Krakowski proboszcz kłamie sądowi w oczy

kuria krakowska

Proboszczowie na których spadła jak żaby egipskie sprawa o „wystąpienie po włosku” często nie potrafiąc zareagować jak przystoi reagują jak potrafią. W użyciu było już wszystko od straszenia parafianami przez wezwanie do Urzędu Parafialnego, wyzywanie od kretynów do chowania się przed GIODO jak ongiś przed armią. Pewien krakowski proboszcz wniósł te metody na kolejny poziom – najpierw zignorował 30-dniowy termin na złożenie skargi do sądu a potem łgając temu sądowi w żywe oczy chciał żeby spojrzał na to przez palce. Czegoś takiego nie chciała żyrować nawet pani sędzia Ewa Grochowska-Jung. A było tak: 31 lipca proboszcz osobiście odebrał „drugą i ostateczną” decyzję GIODO.

Generalny Inspektor Ochrony Danych Osobowych wydał w dniu […] lipca 2014 r. decyzję nr […] w przedmiocie przetwarzania danych osobowych. Odpis przedmiotowej decyzji wraz z prawidłowym pouczeniem o sposobie i terminie wniesienia skargi do sądu administracyjnego doręczono stronie skarżącej w dniu 31 lipca 2014 r. (ZPO K-160b akt administracyjnych).

Widocznie naoglądał się trajkoczącej posłanki Krystyny Pawłowicz, bo – mimo, że miał aż 30 dni na złożenie gotowej skargi do sądu – rzucił ją w diabły i przypomniał sobie o niej dwa miesiące później. Czyli po jej uprawomocnieniu na jego własne życzenie. Dopiero wtedy zaczął się starać o przywrócenie terminu. Tu jednak napotkał trudność – sam podpisał odbiór 31 lipca. Wymyślił więc coś takiego:

W dniu 10 października 2014 r. (data nadania k-24 akt sądowych) Proboszcz Parafii Rzymskokatolickiej […] z/s w K. wniósł do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie skargę na powyższą decyzję wraz z wnioskiem o przywrócenie terminu do wniesienia skargi. W uzasadnieniu wniosku oraz piśmie z dnia 13 stycznia 2015 r. skarżący wskazał w pierwszej kolejności, że decyzja nie została prawidłowo doręczona, tzn. do rąk samego skarżącego. Poinformował, że w okresie wakacyjnym (od 20 lipca do 19 sierpnia 2014 r.) przebywał na wyjeździe związanym z kwestiami duszpasterskimi. Po powrocie w dniu 3 października 2014 r. odkrył na parapecie kancelarii parafialnej stos korespondencji kierowanej do niego i do Parafii, w tym również przesyłkę z powyższą decyzją. Poinformował, że nie ma wiedzy kto w jego imieniu odebrał powyższą przesyłkę, dodał też, że nie posiada innego dorosłego domownika, który byłby uprawniony do odbioru korespondencji w rozumieniu przepisów kodeksu postepowania administracyjnego. Odnosząc się natomiast do podpisu widniejącego na zwrotnym potwierdzeniu odbioru zaskarżonej decyzji stwierdził, że istotnie przypomina on jego własny podpis – być może osoba odbierająca decyzję i składająca podpis pod jego nieobecność wiedziała, że skarżący nikogo nie upoważnił do odebrania decyzji, była więc przekonana, że powinna złożyć podpis w maksymalnym stopniu przypominający własny podpis skarżącego, tak jakby decyzję odbierał sam skarżący. Z tych wszystkich powodów w ocenie skarżącego uchybienie terminu należy uznać za niezawinione wobec braku wiedzy o doręczeniu decyzji.

Wiesz, że jest źle kiedy z własnych kolegów robisz przestępców żeby wyjść na swoje… Tak więc duchowny był cały miesiąc na wyjeździe do 19 sierpnia, ale wrócił 3 października. Najwyraźniej był w Rzymie i wrócił piechotą. Nie napiszemy kto brnął w tę żenadę, bo się papież przerazi jakiego ma kapelana. Sąd 10 lutego zrobił z tym jedyne co mógł czyli odrzucił. Proboszcz stracił podwójnie – i prawo do skargi i twarz i eksperymentuje na sobie postępowanie egzekucyjne. Plusem dodatnim tej sprawy jest to, że nawet dotychczas przychylni Kościołowi sędziowie WSA w Warszawie rysują granice swoich ustępstw.

zezwolenie kurii

Można by te żałosne wykręty na poziomie przyłapanego gimnazjalisty uznać za prowadzone na własny rachunek gdyby nie drobny szczegół. To sama kuria Archidiecezji Krakowskiej uznała, że jej proboszczowie potrzebują zgody na występowanie do sądu. Uzasadniają to kanonem 1288 KPK: „Zarządcy nie powinni w imieniu publicznej osoby prawnej ani wszczynać sprawy, ani zawiązywać sporu w sądzie państwowym, dopóki nie uzyskają pisemnego zezwolenia własnego ordynariusza„. I nie ograniczają się do udzielenia go samemu proboszczowi, ale pisma w tej sprawie – całkiem niepotrzebnie – trafiają do sądu! Jak tak to proszę bardzo, ale z całym inwentarzem. W takim razie moralna odpowiedzialność za tę skargę spada także na prześwietną kurię krakowską – i to według niej samej. Jakby się kto pytał – Franciszkańska 3.

–> spisane będą czyny i rozmowy <–

W poniedziałek zapadnie kolejny skrajnie prokościelny wyrok WSA

16.02.2015: Wyrok już zapadł i nie odbiega od normy. Wszystko stało się zgodnie z opisem. Chyba wszystko…? Na szczęście tym razem skargi kasacyjne do Naczelnego Sądu Administracyjnego wnosi GIODO więc skarżący zanim jego sprawa się zacznie ma luksus czekania aż sobie „wyinterpretuje kognicję”. Finał batalii GIODO już za dwa lata! Może nawet szybciej. :-)

*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*

W poniedziałek 16-go lutego o godzinie 10:00 w sali F Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie przy ulicy Jasnej rozegra się kolejny odcinek serialu pod roboczym tytułem „wyinterpretowywanie kognicji GIODO w toku instancji„. W rolach głównych wystąpią sędziowie Andrzej Góraj, Janusz Walawski oraz Eugeniusz Wasilewski a w rolach drugoplanowych – licznie zgromadzeni warszawiacy i reszta ludzkości.

Sprawę rozpocznie wejście do sali zgromadzonych na korytarzu kibiców sądowych. „Jeszcze pół roku i będą przyjeżdżać autokarami” – pomyśli sędzia przewodniczący. Gwar ucichnie i sędzia sprawozdawca Andrzej Góraj zacznie najnudniejszą część czyli czytanie całego tego przekładańca co się działo przez półtora roku na wcześniejszych etapach. Tym razem to proboszcz wziął na siebie ciężar wyinterpretowania kognicji GIODO, biorąc do pomocy wybitnego eksperta od ochrony danych osobowych.
„Boże, niech ten cyrk się wreszcie skończy” – pomyśli pan sędzia Janusz Walawski omiatając wzrokiem rozbawionych sytuacją kibiców.
„Na szczęście ja tu tylko pracuję” – pomyśli protokolantka. – „W sprawie defenestracji to nie do mnie” – domyśli. Kibice nie będą jednak przejawiać zamiaru tworzenia nowej świeckiej tradycji defenestracji warszawskiej.
– Gienek, nie boisz się, że ci ludzie za dwadzieścia lat będą nas lustrować? – Zapyta szeptem sędzia Walawski.
– Nie dygaj. Jest szansa, że nie dożyjemy. Z Powązek nas nie wyrzucą. – Odpowie na ucho sędzia Wasilewski.
Sędzia sprawozdawca Andrzej Góraj zakończy czytanie przekładańca i objaśnianie różnicy między proboszczem a jego parafią i między wystąpieniem z Kościoła a złożeniem oświadczenia o wystąpieniu z Kościoła. „Te właśnie zagadnienia przychodzi nam więc rozpatrzyć” – powie na zakończenie starając się żeby zabrzmiało to uroczyście jak w sądzie. Kibice zaczną wychodzić gęsiego, zostawiając Sąd na naradę przed tak ważnym wyrokiem.
– No dobra, poszli w cholerę. To co robimy? – Rozpocznie naradę sędzia przewodniczący gdy ostatni kibic złapie klamkę z zewnątrz.
– A jak myślisz? To samo. Po piętnastu wyrokach chcesz zmienić zdanie na szesnastym? – Zapyta retorycznie sędzia Andrzej Góraj.
– To się nazywa efekt Concorde’a. – Błyśnie fachową terminologią sędzia Wasilewski.
– To ty gadasz Gieniu? – Spojrzy podejrzliwie sędzia sprawozdawca.
– Im bardziej czegoś nie zrobiłeś tym bardziej nie możesz tego zrobić a im bardziej coś zrobiłeś tym bardziej musisz to robić. I na końcu albo się udaje albo jesteś w dupie. Jak sądzisz gdzie my jesteśmy z tym szajsem? – Padnie filozoficzne pytanie.
– Yyy… znaczy… chcesz przez to powiedzieć… yyy… – Rozpocznie przeprowadzanie rozumowania sędzia Andrzej Góraj.
– Tak. – Potwierdzi krótko sędzia Wasilewski.
– Ale oni muszą nas szanować, bo jesteśmy sędziami. – Oburzy się sędzia Góraj. – A zresztą masz pojęcie na jakim poziomie tym sprawom ukręca się łeb?
Sędzia Walawski spojrzy na kolegę jakby chciał powiedzieć „nie cudzołóż”.
– A pamiętacie jak arcybiskup Andrzej Dzięga mówił w Rytwianach na rekolekcjach dla sędziów, że w sytuacji konfliktu wartości musimy być świadkami ewangelicznych wartości? – Nie będzie dawał za wygraną sędzia sprawozdawca.
– Teraz o tych rekolekcjach dla sędziów najlepiej nic nie mów. Głupia sprawa – arcybiskup nas umacnia w wierze a potem sądzimy jego proboszczów. Jak się ta bananowa młodzież dowie to gotowi powołać się na punkty 93-104 w sprawie Micallef przeciwko Malcie. – Odpowie kwaśno sędzia Wasilewski. – Zresztą i tak by mogli. Kilka identycznych wyroków jeszcze da się obronić niezawisłością, ale kilkadziesiąt w ciągu trzech lat w tej samej sprawie tych samych sędziów w tym samym sądzie pachnie Strasburgiem.
– Jestem uczciwym sędzią. Nie mam sobie nic do zarzucenia. – Prychnie sędzia Góraj strząsając z siebie wzrok kolegi.
– Dobra, już starczy. Przejdźmy przez to. Przynajmniej nie ma TVNu to się nie zobaczymy wieczorem w telewizji. Prosto siedzieć i majestat uosabiać i jakoś będzie. – Podsumuje przewodniczący. – Czekaj, zaczeszę się. – Wyjmie grzebień spod togi i poprawi uosabianie majestatu. Westchnie głęboko i kiwnie głową, że można wołać kibiców. Będzie miał złe przeczucia.

*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*

W zasadzie nie chodzi już o to jaki zapadnie wyrok, bo wiadomo, że wyrok już zapadł i będzie to kolejne żenujące ględzenie nie na temat w sprawie, która w ogóle nie nadaje się do rozpatrzenia, bo Biuro GIODO od 13 miesięcy oficjalnie dyskryminuje katolików zgodnie z „i 3″ (chociaż już ze sobą walczy) więc nie ma czego sądzić – można tylko stwierdzić rażące naruszenie prawa (czego sędziowie nie zrobią, bo by to „i 3″ obalili). Jedyne interesujące pytanie brzmi – czy Polsce starczy sił, by zakończyć farsę z „i 3″ czy będzie musiał trybunał w Strasburgu?

NSA: grzywna dla GIODO za nieformalny układ z prymasem

Obojętne czy myślisz, że coś możesz zmienić czy, że nie możesz -
w obu przypadkach masz rację.
Henry Ford

odpowiedź Arcybiskupa Poznańskiego s1

GIODO potrzebował wytycznych arcybiskupa

Podczas gdy „nasz” WSA w Warszawie wytrwale walczy z suwerennością Polski, w Naczelnym Sądzie Administracyjnym jest zupełnie inny świat. W dzisiejszym wyroku utrzymał karę 1000 zł grzywny dla GIODO (patrz: „GIODO ukarany grzywną za niewydawanie decyzji„, 27 stycznia 2014) za zwlekanie z wydaniem decyzji przez cały 2013 rok. Zgodnie z przewidywaniem pełnomocnik GIODO nie przyszedł na rozprawę – najlepsza oznaka tego, że samemu chce się przegrać. Całe Biuro GIODO trzymało chyba kciuki za swoją przegraną, bo broniąc swojej skargi kasacyjnej broniło by własnych zakulisowych ustaleń z Episkopatem Polski, które były tego przyczyną. Artur złożył skargę na parafię katolicką w styczniu 2013 roku, ale pierwszą decyzję dostał dopiero w pierwszych dniach 2014 roku. W międzyczasie 25 czerwca 2013 roku GIODO był w siedzibie KEP na rozmowie z sekretarzem generalnym biskupem Wojciechem Polakiem (obecnie prymasem) ustalić zasady postępowania. Panowie umówili się na wyciąganie od biskupów diecezjalnych dekretów o przyjęciu „instrukcji KEPu o apostazji”, które miały być podkładką do umarzania skarg. W efekcie 12 lipca 2013 GIODO napisał do abp Stanislawa Gądeckiego (obecnie Przewodniczący KEP) czy przyjął ten nieszczęsny humbug do stosowania w Archidiecezji Poznańskiej do której należy parafia (co samo w sobie naruszało Konkordat). I 9 sierpnia dostał lawirującą odpowiedź (bo nie przyjął, co przyznał swego czasu notariusz kurii ks. dr Piotr Garstecki). Kościół już witał się z gąską, ale szyki pokrzyżowało mu nasze wielkie zwycięstwo w październiku. Dopiero po nim GIODO pod koniec grudnia wypowiedział biskupowi Polakowi tę nieformalną umowę na piśmie i zapowiedział, że dekrety biskupów nie mają znaczenia. Decyzję wydał Arturowi dopiero gdy w KEPie przełknięto gorycz porażki… I tak sprawa zamiast maksymalnie dwa miesiące trwała 11 miesięcy, bo obywatel został zakładnikiem ukrywanych, bo nieformalnych ustaleń. Wyrok nie mógł być inny. To w zasadzie akt łaski, który kończy sojusz GIODO z ołtarzem i otwiera drogę do ostatecznego obalenia „i 3″ czyli odzyskania uprawnień.

Uzasadnienie w sprawie I OSK 1164/14 poznamy wkrótce. Gratulacje dla Artura!

Nareszcie „wybiliśmy” Biuro GIODO na niepodległość!

 

Ksiądz Jakub idzie z duchem czasu

ksiądz się zbliża

trasa księdza 16 stycznia

Jedyną taką kolędę w Polsce mają parafianie z parafii bł. Matki Teresy z Kalkuty w Kamionkach pod Kórnikiem. Trasę wizyt duszpasterskich proboszcza, ks. Jakuba Lechniaka i jego dokładne położenie mogą śledzić „na żywo” za pomocą aplikacji Endomondo umożliwiającej geolokalizację. Wystarczy wejść na jego profil. Księdzu zaś wystarcza darmowa aplikacja na smartfona.

– Z włączoną aplikacją mobilną chodzę po kolędzie już trzeci rok z rzędu. Ale pomysł nie jest mój, przejąłem go po poprzedniku w parafii – opowiada ks. Jakub Lechniak. – Endomondo znałem już wcześniej, bo używałem go podczas biegania. Okazało się, że aplikacja jest też przydatna do działań duszpasterskich. Parafianie przyznają, że sprawdzają moją trasę na bieżąco, zresztą sam widzę w wielu domach laptopy, na których jest otwarta moja strona – dodaje.

To nie koniec pomysłów księdza Jakuba. – Chciałbym, by kiedyś cała dokumentacja parafii była dostępna elektronicznie. Tak, bym po kolędzie mógł chodzić z tabletem i w nim miał informacje o parafianach. Na razie to tylko pomysł, wiem, że wymaga to wiele pracy – mówi. Przewidzieliśmy ten logiczny krok naprzód już dawno („Rewolucja na zakrystii„, 29 grudnia 2013).

Sprawa wzbudziła takie zainteresowanie, że trafiła aż do TVN24. Ksiądz należy do elitarnego 2,5 procentowego grona innowatorów technologicznych. Potwierdza to tezę, że nowości technologiczne mogą się pojawiać w każdej parafii – i będą coraz częściej. Miejmy nadzieję, że innowatorzy w sutannach rozwieją groteskowy lecz uparcie malowany przez Kościół obraz GIODO walczącego z Konkordatem.

Na następną kolędę proponujemy ważący 800 gram i zbierający pochwały Microsoft Surface Pro 3 wielkości notesu.

patrz także:
Ksiądz chodzi po kolędzie: aktualną lokalizację sprawdzisz w internecie
Proboszcz spod Poznania chodzi po kolędzie z Endomondo

WSA w Warszawie walczy z Polską w imieniu Polski

Pojawiło się publicznie uzasadnienie wyroku Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie w drugiej sprawie ze skargi proboszcza (patrz: WSA w Warszawie ponownie „Biurem Przepustek do NSA”, 19 listopada 2014). Na dobrą sprawę ciekawy jest nawet nie sam wyrok, o którym za chwilę, co kruczki prawne użyte przez stronę kościelną. To one pokazują, że KEP ma w ręku aż pięć asów – i czego się spodziewać w kolejnych odsłonach tego serialu. Poniżej dosłowne fragmenty ze skargi proboszcza i ich objaśnienie:

1) chcą narzucić prawo kościelne zamianą parafii z chrztu na „rejonową”
Gdyby tylko to się udało byłby to całkowity powrót do „sakramentu apostazji” i ostateczna klęska Polski.

[zarzucam naruszenie] art. 28 k.p.a. poprzez przyznanie przymiotu strony Proboszczowi parafii Rzymskokatolickiej p.w. […] w M. w sytuacji, gdy z adresu zamieszkania T. N. wynika zamieszkanie poza terytorium parafii wyżej wskazanej. (…) Zgodnie z zasadami postępowania w sprawie formalnego aktu wystąpienia z Kościoła, o chęci dokonania apostazji informuje się proboszcza w parafii zamieszkania. Parafia p.w. […] w M. swoim zasięgiem terytorialnym, nie obejmuje zamieszkania T. N. A zatem, nie będąc Proboszczem parafii zamieszkania wymienionego, nie jestem stroną w niniejszej sprawie, a proboszcz parafii zamieszkania wymienionego.

2) zaciemniają temat żeby sąd się nie połapał o co w ogóle chodzi
W sprawie w ogóle nie chodziło o „skuteczność złożenia” (cokolwiek to znaczy) tylko o kognicję GIODO (poszukiwaną piąty rok). Boczną drogą podważają podmiotowość człowieka czyli to co ich „filozof prawa” nazwał „jakąś emanacją aktu woli apostaty„. W dodatku GIODO nie używa Kodeksu cywilnego więc tematu w ogóle nie ma.

W niniejszej sprawie, to organ miałby decydować o tym poprzez ustalanie, czy oświadczenie woli, w myśl art. 60 k.c., zostało złożone skutecznie. Zgodnie z art. 1 k.c., kodeks reguluje stosunki cywilnoprawne między osobami fizycznymi i osobami prawnymi, a relacja między Kościołem a jego członkiem nie jest stosunkiem z zakresu prawa cywilnego.

3) wciskają sądowi ciemnotę
Tu jest podwójne oszustwo. Po pierwsze „to i tak” nie jest problemem tylko jego rozwiązaniem a po drugie „gdyż” to ciąg dalszy forsowania „sakramentu apostazji” wbrew doktrynie Kościoła.

gdyby zastosowano się do decyzji i dokonano adnotacji w księdze chrztów zgodnie z decyzją, to i tak w świetle prawa kanonicznego T. N. nadal pozostawałby jego członkiem, gdyż nie dokonał skutecznie aktu apostazji

4) zaprzeczają istnieniu meritum sprawy
Po co zwalczać „wystąpienie po włosku” skoro można nie dopuścić do samej sprawy? Uczciwie trzeba jednak zaznaczyć, że jest to konsekwencja walki GIODO z samym sobą (patrz: „Odejdźmy od narzuconej kliszy„, wątek dotyczący B. Michalskiego).

T. N. nie domaga się od GIODO zapewnienia ochrony jego danych osobowych, tylko rozstrzygnięcia, że nie należy on do Kościoła Katolickiego

5) bronią „i 3″ tylko teraz chcą je „przejąć” (piękny strzał w stopę, bo nie mają potrzebnego do tego „prawa kościelnego”!)
Jest to druga linia obrony Kościoła (na początku odrzucano jakiekowiek nakazy GIODO). Próba internalizacji „i 3″ świadczy o dużym sprycie – będą próbowali sprowadzić batalię do kontroli nad „i 3″. Oczywiście as piąty jest sprzeczny z czwartym – gdzieś kołdra musiała być za krótka, ale słusznie przewidzieli,  że sąd nie zauważy.

w niniejszej sprawie ma zastosowanie art. 43 ust. 2 ustawy, ponieważ T. N. jest członkiem Kościoła Katolickiego, z powodów opisanych powyżej. W myśl bowiem art. 43 ust. 2 ustawy, GIODO nie przysługują uprawnienia określone w art. 12 pkt 2, w odniesieniu do zbiorów, o których mowa w ust. 1 pkt 3. W art. 43 ust. 1 pkt 3 ustawy, mowa jest zaś o danych dotyczących osób należących do kościoła. Biorąc powyższe pod uwagę, należy przyjąć, iż dowód w postaci pisemnego oświadczenia T. N. o wystąpieniu z Kościoła Katolickiego powinien zostać oceniony na podstawie przepisów prawa kościelnego.

uchyla dekrety biskupów

nawet nie państwo wyznaniowe -
Wysoki Sąd z rozpędu zignorował papieża

Sąd to wszystko zaakceptował najwyraźniej na asie piątym – który właśnie powinien był mu posłużyć do oddalenia skargi, bo proboszcz sam się zamatował. W zasadzie nie ma czego cytować, bo jest to obraz nędzy i rozpaczy. Pan T. N. specjalnie po to żeby WSA mógł wydać wyrok na swoim poziomie profilaktycznie przypomniał, że dekret biskupa (który GIODO w lipcu 2013 wyciągnął mu z gardła żeby „nie mieć kognicji”) został zniesiony przez Omnium in mentem” Benedykta XVI na długo zanim sprawa się zaczęła. Pisał o tym „Gość Niedzielny”, KEP do dzisiaj nie dostał z Watykanu zatwierdzeniadoprecyzowującego w kontekście nowelizacji Kodeksu Prawa Kanonicznego” projektu „dekretu ogólnego” z 13 marca 2012 (co ciekawe tego właściwego dekretu GIODO z KEPu nie wyciągał, bo wiedział, że go nie ma więc musiałby „mieć kognicję” i to we wszystkich sprawach) a we wrześniu napisał o tym sam ks. Adam Boniecki: „Z chwilą ogłoszenia [„Omnium in mentem”] instrukcja naszego Episkopatu, określająca procedury wystąpienia z Kościoła, przestała obowiązywać. Projekt nowej oczekuje na akceptację Watykanu„. Z tych powodów w państwie wyznaniowym T. N. by wygrał. Nie wygrał dlatego, że sąd w obronie „Kościoła Polskiego” upadł jeszcze niżej i dla dobra biskupa zignorował samego papieża czyli – mówiąc kanonem 751, którym macha jak cepem – dopuścił się schizmy. Dorzucił do tego złotą myśl, że „chrześcijaństwo umożliwia całkowite porzucenie wiary chrześcijańskiej” czyli po prostu bełkot. I bardzo dobrze, bo pozbawił tym wątpliwości, że jedyne co robi to od trzech lat walczy z suwerennością Polski „w imieniu Rzeczypospolitej Polskiej„. Sąd jest nagi a wręcz martwy – poległ od własnej broni. Biuro GIODO jak niepyszne wnosi teraz skargę kasacyjną od tego bełkotu. Skoro sędziowie doprowadzają do ośmieszenia państwa polskiego to trzeba im odebrać zabawki czyli prawo do wydawania takich wyroków. Taka możliwość istnieje, nazywa się uchwała Naczelnego Sądu Administracyjnego i „Wysoki Sąd” ostatecznie udowodnił jej konieczność. Wygląda na to, że wydał wyrok sam na siebie. :)

–> wyrok WSA w Warszawie II SA/Wa 727/14 <–

motto tygodnia:
Kapitaliści sami sprzedadzą nam sznur na którym ich powiesimy.

Wysłanie aktu chrztu jest poza ustawą

Wygląda na to, że z chaosu spowodowanego „brakiem kognicji” GIODO do rozpatrywania skarg na parafie nareszcie wyłonił się jakiś konkret. Sprowadza się do jego tezy, że wysłanie przez duchownego aktu chrztu jest poza Ustawą o ochronie danych osobowych. Ta cenna uwaga pojawiła się w decyzji DOLiS/DEC-902/14/72294 z 16 września 2014 roku. GIODO postanowił:

odmawiam uwzględnienia wniosku Pana K.A., w zakresie nakazania Proboszczowi Parafii Rzymskokatolickiej […], z siedzibą w C., doręczenia mu aktu chrztu z adnotacją, zgodnej z żądaniem Pana K.A., zawartym w jego „oświadczeniu woli” z dnia […] października 2013 r.

I uzasadnił to tak:

Odnosząc się natomiast do wniosku Skarżącego o nakazanie Księdzu Proboszczowi przesłania odpisu sprostowanego aktu chrztu, wskazać należy, że Generalny Inspektor podejmuje działania w zakresie kontroli legalności procesu przetwarzania danych osobowych, natomiast nie podejmuje działań w zakresie nośników danych, a za taki należy uznać sprostowany akt chrztu. Nie jest możliwe zatem nakazanie przez Generalnego Inspektora Proboszczowi ww. Parafii doręczenie Skarżącemu aktu chrztu z naniesioną adnotacją o jego wystąpieniu z Kościoła Katolickiego.

A więc adnotacja w księdze chrztów tak, ale wysłanie nowego świadectwa chrztu – już nie. Sprowadza to wysyłanie świadectw chrztów do dobrej woli duchownego – a tej często brakuje. W instrukcji KEP o prowadzeniu ksiąg parafialnych z 1947 roku załatwiono sprawę prosto: „Wszyscy zainteresowani mają prawo przeglądać, za pozwoleniem proboszcza, akta w księgach parafialnych oraz mogą żądać wydania odpisów aktów lub świadectw, wystawionych na podstawie tych ksiąg”. O samo wysyłanie na szczęście nie ma scysji – jeśli proboszcz wpisuje to wysyła niejako z automatu. Bloger Robert Prochowicz dostał je za pobraniem pocztowym 30 złotych, ale grozi to kolejną taktyką salami – pewien ksiądz powiedział złośliwie, że może wysłać za pobraniem 100 złotych. Miejmy nadzieję, że nie trzeba będzie o nie walczyć przez pięć lat z powodu jakiejś chronionej Konkordatem i Traktatem Lizbońskim KEP-owskiej instrukcji wysyłania listów.

Kościelna logika Kalego

autor: oby.watel

Warto w kontekście wspierania pieniędzmi podatników obiektów kultu przez świeckie państwo wspomnieć o pewnym ewenemencie. Otóż gdy Kościół wtrąca się w sprawy państwa, to „ma do tego prawo„. Ba! Nie tylko ma prawo, ale wręcz obowiązek! W drugą stronę to jednak nie działa, ponieważ — na co bardzo chętnie wskazuje strona kościelna — zgodnie z konkordatem istnieje rozdzielność państwa i kościoła. Co to oznacza? To oznacza, że jak najbardziej normalne i zasadne jest zabieranie głosu przez kler w sprawach dotyczących państwa oraz prawa i domaganie się zgodnych z wolą kleru i wiarą zapisów w ustawach. Jak najbardziej zasadne i normalne jest krytykowanie rządu z ambon i branie udziału w antyrządowych demonstracjach. Ale gdy państwo lub jego suwerenny organ czegoś od Kościoła zażąda, okazuje się, że nie ma prawa. Oto Sekretarz Episkopatu Polski bp Wojciech Polak uważa, że nakaz otrzymany od GIODO odnotowywania przez proboszcza w księgach chrztu aktu apostazji, NSA musi zmienić. Dlaczego? Bo Kościół obowiązuje archiwizowanie i przetwarzanie danych zgodnie z ustawą dotyczącą ochrony danych osobowych. Ale przy decyzjach dotyczących apostazji decyduje przede wszystkim wewnętrzna instrukcja Kościoła. To oznacza, że na terenie państwa polskiego działa instytucja której prawo nie obowiązuje, ponieważ ma własne. Sądzę, że w ten sposób NSA ingeruje w wewnętrzne sprawy, które wiążą się z Kościołem — sądzi biskup Wojciech Polak. To tłumaczy dlaczego pedofile w sutannach przeważnie pozostają bezkarni. Prokuratura prowadząc śledztwo oraz sąd prowadząc postępowanie ingerują w ten sposób w wewnętrzne sprawy, które wiążą się z Kościołem! Żołnierz radziecki, który po pijaku prowadząc tankietkę zabił tubylca także był sądzony przez swoich i nie podlegał tutejszej jurysdykcji.

Przekaz jest więc klarowny — my mamy prawo wtrącać się w sprawy państwa, państwu wara od nas. Gdy po raz pierwszy zaczęto mówić o powrocie religii do szkół kler ustami swych biskupów zapewniał, że księża lekcje będą prowadzili za darmo. Gdy już religia znalazła się w szkolnym programie natychmiast w prawie świeckiego państwa znalazł się przepis, który zabraniał prowadzenia lekcji za bóg zapłać. Jeśli bowiem prawo jest korzystne dla kleru, to należy się do niego stosować i broń boże łamać. Jeśli nie jest, to kler ma własne, a wtedy świeckie go nie dotyczy.

Czy w tej sytuacji w jakiej się znajdujemy po 25 latach Polskę można nadal można uznać za suwerenny kraj? Warto uświadomić sobie, że w minionych czasach też stacjonowały u nas obce jednostki, do których nasze prawo nie miało zastosowania. Czy jest jakaś istotna różnica czy wytyczne płyną z Moskwy czy z Watykanu? Wbrew pozorom towarzysze z Moskwy nie cieszyli się poparciem Marsjan, ale Polaków. Często tych samych, którzy dziś gorliwie służą Watykanowi.

źródło: blog Autora „dywagacje”

 

Spór o odejścia z Kościoła. Konfrontacja czy dialog?

W Polsce doszło do konfliktu prawa państwowego z prawem kościelnym. Chodzi o występowanie z Kościoła i ochronę danych osobowych. Prawo polskie przyznaje mocną autonomię kościołowi katolickiemu, jednocześnie ma obowiązek chronić wszystkich obywateli państwa traktując ich równo i sprawiedliwie. Kto zatem ma kontrolować dane osobowe w Kościele i możliwość pełnego wystąpienia z tej organizacji – państwo, czy kościół katolicki? Na te tematy dyskutuje specjalizujący się w tej tematyce doktorant UJ Maciej Kawecki oraz twórca i szef portalu wystap.pl – Maciej Psyk. W rozmowie biorą też udział osoby żywo zainteresowane tematem – Magdalena Kowalczyk i Jacek Tabisz.

źródło: Racjonalista TV

Odejdźmy od narzuconej kliszy

dokonał aktu apostazji

Kościół sam się pogubił co ma być wpisane

Po tym jak w 2008 roku Rada Prawna KEP wymyśliła formułkę „Dnia xx.xx.20xx formalnym aktem wystąpił z Kościoła katolickiego” stało się to de facto standardem. Wystap.pl przejęło ją celowo, głównie po to żeby uniknąć wykrętu, że taka adnotacja jest niemożliwa. Dzięki temu nigdy się nie pojawił (inaczej niż np. na Słowcji gdzie „na przeszkodzie” stanął kanon 849 KPK) i stało się jasne, że Episkopat Polski znając sytuację we Włoszech „ukradł” kompetencje państwa polskiego bez jednego słowa sprzeciwu. Zostało je „tylko” odzyskać. W grudniu 2011 przypomnieliśmy w TVN24 własną doktrynę Kościoła semel catholicus semper catholicus co zburzyło jego dotychczasową jedność. Zaczęły się pojawiać różne próby, by zjeść ciastko i je nadal mieć czyli pogodzenia nieuznawania formalnego wystąpienia z regulowaniem go. Światło dzienne ujrzały więc: „dokonał aktu apostazji„, „złożył wolę wystąpienia z Kościoła” czy „dokonał apostazji formalnym aktem wystąpienia z Kościoła” (sic!). Ostatecznie sekretarz Rady Prawnej KEP ks. dr Andrzej Maćkowski lakonicznie przyznał, że eksperyment z zawłaszczeniem obcej sobie terminologii nie udał się i KEP wraca do „swojego” pojęcia apostazji. Póki co nieoficjalnie, bo Watykan nie kwapi się z zatwierdzeniem projektu „Dekretu ogólnego Konferencji Episkopatu Polski w sprawie wystąpień z Kościoła oraz powrotu do wspólnoty Kościoła” z 13 marca 2012 roku, którego coraz bardziej nie ma. Przy okazji rozwiązało to odwieczny dylemat „nos do tabakiery czy tabakiera do nosa” czyli czy treść adnotacji o którą się występuje powinna być dana przez Kościół czy to proboszczowie powinni odnotować – oczywiście grzeczną, ale jednak „autonomiczną” – formułkę występujących. Wobec rozdrobnienia, zamieszania terminologicznego a nawet doktrynalnego i wyraźnej wstrzemięźliwości Watykanu opcja „nos do tabakiery” cicho lecz definitywnie zniknęła.

złożył wolę wystąpienia

a może tak?

Niestety w tym momencie oportunizm, klerykalizm i serwilizm w aparacie państwa, które doprowadziły do oddania suwerenności Polski w czarną dziurę „wewnętrznych spraw Kościoła” przystąpiły do obrony status quo przed bananową młodzieżą i mącicielom porządku czyli ludźmi z Wystap.pl. Doprowadziło to do zgoła komicznej batalii z GIODO i WSA o to kto decyduje o wystąpieniu z Kościoła, którą nasza strona musiała wygrać i wygrała w Naczelnym Sądzie Administracyjnym. „Apostazja umarła! Apostazja nie żyje! Wystap.pl ją zabiło! (…) Nie jestże wielkość tego czynu za wielka dla nas? Czyż nie musimy sami stać się arcybiskupami, by dać ludziom naszą instrukcję?” – dusząc śmiech parafrazowałem filozofa w styczniu 2012 roku, po „samozaoraniu” abp Henryka Hosera powołaniem się na doktrynę semel catholicus semper catholicus. Minister Wiewiórowski najpierw umorzył kluczową skargę ponieważ „ustalono, iż Skarżący nie dokonał skutecznego aktu apostazji, a zatem przez Kościół Katolicki nie został uznany za osobę do niego nienależącą„, potem się z tego ze wstydem wycofał w bezprawnej „trzeciej instancji”, potem do tego wrócił jak ćma do świecy pisząc, że inny skarżący nie zastosował się do dekretu biskupa diecezjalnego o apostazji, potem znowu się z tego wycofał a teraz łka przed dziennikarzem, że „przepisy są nieprecyzyjne. Doszło do tego, że Biuro GIODO samo proponowało występowanie do sądów powszechnych o ustalenie czy ktoś jest „osobą należącą do Kościoła Katolickiego„. Dopiero kiedy efektem bumerangu samo miało to „ustalić” – nagle okazało się, że wcale nie musi tego robić a tym bardziej nie potrzebuje wyroku sądu (i to najlepiej Najwyższego, bo na niższe instancje mogliby jeszcze kręcić nosem). Ecce homo – dopiero postawiony przed przeszkodami,  które  sam piętrzył przed skarżącymi, GIODO doszedł do wniosku, że tak naprawdę ich nie ma. Widać to po skardze kasacyjnej do NSA w której po raz pierwszy zostawił w spokoju doktrynę Kościoła. Cały ten wyhodowany w imię kościelno-państwowego sojuszu jedyny na świecie humbug „ekskomuniki na życzenie” obrócił się przeciwko swoim twórcom niczym Golem. A ściślej: został obrócony. :) Po zmarnowaniu czterech i pół roku sprawa wróciła do punktu w którym powinna się zacząć a rachunek za szukanie „kognicji” metodą walki z nią za kilka miesięcy wystawi Naczelny Sąd Administracyjny.

przysłał pismo

a może faktograficznie?

Jest jeszcze jeden zasadniczy powód dla którego oszukańcza formułka Rady Prawnej KEP wyrządziła same szkody: bardzo trudno uzasadnić ją na gruncie ustawy o ochronie danych osobowych. Sam fakt może być jedynie cezurą, która coś wyznacza i tak – destylując z batalii o odzyskanie praw jej samo sedno – przedstawił to GIODO w wywiadzie dla KAI:

Efekt wystąpienia z Kościoła katolickiego lub jakiegokolwiek innego Kościoła czy związku wyznaniowego ma wpływ na możliwości przetwarzania danych osobowych. Jeśli wystąpienie z Kościoła danej osoby jest faktem, to Kościół ten utracił możliwość dalszego przetwarzania jej danych. Jest zobowiązany do tego, by w odpowiednich bazach danych, którymi zarządza, umieścić informację, że taka osoba nie jest już członkiem wspólnoty.

wystąpił z Kościoła aktem formalnym

przełomowe stanowisko jednej z kurii

A więc nie dlatego, że ktoś się czegoś domaga i ma do tego prawo tylko ze względów czysto porządkowych – Ordnung muss sein a „fakt wystąpienia” nadal ustalają kurie. Tym sposobem GIODO sam sobie odebrał wszystkie narzędzia do wzięcia w obronę skarżących i zanucił o nich pianissimo dopiero w ostatnich tygodniach. W ślad za nim w tym kierunku poszedł abp Wiktor Skworc, który w swojej instrukcji z 17 września 2012 roku zaakceptował zdanie „Dnia …….. w Parafii…….. w …… złożył/a żądanie zaprzestania dalszego przetwarzania jego/jej danych osobowych” (tu już otwarcie zamieniając skutek z przyczyną). To trochę tak jakby powiedzieć, że celem rozwodu jest podział majątku. Pierwszym, który zauważył, że między jednym a drugim jest przepaść i przewidział, że to kiedyś wybuchnie był śp. Bolesław Michalski. Słusznie jednak powiedział, że nie możemy walczyć z GIODO o jego własną „kognicję” i jednocześnie o jego własne argumenty. Jedno szaleństwo w zupełności wystarcza. „Sam zauważy różnicę, kiedy znajdzie swoją kognicję” – prorokował i ziściło się. We Włoszech – których rozsądne rozwiązanie uparcie proponujemy jako „wystąpienie po włosku” – prawo do tzw. informacyjnego samookreślenia postawiono na pierwszym planie. Nie oznacza to nic poza  tym, że ktoś został wysłuchany i uszanowany, na co paradoksalnie zwrócił uwagę anglikański biskup Nicholas Baines. W szczególności nie terroryzuje nikogo „faktem”, których ustalania przez prześwietne kurie nadal domaga się kościelny beton. W formularzu używa się określenia „postanowienie aby nie być już uważanym/ą za wiernego Kościoła rzymskokatolickiego„. W ten sposób włoski odpowiednik GIODO mógł „odpowiednie dać rzeczy słowo” jednocześnie omijając szerokim łukiem doktrynę Kościoła, o czym mówił Raffael Carcano z UAAR w wywiadzie. W Polsce władza musiała wyjść na dogadzaniu biskupom jak Zabłocki na mydle żeby zacząć robić coś dobrze dopiero kiedy żadną siłą nie da się już źle.

Dotychczasowa „KEP-owska” formułka została po zażartej walce zbiorowym wysiłkiem odzyskana. Arcybiskupi zostali złapani za rękę na kradzieży polskiej suwerenności i jestem pewien, że tej lekcji długo nie zapomną. Dzięki temu i rewolucyjnemu odkryciu Biura GIODO, że Konkordat zabrania im brania biskupów na spytki czy przyjęli jakiś dekret za to zapewnia Kościołowi swobodne i wolne od czyjejkolwiek ingerencji kształtowanie eklezjologii, nad którą ks. prof. Remigiusz Sobański pracował już w latach 80-tych i którą nadal kształtuje za murami Watykanu, dopiero teraz możemy z tarczą opuścić to pobojowisko i odejść od perfidnie narzuconej kliszy i fałszywej alternatywy, które w ogóle nie powinny były się pojawić.

Powodzenia w Brukseli Panie Ministrze!

Jak „to” robią… Norwedzy

godło ministerstwaKilka tygodni temu Biskup Oslo stał się sławny, choć niestety nie za sprawą swojej pobożności (patrz: „Kościół Katolicki w Norwegii „zakładał” wiernych żeby zwiększyć dotację„, 4 listopada 2014). Nieco upraszczając, podjął próbę narzucenia Norwegii perspektywy kościelnej przy liczeniu wiernych na potrzeby wyznaczenia dotacji państwowej (w Norwegii kościoły otrzymują dotacje w zależności od liczby wiernych). Według niej jest tylko Ecclesia catholica czyli jeden, święty, powszechny i apostolski Kościół, do którego włącza sakrament chrztu a narodowość nie ma znaczenia. Biskup Bernt Eidsvig ma nie tylko prawo, ale i obowiązek tak nauczać, natomiast sprawy przybierają zgoła inny obrót, kiedy próbuje się tym wywrócić do góry nogami ustawę z 1969 roku o wspólnotach wyznaniowych. Norweskie Ministerstwo Kultury widząc, że uparte lekceważenie ustawy przez kurię prowadzi do takiej „wojny religijnej” stanęło w obronie prawa wydając 23 sierpnia 2012 roku okólnik numer 10/2953. W Polsce jest dokładnie odwrotnie, bo sąd „w imieniu Rzeczypospolitej Polskiej” bohatersko walczy o to żeby nad Konstytucją dominowało prawo kościelne, a w zasadzie nawet nie prawo tylko jedyna taka na świecie ściągawka dla proboszczów z episkopat.pl. Nawiasem mówiąc ministerstwo Jego Królewskiej Mości wysłało go już po kilku godzinach (!) z dodatkowymi wyjaśnieniami (sic!).

W okólniku przypomniano, że perspektywa kościołów nie musi być i nie jest tożsama z literą ustawy (vide wyrok sądu w Wiedniu z 1986 roku!). Na naszym podwórku Fundacja „Ordo Iuris” wymyśliła, że takie zdroworozsądkowe podejście byłoby… „naruszeniem praw człowieka Kościoła” (pozdrawiamy Pana Prezesa Aleksandra Stępkowskiego). Poniżej kluczowy fragment pisma.

Prawo otwiera możliwości dla dwóch typów członkostwa – religijnego oraz relacji ściśle związanych ze skutkami prawnymi. Zasady dotyczące zgłaszania oraz przynależności nie oznaczają, że imigranci, którzy na przykład należą do międzynarodowej wspólnoty wyznaniowej, muszą na nowo zostać ochrzczeni, aby zarejestrować się jako członek uprawniony do uiszczania składki w Norwegii. Jednak sytuacja, w której wspólnota wyznaniowa sama uznaje daną osobę za członka na podstawie swoich własnych zasad, jest tylko jednym z wielu warunków, które muszą zostać spełnione, aby zainteresowany mógł mieć podstawę do opłacania składek na rzecz wspólnoty.
Przywódcy zarejestrowanych wspólnot wyznaniowych powinni sprawdzić, czy wszystkie warunki Ustawy o wspólnotach wyznaniowych, dotyczące zgłoszenia, zostały spełnione, por. § 9 ustęp trzeci Ustawy o wspólnotach wyznaniowych. Warunki mówią m. in., że dana osoba jest albo obywatelem Norwegii, albo osobą zamieszkującą w państwie norweskim, por. § 7 ustęp pierwszy ustawy, oraz że nie jest członkiem innej zarejestrowanej wspólnoty wyznaniowej czy Kościoła Norweskiego, por. § 8 ustawy. Jeśli chodzi o to ostatnie, przywódcy nie mają dostępu do rejestru członków innych wspólnot wyznaniowych. Dana osoba musi z tego powodu zostać zapytana o to przed zarejestrowaniem jej jako członka. W związku z tym uzasadnione może być wskazanie, że § 8 ustawy nie obejmuje zagranicznych wspólnot wyznaniowych, oraz że postanowienie to z tego powodu nie jest przeszkodą, aby dana osoba, która na przykład jest zarejestrowana jako członek Kościoła Katolickiego w Hiszpanii, mogła mieć prawo do składki członkowskiej na rzecz zarejestrowanego Kościoła Zielonoświątkowego w Norwegii.

Tak „walczy z Kościołem” Ministerstwo Kultury Norwegii!

  oklnik_Ministerstwa_Kultury.pdf (131,9 KiB, Ilość pobrań: 145)

PS: Portal  Wystap.pl dziękuje za tłumaczenie Pani Joannie Sawicz-Oleszczuk i zaprasza do korzystania z Jej usług!