Jak „to” robią… Norwedzy

godło ministerstwaKilka tygodni temu Biskup Oslo stał się sławny, choć niestety nie za sprawą swojej pobożności (patrz: „Kościół Katolicki w Norwegii „zakładał” wiernych żeby zwiększyć dotację„, 4 listopada 2014). Nieco upraszczając, podjął próbę narzucenia Norwegii perspektywy kościelnej przy liczeniu wiernych na potrzeby wyznaczenia dotacji państwowej (w Norwegii kościoły otrzymują dotacje w zależności od liczby wiernych). Według niej jest tylko Ecclesia catholica czyli jeden, święty, powszechny i apostolski Kościół, do którego włącza sakrament chrztu a narodowość nie ma znaczenia. Biskup Bernt Eidsvig ma nie tylko prawo, ale i obowiązek tak nauczać, natomiast sprawy przybierają zgoła inny obrót, kiedy próbuje się tym wywrócić do góry nogami ustawę z 1969 roku o wspólnotach wyznaniowych. Norweskie Ministerstwo Kultury widząc, że uparte lekceważenie ustawy przez kurię prowadzi do takiej „wojny religijnej” stanęło w obronie prawa wydając 23 sierpnia 2012 roku okólnik numer 10/2953. W Polsce jest dokładnie odwrotnie, bo sąd „w imieniu Rzeczypospolitej Polskiej” bohatersko walczy o to żeby nad Konstytucją dominowało prawo kościelne, a w zasadzie nawet nie prawo tylko jedyna taka na świecie ściągawka dla proboszczów z episkopat.pl. Nawiasem mówiąc ministerstwo Jego Królewskiej Mości wysłało go już po kilku godzinach (!) z dodatkowymi wyjaśnieniami (sic!).

W okólniku przypomniano, że perspektywa kościołów nie musi być i nie jest tożsama z literą ustawy (vide wyrok sądu w Wiedniu z 1986 roku!). Na naszym podwórku Fundacja „Ordo Iuris” wymyśliła, że takie zdroworozsądkowe podejście byłoby… „naruszeniem praw człowieka Kościoła” (pozdrawiamy Pana Prezesa Aleksandra Stępkowskiego). Poniżej kluczowy fragment pisma.

Prawo otwiera możliwości dla dwóch typów członkostwa – religijnego oraz relacji ściśle związanych ze skutkami prawnymi. Zasady dotyczące zgłaszania oraz przynależności nie oznaczają, że imigranci, którzy na przykład należą do międzynarodowej wspólnoty wyznaniowej, muszą na nowo zostać ochrzczeni, aby zarejestrować się jako członek uprawniony do uiszczania składki w Norwegii. Jednak sytuacja, w której wspólnota wyznaniowa sama uznaje daną osobę za członka na podstawie swoich własnych zasad, jest tylko jednym z wielu warunków, które muszą zostać spełnione, aby zainteresowany mógł mieć podstawę do opłacania składek na rzecz wspólnoty.
Przywódcy zarejestrowanych wspólnot wyznaniowych powinni sprawdzić, czy wszystkie warunki Ustawy o wspólnotach wyznaniowych, dotyczące zgłoszenia, zostały spełnione, por. § 9 ustęp trzeci Ustawy o wspólnotach wyznaniowych. Warunki mówią m. in., że dana osoba jest albo obywatelem Norwegii, albo osobą zamieszkującą w państwie norweskim, por. § 7 ustęp pierwszy ustawy, oraz że nie jest członkiem innej zarejestrowanej wspólnoty wyznaniowej czy Kościoła Norweskiego, por. § 8 ustawy. Jeśli chodzi o to ostatnie, przywódcy nie mają dostępu do rejestru członków innych wspólnot wyznaniowych. Dana osoba musi z tego powodu zostać zapytana o to przed zarejestrowaniem jej jako członka. W związku z tym uzasadnione może być wskazanie, że § 8 ustawy nie obejmuje zagranicznych wspólnot wyznaniowych, oraz że postanowienie to z tego powodu nie jest przeszkodą, aby dana osoba, która na przykład jest zarejestrowana jako członek Kościoła Katolickiego w Hiszpanii, mogła mieć prawo do składki członkowskiej na rzecz zarejestrowanego Kościoła Zielonoświątkowego w Norwegii.

Tak „walczy z Kościołem” Ministerstwo Kultury Norwegii!

  oklnik_Ministerstwa_Kultury.pdf (131,9 KiB, Ilość pobrań: 29)

PS: Portal  Wystap.pl dziękuje za tłumaczenie Pani Joannie Sawicz-Oleszczuk i zaprasza do korzystania z Jej usług!

WSA w Warszawie ponownie „Biurem Przepustek do NSA”

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie wydał dziś wyrok w kolejnej sprawie o adnotację w księdze chrztów o wystąpieniu z Kościoła. Była to całkowita kompromitacja sądu: chaotyczne opowiadanie o apostazji mimo dowodów w dokumentach przed sędziami, że to wszystko bzdura nawet dla samego Kościoła. Sąd sam się odarł z autorytetu, który musi mieć żeby móc funkcjonować: kilka osób przy ogłaszaniu wyroku demonstracyjnie uklękło. Uzasadnienie pisemne, które poznamy w grudniu, wpisze się w księgę hańby III RP jak wyroki na AK-owców w czasach stalinowskich. I z każdym kolejnym takim wyrokiem będzie coraz trudniej uciec od tych skojarzeń.

Skoro sąd postanowił wrócić do roli „Biura Przepustek do Naczelnego Sądu Administracyjnego” przed GIODO otwiera się nowa rola: taśmowej produkcji skarg kasacyjnych. Chcieliście „i 3″ to je macie…

patrz także: „Proboszcz z Międzyrzecza wygrał z GIODO w sprawie apostazji i danych osobowych

sąd uparcie twierdzi, że król jest ubrany” , „Kościół wygrał z państwem prawa„, „teoretycznie państwo„, „planeta małp” – doskonałe komentarze pod artykułem!

rozmowa w programie „Post Factum” TOK FM 20-go listopada:

Przełom – GIODO skapitulował i sam obala „i 3″

- Jeśli rozkażę generałowi, aby jak motyl przeleciał z jednego kwiatka na drugi, albo rozkażę mu napisać tragedię, albo zmienić się w morskiego ptaka, a generał nie wykona otrzymanego rozkazu, kto z nas nie będzie miał racji: ja czy on?
– Jego Królewska Mość – odpowiedział stanowczo Mały Książę.
– Słusznie. Należy wymagać tego, co można otrzymać. Autorytet opiera się na rozsądku. Jeśli rozkażesz twemu ludowi rzucić się do morza, lud się zbuntuje. Ja mam prawo żądać posłuszeństwa, ponieważ moje rozkazy są rozsądne.
– Więc jak jest z moim zachodem słońca? – przypomniał Mały Książę, który nigdy nie porzucał postawionego pytania.
– Będziesz miał twój zachód słońca. Zarządzę go. Lecz zaczekam, w mądrości rządzenia, aż warunki będą przychylne.
– Kiedy to będzie? – informował się Mały Książę.
– Hm, hm! – zamruczał Król, badając gruby kalendarz. – Hm, hm, to będzie około… około… to będzie dziś wieczorem o godzinie 19.40. I zobaczysz, jaki mam posłuch.

Antoine de Saint-Exupéry, Mały Książę, rozdział 10

gdzie to jest

tym wyłączono Kościół spod ustawy

Przez całą dekadę lat 2000-ych stopniowo narastał w Polsce problem szarej strefy z podleganiem kościołów – przede wszystkim Kościoła Katolickiego – Ustawie o ochronie danych osobowych. Określenie „szara strefa” jest najbardziej adekwatne, bo ze strony Biura GIODO ani nigdy oficjalnie nie potwierdzono, że Kościół jej podlega ani nie zrobiono niczego, by podlegał. Było to coś w rodzaju zamrożonego konfliktu o Naddniestrze w kraju sterroryzowanym kultem Jana Pawła II z Trybunałem Konstytucyjnym uparcie udowadniającym, że nie ma takiej rzeczy, która byłaby niezgodna z polską konstytucją. Z roku na rok pojawiało się coraz więcej rys i znaków zapytania, ale ówcześni GIODO – dr Ewa Kulesza i mgr Michał Serzycki – zamiast wykorzystywać je do zakończenia tego skansenu albo umywali ręce albo wręcz bronili tej patologii wyświechtaną formułką o Konkordacie. Punktem bez powrotu była sprawa „Agaty” (oficjalnie: „panny P.”) z Lublina. Matka zgwałconej nastolatki, którą „dzięki” ujawnieniu tajemnicy lekarskiej odwiedzali w szpitalu fanatycy antyaborcyjni szukała sprawiedliwości w lubelskich sądach i jej tam nie znalazła. Biuro GIODO sprawą, którą żyła cała Polska nie mogło się zająć, bo było zajęte udzielaniem dobrych rad w „Tinie”. To jedno z najgorszych naruszeń praw człowieka w III RP, bo wynikające z dania ekstremistom wolnej ręki do maltretowania dziecka (oczywiście w imię „unikania wojny religijnej„), kosztowało Polskę 45,000 euro i 16,000 euro zwrotu kosztów postępowania przed trubunałem w Strasburgu. W 2009 roku Episkopat Polski zawarł z GIODO coś w rodzaju mini-konkordatu, który sprowadzał się do tego, że Kościół w imię Konkordatu dostał immunitet praktycznie na wszystko. Rażące nadużycia kleru mieli odtąd karcić sami biskupi jako wykroczenie przeciwko prawu kanonicznemu. Model ten sam co w 19-wiecznej Rosji gdzie przestępców w sutannach oddawano biskupomdo ukarania podług uznania swojej zwierzchności„. Do 2010 roku Biuro GIODO na własną prośbę siedziało już na beczce prochu, który eksplodował w czerwcu, gdy w sieci pojawiło się Wystap.pl i bezczelnie zażądało rozstrzygania sporów z proboszczami. Okazało się, że ten klerykalny i przegniły system nawet nie przewidywał takiej możliwości. Trzeci GIODO, dr Wojciech Wiewiórowski, mając do wyboru między wprowadzeniem rządów prawa a formalnym zatwierdzeniem rządów obiadowych ustaleń i cytowania skarżącym kilku przygotowanych kanonów KPK – wybrał to drugie. Nieważne dlaczego tak zrobił. Ważne na co się powołał. A powołał się na „i 3″ w artykule 43 ust. 2 Ustawy o ochronie danych osobowych, które – jak się później okazało – nawet nie wiedział czego dotyczy i co oznacza więc przez dwa lata stosował dwa możliwe warianty jednocześnie (tzw. „zebra Wiewiórowskiego„). Co więcej – jakby przepraszająco napisał w jednej z decyzji, że „i 3″ jest jedynym powodem umarzania skarg na proboszczów więc nie jest to żadna metafora czy żart tylko oficjalne stanowisko urzędu. Obiecałem wówczas, że Wystap.pl temu „i 3″ „urwie łeb”:

Sylwestrowa decyzja GIODO kończy pierwszy etap naszej walki. Teraz trzeba temu „i 3″ urwać łeb – i to też zrobimy. Ten klerykalny wtręt, niezgodny z prawem europejskim, to symbol III RP – państwa tuczącego Kościół Katolicki dziesiątkami miliardów, rządzonego pospołu przez rząd i biskupów w Komisji Wspólnej, istniejącej z łaski towarzysza Stalina.

To groteskowe „i 3″ szybko stało się synonimem 20-letniego dogmatu, że trzeba dać Kościołowi wszystko co chce żeby „uniknąć wojny religijnej” – co samo w sobie zakłada, że inni nie mają żadnego znaczenia – i symbolem łamania wszelkich możliwych zasad przy klerykalizacji państwa w latach 90-tych. Tymi samymi metodami wprowadzono przecież religię do szkół (instrukcją ministra) a potem najpierw podpisano a potem ratyfikowano Konkordat (podpisany po upadku rządu Hanny Suchockiej, uznany za ratyfikowany mimo braku większości 2/3 w Sejmie). I im bardziej GIODO walczył sam ze sobą takim dwuliterowym „przepisem ustawy” tym większy opór społeczny sam tworzył. I wreszcie, w piątym roku batalii, Biuro GIODO samo zrobiło pierwszy realny i jasny krok w kierunku normalności. Tylko tym razem bez proszenia, bez łaski i co najistotniejsze – bez upragnionego „dupochronu” w postaci wyroku Naczelnego Sądu Administracyjnego, co bezlitośnie obnaża fałsz rzekomego „oczekiwania” na nie. Pod koniec października GIODO odwołał się od wyroku sądu pierwszej instancji, który wywołał euforię prasy prawicowej i katolickiej. W skardze kasacyjnej do Naczelnego Sądu Administracyjnego nie broni jednak prawa do jakiejś „świeckiej apostazji” będącej antytezą „sakramentu apostazji”. Wolność sumienia i wyznania przestaje mieć znaczenie a ściślej – okazuje się, że był to problem sztucznie stworzony przez samo Biuro GIODO; spadek po omamieniu, że kwestie religijne są zwłaszcza tam gdzie ich nie ma. Potwierdza to, co powinno być oczywiste, ale nigdy nie było – każdy ma prawo do decyzji urzędowej, a to jaka ona będzie to już inna sprawa. Pisze bowiem tak:

fragment 1

Jeszcze kilka tygodni temu strofował skarżących, którzy protestowali przeciwko szufladkowaniu ich według wyznania, że piszą bzdury więc kapitulacja jest bezwarunkowa. Swoją drogą – czy o tych kilka słów trzeba było zajadle walczyć przez cztery i pół roku? Dalej przyznaje (po raz pierwszy!), że nie zajmuje się „wystąpieniem z Kościoła” w potocznym znaczeniu tylko ochroną danych osobowych. Niby też oczywiste, ale w gruncie rzeczy dotychczas nie było nawet jasne dlaczego w ogóle zajmuje się tymi sprawami, co tylko potęgowało chaos.

fragment 2

I dalej jest najmocniejsze zdanie całej skargi kasacyjnej: „Generalny Inspektor nie odniósł się w zaskarżonej decyzji do światopoglądu Skarżącej, nie oceniał jej przekonań ani opinii na temat otaczającego ją świata, wyznania, tudzież samego Kościoła Katolickiego„. Nie można przecenić jego znaczenia – potwierdza, że stosowanie „i 3″ czyli ustalanie wyznania skarżących jest nie tylko niepotrzebne, ale także dokładnie tym przed czym ma nas chronić!! GIODO pisze, że tego nie robił (i lepiej tego nie robić!) więc jedzie w kierunku zderzenia czołowego z Naczelnym Sądem Administracyjnym, który mu to kazał robić w trzynastu wyrokach. Skądinąd jest to kolejne wycofywanie się rakiem, bo oczywiście, że to robił od stycznia, co było powodem zatytułowania marcowego wywiadu „Maciej Psyk: GIODO łamie Konstytucję i prawa człowieka„. Zarzucałem to GIODO zanim stało się to modne. :-) Widać to nie tylko z bezkrytycznego cytowania wyroków, ale także z tego zdania, które niedawno zniknęło z decyzji:

Analiza ww. przepisów prawa, jak i orzecznictwa sądów administracyjnych w analogicznych sprawach prowadzi do wniosku, że decydującym dla wydania rozstrzygnięcia w niniejszej sprawie jest ustalenie, czy aktualnie Skarżąca jest członkiem Kościoła Katolickiego. Pozostawanie przez Skarżącą członkiem Kościoła Katolickiego spowoduje, iż kompetencja do wydania przez Generalnego Inspektora merytorycznej decyzji w sprawie zostaje wyłączona mocą przepisu art. 43 ust. 2 ustawy, zaś pozostawanie przez Skarżącą poza wspólnotą tego Kościoła przesądzi o możliwości korzystania przez organ z wszystkich przewidzianych ustawą kompetencji, w tym kompetencji do wydania merytorycznej decyzji administracyjnej w sprawie.

Przecież to jest dokładny opis stosowania „i 3″… Dopiero gdy zjedli cały talerz i jeszcze dokładkę połapali się, że był to gołąbek wymiotny i teraz całe Biuro GIODO womituje „i 3″, którym samo maltretowało ludzi. Na zakończenie GIODO ostatecznie wycofał się z ingerowania w wewnętrzne sprawy Kościoła. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki znalazł się odpowiedni wyrok NSA, którym to uzasadnia. Nie przeszkadzało mu to zaledwie rok temu zmusić kardynała Dziwisza do przyjęcia dekretem nieaktualnej „instrukcji KEPu o apostazji” i umorzyć skargę skarżącego na podstawie tego, że nie zastosował się do identycznego dekretu innego biskupa. Wówczas GIODO napisał: „podkreślenia wymaga, że Skarżący nie zastosował się do [dekretu biskupa diecezjalnego], w związku z powyższym należy traktować go jako osobę nadal należącą do Kościoła” – i podpisał się pod tym osobiście. To co dla innych było oczywiste od początku, przebiło się dopiero po całkowitej klęsce tej komitywy z biskupami, kiedy stało się empirycznie jasne, że GIODO potrafi napisać, że jakiś biskup przyjął odpowiedni dekret, ale nie jest w stanie „ustalić” (czytaj: wydusić), że inny tego nie zrobił, nawet jeśli dostał taką odpowiedź z kurii czarno na białym (patrz: „GIODO znowu oblał z prawa kanonicznego„, 29 lipca 2014). Moralne zwycięstwo nieco na tym cierpi, bo nie sposób go odróżnić od rozpaczliwego wyłażenia z jeżyn. :-)

fragment 3

Praktyczną konsekwencją tej skargi kasacyjnej – i chyba najważniejszą – jest to, że problemy GIODO przestały być problemami skarżących. To jest naprawdę gigantyczny postęp. Rynkowa cena dobrej skargi kasacyjnej do NSA to minimum 3000 zł. Szatańska przewrotność wcześniejszej sytuacji polegała na tym, że spadło to na młodych ludzi jak złamana noga a minister Wiewiórowski łaskawie powiedział, że „nie ma o to pretensji„, że ogromnym wysiłkiem organizacyjnym wspartym inwencją i dobrą wolą prawników udało się przez to przejść i walczyć z nim o jego własne uprawnienia. Dopiero teraz kolejni skarżący w sprawach tzw. zawisłych czyli czekających w tym sądzie na wyrok nie są skazani na tę mękę. Wreszcie jest jasne, że spór jest między GIODO a proboszczami a nie między GIODO a skarżącymi czy tym bardziej między skarżącymi a Kościołem (jak narzucił to KEP w 2008 roku humbugiem „sakramentu apostazji kanonicznej” ku uciesze kilku karpi, że idą święta). Niemal jednocześnie Prymas Polski określił zadania strony kościelnej: „proboszczowie muszą być świadomi procedury odwoławczej, w przypadku gdyby sąd pierwszej instancji wydał wyrok niekorzystny dla Kościoła„, powiedział niedawno (uwaga – równouprawnienie katolików jest niekorzystne dla Kościoła). Całkowite ogarnięcie tego chaosu i triumf normalności nastąpi kiedy Naczelny Sąd Administracyjny uwolni sam siebie od takich paradoksów megarejskich.

Prawdziwym testem nawrócenia Biura GIODO na prawo i sprawiedliwość będą nadchodzące decyzje w kolejnych sprawach. Jeśli pojawi się tuzin decyzji wreszcie uzasadniających prawo do tzw. „wystąpienia po włosku” czyli na gruncie prawa do samoidentyfikacji i jednocześnie omijających ustalanie wyznania skarżących jako kiepską groteskę, wielkie dzieło Wystap.pl – wydarcie marionetkowego GIODO biskupom i oddanie Polakom urzędu państwowego – zostanie zakończone. To zaś może zrobić, bo w nowych sprawach nie jest związany skazaną na zmianę linią orzeczniczą NSA a Rubikon i tak już przekroczył. Przyszło mi za to drogo zapłacić, ale mogę już chyba napisać – „tak, wspólnie z wieloma wspaniałymi ludźmi, urwaliśmy łeb tej hydrze zgodnie z obietnicą, po prawdopodobnie najdłuższej i najtrudniejszej batalii o swoje prawa w historii III RP„. Aczkolwiek kropką nad i – nie mylić z „i 3″ – będzie dopiero wyrok.

PS: Zostaje mieć nadzieję, że powyższe fragmenty dobrze przemyśli troje sędziów WSA w Warszawie (ul. Jasna 2/4), którzy już w środę o godzinie 10:30 zmierzą się z kolejną sprawą w której człowiek, który chciał bronić swoich praw, został potraktowany przez Biuro GIODO w sposób wołający o pomstę do nieba. Sprawa trafia na wokandę po dwóch latach i pięciu miesiącach pełnych poniżania, krętactwa, trików, wrogości, naginania prawa i strugania wariata – a wszystko to z powodu i w imię szacunku do „i 3″. Sędziowie mają cztery opcje do wyboru:  skierować „i 3″ do Trybunału Konstytucyjnego, wstrzymać wyrok do podjęcia uchwały przez Naczelny Sąd Administracyjny, przyznać, że GIODO grzebał Tadeuszowi w głowie jaki ma światopogląd i jest to kompromitacja lub wrócić do roli „Biura Przepustek do NSA” czyli powtórzyć międlenie „instrukcji KEPu”, której nie ma. Najlepsze jest to, że wygrywamy w każdym wariancie.

Specjalna dedykacja dla naszego odchodzącego Pana Ministra:

Kościół Katolicki w Norwegii „zakładał” wiernych żeby zwiększyć dotację

3Niesamowity strzał w stopę w wykonaniu Kościoła w Norwegii. Jego zwierzchnik i biskup Diecezji Oslo Bernt Eidsvig przyznał, że od kilku lat istniała praktyka „zakładania”, że imigranci z krajów tradycyjnie katolickich są katolikami. Przy czym oni sami nic o tym nie wiedzieli i figurowali w statystykach jako martwe dusze. W ten sposób liczba wiernych została sztucznie podwojona – z 66 tys. w 2010 roku do 140 tys. obecnie. „Mówimy o co najmniej tysiącu, być może kilkukrotnie więcej” – powiedział biskup. Nie robiono tego dla prestiżu tylko dla pieniędzy – w Norwegii kościoły otrzymują dotację uzależnioną od liczby wiernych. Po „napompowaniu” katolików Kościół miał otrzymać 130 milionów koron (65 mln złotych). Sprawę ujawniła i opisała w serii artykułów gazeta Dagbladet. Wstrzymanie wypłaty jest raczej przesądzone choć w zasadzie należałoby się zastanowić czy źródłem problemu nie jest proszący się o nadużycia system dotacji oparty jedynie na deklaracji zwierzchnika. Biskup Bernt Eidsvig w oświadczeniu po spotkaniu z władzami regionu we wtorek 28-go października nazwał tworzenie „ufrivillige katolikker” („mimowolnych katolików”) „niesatysfakcjonującym„, ale wycofał się na z góry upatrzoną pozycję: „Kościół katolicki jest międzynarodową wspólnotą wiary w której członkostwo nabywa się przez chrzest a prawa i obowiązki katolika są sprawą transgraniczną” („Den katolske kirke er et internasjonalt trosfellesskap der medlemskap defineres gjennom dåpen, og ens rettigheter og plikter som katolikk følger en på tvers av landegrenser„). Czyli: wymagana prawem rejestracja jest nieistotna, bo liczy się chrzest.

To była recepta na konflikt z władzami. – Każdy kto chce być liczony jako wierny zapisuje się sam – odpowiedziała Merethe Helstad z wydziału prawnego urzędu wojewody Oslo i Akershus. Dopiero na początku listopada, kiedy sprawa zaczęła zataczać coraz szersze kręgi, biskup ostatecznie przestał bronić przegranej sprawy. Zapowiedział zatrudnienie menadżera ds. rejestracji i wysłanie listów do wszystkich zarejestrowanych w latach 2010-2014 bez ich wiedzy. Być może przekonały go wytyczne norweskiego Ministerstwa Kultury z sierpnia 2012 roku, że nikt nie może być traktowany jako wierny bez swojej wiedzy i zgody.

patrz także: „Catholic Church in illegal members scandal„, „Catholic Church admits inflating membership„, drugi artykuł w Dagbladettrzeci artykuł w Dagbladet

Chapeau bas dla Mateusza!

GIODO potwierdza: będzie skarga kasacyjna do NSA

Stało się! W rozmowie z Anną Gmiterek-Zabłocką z TOK FM GIODO potwierdził półoficjalne przecieki z września m.in. dla Lex.pl, że wniesie skargę kasacyjną do Naczelnego Sądu Administracyjnego od głośnego wyroku sądu pierwszej instancji z sierpnia. „GIODO w rozmowie ze mną zapowiedział, że będzie kasacja do Naczelnego Sądu Administracyjnego” – napisała na blogu. Tym samym spełniła się kolejna przepowiednia Wystap.pl – ukręcił bicz na własne plecy (patrz „GIODO ukręcił bicz na własne plecy„, 23 sierpnia 2014). Wówczas komentowałem:

Sędziowie byli na tyle oderwani od rzeczywistości, że przyjęli jako pewnik, że skargę kasacyjną do Naczelnego Sądu Administracyjnego złoży skarżąca. Nawet ją uprzejmie pouczyli jak ma to zrobić. Tylko na dobrą sprawę czemu miałaby to robić? W najgorszym wypadku za rok wróci rekurencyjnie w tej samej sprawie do tego samego sądu – a to i tak szybciej niż byłby wyrok NSA. Na uchyleniu wyroku powinno zależeć GIODO i to on stoi przed niezwykle trudnym wyborem czy składać skargę kasacyjną czy nie. Nasza strona w tej wojnie zrobiła ich kilkanaście a GIODO jedną i to w interesie Kościoła, którą mu oddalono. Czas wybić się na niepodległość, jeśli są takie ambicje.

Teraz wszystko zależy od tego „od czego” tak naprawdę GIODO się odwołuje. Żeby sprawę jeszcze bardziej skomplikować sąd napisał w tym wyroku coś bardzo mądrego przy czym cała reszta jest dodatkiem:

Oczywiście organ państwowy, jakim jest Generalny Inspektor Ochrony Danych Osobowych nie jest uprawniony do oceny czy dana osoba jest czy też nie jest członkiem danego związku religijnego, czy też nie wyznaje żadnej religii (ateizm). Nie jest do tego uprawniony żaden organ administracyjny ani żaden sąd w Polsce.

Na razie więc „oficjalnie” nie wiemy czy wiadomość o skardze kasacyjnej jest dobra czy zła czyli czy GIODO odwołuje się od sedna czy od dodatków. :-) Wiadomo, że pierścień się zaciska i brnięcie w stosowanie „i 3″ przestaje być opłacalne a nawet możliwe. Ciężkie działa przeciwko dotychczasowej polityce GIODO wytoczyła fundacja prawników katolickich „Ordo Iuris”. Posłanka Krystyna Pawłowicz już „lojalnie uprzedziła”, że dla Kościoła to czerwona linia: „jeśli GIODO złoży odwołanie, będzie to świadczyć o tym, że nie zna Konstytucji, a zwłaszcza artykułu 25„. To zaczyna być męczące, że zawsze mamy rację, bo zaledwie dwa tygodnie temu pisaliśmy: „W październiku kolejny rozdział tej sprawy. Histeria może być jeszcze większa niż do tej pory„.

patrz także: „Ocena legalności działań GIODO w odniesieniu do danych osobowych zawartych w księgach parafialnych Kościoła Katolickiego” (akurat ta analiza jest bardziej wydarzeniem medialnym niż problemem – a już na pewno nie naszym; fundacja nie wie o czterech wyrokach Naczelnego Sądu Administracyjnego, których nie ma dostępnych publicznie)

Clint Eastwood to przewidział

Clint Eastwood to przewidział

Tak kuria krakowska instruuje proboszczów

Formalnie rzecz biorąc stroną w skargach do GIODO na parafie są… no właśnie parafie a wszelka korespondencja urzędowa przechodzi przez ich proboszczów. Jako inteligentni ludzie pilnowali się w tej sprawie biskup Wojciech Polak i rzecznik prasowy KEP ks. dr Józef Kloch. Pierwszy „uważał, że proboszczowie zaskarżą decyzję” a ksiądz Kloch napisał na Twitterze, że „zaskarżenie decyzji zależy od proboszczów„. Oczywiście w praktyce nad wszystkim czuwają biskupi (GIODO pisał nawet do biskupów coś w rodzaju skargi na proboszcza jeśli nie mógł się doprosić odpowiedzi), ale nawet jeśli jest to praktyka półoficjalna to nie może być do końca oficjalna. Już choćby dlatego, że naruszałoby to uświęconą zasadę przyjętą już w 1986 roku, że proboszcz na zagrodzie równy wojewodzie.

Przepisy prawa kanonicznego nie upoważniają biskupa diecezjalnego, działającego przy pomocy kurii biskupiej /kan. 469/ do występowania w imieniu innych jednostek organizacyjnych kościoła, w tym w imieniu proboszczów i rektorów kościołów w postępowaniu przed organami administracji państwowej i sądem administracyjnym bez pełnomocnictwa, tym bardziej do wnoszenia skargi do Naczelnego Sądu Administracyjnego.

poufna korespondencja kurii

poufna korespondencja kurii

Dość komiczny przykład trudności, które to napotkało został już przedstawiony („Wyinterpretowywanie” uprawnień GIODO czyli bitwa na gotowce, 10 kwietnia 2014). Pewien proboszcz się zagapił i zostawił w „gotowcu” odpowiedzi do GIODO, który dostał od przełożonych, instrukcję dla siebie – „wpisać datę i numer aktu„. Tym razem jednak przedstawiamy cały poufny list notariusza kurii krakowskiej do proboszcza co ma odpowiedzieć „wiernemu” w sprawie tzw. „wystąpienia po włosku” czyli na prośbę o stosowną adnotację w księdze chrztów.

Nie powinno nikogo dziwić, że za odpowiedziami proboszczów stoją prześwietne kurie. Tym razem jednak wstyd jest podwójny, bo nie tylko wyciekła poufna korespondencja kurii, ale okazuje się, że ks. Krzysztof Tekieli nie zna dekretu własnego kardynała! Kardynał Stanisław Dziwisz przyjął „instrukcję KEPu o apostazji” do stosowania w Archidiecezji Krakowskiej 2-go września 2013 rokuTymczasem jego własny notariusz nadal pisze do jej proboszczów o dawno ośmieszonej ściągawce ze strony episkopat.pl, której przyjęcie przez kardynała formalnym aktem miało zapobiec wątpliwościom co do jej obowiązywania. No i co ten biedny GIODO ma teraz zrobić? Sąd mu każe stosować się do prawa kościelnego w którym nawet notariusz kurii krakowskiej się pogubił.

Księże Krzysztofie – minus za podpowiadanie i pała za to, że źle!

Sąd dwukrotnie przyznał nam rację!

sss pppW ostatnich dniach „nasz” Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie przyznał rację twierdzeniom Wystap.pl w aż dwóch zasadniczych sprawach. W artykule „Kościół chce wygrać procesy zanim się zaczną” z 7-go sierpnia zostało szczegółowo omówione w jaki sposób prawnicy Kościoła „przemycają” sprawy wytoczone przez proboszczów do wstępnej kwestii proceduralnej rozpatrywanej przez jednego sędziego. I wykazane, że uznanie tego byłoby równoznaczne z korzystnym dla Kościoła wyrokiem jeszcze przed rozprawą. Konkluzją było umiarkowanie optymistyczne zdanie „prawo do uczciwego procesu – które było tu stawką – jest chyba uratowane, ale gdyby nie było – zawsze mamy NSA„. Trzy tygodnie później sąd w sprawie II SA/Wa 847/14 wyraźnie pokazał, że nie da się na ten trik nabrać:

Należy stwierdzić, iż w postępowaniu wszczętym z wniosku o wstrzymanie wykonania zaskarżonej decyzji Sąd nie ocenia legalności zaskarżonego aktu.

Zbieżność między artykułem a orzeczeniem jest zapewne przypadkowa, ale to zdanie jest dokładnie tym o co chodziło i co powinno rozwiać ewentualne wątpliwości jeśli ktoś je miał. Poza tym sąd zmiażdżył wniosek wykazując, że w ogóle nie był uzasadniony.

Strona skarżąca nie uzasadniła swojego wniosku o wstrzymanie wykonania zaskarżonej decyzji, poprzestając jedynie na jego literalnym wymienieniu.

Adwokat o inicjałach K. W. dostał jedynkę za brak pracy domowej (uzasadnienia wniosku). To chyba koniec teorii parochocentrycznej, że sąd się kręci wokół proboszcza tak jak Słońce wokół Ziemi. Aż głupio chwalić za to co powinno być normalne, ale mimo wszystko – plus dodatni dla sądu za wychodzenie z kompromitującej roli „Biura Przepustek do NSA”.

Druga sprawa jest prawdziwym przełomem w nadal trwającej batalii o uprawnienia („kognicję”, jak mówią prawnicy) GIODO. W pierwszej sprawie ze skargi proboszcza, którą Kościół z fanfarami uznał za swoje zwycięstwo, okazało się, że sąd w uzasadnieniu w całości poparł stanowisko wyrażane na Wystap.pl od marca, nie zgadzając się na tworzenie fikcyjnych warunków wydania skarżącym decyzji.

Oczywiście organ państwowy, jakim jest Generalny Inspektor Ochrony Danych Osobowych nie jest uprawniony do oceny czy dana osoba jest czy też nie jest członkiem danego związku religijnego, czy też nie wyznaje żadnej religii (ateizm). Nie jest do tego uprawniony żaden organ administracyjny ani żaden sąd w Polsce.

Od początku roku GIODO twierdzi, że musi badać wyznanie skarżących żeby „ustalić” czy w ogóle może proboszczowi coś nakazać. Precedensowy wyrok WSA mocno mu to utrudni a może nawet otworzy drogę do „bezpośredniego” rozpatrywania skarg na parafie. A więc – zwycięstwo! W trwającej od ponad czterech lat batalii o prawa oczywiste poza Polską w sierpniu zebraliśmy wszystkie lewy. W październiku kolejny rozdział tej sprawy. Histeria może być jeszcze większa niż do tej pory.

Tygodnik Powszechny: kompromis z państwem tak, ale bez obalenia „i 3”

zajawka artykułu

W pełniącym rolę głosu rozsądku „Tygodniku Powszechnym” ukazał się artykuł „Trudne wystąpienie„. Ważny, bo po raz pierwszy w prasie katolickiej temat nie jest traktowany zgodnie z deklaracją niewiary biskupa Pieronka: „psy i szczury wrócą do swoich nor„. Dla odmiany na Wiara.pl świat jest nadal czarno-biały jak Jan Suzin: „Apostazja, pedofilia i in vitro. Trzy poletka, na których toczy się dziś w Polsce walka z Kościołem” – definiował niedawno „pola walki” Andrzej Macura.

Krakowski prawnik Maciej Kawecki – na własną prośbę negatywny bohater tekstu „Prawnik Kościoła chce uchylenia decyzji GIODO na niuansach proceduralnych” – wreszcie trafia w dziesiątkę: „istotą sporu jest raczej zakres kompetencji GIODO, nie zaś relacje Kościół-apostaci„. Wielka szkoda, że milczał kiedy sędziowie WSA w Warszawie opowiadali bajki o „sferze wewnętrznch relacji kościoła i jego wiernych” a GIODO nawoził to Traktatem Lizbońskim żeby lepiej rosło. Dalej jednak dzieje się coś dziwnego.

Skoro przepis [art. 43 ust. 2 w związku z art. 43 ust. 1 pkt 3 uodo czyli słynne „i 3″] wskazuje jedynie na osoby należące do kościołów i innych związków wyznaniowych, organ, stosując taką normę, musi dysponować podstawą pozwalającą mu na ocenę, czy dana osoba należy do kościoła, czy nie. W systemie źródeł powszechnie obowiązującego prawa na terytorium RP brak jest natomiast jakichkolwiek przepisów regulujących takie zagadnienie.

– pisał rok temu w „Forum Prawniczym” („Glosa do wyroku Naczelnego Sądu Administracyjnego z dnia 22 marca 2013 roku w sprawie I OSK 597/12„, nr 5 (19)/2013, s. 52). To już nie obowiązuje Drodzy Państwo. Teraz jest zgoła odwrotnie:

(…) apostaci odbierają ten problem w sposób ideologiczny, ponieważ w ich ocenie organ państwowy – GIODO – rozróżnia zakres przyznanych obywatelom uprawnień ze względu na to, czy ktoś należy do Kościoła, czy nie. Traktują to bardzo osobiście. Tymczasem tu nie ma osobistego podejścia. Organ władzy publicznej dysponuje konkretną normą prawną.

Pytanie za 10 punktów – który Maciej Kawecki jest prawdziwy? Nie wiadomo, tak jak nie wiadomo jaką to „konkretną normą prawną” dysponuje GIODO dzieląc Polaków pod względem wyznania niczym zwierzęta na czyste i nieczyste. Po chwili dowiadujemy się co jest powodem tej nagłej wolty i tu artykuł ponownie trafia w sedno:

(…) ewentualne wykreślenie tego artykułu [chodzi o „i 3″ – MP] spowodowałoby powstanie kolejnego problemu, jako że kompetencjami GIODO zostałyby również objęte dane osobowe aktualnych członków Kościoła, co, zdaniem niektórych ekspertów, naruszyłoby autonomię tej instytucji w zakresie danych osobowych.

Wreszcie wychodzi więc szydło z worka – wolta była konieczna, bo teraz „i 3″ ponownie jest dobre i warte mszy. Należy docenić uczciwe przyznanie przez „Tygodnik Powszechny”, że stosunki Państwo-Kościół opierają się na „i 3″ w artykule 43 ustęp 2 jakiejś ustawy, profetycznie nazwanym „symbolem wasalizmu państwa, władzy Kościoła i głupoty elit„. Wszyscy aktorzy tego dramatu – GIODO, Rzecznik Praw Obywatelskich, Naczelny Sąd Administracyjny, Prymas Polski, prawnicy, prasa katolicka i zawsze skora do pyskówki posłanka Pawłowicz – traktują przy tym jako tzw. oczywistą oczywistość, że katolicy nie mają praw obywatelskich. To w ogóle i dla nikogo nie jest problemem, co nie wiadomo czy bardziej śmieszy czy przeraża. W świetle „i 3″ katolik najpierw jest „poddanym Kościoła” (subditus Ecclesiae) potem długo nic i dopiero potem Polakiem. Jakiś kompromis z państwem w tej dotychczas „wewnętrznej sprawie Kościoła„, która niespodziewanie z wewnętrznej zrobiła się zewnętrzna trzeba będzie zawrzeć, ale proszę nie ruszać naszego „i 3″ – tak można to podsumować.

Pomińmy już nawet to, że to groteskowe oparcie prawa wyznaniowego na groteskowym „i 3″ jest niczym innym niż skutkiem ubocznym prawie salomonowej wykładni Naczelnego Sądu Administracyjnego do której doszło tylko dlatego, że GIODO zrujnował język debaty walcząc z samym sobą. Mityczni „niektórzy eksperci” bronią więc manny, która spadła im z nieba. Nawet wówczas śródtytuł „apostato, nie bierz tego do siebie” jest jednak niczym innym niż prośbą do niewierzących, by nie bronili swoich praw. Badanie wyznania skarżącego przez GIODO zanim rozpatrzy skargę jest bowiem kpiną z Konstytucji, co od początku roku wytyka mu… główny adwokat Kościoła (najwyraźniej też „odbiera ten problem w sposób ideologiczny„). Jest to także naruszenie praw człowieka a konkretnie tzw. negatywnego aspektu wolności religijnej (patrz: „Sędziowie ETPCz w Strasburgu o negatywnej wolności religijnej„, 23 września 2013). Odpowiedzieć można: „biskupie, nie bierz tego do siebie – my tylko walczymy o swoje„. Tak oto III RP wykreowała kolejny kuriozalny problem: trzeba łamać prawa człowieka żeby nie naruszyć „autonomii Kościoła Katolickiego w zakresie danych osobowych„.

Motto na ten tydzień: „wiedz, że coś się dzieje”.

Na drodze do wyroku trup ściele się gęsto

sss pppKażdy kto nie zgadza się z decyzją urzędu w swojej sprawie chciałby uzyskać wyrok sądu administracyjnego. Nie każdemu jednak udaje się do niego doprowadzić – nawet jeśli się stara. Droga do niego jest wystarczająco długa, by odsiać wszystkich niedostatecznie zdeterminowanych. Mówiąc wprost – na drodze do wyroku trup ściele się gęsto. Już 7-go sierpnia na marginesie artykułu „Kościół chce wygrać procesy zanim się zaczną” napisałem jak to wygląda od strony Kościoła:

Dla dwóch proboszczów przygoda w sądzie skończyła się zanim zaczęła, bo polegli na banalnych wymogach formalnych. Pierwszy „wypadł za burtę” z powodu braku wpłaty 200 zł wpisowego (sygn. II SA/Wa 457/14). Drugi – na braku odpowiedniej liczby odpisów. Co ciekawe nie podjęli starań o usunięcie braków i tym samym – przebrnięcie przez formalności. Chyba po raz pierwszy w III RP duchowni są traktowani normalnie czyli muszą się odwoływać od decyzji z którą się nie zgadzają – i od razu pojawiły się problemy.

Dwa tygodnie później Polska Agencja Prasowa mogła się więc pochwalić tym o czym wszyscy wiedzieli:

Z informacji PAP wynika jednak, że w co najmniej w jednym przypadku decyzja GIODO uprawomocniła się, zanim proboszcz odwołał się do sądu.

Problem „wykruszania się” uczestników z powodu własnych błędów nękał nas prawie od początku batalii. Zazwyczaj są to niewysłanie jakiegoś pisma lub niezapłacenie opłaty kancelaryjnej („wpisowego”). Takie przypadki są znacznie bardziej deprymujące niż uczciwe przyznanie, że ktoś się w niej nie odnajduje i nie widzi sensu w walce z GIODO o dobro GIODO (co też się zdarzało). Pierwszym, który „wypadł za burtę” już w sądzie był pan J. O., który w sprawie II SA/Wa 2244/11 zmarnował cały wysiłek już witając się z gąską, bo – mimo otrzymanej pomocy Wystap.pl – nie zapłacił 100 zł za sporządzenie uzasadnienia wyroku. Kolejni oszczędni ujawnili się w identycznie zmarnowanych sprawach II SA/Wa 340/12 i II SA/Wa 1295/12. Średnio rok starań o wyrok poszedł do kosza, bo trzeba było jeszcze za niego 100 złotych zapłacić o czym nie było mowy. Na usprawiedliwienie tej trójki wypada dodać, że to wyjątkowo podstępny haczyk.

Niezachowanie procedur przez skarżącego powoduje, że procesu po prostu nie ma. Tak było z potencjalnie istotną skargą na bezczynność GIODO dwa lata temu. Jej brak przesunął początek wyroków w sprawie bezczynności GIODO o kilka cennych miesięcy. W sprawie II SAB/Wa 68/12 sąd postanowił więc:

Stosownie do treści art. 220 § 1 ustawy z dnia 30 sierpnia 2002 r. – Prawo o postępowaniu przed sądami administracyjnymi (t. j. Dz. U. z 2012 r., poz. 270) – dalej: ppsa, sąd nie podejmie żadnej czynności na skutek pisma, od którego nie zostanie uiszczona należna opłata.
Zgodnie z treścią art. 47 § 1 ppsa do pisma strony należy dołączyć jego odpisy i odpisy załączników dla doręczenia ich stronom, a ponadto jeżeli w sądzie nie złożono załączników w oryginale, po jednym odpisie każdego załącznika do akt sądowych.
Natomiast zgodnie z art. 220 § 3 ww. ustawy, skarga, skarga kasacyjna, zażalenie oraz skarga o wznowienie postępowania, od których pomimo wezwania nie został uiszczony należny wpis, podlegają odrzuceniu przez sąd.
W rozpoznawanej sprawie strona skarżąca, pomimo doręczenia jej w dniu 16 kwietnia 2012 r. odpisu zarządzenia z dnia 02 kwietnia 2012 r. sygn. akt II SAB/Wa 68/12 o wezwaniu do uiszczenia wpisu sądowego od skargi na bezczynność Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych w przedmiocie rozpoznania wniosku o ponowne rozpatrzenie sprawy oraz wezwania do nadesłania odpisu skargi poświadczanego za zgodność z oryginałem, nie uczyniła zadość wezwaniu Sądu i nie uiściła należnego wpisu sądowego od ww. skargi, co potwierdził Oddział Finansowo-Budżetowy Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie w dniu 27 kwietnia 2012 r. Skarżąca do dnia dzisiejszego nie nadesłała również odpisu skargi poświadczanego za zgodność z oryginałem.

Dwa tygodnie temu „nasz” WSA w Warszawie wytknął szkolne błędy kolejnym dwóm osobom. W sprawie II SA/Wa 791/14 pan E. K. chciał się skarżyć do NSA. Niestety na chęciach się skończyło, bo został kolejną osobą, która zaoszczędziła 100 złotych.

Wezwanie do uiszczenia wpisu od zażalenia zostało doręczone E. K. w dniu 15 lipca 2014 r., jednak nie uczynił on zadość wezwaniu.

Najbardziej groteskowa jest jednak sprawa pana A. K. Zapłacił „wpisowe”, ale i tak stracił status skarżącego w sądzie z powodu spóźnienia się o jeden dzień! Było tak:

Zarządzeniem Przewodniczącego Wydziału II WSA w Warszawie z dnia 11 czerwca 2014 r. sygn. akt II SA/Wa 848/14 strona skarżąca została wezwana do uiszczenia wpisu sądowego od przedmiotowej skargi, w wysokości 200 zł, w terminie 7 dni, pod rygorem odrzucenia skargi. Odpis przedmiotowego zarządzenia został doręczony stronie skarżącej w dniu 25 czerwca 2014 r. (zwrotne potwierdzenie odbioru przesyłki przez dorosłego domownika w aktach sądowych sprawy). W dniu 03 lipca 2014 r. został uiszczony wpis sądowy w kwocie 200 zł w od skargi w przedmiotowej sprawie.

Zatem:

Z akt rozpoznawanej sprawy wynika, iż przesyłka zawierająca odpis zarządzenia Przewodniczącego Wydziału II WSA w Warszawie z dnia 11 czerwca 2014 r. sygn. akt II SA/Wa 848/14 o wezwaniu do uiszczenia wpisu sądowego od skargi ww. na decyzję Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych z dnia […] marca 2014 r. nr […], została doręczona stronie skarżącej w dniu 25 czerwca 2014 r. W dniu 03 lipca 2014 r. strona skarżąca uiściła wpis sądowy w kwocie 200 zł w od skargi w przedmiotowej sprawie. Zestawiając jednak datę doręczenia odpisu zarządzenia (25 czerwca 2014 r.), z datą uiszczenia wpisu sądowego (03 lipca 2014 r.), stwierdzić należy, że wpis został uiszczony z uchybieniem terminu zakreślonego przez Sąd. Ostatni dzień 7-dniowego terminu do uiszczenia wpisu upłynął z dniem 02 lipca 2014 r. Reasumując, uiszczenie przez stronę skarżącą wpisu sądowego w dniu 03 lipca 2014 r. nastąpiło po terminie na dokonanie tej czynności, co obliguje Sąd do odrzucenia skargi.

W efekcie w sprawie na placu boju zostali proboszcz ze swoim adwokatem. Niech to będzie przestrogą dla wszystkich uczestników batalii. Nie ma że urlop, nie ma że porwanie przez UFO, nie ma że dostałem neutrinem w głowę. Kto się spóźni jeden dzień tego nie ma!

Kuria kaliska ostrzega: nauka etyki powoduje apostazję

nauka etyki powoduje apostazjęZ okazji nowego roku szkolnego kuria diecezjalna w Kaliszu wydała instrukcję duszpasterską dla katechetów. Widmo prawa nareszcie zajrzało w oczy, bo przypomina w niej, że trzeba zbierać oświadczenia od rodziców, którzy życzą sobie lekcji religii dla ich dzieci. Dotychczasową powszechną praktyką było „zapisywanie” wszystkich jak leci czyli po prostu traktowanie religii jak przedmiotu obowiązkowego z oczekiwaniem, że najbardziej uparci się „wypiszą”. Przypominanie proboszczom po 22 latach (!!) od wprowadzenia rozporządzenia MEN w sprawie religii w szkołach, by „dopilnowali sprawę oświadczeń, aby z powodu ich braku nie zostało wyeliminowane nauczanie religii w placówkach oświatowych” jest z jednej strony światełkiem w tunelu, ale z drugiej – przyznaniem, że lekceważenie prawa i ludzi, które zrodziło przełomową sprawę Państwa Grzelaków w Europejskim Trybunale Praw Człowieka, było niestety normą.

Jeszcze ciekawszy jest jednak punkt drugi. Kuria uczula, że uczeń, który wybiera etykę zamiast religii popełnia – uwaga – „pisemną apostazję”. Przejmować się tym chyba nie należy, bo zgodnie z kanonem 98 KPK nieletni o apostazji mogą pomarzyć jak o alkoholu. Co w 2009 roku rozpoznał walką Maciej Walczak u samego źródła czyli w Sekretariacie KEP. Oto wolność wyboru „po KEP-owsku”: każdy uczeń ma prawo wybrać między religią a etyką, ale jeśli wybierze źle to trafi do kajetu. I nie ma „ale ja jestem niepełnoletni i chcę się tylko uczyć„. Nie, drodzy państwo – nie z Prześwietną Kurią takie numery. Tym razem całej „procedury apostazji” nie potrzeba – wystarczy chodzić na etykę. Co jest tak naprawdę fundamentem tej edukacyjnej groteski – nawet kuria w wewnętrznym dokumencie nie pisze po prostu o „niechodzeniu na religię”, ale o wyborze do którego Kościół sam zachęcał a nawet wymuszał. I tak nauka etyki została „antykatechezą”, którą od początku miała zostać. Ten wybór jest równie kuriozalny jak między językiem polskim a językiem obcym. Etyka powinna być przedmiotem obowiązkowym, tak jak w Berlinie. Przy okazji dzieci przestaną dokonywać pisemnej apostazji.

PS: Chapeau bas dla Mateusza.

patrz też: „Coraz więcej uczniów wybiera ertykę„, „To wypędzanie ludzi z Kościoła

PPS: Ależ się narobiło! Kościół szybko się z tego wycofałWystap.pl trafiło do TVN24!

Portal wystap.pl, który informuje, jak formalnie wystąpić z Kościoła, zauważa, że aktu apostazji nie może dokonać osoba niepełnoletnia, poza tym sama procedura jest skomplikowana i nie polega na złożeniu jednego oświadczenia.