15 maja 2001 roku w Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie (obecnie Uniwersytet Papieski Jana Pawła II) miało miejsce szczególne „seminarium naukowe”. Dostojnicy kościelni rozprawiali o danych osobowych w Kościele, zaproszono dostojnego gościa z Watykanu – Monsignore (obecnie biskupa) Juana Arrietę, był obecny bp Tadeusz Pieronek. I jakby na doczepkę w tym gronie pojawił się pierwszy GIODO, Ewa Kulesza. Oficjalnie z wykładem „Ochrona danych osobowych a wolność sumienia i wyznania w prawodawstwie polskim„. Dlaczego Kościół w 2001 roku interesował się ustawą o ochronie danych osobowych i jej (nie)podleganiem – i to na bardzo wysokim szczeblu, czego dowodem jest obecność i wykład Monsignore Arriety? Otóż w latach 1999-2003 we Włoszech trwała walka o „wystąpienie po włosku” czyli podleganie Kościoła tej ustawie. Sprawa była więc nie tylko aktualna, ale wręcz paląca a wydarzenia rozgrywały się tuż przy Watykanie (w siedzibie włoskiego „GIODO”). Zresztą sam zagraniczny gość w swoim wykładzie odnosił się do procesu Luciano Franceschettiego o którym (dość tendencyjna) wzmianka pojawiła się nawet w „Wiadomościach KAI” w czerwcu 2000. Nawiązał do niego bp Tadeusz Pieronek prewencyjnie przypominając GIODO jaki był wyrok. Jeszcze ciekawsza była uwaga ks. Witolda Adamczewskiego z Rady Prawnej: „(…) wydaje mi się, że kryterium powinno chyba być ustalone przez prawo wewnętrzne danego związku wyznaniowego. Oczywiście, ktoś może zeń wystąpić w sposób formalny, np. może wystąpić z Kościoła katolickiego. Kto bowiem miałby ustalać zasady takiej przynależności? Tylko prawo wewnętrzne, zgodnie z zasadą autonomii i niezależności”. A więc nie miał nic przeciwko samym wystąpieniom – chodziło tylko o zachowanie kontroli nad tym procesem. Czyli o „sakrament apostazji”. Był wizjonerem, bo cztery lata później sformalizowano to dla Roberta Prochowicza, który koniecznie chciał „wystąpić zgodnie z prawem kanonicznym” (kanclerz Grzegorz Kalwarczyk nie potrzebował do tego „Actus formalis”, które wyszło pół roku później). W ten sposób „witryny apostatyczne” od samego początku robiły to co Kościołowi było na rękę czyli aprobowały jego zasady (Prochowicz pisał nawet o „długo oczekiwanej” instrukcji KEP-u). W pewnym sensie myśl księdza Adamczewskiego z 15 maja 2001 roku przeżywa obecnie renesans, bo jak inaczej wyjaśnić dwa wyroki Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie nieuznające „samowolnego” wystąpienia z Kościoła?

  prawdziwy_powd_narady_na_PAT_w_2001.pdf (332,0 KiB, 714 hits)

Facebook Comments

Website Comments

  1. Adam
    Odpowiedz

    Ta sama Ewa Kulesza oburza się teraz jak to ACTA daje możliwości inwigilacji obywateli. Gdy to Watykan robi to przyklaskuje.

Post a comment