz.pl i przyjechać 30-go maja do Łodzi. Słowa o „szczególnej randze i doniosłości wydarzenia” mimo patosu nie muszą być przesadzone. Zainteresowanie wyraziły już władze Archidiecezji Łódzkiej, które miały do czynienia z GIODO w jednej z pierwszych spraw w 2010 roku. Można więc spodziewać się duchownych, skarżących, ciekawych, sympatyków obu stron i oczywiście dziennikarzy. Po raz pierwszy od króla Sasa powstaje możliwość dialogu, w miejsce przerzucania gorącego kartofla, kruczków prawnych, syndromu oblężonej twierdzy i atmosfery walki na śmierć i życie czyli tego wszystkiego do czego doprowadziło sprowadzenie tego ważnego tematu do wojny o kontrolę nad jakimś „i 3″. Poprzednia konferencja na ten temat miała miejsce 13 lat temu i samo miejsce było symboliczne – Papieska Akademia Teologiczna w Krakowie a udział w niej wzięli wysocy przedstawiciele Kościoła (w tym gość specjalny z Watykanu monsignore Juan Arrieta) i ówczesna GIODO dr Ewa Kulesza, która weszła między wrony z referatem w którym walczyła z własnymi uprawnieniami. Tę chorą politykę kontynuowano w następnych latach aż skończyło się to blamażem urzędu w Naczelnym Sądzie Administracyjnym w roku 2013. To tam ks. dr Witold Adamczewski z Rady Prawnej KEP podsunął jej myśl, że tylko władze kościoła decydują o tym kto jest ich wiernym a biskup Pieronek narzekał, że lekarze nie chcą przekazywać dokumentacji medycznych sądom biskupim a przecież muszą, bo jest Konkordat. W takiej atmosferze rozmawiano na ten temat 13 lat temu! Postęp jest więc iście epokowy nawet jeśli sama konferencja nie jest jeszcze końcem lecz kolejnym etapem na drodze do normalności. Okres burzy i naporu głównie w sprawie tych „kompetencji kontrolnych GIODO” potrwa jeszcze przynajmniej rok – i wiele zależy tu od Prezydium KEP i nowego prymasa. Język walki z wyimaginowanym wrogiem, prezentowany choćby przez biskupa Frankowskiego, zamieniłby ten i tak trudny proces w istną drogę krzyżową. Najbardziej żal ludzi, których autentyczne krzywdy przez kilkanaście lat kładziono na ołtarzu „unikania czegoś co można nazwać wojną religijną„, jak podczas tworzenia ustawy ujął to prof. Andrzej Gaberle.

–> plan konferencji 30-go maja w Łodzi <–

Sumienie, GIODO czy prześwietna kuria? Publiczna prezentacja efektów batalii

W niedzielę 30 marca miałem okazję wygłosić w Warszawie prelekcję pod tytułem „Sumienie, GIODO czy prześwietna kuria? Wystąpienie z Kościoła nowym sporem o inwestyturę„. Odbyła się w ramach Ósmego Festiwalu Racjonalistycznego PSR. Podczas godzinnej prezentacji zostało omówione podłoże konfliktu, ale jednocześnie ujawnione kluczowe dokumenty dotyczące tej ciągnącej się od lat sprawy… Zapraszam do oglądania!

„Wyinterpretowywanie” uprawnień GIODO czyli bitwa na gotowce

Od czterech lat trwa coraz mniej smaczny i zabawny festiwal ustalania tego co dla prawników jest oczywiste i co nie budzi wątpliwości (ani oporu kościołów) nigdzie poza Polską –  że podlegają Ustawie o ochronie danych osobowych tak jak wszyscy inni. Generalny Inspektor Ochrony Danych Osobowych Wojciech Wiewiórowski, którego cała sprawa dotyczy, użył swego czasu pięknych słów „wyinterpretowanie w toku instancji„. Co potoczną polszczyzną oznacza, że nie będzie korzystać ze swoich uprawnień póki nie zostanie do tego zmuszony przez połączone siły obywateli i sądów administracyjnych. No to dalej „wyinterpretowujemy”, bo na razie „wyinterpretowaliśmy” je na zasadzie wyjątku od zasady, że ich nie ma a nie jako zasadę, że je ma. W najlepszym interesie Konferencji Episkopatu Polski jest (i było od wielu lat!) doprowadzenie do precedensowych wyroków Naczelnego Sądu Administracyjnego w konkretnych przypadkach (zwłaszcza co do usuwania danych osobowych z ksiąg parafialnych). Takie wyroki zamknęłyby temat na wiele lat, sprowadzając następne sprawy do dość banalnych powtórek i pozbawiając je politycznego znaczenia. Co więcej – Kościół może wynająć do precedensowych rozpraw choćby trzech prawników. Nikt mu tego prawa nie odbiera! W zasadzie jedyne co musi zrobić to zaakceptować prawomocne wyroki, które w ten sposób zapadną.

Niestety, właśnie to wydaje się być największym problemem! Kościół tak się przyzwyczaił do tego, że ma wszystkie przywileje i żadnych obowiązków, że z widocznym trudem przychodzi mu oswojenie się z końcem 16-letniej fikcji „papierowego” podlegania tej ustawie. A jeszcze bardziej – z tym, że jeśli się o coś walczy w sądzie to chce się wygrać, ale trzeba zaakceptować prawomocny wyrok – także jeśli się przegra. I nie oznacza to żadnej „walki z Kościołem” tylko to, że rację miała druga strona. Episkopat Polski w III RP po prostu się rozbisurmanił a cenę tego GIODO przerzucił na skarżących, których praw 4 sierpnia 2010 roku przysięgał bronić. W praktyce walka z GIODO o jego własne uprawnienia zamieniła się w wysyłanie sobie z góry znanych „gotowców” z nadzieją, że już po trzech latach Naczelny Sąd Administracyjny jakoś się do tego odniesie. Po drodze powstały pojęcia „umorzenie za 5 złotych” (bo „przypadały” dwa a opłata porządkowa za wniesienie skargi wynosi 10 złotych) i „Biuro Przepustek do NSA” (to o sądzie pierwszej instancji). My mamy swoje gotowce, GIODO ma swoje i Kościół też ma swoje. Biskupi w większości odpowiadali gotowcem na pytanie GIODO (też z gotowca) czy przyjęli „instrukcję KEPu o apostazji”. Biuro GIODO gotowcem pytało proboszczów czy skarżący wystąpili z Kościoła na co dostawali odpowiedzi, że nie więc sprawę umarzano, bo „ustalono”, że skarżący są… katolikami (patrz: GIODO ujawnia „gotowca” umorzenia, 30 styczeń 2013). Gotowcem GIODO pytał, gotowcem umarzał, gotowcem odpowiadał sądowi – nawet w sądzie gotowcem mówił jego pełnomocnik, niczym na setnym wystawieniu „Upiora w operze”. A jednocześnie nie można się było doprosić o przerwanie tego teatru absurdu i przedstawienie jakichś sensownych wyjaśnień, bo – uwaga! – „sprawy rozpatruje się indywidualnie, indywidualnie rozpatrując zgromadzony materiał dowodowy„. I to mimo, że w 2009 roku cały szereg tego typu wyjaśnień znalazł się w dodatku do instrukcji Serzycki-Budzik, co po raz kolejny pokazało brak niezależności tego urzędu. A efekt tego wszystkiego jest taki, że to kto ma prawo do „merytorycznej decyzji GIODO” jest jeszcze mniej jasne niż było przed naszą kampanią, bo wtedy było jasne, że nikt a teraz to sam diabeł nie wie. Każdy „gotowiec” (czyli formularz przygotowany przez decydenta do stosowania w jakiejś powtarzającej się sytuacji) jest jednak tylko tak dobry jak człowiek, który go uzupełnia i podpisuje. Jego błąd odsłania kulisy i pokazuje, że żadnej realnej dyskusji nie ma, sprawa jest dwieście piętnasta a wszyscy mówią sobie „do zobaczenia za trzy lata w Naczelnym Sądzie Administracyjnym„, parafrazując żydowskie pożegnanie. Poniżej przykłady, kiedy coś poszło nie tak. I nie są to literówki – bo to najmniejszy problem – tylko dowody patologicznej sytuacji. Jeśli dodamy do tego znany problem przeciążenia pracowników Biura GIODO pracą to cała ta strategia była po prostu zbiorowym samobójstwem urzędu. Może po czterech latach wymiany gotowców nadszedł czas na rozmowę?

nieprzerobiony gotowiec Kościoła czyli zagapienie proboszcza

bitwa na gotowce

wiceminister podpisuje bez czytania

wiceGIODO podpisuje bez czytania

niech Ksiądz coś powie tamtemu księdzu!

niech ksiądz coś powie tamtemu księdzu

czy ktoś Księdzu ruszał Księgę Chrztów?

znowu mix spraw

 

O co walczymy i czego chcemy – wywiad

30 marca miałem przyjemność wypowiedzieć się dla nowej telewizji internetowej dla środowisk laickich – racjonalista.tv. Oto nagranie, które właśnie pojawiło się na jej stronie internetowej. Wolno sądzić, że nie jest to jeszcze koniec… :)

Sukces pastafarian klapsem dla rządu

dont panicNaszym stałym Czytelnikom Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie nie trzeba przedstawiać. Od końca 2011 roku jest areną całej niekończącej się epopei o podleganie kościołów Ustawie o ochronie danych osobowych, której Wystap.pl zostało niezamierzoną kroniką. Kiedy wyznawcy Kościoła Latającego Potwora Spaghetti ze swoją nieco podobną batalią o rejestrację wreszcie tam trafili – po odmowie ze strony Ministerstwa Administracji i Cyfryzacji – niewiele osób założyłoby się, że cokolwiek uzyskają. Stało się jednak inaczej. W wypełnionej publicznością i dziennikarzami największej sali sądowej pastafarianie odnieśli dziś spektakularny sukces! Decyzja odmowna została uchylona z powodów proceduralnych. Sąd dopatrzył się,  że urzędnikom tak spieszyło się do wydania decyzji odmownej, że nie dopilnowali, by wniosek o rejestrację został porządnie wypełniony. Teraz sprawa wraca do ministerstwa, które zostało zobowiązane do przyłożenia się do formalności.

my w TVN24Teoretycznie nie jest to nawet sukces pastafarian (bo nie rozpatrywano sprawy merytorycznie) tylko prestiżowa i wizerunkowa porażka MAiC, które nie zrobiło tego co powinno. Praktyka życia publicznego w Polsce jest jednak nieco odmienna i tak jak w starym dowcipie – choćby nie wiadomo ile tłumaczyć podróżnym, że jadą do Stalinogrodu to oni i tak wysiądą w Katowicach. W rzeczywistości jest to ogromny sukces, który nie spadł z nieba lecz jest efektem wielu miesięcy przygotowań, dobrej organizacji i mobilizacji wiernych. Wystap.pl było pionierem zapraszania „warszawiaków i reszty ludzkości” na rozprawy sądowe, bo szybko stało się jasne, że pełna sala „kibiców” i dziennikarzy w tego typu sprawach może zdziałać więcej niż najlepszy adwokat przy pustej sali. Wystarczy spojrzeć na minę pani sędzi Iwony Dąbrowskiej krzyżującej wzrok z okiem kamery TVNu… Pastafarianom można tego tylko pogratulować, ale nie jest to ich jedyny ani nawet najważniejszy sukces. Można spokojnie założyć, że jeszcze niedawno sąd płynnie przeszedłby do meritum i machając ręką na formalności odrzucił skargę jako „parodię religii”, do czego zapraszali powołani na biegłych religioznawcy z Uniwersytetu Jagiellońskiego. Po rozniesieniu w drobny mak przez Naczelny Sąd Administracyjny nieformalnego, ale trwałego sojuszu tego sądu z GIODO, przy sali wypełnionej publicznością i dziennikarzami i – last but not least – przy inteligentnych założycielach reprezentowanych przez adwokata Dariusza Golińskiego, ten wariant po prostu zniknął niczym wielkanocny bałwan. Czy znaczy to, że Kościół Latającego Potwora Spaghetti zostanie zarejestrowany? Nie. Nikt nie twierdzi, że zostanie – chociaż jest do tego oczywiście znacznie bliżej niż wczoraj. Ważne jest co innego, tak jak w sprawie Małgorzaty Marenin przeciwko abp Józefowi Michalikowi, która wywołała polityczno-obyczajowe trzęsienie ziemi mimo „prawnej” porażki – ponownie udało się doprowadzić do tego, by procedury i formalności nie były tematem drugorzędnym, krążącym na dalekiej orbicie decyzji politycznych. To bardzo, bardzo dużo – bo bez wiary obywateli w to, że ma być tak jak mówi prawo nie ma ani demokracji ani państwa prawa. Sprawa pastafarian już została klapsem dla rządu i kolejnym sygnałem, że wzrasta znaczenie wymiaru sprawiedliwości w miarę jak obywatele coraz lepiej korzystają ze swoich praw. Sama świadomość, że gdzieś tam w oddali może czekać na śmiałków pociąg do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka i złote runo wygrania z Polską działa na wszystkich mobilizująco.

PS: Marcin Małecki wypowiedział się dla TVN24 jako przedstawiciel pewnego stowarzyszenia… Niech to będzie teaser tego co wkrótce nastąpi!

Kościół próbuje „obejść” ustawę?

RPO-wreszcie-mówi-na-temat

co widzi Rzecznik Praw Obywatelskich…

Najtrudniejszym wyzwaniem czteroletniej batalii Wystap.pl o prawo do tzw. „wystąpienia po włosku” była deklerykalizacja języka używanego w dyskusji na ten temat. Trzeba było go stworzyć – i to praktycznie od podstaw. Póki wszyscy włącznie – a może nawet na czele – z „witrynami apostatycznymi” trąbili o apostazji niczym o ósmym sakramencie nie było nawet realnej możliwości mówienia o pozbawieniu Polski suwerenności za zgodą jej władz (na ten temat patrz także: „Washington Post” ostrzega przed przejęciem języka przez religie, 29 grudnia 2011). Dopiero wypowiedzenie przez GIODO nieformalnej umowy z biskupem Wojciechem Polakiem i seria styczniowych decyzji zakończyły realizację tego wielkiego zadania, zmuszając Kościół do rozpoczęcia posługiwania się językiem prawa, z którym można się nie zgadzać, ale przynajmniej należy do przestrzeni publicznej. Nie znaczy to bynajmniej, że nie ma tu kilku asów w rękawie…

proboszcz Archidiecezji Lubelskiej

… a co widzi pewien proboszcz

Już trzy lata temu Biuro Rzecznika Praw Obywatelskich „poddało się” zmasowanej kampanii i – przerywając bezkrytyczne i bezmyślne odsyłanie zaniepokojonych obywateli do niesławnej pamięci „instrukcji KEPu o apostazji” – „przyznało”, że wolność sumienia i wyznania obejmuje prawo do zmiany wyznania i jego porzucenia (w rogu). Na wspomniany przepis (art. 2 pkt 2a Ustawy o gwarancjach wolności sumienia i wyznania) powołuje się także GIODO – bo już może. To tych kilka słów – „należeć lub nie należeć do kościołów” – stało się dla Episkopatu Polski wyzwaniem na miarę „być albo nie być”. Nie powinno więc zaskakiwać, że kilka dni temu jeden z proboszczów Archidiecezji Lubelskiej wysłał list w którym podważał sens tego przepisu i próbował go sprowadzić do wolności sumienia i wyznania jako takiej. To jest czystej wody manipulacja – artykuł 2 tej ustawy wymienia 13 (!) konkretnych praw wynikających z tego bardzo ogólnego (i pojemnego) pojęcia. To o czym pisze proboszcz jest najbliższe punktowi drugiemu tego artykułu. Widać jednak co adwokat Kościoła teoretycznie mógłby próbować uzyskać tego typu sofizmatami. Gdyby udało się ten przepis tak rozwodnić, by stracił znaczenie, byłoby łatwiej zaatakować w sądzie nakazy GIODO dla proboszczów. Czyżby był to planowany scenariusz? Dowiemy się za kilka miesięcy, bo nie da się uciec od publicznej rozprawy. Niecałe trzy miesiące temu napisałem: „jeśli biskupi, zdemoralizowani Komisją Wspólną Rządu i Episkopatu, zrobią wszystko, by powtórzyć „wariant hiszpański” (w Hiszpanii walka o „wystąpienie po włosku” zakończyła się porażką) będzie to społeczno-polityczno-prawny koszmar, który GIODO sam sobie wyhodował„. Wszystko wskazuje na to, że właśnie się rozpoczyna.

Poza tym mogliby wreszcie przestać pisać o „braku prawa do żądania usunięcia danych osobowych z ksiąg kościelnych„, bo jest to klerykalna bzdura zatwierdzona w 2009 roku przez Michała Serzyckiego w punkcie 9 instrukcji Serzycki-Budzik, którą wysłaliśmy do diabła robiąc to czego nie można. Każdy ma prawo żądać tylko nie każdy ma prawo do tego co żąda. Od oceniania czyja racja przeważa są sądy a od ich przedstawiania – adwokaci. Tak to robimy w demokracji. Wypadałoby się po 16 latach obowiązywania ustawy nauczyć tej subtelnej lecz fundamentalnej różnicy. „Brak prawa do żądania” jest niczym innym niż żargonowym określeniem „Biuro GIODO umywa ręce i nie będzie się tym zajmować„. Niestety kurczowe trzymanie się tej nowomowy jest skutkiem prowadzenia przez GIODO obu precedensowych spraw od ponad trzech lat.

I jeszcze coś. Artykuł 2 pkt 2a został dodany do Ustawy o gwarancjach wolności sumienia i wyznania w nowelizacji przyjętej 28 sierpnia 1997 roku, a więc bardzo świadomie i celowo PRZED ratyfikacją Konkordatu, o co była wojna wygrana przez jego przeciwników. 178 posłów wzięło na siebie tę decyzję polityczną z jej daleko idącymi konsekwencjami. Zgłosiła go zaś… Unia Wolności w druku nr 1680 z kwietnia 1996. Konkordatu w całej tej łamigłówce w ogóle zatem nie ma, bo dopilnowano, by wiązały go Konstytucja, deklaracja rządu o interpretacji i „ustawy okołokonkordatowe”, a nie odwrotnie. Poza tym przepis ten jest jedynie uszczegółowieniem wiążących Polskę traktatów międzynarodowych, np. art. 10 ust. 1 Karty Praw Podstawowych Unii Europejskiej. Wprost o prawie do porzucenia religii jako nieodłącznej części praw człowieka zapisano wiadra atramentu. Jego największymi wrogami w ONZ są… państwa islamskie, których opór storpedował przekształcenie deklaracji o wyeliminowaniu wszelkich form nietolerancji religijnej w konwencję międzynarodową. Gdyby Episkopat Polski zamierzał dołączyć do tego zbożnego chóru musiałby nie tylko pominąć chronologię, ale zrobić to za cenę strącenia wolności sumienia i wyznania z piedestału w otchłań piekielną.

patrz także: „Kościół odmówi Komunii św. za… obronę praw człowieka?„, 9 luty 2013

Maciej Psyk: GIODO łamie Konstytucję i prawa człowieka

Na portalu natemat.pl pojawił się wywiad w którym redaktor naczelny Wystap.pl Maciej Psyk odsłania kulisy prawie czteroletniej batalii i analizuje w którym miejscu obecnie się ona znajduje. Wreszcie wszystkie puzzle w tej nieprawdopodobnej układance wskakują na swoje miejsce i widać cały obraz. Zapraszmy do lektury!

*-*-*-*-*-*

Jacek Tabisz: Doprowadzenie do merytorycznej decyzji GIODO (Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych) w sporach obywateli z proboszczami było olbrzymim sukcesem Twoim i całego Wystap.pl. Choć trudno w to uwierzyć są to pierwsze tego typu decyzje od powstania Biura GIODO w 1998 roku a niezwykle zacięta walka o nie – nie z Kościołem lecz z samym GIODO, który nie chciał ich wydawać – trwała przez trzy i pół roku. Czy możesz już powiedzieć: „wygraliśmy to”?

Maciej Psyk: Chciałbym to powiedzieć, ale niestety prawda jest inna. GIODO nie wydaje decyzji po prostu dlatego, że każdy ma prawo do osądzenia sporu z administratorem danych osobowych. Do tej rewolucji jeszcze nie doszliśmy, nawet jeśli GIODO we własnym interesie usiłuje obecnie sprawić takie wrażenie. On robi coś merytorycznie śmiesznego, moralnie haniebnego i prawnie kryminalnego. Po wpłynięciu skargi do Biura GIODO bada – poprzez swoich urzędników oczywiście – czy skarżący aby nie jest chrześcijaninem. Jeśli jest, to wtedy jego skarga ląduje w koszu, bo – jak GIODO zapewniał wielokrotnie osobiście w Sejmie i poprzez swoich pełnomocników w sądach administracyjnych obu instancji – chrześcijanie nie mają prawa do ochrony danych osobowych. Jedynie jeśli inspektor ma dowody, że skarżący wystąpił z kościoła jego sprawa trafia do postępowania wyjaśniającego. Ponieważ uczone nazwy zwiększają powagę urzędu co najmniej dwukrotnie, oficjalnie jest to nazywane „dokonywaniem subsumpcji”. I jak na ironię robi to urząd powołany do ochrony naszej prywatności, stawiając znak zapytania nad sensem swojego istnienia. Użytkownicy Wystap.pl otrzymali decyzje tylko dzięki przejściu przez to oddzielanie obywateli od katolików. Artykuł 194 kodeksu karnego mówi: „Kto ogranicza człowieka w przysługujących mu prawach ze względu na jego przynależność wyznaniową albo bezwyznaniowość, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2”. Można więc powiedzieć, że Biuro GIODO jest obecnie urzędem par excellence przestępczym. Dobra wiadomość jest taka, że jest od powstania w 1998 roku, czyli nie jest gorzej tylko jawniej. Walczymy z tą hańbą nieprzerwanie od trzech lat. Przez pewien czas było to nawet napisane wielkimi literami na stronie głównej Wystap.pl i nadal jest wpisane na naszych profilach na Twitterze i Facebooku. Jest to także naruszenie praw człowieka i jeśli po raz kolejny zostaniemy zmuszeni odjąć sobie od ust, żeby to wykazać, to niech tak się stanie. Przywykłem do tego, że Polska zachowuje się jak nasz wróg pozostawiając wąską ścieżkę do trwającej latami walki ponad siły z całym państwem o swoje prawa jako listek figowy praworządności, więc przejdziemy i przez to. Obecnie GIODO ma ostatnią szansę, by wycofać się z tego obłędu.

–> cały wywiad tutaj <–

O sednie naszej batalii – publicznie

W niedzielę w Warszawie w ramach 8 Festiwalu Racjonalistycznego PSR redaktor naczelny Wystap.pl Maciej Psyk wygłosi referat pt. „Sumienie, GIODO czy prześwietna kuria? Wystąpienie z Kościoła nowym sporem o inwestyturę„. Po raz pierwszy przedstawione zostaną nieznane dotychczas dokumenty. Wstęp wolny. Wszyscy są zaproszeni – zwłaszcza adwersarze.

 

gdzie: Dom Literatury, Krakowskie Przedmieście 87/89

kiedy: niedziela 30 marca, godzina 11:00

(pozostałe referaty i dyskusje do godzin wieczornych)

–> zobacz stronę internetową wydarzenia <–