Ksiądz Jakub idzie z duchem czasu

ksiądz się zbliża

trasa księdza 16 stycznia

Jedyną taką kolędę w Polsce mają parafianie z parafii bł. Matki Teresy z Kalkuty w Kamionkach pod Kórnikiem. Trasę wizyt duszpasterskich proboszcza, ks. Jakuba Lechniaka i jego dokładne położenie mogą śledzić „na żywo” za pomocą aplikacji Endomondo umożliwiającej geolokalizację. Wystarczy wejść na jego profil. Księdzu zaś wystarcza darmowa aplikacja na smartfona.

– Z włączoną aplikacją mobilną chodzę po kolędzie już trzeci rok z rzędu. Ale pomysł nie jest mój, przejąłem go po poprzedniku w parafii – opowiada ks. Jakub Lechniak. – Endomondo znałem już wcześniej, bo używałem go podczas biegania. Okazało się, że aplikacja jest też przydatna do działań duszpasterskich. Parafianie przyznają, że sprawdzają moją trasę na bieżąco, zresztą sam widzę w wielu domach laptopy, na których jest otwarta moja strona – dodaje.

To nie koniec pomysłów księdza Jakuba. – Chciałbym, by kiedyś cała dokumentacja parafii była dostępna elektronicznie. Tak, bym po kolędzie mógł chodzić z tabletem i w nim miał informacje o parafianach. Na razie to tylko pomysł, wiem, że wymaga to wiele pracy – mówi. Przewidzieliśmy ten logiczny krok naprzód już dawno („Rewolucja na zakrystii„, 29 grudnia 2013).

Sprawa wzbudziła takie zainteresowanie, że trafiła aż do TVN24. Ksiądz należy do elitarnego 2,5 procentowego grona innowatorów technologicznych. Potwierdza to tezę, że nowości technologiczne mogą się pojawiać w każdej parafii – i będą coraz częściej. Miejmy nadzieję, że innowatorzy w sutannach rozwieją groteskowy lecz uparcie malowany przez Kościół obraz GIODO walczącego z Konkordatem.

Na następną kolędę proponujemy ważący 800 gram i zbierający pochwały Microsoft Surface Pro 3 wielkości notesu.

patrz także:
Ksiądz chodzi po kolędzie: aktualną lokalizację sprawdzisz w internecie
Proboszcz spod Poznania chodzi po kolędzie z Endomondo

WSA w Warszawie walczy z Polską w imieniu Polski

Pojawiło się publicznie uzasadnienie wyroku Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie w drugiej sprawie ze skargi proboszcza (patrz: WSA w Warszawie ponownie „Biurem Przepustek do NSA”, 19 listopada 2014). Na dobrą sprawę ciekawy jest nawet nie sam wyrok, o którym za chwilę, co kruczki prawne użyte przez stronę kościelną. To one pokazują, że KEP ma w ręku aż pięć asów – i czego się spodziewać w kolejnych odsłonach tego serialu. Poniżej dosłowne fragmenty ze skargi proboszcza i ich objaśnienie:

1) chcą narzucić prawo kościelne zamianą parafii z chrztu na „rejonową”
Gdyby tylko to się udało byłby to całkowity powrót do „sakramentu apostazji” i ostateczna klęska Polski.

[zarzucam naruszenie] art. 28 k.p.a. poprzez przyznanie przymiotu strony Proboszczowi parafii Rzymskokatolickiej p.w. […] w M. w sytuacji, gdy z adresu zamieszkania T. N. wynika zamieszkanie poza terytorium parafii wyżej wskazanej. (…) Zgodnie z zasadami postępowania w sprawie formalnego aktu wystąpienia z Kościoła, o chęci dokonania apostazji informuje się proboszcza w parafii zamieszkania. Parafia p.w. […] w M. swoim zasięgiem terytorialnym, nie obejmuje zamieszkania T. N. A zatem, nie będąc Proboszczem parafii zamieszkania wymienionego, nie jestem stroną w niniejszej sprawie, a proboszcz parafii zamieszkania wymienionego.

2) zaciemniają temat żeby sąd się nie połapał o co w ogóle chodzi
W sprawie w ogóle nie chodziło o „skuteczność złożenia” (cokolwiek to znaczy) tylko o kognicję GIODO (poszukiwaną piąty rok). Boczną drogą podważają podmiotowość człowieka czyli to co ich „filozof prawa” nazwał „jakąś emanacją aktu woli apostaty„. W dodatku GIODO nie używa Kodeksu cywilnego więc tematu w ogóle nie ma.

W niniejszej sprawie, to organ miałby decydować o tym poprzez ustalanie, czy oświadczenie woli, w myśl art. 60 k.c., zostało złożone skutecznie. Zgodnie z art. 1 k.c., kodeks reguluje stosunki cywilnoprawne między osobami fizycznymi i osobami prawnymi, a relacja między Kościołem a jego członkiem nie jest stosunkiem z zakresu prawa cywilnego.

3) wciskają sądowi ciemnotę
Tu jest podwójne oszustwo. Po pierwsze „to i tak” nie jest problemem tylko jego rozwiązaniem a po drugie „gdyż” to ciąg dalszy forsowania „sakramentu apostazji” wbrew doktrynie Kościoła.

gdyby zastosowano się do decyzji i dokonano adnotacji w księdze chrztów zgodnie z decyzją, to i tak w świetle prawa kanonicznego T. N. nadal pozostawałby jego członkiem, gdyż nie dokonał skutecznie aktu apostazji

4) zaprzeczają istnieniu meritum sprawy
Po co zwalczać „wystąpienie po włosku” skoro można nie dopuścić do samej sprawy? Uczciwie trzeba jednak zaznaczyć, że jest to konsekwencja walki GIODO z samym sobą (patrz: „Odejdźmy od narzuconej kliszy„, wątek dotyczący B. Michalskiego).

T. N. nie domaga się od GIODO zapewnienia ochrony jego danych osobowych, tylko rozstrzygnięcia, że nie należy on do Kościoła Katolickiego

5) bronią „i 3″ tylko teraz chcą je „przejąć” (piękny strzał w stopę, bo nie mają potrzebnego do tego „prawa kościelnego”!)
Jest to druga linia obrony Kościoła (na początku odrzucano jakiekowiek nakazy GIODO). Próba internalizacji „i 3″ świadczy o dużym sprycie – będą próbowali sprowadzić batalię do kontroli nad „i 3″. Oczywiście as piąty jest sprzeczny z czwartym – gdzieś kołdra musiała być za krótka, ale słusznie przewidzieli,  że sąd nie zauważy.

w niniejszej sprawie ma zastosowanie art. 43 ust. 2 ustawy, ponieważ T. N. jest członkiem Kościoła Katolickiego, z powodów opisanych powyżej. W myśl bowiem art. 43 ust. 2 ustawy, GIODO nie przysługują uprawnienia określone w art. 12 pkt 2, w odniesieniu do zbiorów, o których mowa w ust. 1 pkt 3. W art. 43 ust. 1 pkt 3 ustawy, mowa jest zaś o danych dotyczących osób należących do kościoła. Biorąc powyższe pod uwagę, należy przyjąć, iż dowód w postaci pisemnego oświadczenia T. N. o wystąpieniu z Kościoła Katolickiego powinien zostać oceniony na podstawie przepisów prawa kościelnego.

uchyla dekrety biskupów

nawet nie państwo wyznaniowe -
Wysoki Sąd z rozpędu zignorował papieża

Sąd to wszystko zaakceptował najwyraźniej na asie piątym – który właśnie powinien był mu posłużyć do oddalenia skargi, bo proboszcz sam się zamatował. W zasadzie nie ma czego cytować, bo jest to obraz nędzy i rozpaczy. Pan T. N. specjalnie po to żeby WSA mógł wydać wyrok na swoim poziomie profilaktycznie przypomniał, że dekret biskupa (który GIODO w lipcu 2013 wyciągnął mu z gardła żeby „nie mieć kognicji”) został zniesiony przez Omnium in mentem” Benedykta XVI na długo zanim sprawa się zaczęła. Pisał o tym „Gość Niedzielny”, KEP do dzisiaj nie dostał z Watykanu zatwierdzeniadoprecyzowującego w kontekście nowelizacji Kodeksu Prawa Kanonicznego” projektu „dekretu ogólnego” z 13 marca 2012 (co ciekawe tego właściwego dekretu GIODO z KEPu nie wyciągał, bo wiedział, że go nie ma więc musiałby „mieć kognicję” i to we wszystkich sprawach) a we wrześniu napisał o tym sam ks. Adam Boniecki: „Z chwilą ogłoszenia [„Omnium in mentem”] instrukcja naszego Episkopatu, określająca procedury wystąpienia z Kościoła, przestała obowiązywać. Projekt nowej oczekuje na akceptację Watykanu„. Z tych powodów w państwie wyznaniowym T. N. by wygrał. Nie wygrał dlatego, że sąd w obronie „Kościoła Polskiego” upadł jeszcze niżej i dla dobra biskupa zignorował samego papieża czyli – mówiąc kanonem 751, którym macha jak cepem – dopuścił się schizmy. Dorzucił do tego złotą myśl, że „chrześcijaństwo umożliwia całkowite porzucenie wiary chrześcijańskiej” czyli po prostu bełkot. I bardzo dobrze, bo pozbawił tym wątpliwości, że jedyne co robi to od trzech lat walczy z suwerennością Polski „w imieniu Rzeczypospolitej Polskiej„. Sąd jest nagi a wręcz martwy – poległ od własnej broni. Biuro GIODO jak niepyszne wnosi teraz skargę kasacyjną od tego bełkotu. Skoro sędziowie doprowadzają do ośmieszenia państwa polskiego to trzeba im odebrać zabawki czyli prawo do wydawania takich wyroków. Taka możliwość istnieje, nazywa się uchwała Naczelnego Sądu Administracyjnego i „Wysoki Sąd” ostatecznie udowodnił jej konieczność. Wygląda na to, że wydał wyrok sam na siebie. :)

–> wyrok WSA w Warszawie II SA/Wa 727/14 <–

motto tygodnia:
Kapitaliści sami sprzedadzą nam sznur na którym ich powiesimy.

Wysłanie aktu chrztu jest poza ustawą

Wygląda na to, że z chaosu spowodowanego „brakiem kognicji” GIODO do rozpatrywania skarg na parafie nareszcie wyłonił się jakiś konkret. Sprowadza się do jego tezy, że wysłanie przez duchownego aktu chrztu jest poza Ustawą o ochronie danych osobowych. Ta cenna uwaga pojawiła się w decyzji DOLiS/DEC-902/14/72294 z 16 września 2014 roku. GIODO postanowił:

odmawiam uwzględnienia wniosku Pana K.A., w zakresie nakazania Proboszczowi Parafii Rzymskokatolickiej […], z siedzibą w C., doręczenia mu aktu chrztu z adnotacją, zgodnej z żądaniem Pana K.A., zawartym w jego „oświadczeniu woli” z dnia […] października 2013 r.

I uzasadnił to tak:

Odnosząc się natomiast do wniosku Skarżącego o nakazanie Księdzu Proboszczowi przesłania odpisu sprostowanego aktu chrztu, wskazać należy, że Generalny Inspektor podejmuje działania w zakresie kontroli legalności procesu przetwarzania danych osobowych, natomiast nie podejmuje działań w zakresie nośników danych, a za taki należy uznać sprostowany akt chrztu. Nie jest możliwe zatem nakazanie przez Generalnego Inspektora Proboszczowi ww. Parafii doręczenie Skarżącemu aktu chrztu z naniesioną adnotacją o jego wystąpieniu z Kościoła Katolickiego.

A więc adnotacja w księdze chrztów tak, ale wysłanie nowego świadectwa chrztu – już nie. Sprowadza to wysyłanie świadectw chrztów do dobrej woli duchownego – a tej często brakuje. W instrukcji KEP o prowadzeniu ksiąg parafialnych z 1947 roku załatwiono sprawę prosto: „Wszyscy zainteresowani mają prawo przeglądać, za pozwoleniem proboszcza, akta w księgach parafialnych oraz mogą żądać wydania odpisów aktów lub świadectw, wystawionych na podstawie tych ksiąg”. O samo wysyłanie na szczęście nie ma scysji – jeśli proboszcz wpisuje to wysyła niejako z automatu. Bloger Robert Prochowicz dostał je za pobraniem pocztowym 30 złotych, ale grozi to kolejną taktyką salami – pewien ksiądz powiedział złośliwie, że może wysłać za pobraniem 100 złotych. Miejmy nadzieję, że nie trzeba będzie o nie walczyć przez pięć lat z powodu jakiejś chronionej Konkordatem i Traktatem Lizbońskim KEP-owskiej instrukcji wysyłania listów.

Kościelna logika Kalego

autor: oby.watel

Warto w kontekście wspierania pieniędzmi podatników obiektów kultu przez świeckie państwo wspomnieć o pewnym ewenemencie. Otóż gdy Kościół wtrąca się w sprawy państwa, to „ma do tego prawo„. Ba! Nie tylko ma prawo, ale wręcz obowiązek! W drugą stronę to jednak nie działa, ponieważ — na co bardzo chętnie wskazuje strona kościelna — zgodnie z konkordatem istnieje rozdzielność państwa i kościoła. Co to oznacza? To oznacza, że jak najbardziej normalne i zasadne jest zabieranie głosu przez kler w sprawach dotyczących państwa oraz prawa i domaganie się zgodnych z wolą kleru i wiarą zapisów w ustawach. Jak najbardziej zasadne i normalne jest krytykowanie rządu z ambon i branie udziału w antyrządowych demonstracjach. Ale gdy państwo lub jego suwerenny organ czegoś od Kościoła zażąda, okazuje się, że nie ma prawa. Oto Sekretarz Episkopatu Polski bp Wojciech Polak uważa, że nakaz otrzymany od GIODO odnotowywania przez proboszcza w księgach chrztu aktu apostazji, NSA musi zmienić. Dlaczego? Bo Kościół obowiązuje archiwizowanie i przetwarzanie danych zgodnie z ustawą dotyczącą ochrony danych osobowych. Ale przy decyzjach dotyczących apostazji decyduje przede wszystkim wewnętrzna instrukcja Kościoła. To oznacza, że na terenie państwa polskiego działa instytucja której prawo nie obowiązuje, ponieważ ma własne. Sądzę, że w ten sposób NSA ingeruje w wewnętrzne sprawy, które wiążą się z Kościołem — sądzi biskup Wojciech Polak. To tłumaczy dlaczego pedofile w sutannach przeważnie pozostają bezkarni. Prokuratura prowadząc śledztwo oraz sąd prowadząc postępowanie ingerują w ten sposób w wewnętrzne sprawy, które wiążą się z Kościołem! Żołnierz radziecki, który po pijaku prowadząc tankietkę zabił tubylca także był sądzony przez swoich i nie podlegał tutejszej jurysdykcji.

Przekaz jest więc klarowny — my mamy prawo wtrącać się w sprawy państwa, państwu wara od nas. Gdy po raz pierwszy zaczęto mówić o powrocie religii do szkół kler ustami swych biskupów zapewniał, że księża lekcje będą prowadzili za darmo. Gdy już religia znalazła się w szkolnym programie natychmiast w prawie świeckiego państwa znalazł się przepis, który zabraniał prowadzenia lekcji za bóg zapłać. Jeśli bowiem prawo jest korzystne dla kleru, to należy się do niego stosować i broń boże łamać. Jeśli nie jest, to kler ma własne, a wtedy świeckie go nie dotyczy.

Czy w tej sytuacji w jakiej się znajdujemy po 25 latach Polskę można nadal można uznać za suwerenny kraj? Warto uświadomić sobie, że w minionych czasach też stacjonowały u nas obce jednostki, do których nasze prawo nie miało zastosowania. Czy jest jakaś istotna różnica czy wytyczne płyną z Moskwy czy z Watykanu? Wbrew pozorom towarzysze z Moskwy nie cieszyli się poparciem Marsjan, ale Polaków. Często tych samych, którzy dziś gorliwie służą Watykanowi.

źródło: blog Autora „dywagacje”

 

Spór o odejścia z Kościoła. Konfrontacja czy dialog?

W Polsce doszło do konfliktu prawa państwowego z prawem kościelnym. Chodzi o występowanie z Kościoła i ochronę danych osobowych. Prawo polskie przyznaje mocną autonomię kościołowi katolickiemu, jednocześnie ma obowiązek chronić wszystkich obywateli państwa traktując ich równo i sprawiedliwie. Kto zatem ma kontrolować dane osobowe w Kościele i możliwość pełnego wystąpienia z tej organizacji – państwo, czy kościół katolicki? Na te tematy dyskutuje specjalizujący się w tej tematyce doktorant UJ Maciej Kawecki oraz twórca i szef portalu wystap.pl – Maciej Psyk. W rozmowie biorą też udział osoby żywo zainteresowane tematem – Magdalena Kowalczyk i Jacek Tabisz.

źródło: Racjonalista TV

Odejdźmy od narzuconej kliszy

dokonał aktu apostazji

Kościół sam się pogubił co ma być wpisane

Po tym jak w 2008 roku Rada Prawna KEP wymyśliła formułkę „Dnia xx.xx.20xx formalnym aktem wystąpił z Kościoła katolickiego” stało się to de facto standardem. Wystap.pl przejęło ją celowo, głównie po to żeby uniknąć wykrętu, że taka adnotacja jest niemożliwa. Dzięki temu nigdy się nie pojawił (inaczej niż np. na Słowcji gdzie „na przeszkodzie” stanął kanon 849 KPK) i stało się jasne, że Episkopat Polski znając sytuację we Włoszech „ukradł” kompetencje państwa polskiego bez jednego słowa sprzeciwu. Zostało je „tylko” odzyskać. W grudniu 2011 przypomnieliśmy w TVN24 własną doktrynę Kościoła semel catholicus semper catholicus co zburzyło jego dotychczasową jedność. Zaczęły się pojawiać różne próby, by zjeść ciastko i je nadal mieć czyli pogodzenia nieuznawania formalnego wystąpienia z regulowaniem go. Światło dzienne ujrzały więc: „dokonał aktu apostazji„, „złożył wolę wystąpienia z Kościoła” czy „dokonał apostazji formalnym aktem wystąpienia z Kościoła” (sic!). Ostatecznie sekretarz Rady Prawnej KEP ks. dr Andrzej Maćkowski lakonicznie przyznał, że eksperyment z zawłaszczeniem obcej sobie terminologii nie udał się i KEP wraca do „swojego” pojęcia apostazji. Póki co nieoficjalnie, bo Watykan nie kwapi się z zatwierdzeniem projektu „Dekretu ogólnego Konferencji Episkopatu Polski w sprawie wystąpień z Kościoła oraz powrotu do wspólnoty Kościoła” z 13 marca 2012 roku, którego coraz bardziej nie ma. Przy okazji rozwiązało to odwieczny dylemat „nos do tabakiery czy tabakiera do nosa” czyli czy treść adnotacji o którą się występuje powinna być dana przez Kościół czy to proboszczowie powinni odnotować – oczywiście grzeczną, ale jednak „autonomiczną” – formułkę występujących. Wobec rozdrobnienia, zamieszania terminologicznego a nawet doktrynalnego i wyraźnej wstrzemięźliwości Watykanu opcja „nos do tabakiery” cicho lecz definitywnie zniknęła.

złożył wolę wystąpienia

a może tak?

Niestety w tym momencie oportunizm, klerykalizm i serwilizm w aparacie państwa, które doprowadziły do oddania suwerenności Polski w czarną dziurę „wewnętrznych spraw Kościoła” przystąpiły do obrony status quo przed bananową młodzieżą i mącicielom porządku czyli ludźmi z Wystap.pl. Doprowadziło to do zgoła komicznej batalii z GIODO i WSA o to kto decyduje o wystąpieniu z Kościoła, którą nasza strona musiała wygrać i wygrała w Naczelnym Sądzie Administracyjnym. „Apostazja umarła! Apostazja nie żyje! Wystap.pl ją zabiło! (…) Nie jestże wielkość tego czynu za wielka dla nas? Czyż nie musimy sami stać się arcybiskupami, by dać ludziom naszą instrukcję?” – dusząc śmiech parafrazowałem filozofa w styczniu 2012 roku, po „samozaoraniu” abp Henryka Hosera powołaniem się na doktrynę semel catholicus semper catholicus. Minister Wiewiórowski najpierw umorzył kluczową skargę ponieważ „ustalono, iż Skarżący nie dokonał skutecznego aktu apostazji, a zatem przez Kościół Katolicki nie został uznany za osobę do niego nienależącą„, potem się z tego ze wstydem wycofał w bezprawnej „trzeciej instancji”, potem do tego wrócił jak ćma do świecy pisząc, że inny skarżący nie zastosował się do dekretu biskupa diecezjalnego o apostazji, potem znowu się z tego wycofał a teraz łka przed dziennikarzem, że „przepisy są nieprecyzyjne. Doszło do tego, że Biuro GIODO samo proponowało występowanie do sądów powszechnych o ustalenie czy ktoś jest „osobą należącą do Kościoła Katolickiego„. Dopiero kiedy efektem bumerangu samo miało to „ustalić” – nagle okazało się, że wcale nie musi tego robić a tym bardziej nie potrzebuje wyroku sądu (i to najlepiej Najwyższego, bo na niższe instancje mogliby jeszcze kręcić nosem). Ecce homo – dopiero postawiony przed przeszkodami,  które  sam piętrzył przed skarżącymi, GIODO doszedł do wniosku, że tak naprawdę ich nie ma. Widać to po skardze kasacyjnej do NSA w której po raz pierwszy zostawił w spokoju doktrynę Kościoła. Cały ten wyhodowany w imię kościelno-państwowego sojuszu jedyny na świecie humbug „ekskomuniki na życzenie” obrócił się przeciwko swoim twórcom niczym Golem. A ściślej: został obrócony. :) Po zmarnowaniu czterech i pół roku sprawa wróciła do punktu w którym powinna się zacząć a rachunek za szukanie „kognicji” metodą walki z nią za kilka miesięcy wystawi Naczelny Sąd Administracyjny.

przysłał pismo

a może faktograficznie?

Jest jeszcze jeden zasadniczy powód dla którego oszukańcza formułka Rady Prawnej KEP wyrządziła same szkody: bardzo trudno uzasadnić ją na gruncie ustawy o ochronie danych osobowych. Sam fakt może być jedynie cezurą, która coś wyznacza i tak – destylując z batalii o odzyskanie praw jej samo sedno – przedstawił to GIODO w wywiadzie dla KAI:

Efekt wystąpienia z Kościoła katolickiego lub jakiegokolwiek innego Kościoła czy związku wyznaniowego ma wpływ na możliwości przetwarzania danych osobowych. Jeśli wystąpienie z Kościoła danej osoby jest faktem, to Kościół ten utracił możliwość dalszego przetwarzania jej danych. Jest zobowiązany do tego, by w odpowiednich bazach danych, którymi zarządza, umieścić informację, że taka osoba nie jest już członkiem wspólnoty.

wystąpił z Kościoła aktem formalnym

przełomowe stanowisko jednej z kurii

A więc nie dlatego, że ktoś się czegoś domaga i ma do tego prawo tylko ze względów czysto porządkowych – Ordnung muss sein a „fakt wystąpienia” nadal ustalają kurie. Tym sposobem GIODO sam sobie odebrał wszystkie narzędzia do wzięcia w obronę skarżących i zanucił o nich pianissimo dopiero w ostatnich tygodniach. W ślad za nim w tym kierunku poszedł abp Wiktor Skworc, który w swojej instrukcji z 17 września 2012 roku zaakceptował zdanie „Dnia …….. w Parafii…….. w …… złożył/a żądanie zaprzestania dalszego przetwarzania jego/jej danych osobowych” (tu już otwarcie zamieniając skutek z przyczyną). To trochę tak jakby powiedzieć, że celem rozwodu jest podział majątku. Pierwszym, który zauważył, że między jednym a drugim jest przepaść i przewidział, że to kiedyś wybuchnie był śp. Bolesław Michalski. Słusznie jednak powiedział, że nie możemy walczyć z GIODO o jego własną „kognicję” i jednocześnie o jego własne argumenty. Jedno szaleństwo w zupełności wystarcza. „Sam zauważy różnicę, kiedy znajdzie swoją kognicję” – prorokował i ziściło się. We Włoszech – których rozsądne rozwiązanie uparcie proponujemy jako „wystąpienie po włosku” – prawo do tzw. informacyjnego samookreślenia postawiono na pierwszym planie. Nie oznacza to nic poza  tym, że ktoś został wysłuchany i uszanowany, na co paradoksalnie zwrócił uwagę anglikański biskup Nicholas Baines. W szczególności nie terroryzuje nikogo „faktem”, których ustalania przez prześwietne kurie nadal domaga się kościelny beton. W formularzu używa się określenia „postanowienie aby nie być już uważanym/ą za wiernego Kościoła rzymskokatolickiego„. W ten sposób włoski odpowiednik GIODO mógł „odpowiednie dać rzeczy słowo” jednocześnie omijając szerokim łukiem doktrynę Kościoła, o czym mówił Raffael Carcano z UAAR w wywiadzie. W Polsce władza musiała wyjść na dogadzaniu biskupom jak Zabłocki na mydle żeby zacząć robić coś dobrze dopiero kiedy żadną siłą nie da się już źle.

Dotychczasowa „KEP-owska” formułka została po zażartej walce zbiorowym wysiłkiem odzyskana. Arcybiskupi zostali złapani za rękę na kradzieży polskiej suwerenności i jestem pewien, że tej lekcji długo nie zapomną. Dzięki temu i rewolucyjnemu odkryciu Biura GIODO, że Konkordat zabrania im brania biskupów na spytki czy przyjęli jakiś dekret za to zapewnia Kościołowi swobodne i wolne od czyjejkolwiek ingerencji kształtowanie eklezjologii, nad którą ks. prof. Remigiusz Sobański pracował już w latach 80-tych i którą nadal kształtuje za murami Watykanu, dopiero teraz możemy z tarczą opuścić to pobojowisko i odejść od perfidnie narzuconej kliszy i fałszywej alternatywy, które w ogóle nie powinny były się pojawić.

Powodzenia w Brukseli Panie Ministrze!

Jak „to” robią… Norwedzy

godło ministerstwaKilka tygodni temu Biskup Oslo stał się sławny, choć niestety nie za sprawą swojej pobożności (patrz: „Kościół Katolicki w Norwegii „zakładał” wiernych żeby zwiększyć dotację„, 4 listopada 2014). Nieco upraszczając, podjął próbę narzucenia Norwegii perspektywy kościelnej przy liczeniu wiernych na potrzeby wyznaczenia dotacji państwowej (w Norwegii kościoły otrzymują dotacje w zależności od liczby wiernych). Według niej jest tylko Ecclesia catholica czyli jeden, święty, powszechny i apostolski Kościół, do którego włącza sakrament chrztu a narodowość nie ma znaczenia. Biskup Bernt Eidsvig ma nie tylko prawo, ale i obowiązek tak nauczać, natomiast sprawy przybierają zgoła inny obrót, kiedy próbuje się tym wywrócić do góry nogami ustawę z 1969 roku o wspólnotach wyznaniowych. Norweskie Ministerstwo Kultury widząc, że uparte lekceważenie ustawy przez kurię prowadzi do takiej „wojny religijnej” stanęło w obronie prawa wydając 23 sierpnia 2012 roku okólnik numer 10/2953. W Polsce jest dokładnie odwrotnie, bo sąd „w imieniu Rzeczypospolitej Polskiej” bohatersko walczy o to żeby nad Konstytucją dominowało prawo kościelne, a w zasadzie nawet nie prawo tylko jedyna taka na świecie ściągawka dla proboszczów z episkopat.pl. Nawiasem mówiąc ministerstwo Jego Królewskiej Mości wysłało go już po kilku godzinach (!) z dodatkowymi wyjaśnieniami (sic!).

W okólniku przypomniano, że perspektywa kościołów nie musi być i nie jest tożsama z literą ustawy (vide wyrok sądu w Wiedniu z 1986 roku!). Na naszym podwórku Fundacja „Ordo Iuris” wymyśliła, że takie zdroworozsądkowe podejście byłoby… „naruszeniem praw człowieka Kościoła” (pozdrawiamy Pana Prezesa Aleksandra Stępkowskiego). Poniżej kluczowy fragment pisma.

Prawo otwiera możliwości dla dwóch typów członkostwa – religijnego oraz relacji ściśle związanych ze skutkami prawnymi. Zasady dotyczące zgłaszania oraz przynależności nie oznaczają, że imigranci, którzy na przykład należą do międzynarodowej wspólnoty wyznaniowej, muszą na nowo zostać ochrzczeni, aby zarejestrować się jako członek uprawniony do uiszczania składki w Norwegii. Jednak sytuacja, w której wspólnota wyznaniowa sama uznaje daną osobę za członka na podstawie swoich własnych zasad, jest tylko jednym z wielu warunków, które muszą zostać spełnione, aby zainteresowany mógł mieć podstawę do opłacania składek na rzecz wspólnoty.
Przywódcy zarejestrowanych wspólnot wyznaniowych powinni sprawdzić, czy wszystkie warunki Ustawy o wspólnotach wyznaniowych, dotyczące zgłoszenia, zostały spełnione, por. § 9 ustęp trzeci Ustawy o wspólnotach wyznaniowych. Warunki mówią m. in., że dana osoba jest albo obywatelem Norwegii, albo osobą zamieszkującą w państwie norweskim, por. § 7 ustęp pierwszy ustawy, oraz że nie jest członkiem innej zarejestrowanej wspólnoty wyznaniowej czy Kościoła Norweskiego, por. § 8 ustawy. Jeśli chodzi o to ostatnie, przywódcy nie mają dostępu do rejestru członków innych wspólnot wyznaniowych. Dana osoba musi z tego powodu zostać zapytana o to przed zarejestrowaniem jej jako członka. W związku z tym uzasadnione może być wskazanie, że § 8 ustawy nie obejmuje zagranicznych wspólnot wyznaniowych, oraz że postanowienie to z tego powodu nie jest przeszkodą, aby dana osoba, która na przykład jest zarejestrowana jako członek Kościoła Katolickiego w Hiszpanii, mogła mieć prawo do składki członkowskiej na rzecz zarejestrowanego Kościoła Zielonoświątkowego w Norwegii.

Tak „walczy z Kościołem” Ministerstwo Kultury Norwegii!

  oklnik_Ministerstwa_Kultury.pdf (131,9 KiB, Ilość pobrań: 114)

PS: Portal  Wystap.pl dziękuje za tłumaczenie Pani Joannie Sawicz-Oleszczuk i zaprasza do korzystania z Jej usług!

WSA w Warszawie ponownie „Biurem Przepustek do NSA”

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie wydał dziś wyrok w kolejnej sprawie o adnotację w księdze chrztów o wystąpieniu z Kościoła. Była to całkowita kompromitacja sądu: chaotyczne opowiadanie o apostazji mimo dowodów w dokumentach przed sędziami, że to wszystko bzdura nawet dla samego Kościoła. Sąd sam się odarł z autorytetu, który musi mieć żeby móc funkcjonować: kilka osób przy ogłaszaniu wyroku demonstracyjnie uklękło. Uzasadnienie pisemne, które poznamy w grudniu, wpisze się w księgę hańby III RP jak wyroki na AK-owców w czasach stalinowskich. I z każdym kolejnym takim wyrokiem będzie coraz trudniej uciec od tych skojarzeń.

Skoro sąd postanowił wrócić do roli „Biura Przepustek do Naczelnego Sądu Administracyjnego” przed GIODO otwiera się nowa rola: taśmowej produkcji skarg kasacyjnych. Chcieliście „i 3″ to je macie…

patrz także: „Proboszcz z Międzyrzecza wygrał z GIODO w sprawie apostazji i danych osobowych

sąd uparcie twierdzi, że król jest ubrany” , „Kościół wygrał z państwem prawa„, „teoretycznie państwo„, „planeta małp” – doskonałe komentarze pod artykułem!

rozmowa z adwokatem Kościoła w programie „Post Factum” TOK FM 20-go listopada:

Przełom – GIODO skapitulował i sam obala „i 3″

- Jeśli rozkażę generałowi, aby jak motyl przeleciał z jednego kwiatka na drugi, albo rozkażę mu napisać tragedię, albo zmienić się w morskiego ptaka, a generał nie wykona otrzymanego rozkazu, kto z nas nie będzie miał racji: ja czy on?
– Jego Królewska Mość – odpowiedział stanowczo Mały Książę.
– Słusznie. Należy wymagać tego, co można otrzymać. Autorytet opiera się na rozsądku. Jeśli rozkażesz twemu ludowi rzucić się do morza, lud się zbuntuje. Ja mam prawo żądać posłuszeństwa, ponieważ moje rozkazy są rozsądne.
– Więc jak jest z moim zachodem słońca? – przypomniał Mały Książę, który nigdy nie porzucał postawionego pytania.
– Będziesz miał twój zachód słońca. Zarządzę go. Lecz zaczekam, w mądrości rządzenia, aż warunki będą przychylne.
– Kiedy to będzie? – informował się Mały Książę.
– Hm, hm! – zamruczał Król, badając gruby kalendarz. – Hm, hm, to będzie około… około… to będzie dziś wieczorem o godzinie 19.40. I zobaczysz, jaki mam posłuch.

Antoine de Saint-Exupéry, Mały Książę, rozdział 10

gdzie to jest

tym wyłączono Kościół spod ustawy

Przez całą dekadę lat 2000-ych stopniowo narastał w Polsce problem szarej strefy z podleganiem kościołów – przede wszystkim Kościoła Katolickiego – Ustawie o ochronie danych osobowych. Określenie „szara strefa” jest najbardziej adekwatne, bo ze strony Biura GIODO ani nigdy oficjalnie nie potwierdzono, że Kościół jej podlega ani nie zrobiono niczego, by podlegał. Było to coś w rodzaju zamrożonego konfliktu o Naddniestrze w kraju sterroryzowanym kultem Jana Pawła II z Trybunałem Konstytucyjnym uparcie udowadniającym, że nie ma takiej rzeczy, która byłaby niezgodna z polską konstytucją. Z roku na rok pojawiało się coraz więcej rys i znaków zapytania, ale ówcześni GIODO – dr Ewa Kulesza i mgr Michał Serzycki – zamiast wykorzystywać je do zakończenia tego skansenu albo umywali ręce albo wręcz bronili tej patologii wyświechtaną formułką o Konkordacie. Punktem bez powrotu była sprawa „Agaty” (oficjalnie: „panny P.”) z Lublina. Matka zgwałconej nastolatki, którą „dzięki” ujawnieniu tajemnicy lekarskiej odwiedzali w szpitalu fanatycy antyaborcyjni szukała sprawiedliwości w lubelskich sądach i jej tam nie znalazła. Biuro GIODO sprawą, którą żyła cała Polska nie mogło się zająć, bo było zajęte udzielaniem dobrych rad w „Tinie”. To jedno z najgorszych naruszeń praw człowieka w III RP, bo wynikające z dania ekstremistom wolnej ręki do maltretowania dziecka (oczywiście w imię „unikania wojny religijnej„), kosztowało Polskę 45,000 euro i 16,000 euro zwrotu kosztów postępowania przed trubunałem w Strasburgu. W 2009 roku Episkopat Polski zawarł z GIODO coś w rodzaju mini-konkordatu, który sprowadzał się do tego, że Kościół w imię Konkordatu dostał immunitet praktycznie na wszystko. Rażące nadużycia kleru mieli odtąd karcić sami biskupi jako wykroczenie przeciwko prawu kanonicznemu. Model ten sam co w 19-wiecznej Rosji gdzie przestępców w sutannach oddawano biskupomdo ukarania podług uznania swojej zwierzchności„. Do 2010 roku Biuro GIODO na własną prośbę siedziało już na beczce prochu, który eksplodował w czerwcu, gdy w sieci pojawiło się Wystap.pl i bezczelnie zażądało rozstrzygania sporów z proboszczami. Okazało się, że ten klerykalny i przegniły system nawet nie przewidywał takiej możliwości. Trzeci GIODO, dr Wojciech Wiewiórowski, mając do wyboru między wprowadzeniem rządów prawa a formalnym zatwierdzeniem rządów obiadowych ustaleń i cytowania skarżącym kilku przygotowanych kanonów KPK – wybrał to drugie. Nieważne dlaczego tak zrobił. Ważne na co się powołał. A powołał się na „i 3″ w artykule 43 ust. 2 Ustawy o ochronie danych osobowych, które – jak się później okazało – nawet nie wiedział czego dotyczy i co oznacza więc przez dwa lata stosował dwa możliwe warianty jednocześnie (tzw. „zebra Wiewiórowskiego„). Co więcej – jakby przepraszająco napisał w jednej z decyzji, że „i 3″ jest jedynym powodem umarzania skarg na proboszczów więc nie jest to żadna metafora czy żart tylko oficjalne stanowisko urzędu. Obiecałem wówczas, że Wystap.pl temu „i 3″ „urwie łeb”:

Sylwestrowa decyzja GIODO kończy pierwszy etap naszej walki. Teraz trzeba temu „i 3″ urwać łeb – i to też zrobimy. Ten klerykalny wtręt, niezgodny z prawem europejskim, to symbol III RP – państwa tuczącego Kościół Katolicki dziesiątkami miliardów, rządzonego pospołu przez rząd i biskupów w Komisji Wspólnej, istniejącej z łaski towarzysza Stalina.

To groteskowe „i 3″ szybko stało się synonimem 20-letniego dogmatu, że trzeba dać Kościołowi wszystko co chce żeby „uniknąć wojny religijnej” – co samo w sobie zakłada, że inni nie mają żadnego znaczenia – i symbolem łamania wszelkich możliwych zasad przy klerykalizacji państwa w latach 90-tych. Tymi samymi metodami wprowadzono przecież religię do szkół (instrukcją ministra) a potem najpierw podpisano a potem ratyfikowano Konkordat (podpisany po upadku rządu Hanny Suchockiej, uznany za ratyfikowany mimo braku większości 2/3 w Sejmie). I im bardziej GIODO walczył sam ze sobą takim dwuliterowym „przepisem ustawy” tym większy opór społeczny sam tworzył. I wreszcie, w piątym roku batalii, Biuro GIODO samo zrobiło pierwszy realny i jasny krok w kierunku normalności. Tylko tym razem bez proszenia, bez łaski i co najistotniejsze – bez upragnionego „dupochronu” w postaci wyroku Naczelnego Sądu Administracyjnego, co bezlitośnie obnaża fałsz rzekomego „oczekiwania” na nie. Pod koniec października GIODO odwołał się od wyroku sądu pierwszej instancji, który wywołał euforię prasy prawicowej i katolickiej. W skardze kasacyjnej do Naczelnego Sądu Administracyjnego nie broni jednak prawa do jakiejś „świeckiej apostazji” będącej antytezą „sakramentu apostazji”. Wolność sumienia i wyznania przestaje mieć znaczenie a ściślej – okazuje się, że był to problem sztucznie stworzony przez samo Biuro GIODO; spadek po omamieniu, że kwestie religijne są zwłaszcza tam gdzie ich nie ma. Potwierdza to, co powinno być oczywiste, ale nigdy nie było – każdy ma prawo do decyzji urzędowej, a to jaka ona będzie to już inna sprawa. Pisze bowiem tak:

fragment 1

Jeszcze kilka tygodni temu strofował skarżących, którzy protestowali przeciwko szufladkowaniu ich według wyznania, że piszą bzdury więc kapitulacja jest bezwarunkowa. Swoją drogą – czy o tych kilka słów trzeba było zajadle walczyć przez cztery i pół roku? Dalej przyznaje (po raz pierwszy!), że nie zajmuje się „wystąpieniem z Kościoła” w potocznym znaczeniu tylko ochroną danych osobowych. Niby też oczywiste, ale w gruncie rzeczy dotychczas nie było nawet jasne dlaczego w ogóle zajmuje się tymi sprawami, co tylko potęgowało chaos.

fragment 2

I dalej jest najmocniejsze zdanie całej skargi kasacyjnej: „Generalny Inspektor nie odniósł się w zaskarżonej decyzji do światopoglądu Skarżącej, nie oceniał jej przekonań ani opinii na temat otaczającego ją świata, wyznania, tudzież samego Kościoła Katolickiego„. Nie można przecenić jego znaczenia – potwierdza, że stosowanie „i 3″ czyli ustalanie wyznania skarżących jest nie tylko niepotrzebne, ale także dokładnie tym przed czym ma nas chronić!! GIODO pisze, że tego nie robił (i lepiej tego nie robić!) więc jedzie w kierunku zderzenia czołowego z Naczelnym Sądem Administracyjnym, który mu to kazał robić w trzynastu wyrokach. Skądinąd jest to kolejne wycofywanie się rakiem, bo oczywiście, że to robił od stycznia, co było powodem zatytułowania marcowego wywiadu „Maciej Psyk: GIODO łamie Konstytucję i prawa człowieka„. Zarzucałem to GIODO zanim stało się to modne. :-) Widać to nie tylko z bezkrytycznego cytowania wyroków, ale także z tego zdania, które niedawno zniknęło z decyzji:

Analiza ww. przepisów prawa, jak i orzecznictwa sądów administracyjnych w analogicznych sprawach prowadzi do wniosku, że decydującym dla wydania rozstrzygnięcia w niniejszej sprawie jest ustalenie, czy aktualnie Skarżąca jest członkiem Kościoła Katolickiego. Pozostawanie przez Skarżącą członkiem Kościoła Katolickiego spowoduje, iż kompetencja do wydania przez Generalnego Inspektora merytorycznej decyzji w sprawie zostaje wyłączona mocą przepisu art. 43 ust. 2 ustawy, zaś pozostawanie przez Skarżącą poza wspólnotą tego Kościoła przesądzi o możliwości korzystania przez organ z wszystkich przewidzianych ustawą kompetencji, w tym kompetencji do wydania merytorycznej decyzji administracyjnej w sprawie.

Przecież to jest dokładny opis stosowania „i 3″… Dopiero gdy zjedli cały talerz i jeszcze dokładkę połapali się, że był to gołąbek wymiotny i teraz całe Biuro GIODO womituje „i 3″, którym samo maltretowało ludzi. Na zakończenie GIODO ostatecznie wycofał się z ingerowania w wewnętrzne sprawy Kościoła. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki znalazł się odpowiedni wyrok NSA, którym to uzasadnia. Nie przeszkadzało mu to zaledwie rok temu zmusić kardynała Dziwisza do przyjęcia dekretem nieaktualnej „instrukcji KEPu o apostazji” i umorzyć skargę skarżącego na podstawie tego, że nie zastosował się do identycznego dekretu innego biskupa. Wówczas GIODO napisał: „podkreślenia wymaga, że Skarżący nie zastosował się do [dekretu biskupa diecezjalnego], w związku z powyższym należy traktować go jako osobę nadal należącą do Kościoła” – i podpisał się pod tym osobiście. To co dla innych było oczywiste od początku, przebiło się dopiero po całkowitej klęsce tej komitywy z biskupami, kiedy stało się empirycznie jasne, że GIODO potrafi napisać, że jakiś biskup przyjął odpowiedni dekret, ale nie jest w stanie „ustalić” (czytaj: wydusić), że inny tego nie zrobił, nawet jeśli dostał taką odpowiedź z kurii czarno na białym (patrz: „GIODO znowu oblał z prawa kanonicznego„, 29 lipca 2014). Moralne zwycięstwo nieco na tym cierpi, bo nie sposób go odróżnić od rozpaczliwego wyłażenia z jeżyn. :-)

fragment 3

Praktyczną konsekwencją tej skargi kasacyjnej – i chyba najważniejszą – jest to, że problemy GIODO przestały być problemami skarżących. To jest naprawdę gigantyczny postęp. Rynkowa cena dobrej skargi kasacyjnej do NSA to minimum 3000 zł. Szatańska przewrotność wcześniejszej sytuacji polegała na tym, że spadło to na młodych ludzi jak złamana noga a minister Wiewiórowski łaskawie powiedział, że „nie ma o to pretensji„, że ogromnym wysiłkiem organizacyjnym wspartym inwencją i dobrą wolą prawników udało się przez to przejść i walczyć z nim o jego własne uprawnienia. Dopiero teraz kolejni skarżący w sprawach tzw. zawisłych czyli czekających w tym sądzie na wyrok nie są skazani na tę mękę. Wreszcie jest jasne, że spór jest między GIODO a proboszczami a nie między GIODO a skarżącymi czy tym bardziej między skarżącymi a Kościołem (jak narzucił to KEP w 2008 roku humbugiem „sakramentu apostazji kanonicznej” ku uciesze kilku karpi, że idą święta). Niemal jednocześnie Prymas Polski określił zadania strony kościelnej: „proboszczowie muszą być świadomi procedury odwoławczej, w przypadku gdyby sąd pierwszej instancji wydał wyrok niekorzystny dla Kościoła„, powiedział niedawno (uwaga – równouprawnienie katolików jest niekorzystne dla Kościoła). Całkowite ogarnięcie tego chaosu i triumf normalności nastąpi kiedy Naczelny Sąd Administracyjny uwolni sam siebie od takich paradoksów megarejskich.

Prawdziwym testem nawrócenia Biura GIODO na prawo i sprawiedliwość będą nadchodzące decyzje w kolejnych sprawach. Jeśli pojawi się tuzin decyzji wreszcie uzasadniających prawo do tzw. „wystąpienia po włosku” czyli na gruncie prawa do samoidentyfikacji i jednocześnie omijających ustalanie wyznania skarżących jako kiepską groteskę, wielkie dzieło Wystap.pl – wydarcie marionetkowego GIODO biskupom i oddanie Polakom urzędu państwowego – zostanie zakończone. To zaś może zrobić, bo w nowych sprawach nie jest związany skazaną na zmianę linią orzeczniczą NSA a Rubikon i tak już przekroczył. Przyszło mi za to drogo zapłacić, ale mogę już chyba napisać – „tak, wspólnie z wieloma wspaniałymi ludźmi, urwaliśmy łeb tej hydrze zgodnie z obietnicą, po prawdopodobnie najdłuższej i najtrudniejszej batalii o swoje prawa w historii III RP„. Aczkolwiek kropką nad i – nie mylić z „i 3″ – będzie dopiero wyrok.

PS: Zostaje mieć nadzieję, że powyższe fragmenty dobrze przemyśli troje sędziów WSA w Warszawie (ul. Jasna 2/4), którzy już w środę o godzinie 10:30 zmierzą się z kolejną sprawą w której człowiek, który chciał bronić swoich praw, został potraktowany przez Biuro GIODO w sposób wołający o pomstę do nieba. Sprawa trafia na wokandę po dwóch latach i pięciu miesiącach pełnych poniżania, krętactwa, trików, wrogości, naginania prawa i strugania wariata – a wszystko to z powodu i w imię szacunku do „i 3″. Sędziowie mają cztery opcje do wyboru:  skierować „i 3″ do Trybunału Konstytucyjnego, wstrzymać wyrok do podjęcia uchwały przez Naczelny Sąd Administracyjny, przyznać, że GIODO grzebał Tadeuszowi w głowie jaki ma światopogląd i jest to kompromitacja lub wrócić do roli „Biura Przepustek do NSA” czyli powtórzyć międlenie „instrukcji KEPu”, której nie ma. Najlepsze jest to, że wygrywamy w każdym wariancie.

Specjalna dedykacja dla naszego odchodzącego Pana Ministra:

Kościół Katolicki w Norwegii „zakładał” wiernych żeby zwiększyć dotację

3Niesamowity strzał w stopę w wykonaniu Kościoła w Norwegii. Jego zwierzchnik i biskup Diecezji Oslo Bernt Eidsvig przyznał, że od kilku lat istniała praktyka „zakładania”, że imigranci z krajów tradycyjnie katolickich są katolikami. Przy czym oni sami nic o tym nie wiedzieli i figurowali w statystykach jako martwe dusze. W ten sposób liczba wiernych została sztucznie podwojona – z 66 tys. w 2010 roku do 140 tys. obecnie. „Mówimy o co najmniej tysiącu, być może kilkukrotnie więcej” – powiedział biskup. Nie robiono tego dla prestiżu tylko dla pieniędzy – w Norwegii kościoły otrzymują dotację uzależnioną od liczby wiernych. Po „napompowaniu” katolików Kościół miał otrzymać 130 milionów koron (65 mln złotych). Sprawę ujawniła i opisała w serii artykułów gazeta Dagbladet. Wstrzymanie wypłaty jest raczej przesądzone choć w zasadzie należałoby się zastanowić czy źródłem problemu nie jest proszący się o nadużycia system dotacji oparty jedynie na deklaracji zwierzchnika. Biskup Bernt Eidsvig w oświadczeniu po spotkaniu z władzami regionu we wtorek 28-go października nazwał tworzenie „ufrivillige katolikker” („mimowolnych katolików”) „niesatysfakcjonującym„, ale wycofał się na z góry upatrzoną pozycję: „Kościół katolicki jest międzynarodową wspólnotą wiary w której członkostwo nabywa się przez chrzest a prawa i obowiązki katolika są sprawą transgraniczną” („Den katolske kirke er et internasjonalt trosfellesskap der medlemskap defineres gjennom dåpen, og ens rettigheter og plikter som katolikk følger en på tvers av landegrenser„). Czyli: wymagana prawem rejestracja jest nieistotna, bo liczy się chrzest.

To była recepta na konflikt z władzami. – Każdy kto chce być liczony jako wierny zapisuje się sam – odpowiedziała Merethe Helstad z wydziału prawnego urzędu wojewody Oslo i Akershus. Dopiero na początku listopada, kiedy sprawa zaczęła zataczać coraz szersze kręgi, biskup ostatecznie przestał bronić przegranej sprawy. Zapowiedział zatrudnienie menadżera ds. rejestracji i wysłanie listów do wszystkich zarejestrowanych w latach 2010-2014 bez ich wiedzy. Być może przekonały go wytyczne norweskiego Ministerstwa Kultury z sierpnia 2012 roku, że nikt nie może być traktowany jako wierny bez swojej wiedzy i zgody.

patrz także: „Catholic Church in illegal members scandal„, „Catholic Church admits inflating membership„, drugi artykuł w Dagbladettrzeci artykuł w Dagbladet

Chapeau bas dla Mateusza!