Rozpoczęła się sprawa, która może stanowić precedens w skali całej Unii Europejskiej (nie znam podobnej sprawy nigdzie na świecie). Jeden z „formalnych apostatów” postanowił domagać się usunięcia danych osobowych, ale nie z księgi chrztów tylko z programu komputerowego, jakim dysponuje każda parafia. Teraz tzw. piłka jest po stronie proboszcza Edwarda Chmiela.

Jak wyglądają takie programy można zobaczyć tutaj a jakie korzyści daje ich przetwarzanie – tutaj. Prawo mówi, że przetwarzanie danych wrażliwych jest dopuszczalne jeżeli „jest to niezbędne do wykonania statutowych zadań kościołów i innych związków wyznaniowych, stowarzyszeń, fundacji lub innych niezarobkowych organizacji lub instytucji o celach politycznych, naukowych, religijnych, filozoficznych lub związkowych, pod warunkiem, że przetwarzanie danych dotyczy wyłącznie członków tych organizacji lub instytucji albo osób utrzymujących z nimi stałe kontakty w związku z ich działalnością i zapewnione są pełne gwarancje ochrony przetwarzanych danych” (art. 27 ust. 2 pkt 4 ustawy o ochronie danych osobowych).

W 2008 roku hiszpański Sąd Najwyższy oddalił wniosek o usunięcie danych z księgi chrztu, twierdząc, że proboszczowskie kartki stanowią „jedynie akumulację informacji”, której nie sposób przeszukiwać pod jakimkolwiek kryterium (z tego powodu rząd Jose Zapatero planował wprowadzić to prawo ustawą o wolności religijnej). Sprawa, która się zaczęła usuwa ten problem gdyż nie ma wątpliwości co do tego, że komputerowe bazy danych zawierają… dane.