Udało mi się odnaleźć artykuł napisany w 1999 roku przez Jerzego Kolarzowskiego, świadka „apostazji”, która miała miejsce w warszawskiej parafii w czerwcu 1992 roku. Został złożony w archiwum redakcji „Bez Dogmatu”, wówczas nieopublikowany. Wychodzi na światło dzienne po trzynastu latach. Z tekstu wynika, że „procedurę apostazji” Kościół wyjawił zainteresowanej 13 lat przed dotychczas znanym podobnym pismem z października 2005 roku. Po drugie, Robert Binias stracił tytuł „pierwszego apostaty w Polsce”. Wiadomo także, że było dwoje świadków, substytut „czasu do namysłu” i spisywanie dowodów osobistych czyli wszystko według zasad sformalizowanych w 2008 roku przez Radę Prawną KEP (co tym bardziej potwierdza, że okólnik kardynała Herranza z 13 marca 2006 roku dla polskiego Kościoła był jedynie oficjalnym szyldem wstawionym do preambuły). W latach 90-tych takich przypadków musiało być więcej, skoro w 2001 roku ks. dr Witold Adamczewski z Rady Prawnej KEP nie widział problemu z wystąpieniem z Kościoła a jedynie podpowiadał GIODO, że jego zasady musi ustalać on sam.

Swoją drogą ciekawe, że historia staje się znana nie dzięki jej nieznanej bohaterce tylko jej świadkowi. Wymóg świadków zniósł w swojej instrukcji Metropolita Katowicki. Signum temporis?

Pożegnania

autor: Jerzy J. Kolarzowski

DECORUM

Młoda dziewczyna poznana na wydziale socjologii zwróciła się do mnie z niecodzienną prośbą. Pytała mnie, znając moje antyklerykalne poglądy, czy zechciałbym być świadkiem w momencie jej występowania z kościoła katolickiego. Okazało się, bowiem, że zasięgnęła informacji na temat możliwości skreślenia z listy osób zewidencjonowanych przez administrację kościelną jako osoba wierząca. Pisała w tej sprawie do biskupa właściwego ze względu na umiejscowienie terytorialne parafii w której jako dziecko została ochrzczona. (podkreślenie własne – MP) Swój list poparła świadectwem psychologa, który stwierdzał jej pełnię władz umysłowych i tłumaczył decyzję młodej osoby traumatycznymi doświadczeniami rodzinnymi. Te doświadczenia były stosunkowo prozaiczne, ale dla tej osoby, która zdecydowała się na ten krok ważne. Polska początku lat dziewięćdziesiątych przeżywała wiele zawirowań, które tak jak i w tym przypadku miały wpływ na osobiste losy bohaterki. Ojciec dziewczyny był człowiekiem wykształconym i oczytanym a do końca PRL-u pozostawał działaczem partyjnym średniego szczebla. Do PZPR-u wstąpił z pobudek ideowych, deklarował się jako niewierzący, co więcej uważał, że ideologia marksistowska przyniosła Polsce postęp mentalny a także – mimo niedowładu ekonomicznego – cywilizacyjny. To on motywował córkę do nauki, kupował jej książki, usiłował zaszczepić w córce przyjazne uczucia do innych narodów, zwłaszcza do narodów słowiańskich w tym i do Rosjan.

Matka dziewczyny miała wykształcenie podstawowe i trudny charakter. Pomagała mężowi utrzymać rodzinę zajmując się handlem na skalę pomiędzy hurtownią a bazarem Różyckiego. Wytykała córce, że musiała wyjść za mąż z powodu zajścia w ciążę z mężczyzną, którego nie kochała. Dla swego niespełnionego życia znajdywała pociechę w religii. Można powiedzieć, że kiedy przestawała zajmować się handlem stawała się osobą bigoteryjnie wierzącą. To co chciała swej córce przekazać – jak sama to określała – to miłość do Pana Boga, pracowitość oraz przywiązywanie wagi do pieniędzy.

Z początkiem nowego ustroju ojciec dziewczyny został bez pracy. Źle się czuł w tej sytuacji, gdyż przedtem to on był osobą organizującą wolny czas, kupował bilety do teatru, w ciągu roku odkładał na zagraniczne wakacje, a nawet jak nie było lepszego pomysłu otwierał właśnie zakupioną książkę i głośno czytał rodzinie. Matka nazywała tę sytuacje próżniactwem. W nową rzeczywistość wkroczyła z optymizmem sądząc, że wolny handel zapewni jej możliwości rozwoju i dobrobytu. Ale też w nowej sytuacji bezrobotny mąż sfrustrowany przede wszystkim swoją sytuacją, ale też „przefarbowaniem się” niektórych dawnych towarzyszy stał się jej do końca nienawistny. W domu wybuchały awantury, a kiedy się nie kłócono atmosfera była nie do zniesienia. Matka zaprzyjaźniona z jednym z księży doszła do wniosku, że powinna wziąć rozwód a ateizm i bezrobocie męża są wystarczającymi powodami usprawiedliwiającymi ją przed Bogiem i ludźmi.

W tej sytuacji młoda kobieta postanowiła w swym życiu wybrać materializm praktyczny po matce, ateizm po ojcu. Ale jak się okazało tak żyć nie potrafiła. Stąd w młodej osobie, która nie mogąc znikąd otrzymać wsparcia zrodził się bunt przeciw rodzinie, przeciw historii (ojciec pozostał dla niej autorytetem i dostarczycielem pozytywnych wspomnień z dzieciństwa) i przeciw Polsce. Po skończonych studiach planowała ewentualną emigrację.

Zanim to jednak nastąpi postanowiła zerwać, chociażby w sposób symboliczny z rzeczywistością matki. Był to czas kiedy w Warszawie miały miejsce demonstracje przeciw zakazowi przerywania ciąży, a obecność kościoła w życiu publicznym stawała się wyraziście dotkliwa zwłaszcza w kolejnych kampaniach wyborczych. Stąd decyzja, którą dziewczyna zrealizowała.

W czerwcu 1992 roku stawiliśmy się w kancelarii kościoła na Kawęczynie. Proboszcz w średnim wieku zaprosił do wysłuchania ostatniej mszy w życiu, co pod przymusem uczyniliśmy, ale siedząc na wygodnych fotelach zakrystii. Po mszy odczytał odpowiednie ustępy z prawa kanonicznego, spytał świadków to znaczy mnie i koleżankę M. do jakich należymy parafii, sporządził adnotację z dowodów osobistych całej trójki i życzył wszystkiego dobrego na drogę „bez boga”. Po jakimś czasie dziewczyna skończyła studia i wyjechała, ale jej koledzy twierdzili, że nie wiedzą czy tylko z Warszawy, czy w ogóle z Polski. (…)

IMPLIKACJE

W każdym cywilizowanym państwie przymusowa przynależność do jakiejkolwiek organizacji czy związku wyznaniowego jest prawnie zabroniona. Również w Polsce kościół katolicki powinien zmienić stosunek do osób ochrzczonych w niemowlęctwie. Nawet jeżeli chrzest niemowląt jest praktyką uświęconą tradycją nie może być zjawiskiem nieodwracalnym. Każda dorosła osoba winna być informowana o możliwości formalnego wypisania się z rejestrów kościoła katolickiego, nawet jeżeli katolicy wierzą, bo chcą tak wierzyć, że chrzest otrzymany w dzieciństwie jest symbolicznym darem na wieczność. Poza tym, jeżeli nie jest karalna we współczesnej Europie zmiana wyznania, tak samo powinno być możliwe formalne przejście z kościoła katolickiego do grupy bezwyznaniowej. (…)

Facebook Comments

Website Comments

  1. władimir ilicz lenin
    Odpowiedz

    Dobrze przysługujecie się diabłu (te wasze „ogonki” was zdradziły) więc w piekle możecie liczyć na sowitą nagrodę. Jednak diabeł tkwi w szczegółach – zapomnieliście dodać taki szczegół jak Pan, któremu służycie w Ameryce! A byłoby ciekawie.
    W Imię Ojca i Syna i Ducha Świetego. Amen!

    ADMIN: Poprawiono znaczne ilości błędów stylistycznych i interpunkcyjnych, co raczej nie zaskakuje. I od kiedy to w piekle się wynagradza, hę?

Post a comment