Jarosław Milewczyk
przewodniczący okręgu gdyńsko-słupskiego
Ruchu Palikota
chce sprzedać swoją duszę i apostazja.pl

Po serii klęsk, niepowodzeń i goli do własnej bramki eufemistycznie nazywane „środowisko polskich apostatów” – czy raczej katolicka sekta „Kościół Apostazji pod wezwaniem Józefa Piłsudskiego” – samo się unicestwiło. Ruch Palikota wyszedł na aliansie z nim jak Zabłocki na mydle – nie ma komu „pomagać wystąpić z Kościoła” (z którego zresztą nikt z nich nie wystąpił w żadnym znaczeniu), nie było i nie ma żadnej ogólnopolskiej instrukcji Episkopatu Polski o „apostazji”, nie ma zapowiedzianego stowarzyszenia ani nawet zapowiedzianej książki, forum internetowe świeci pustkami, ISKK zakończył kilka lat gadania o setkach tysięcy apostatów jednym slajdem, „Gość Niedzielny” opublikował wnikliwą analizę krytyczną a „Fronda” sprowadziła ich na ziemię nazywając całość „grupką działacza Ruchu Palikota„. Co było o tyle słuszne, że według nich samych (!) przez forum przewinęło się aż 61 „apostatów”. Skończyło się to jedną wielką kompromitacją przed którą od lutego 2011 wielokrotnie ostrzegaliśmy: w połowie października 2012 domena apostazja.pl została wystawiona na sprzedaż. Chyba nikt jej nie chciał kupić, bo pozostała w rękach Jarosława Milewczyka tylko zamiast swojego dziecka trzyma już guano. apostazja.pl na sprzedażW listopadzie usunięto wreszcie konta fikcyjnych użytkowników. Po tym remanencie liczba zarejestrowanych użytkowników, która jeszcze w sierpniu wynosiła 4444, spadła o 3/4. To co jest to kilka tysięcy oszukańczych i żonglujących językiem polskim zaświadczeń dla „poddanych Kościoła”, wydanych z dobrej woli „Prześwietnych Kurii”, którymi biskupi – zresztą na prośbę trzech Ojców-Założycieli Apostazji Kanonicznej – umacniali swoje państwo w państwie niepodlegające polskiemu prawu. 26 października 2012 roku Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie wydał precedensowy wyrok, że te papierki – o które „kandydaci na apostatów” całymi miesiącami walczyli w Prześwietnych Kuriach – i propozycje Rady Prawnej KEP dla biskupów, ujawnione 29 września 2008 roku na stronie internetowej Episkopatu Polski, nie mają żadnego znaczenia. Czyli „apostaci KEP-owscy” są nadal katolikami, bo nie przeszli przez test „i 3”. To koniec, po prostu dawno przepowiedziane game over. „Zawodowi apostaci” utopili się jak szczury w beczce do której sami weszli i za żadne skarby nie chcieli z niej wyjść, kiedy ich ratowaliśmy. Tak się kończy freudowsko zdradzone w grudniu 2010 roku marzenie o „kontrolowaniu wszystkiego i pociąganiu za wszystkie sznurki” i wejściu dzięki temu na salony władzy. Oto 10 powodów, które do tego doprowadziły.

1) klęska na własnym polu – brak dowodu, że ktokolwiek wystąpił z Kościoła

Tuż przed „355 Tygodniem Apostazji” (skromnie liczonym przez organizatorów tej hucpy jako drugi) publicznie przyrzekłem (!) 1000 euro (!!!) każdemu, kto udowodni, że wystąpił z Kościoła. Byłem nawet tak wielkoduszny, że nie ograniczyłem oferty do prawa świeckiego, ale włączyłem prawo kanoniczne (na którym rzekomo opiera się „instrukcja KEPu o apostazji„)! Wszystko co należało zrobić to przedstawić wyrok dowolnego sądu na całym świecie (sic!) albo potwierdzenie od dowolnego biskupa katolickiego lub doktora prawa kanonicznego na całym świecie (!), że nie podlega się prawu kanonicznemu. Gdyby twierdzenie o „wystąpieniu z Kościoła zgodnie z prawem kanonicznym” miało jakikolwiek sens, skrzynka Wystap.pl zostałaby zalana tysiącami emaili od apostatów przedstawiających dowody i domagających się pieniędzy. Tymczasem do dzisiaj nie przyszło ani jedno zgłoszenie. Ani jedno. Stan wyzwania jest taki, że droga sądowa apostatom odpada, bo żaden nie wie jak się do niej zabrać a nawet gdyby wiedział to nie chce się ośmieszyć przegraniem procesu. A „kanoniczna” odpada, bo… sami podkreślają, że Kościół nie uznaje formalnego wystąpienia. Czyli całe to gadanie o wystąpieniu z Kościoła jest fantasmagorią. Trudno nawet wyrazić słowami skalę kompromitacji tych maniaków religijnych i Ruchu Palikota, który ich popiera(ł)… 24 czerwca we wpisie „Żaden „apostata” w Polsce nie ma dowodu, że wystąpił z Kościoła” można więc było podsumować cały ten siedmioletni amok:

Ponad 70 tysięcy postów (głównie o apostazji), 4392 użytkowników, 1790 wątków (w tym 75 “tajnych” w dziale Mod), 1435 “społecznych świadków apostazji (żeby przebrnąć przez wirtualną “instrukcję KEPu”), “Tygodnie Apostazji”, “dyżury apostatyczne” w biurach poselskich, konferencje prasowe, “celebryci nagrzani, by dokonać apostazji“, wywiady, patronat Józefa Piłsudskiegolist do Ojca Świętego – i po siedmiu latach tego wszystkiego ani śladu dowodu, że ktoś wystąpił z Kościoła! Przecież to albo katolicka sekta albo rekord Guinnessa w dziecinadzie!

2) zmiażdżenie przez ISKK i wynikające z tego kpiny

Żeby „środowisko apostatów” się liczyło musiało być duże. Żeby było duże musiały być setki tysięcy apostatów. Żeby były setki tysięcy apostatów trzeba było mówić, że już są. To uroczo proste rozumowanie leżało u podstaw mitu, który admini apostazja.pl przedstawiali publicznie przy każdej nadarzającej się okazji. Szczegółowo omówiono to we wpisie „W ciągu pół roku ubyło w Polsce 300 tys. apostatów („szacunkowo”)” z 17 września 2011 roku. Tak, tak – to samo pół miliona apostatów o którym pisały „Fakty i Mity, kilka miesięcy później zaczęło nagle znikać! Już we wrześniu 2011 ocenialiśmy, że wszystkich „formalnych apostatów” w całej Polsce jest nie więcej niż 10 tysięcy – i tradycyjnie mieliśmy rację. Oto co Jarosław Milewczyk napisał 22 sierpnia 2011 roku.

W roku 2005 wymyśliłem i uruchomiłem witrynę apostazja.pl, w której poinformowałem publicznie jako pierwszy w Polsce, że można formalnie zerwać związki z Kościołem rzymskokatolickim.

Już to jest bezczelnym kłamstwem, bo wszedł po prostu w temat, który już istniał, z całą terminologią eklezjalną. Nawet jeśli pominąć około 120 lat przed 1989 rokiem w tym wystąpienia chociażby w Krakowie na podstawie ustawy austriackiej z 1868 roku (temat do tej pory zupełnie nieznany!), okres II RP (w tym sprawa rubryki o wyznaniu w dowodach osobistych, podniesiona w czerwcu 1927 roku przez Jana Baudouin de Courtenaypo czym ją zniesiono) oraz to, że w PRL „zdarzało się, że ludzie – aparatczycy bolszewiccy – zwracali się do swoich parafii z żądaniem skreślenia ich z ksiąg chrzcielnych” to i tak Jerzy Kolarzowski wyprzedził go o ponad sześć lat. Jego notatka z 1999 roku, napisana na podstawie listu władz kościelnych i pierwszej znanej „formalnej apostazji” w III RP z 1992 rokuwielokrotnie później pojawiała się w różnych miejscach polskiego Internetu. Prapoczątkiem zorganizowanej akcji było hasło w biuletynie serwisu Racjonalista.pl „Skończmy ze sztucznym pompowaniem kościelnych statystyk” w październiku 2003 roku. Przemysław Piela przed powstaniem apostazja.pl ostrożnie szacował: „‚w Polsce odnotowuje się do stu apostazji rocznie na diecezję, wyjątkiem jest wspomniana już diecezja gliwicka„. Jego cieszący się dużą popularnością artykuł „Apostazja – namiastka wolności” pojawił się na Ateista.pl 15 października 2005 roku. Apostazja.pl została założona 18 listopada 2005 roku czyli już jako praktyczna realizacja tej programowej idei. Co ciekawe 15 października 2005 roku użytkowniczka Ateista.pl „Czarna 87” zadzwoniła do proboszcza i on sam jej podyktował (!) lakoniczną formułkę o wystąpieniu z powołaniem się na art. 53 Konstytucji RP. Widocznie z powodu braku „witryn apostatycznych” nie wiedział jeszcze, że trzeba się w to bawić przez rok „zgodnie z prawem kanonicznym„…

Dzięki mnie nie mniej niż milion Polaków i Polek dowiedziało się o możliwości formalnego wystąpienia z Kościoła. Setki tysięcy osób dokonało formalnej apostazji a tylko polski Kościół rzymskokatolicki ustami ks. Klocha, rzecznika Episkopatu głosi, że apostazja jest marginalnym zjawiskiem. Uważam, że to kłamstwo a po dziś dzień nawet media katolickie nie mają wglądu w dane, którymi dysponuje wyłącznie KK i które skrzętnie skrywa przed opinią publiczną.

Krótko mówiąc – identycznie jak to było z „procedurą apostazji”, Milewczyk ciągnął za szufladę tak długo aż się niestety dla niego otworzyła i okazało się, że wszystkich apostatów w Polsce nie wystarczy do wybrania go na posła. Kościół stracił cierpliwość i 28 czerwca 2012 roku oficjalnie ogłosił, że w 2010 roku takich „formalnych apostazji” było… 459. Kilka lat propagandy „ilościowej” poszło do kosza tylko dzięki temu, że Milewczyk doczekał się danych, których sam się domagał. Gość Niedzielny” mógł więc z czystym sumieniem ich ośmieszyć, co też i zrobił.

No i stało się. Przyszli nowi mesjasze, którzy pragną uwolnić uciemiężony naród od religijnego przymusu. Ledwo się pojawili, a już zaczęli krzyczeć, że apostazja nas wyzwoli, łańcuchy nałożone przez Kościół pękną, a kajdany opadną z poranionych średniowiecznym zabobonem rąk. Wystarczy tylko „wypisać się” z Kościoła. Jak tego dokonać, wyzwoliciele informują na swoich stronach internetowych, aby Polacy nie musieli umierać jako katolicy przez zwykłą niewiedzę. (…) Czciciele bogini Apostazji głoszą, że ich pani już od kilku lat błogosławi Polsce. Wypisują na forach i wykrzykują na wiecach, że coraz więcej naszych braci i sióstr zrzuciło pęta i porozcinało kościelne powrozy, za które ciągnęli nas przez ostatnie tysiąc lat wredni purpuraci. Jakże bolesne wobec tego były dla nich opublikowane niedawno przez Instytut Statystyki Kościoła Katolickiego dane, odnoszące się do praktyk religijnych Polaków. (…) Policzkiem wymierzonym w twarz nowej bogini była informacja o liczbie apostazji, jakie miały miejsce w 2010 r. Otóż w całym kraju, na jakieś 32 mln ochrzczonych, formalnie z Kościołem rozstało się 459 osób. Prorocy obiecywali, miało być masowe wyzwolenie i co? I nic!

Robert Prochowicz mógł już tylko podważać te „przełomowe” (sic!) dane, które wreszcie dostali i pisać, że jego zdaniem z Kościoła występuje co roku nie 0,001% wiernych, ale aż 0,003%.

3) wyrywanie z kontekstu czyli taktyka kreacjonistów i homeopatów (!)

W maju na stronie głównej Wystap.pl pojawiło się wreszcie wielkimi literami, że „organizatorzy Tygodnia Apostazji” są poddanymi Kościoła. To była trudna decyzja, ale skoro nadal odmawiając jakiejkolwiek dyskusji propagowali nieznany nigdzie na świecie poza Polską „sakrament apostazji” do którego sami doprowadzili – i to podczas „ogólnopolskiej akcji (dez)informacyjnej” – to nie zostawili innego sposobu, by pokazać kłamstwo i pustkę ich działania. Mariusz Gawlik z racjonalista.pl nie mógł temu zaprzeczyć więc postanowił problem obejść i „udowodnić”, że to nieprawda pytając Episkopat Polski czy uznaje formalne wystąpienie. Zrobił to dziesięć lat (!!!) po tym jak jako pierwszy w Polsce postawił znak równości między apostazją a wystąpieniem z Kościoła. W czerwcu 2002 roku (!!!) zmienił bowiem tytuł notatki Jerzego Kolarzowskiego „Prawa wolnomyśliciela czyli jak wystąpić z kościoła katolickiego?” na „Apostazja czyli wystąpienie z Kościoła„, co CAŁKOWICIE zmieniło jej sens. Podał także pierwszego „gotowca” takiego „aktu apostazji” i we wrześniu 2003 roku skorzystał z niego Andrzej Grząśko z Jastrzębia Zdroju. DZIESIĘĆ LAT! Tyle mu zajęło zapytanie Kościoła czy uznaje formalne wystąpienie po ogłoszeniu, że tak. Jednocześnie przyznał oczywiście, że świadectwa chrztów i sama „instrukcja KEPu o apostazji” nie są żadnymi dowodami.

W odpowiedzi otrzymał emaila z Biura Prasowego KEP (czyli de facto od rzecznika prasowego KEPu ks. Józefa Klocha, który pilnuje żeby żaden duchowny nie głosił jakichś nieautoryzowanych herezji). 13 stycznia ks. Kloch powiedział KAI: „Wypowiedź ks. prof. Walencika o nieważności instrukcji o „Zasadach postępowania w sprawie formalnego aktu wystąpienia z Kościoła” jest jedną z opinii, znam też inną„. I właśnie „tę inną” czyli swoją Biuro Prasowe wespół z Radą Prawną wysłało Mariuszowi Gawlikowi, wiedząc, że ją opublikuje jako – co najmniej – oficjalne stanowisko Episkopatu Polski. Jest to na pewno ważnym dowodem na cokolwiek. 😀

Ks. Andrzej Maćkowski w odpowiedzi dał Panu Bogu świeczkę i Gawlikowi ogarek, a jednoznacznie i tak nie odpowiedział, bo nie mógł. Nazwał karę ekskomuniki “administracyjnym przerwaniem więzi członkowskiej” tylko po to żeby trochę niżej przyznać, że to “swoiste zawieszenie w ramach życia Kościoła“. Schował pod dywan doktrynę semel catholicus semper catholicus, którą w styczniu przypomniał jego kolega z Rady Prawnej KEP (!) ks. Piotr Majer. Oparł się na książce Pasquale Colella, „La libertà religiosa nell’ordinamento canonico” (wydanie 3, wyd. Jovene, ISBN 88-243-1318-3, rozdział 4 podrozdziały 1 i 3) gdzie autor zawarł mocną krytykę tej zasady na gruncie tez 2 i 3 deklaracji o wolności religijnej “Dignitatis humanae”. Sęk w tym, że Pasquale Colella postuluje zmianę kanonu 11 KPK (nie był nim zachwycony także ks. prof. Remigiusz Sobański) a ksiądz Maćkowski tę „opinię jednego z naukowców” – mówiąc księdzem Klochem – przedstawił jako doktrynę Kościoła. Colella nie twierdzi, że Kościół uznaje formalne wystąpienie – bo wie, że nie – tylko uważa, że nadszedł czas aby uznał. Poza tym ks. Maćkowski ominął znany sobie fakt, że Kościół wprost i jednoznacznie odrzucił formalne wystąpienie w 1981 roku czyli 15 lat PO „Dignitatis humanae” – i koniec; Roma locuta, causa finita. Na bezrybiu jednak i rak ryba więc Mariusz Gawlik wybrał z całego emaila cztery słowa, które mu odpowiadały czyli zniżył się do taktyki kreacjonistów i homeopatów zwanej „quote mining„. Dokładnie całe twierdzenie „środowiska ponad pół miliona polskich apostatów„, że wystąpili z Kościoła, opiera się post factum (!) na tych wyciągniętych z kontekstu czterech i tak dwuznacznych słowach w jednym nieuczciwym emailu kanonisty, który gołym okiem widać, że lawiruje. 

Oczywiście, Ojcowie-Założyciele Apostazji Kanonicznej mogą nie podlegać prawu kanonicznemu i być może nawet nie podlegają. Kościół w swej mądrości od czasów Dekretu Gracjana bardzo jasno przewiduje to w jednym przypadku – jeśli ktoś jest umysłowo chory (obecnie w kanonie 11 KPK – „Legibus mere ecclesiasticis tenentur baptizati in Ecclesia catholica vel in eandem recepti, quique sufficienti rationis usu gaudent et (…)„). Jeśli ktoś twierdzi, że „wystąpił z Kościoła zgodnie z prawem kanonicznym” to mówi po prostu, że jest umysłowo chory. W takim wypadku nie zostaje nic innego niż się z nim zgodzić.

Co ciekawe, Robert Prochowicz w listopadzie 2011 roku otrzymał odpowiedź w tej samej sprawie z kurii białostockiej, ale nie chce jej upublicznić, bo stoi tam dostatecznie jasno, że Kościół formalnego wystąpienia nie uznaje. A skoro za wszelką cenę apostaci muszą twierdzić, że Kościół je uznaje (bo inaczej nie mieliby racji bytu) to powtarza propagandę Mariusza Gawlika a odpowiedź o którą sam wystąpił do arcybiskupa Edwarda Ozorowskiego poszła na dno szuflady jako nieprzydatna. Desperacja „zawodowych apostatów” jest już tak wielka, że choćby sam Ojciec Święty (do którego zresztą pisali) odpowiedział, że Kościół nie uznaje formalnego wystąpienia to by nie usłyszeli, ale z i tak już mętnego emaila zawsze mogą wyłuskać kilka dwuznacznych słów, które zinterpretują po swojemu.

4) podział na dwie frakcje

5 lutego 2011 roku Robert Prochowicz zamieścił na swojej stronie wpis „Sąd nie może orzekać w sprawie przynależności do kościołów„. Jego jedynym argumentem była kuriozalna sprawa wykluczonego Świadka Jehowy, który domagał się od Towarzystwa Strażnica przyjęcia go z powrotem. Clue zawarł w dwóch zdaniach: „Sprawa ta dotyczyła kwestii sprzeciwu wobec usunięcia ze związku wyznaniowego, a więc czegoś odwrotnego do apostazji. Można jednak przypuszczać, że i w sprawie niezgody na „nieusunięcie” wyrok byłby identyczny„. Nomen omen wygrzebał ją Marcin Krzemiński z Kancelarii Prawa Kanonicznego „Kanonista” w sierpniu 2010 roku, bo nie wiedział o postanowieniu Sądu Okręgowego w Olsztynie z 27 marca 2006 roku w sprawie I C 634/05, które idealnie pasowało do jego tezy. Prochowicz potwierdzał więc swoją rolę Wunderwaffe KEPu – a wręcz megafonu kanonisty – i sekundował GIODO w rozpoczętym umarzaniu skarg na proboszczów. Tym niemniej takie było oficjalne stanowisko (teoretycznie jego, ale w praktyce całego „środowiska”, które i tak reprezentuje on, Jarosław Milewczyk i Mariusz Gawlik). W czerwcu 2012 roku nastąpił jednak podział na „frakcję Prochowicza” i „frakcję Wolfa” po tym jak kilku użytkowników forum apostazja.pl wymyśliło, że „sąd uzna” ich akty apostazji. Nie wiadomo kiedy, komu i za co, bo przegraliby nawet sprawę o sikanie, ale to kwestia poboczna. Nastąpił podział na wierzących, że „sąd uzna” i przekonanych, że „sąd nie uzna”. Co ciekawe sami go nawet nie zauważyli.

5) używanie kościelnego języka

To, że „apostazja” jest terminem i wewnętrzną sprawą Kościoła było punktem wyjścia wystap.pl od samego początku (zob. FAQ pkt 12). Poświęciłem temu zagadnieniu dużą część programowego artykułu „Występowanie z Kościoła w Polsce czyli jak pokonać Cerbera z rękoma w gipsie„. Temat wracał jeszcze kilkukrotnie („Archanioł Szatan pierwszym apostatą„, 21 lipca 2011 czy  „“Washington Post” ostrzega przed przejęciem języka przez religie„, 29 grudnia 2011). W II RP ruch laicki używał zrozumiałego i polskiego słowa „wystąpienie”. W tym znaczeniu użył go np. Jan Baudouin de Courtenay („apostazji” nie było ani razu, po prostu dlatego, że nie było takiego słowa!). Robert Prochowicz próbuje z niego zrobić „wybitnego apostatę, czemu on sam by gwałtownie zaprzeczył i co ma dokładnie taki sam sens jak nazywanie Marcina Lutra „wybitnym heretykiem”. Wykazaliśmy także, że sam Kościół nie stworzył nowego rzeczownika poprzez transliterację z greki i w „Encyklopedji kościelnej…” z 1891 roku wyjaśniono polski odpowiednik „odstępstwo” (a więc to Kościół dostosował się do polszczyzny; Ojcowie-Założyciele Apostazji Kanonicznej dostosowali się do Kościoła). Słusznie z dwóch powodów. Po pierwsze, do dzisiaj transliteracji „apostazja” nie ma w ŻADNYM polskim tłumaczeniu Biblii. Od samego początku w 2 Tes 2, 3 – jednym z dwóch wersów gdzie znajduje się to słowo w Nowym Testamencie – jest „odstąpienie” i tak podają Biblia Krakowska (1561), Biblia Brzeska (1563) i Biblia Gdańska (1632). Po drugie, drogę przetłumaczenia przyjęto także w innych krajach, m.in. w Niemczech. Sam Marcin Luter przetłumaczył to jako „der Abfall” i tak jest to używane w przekładach niemieckich do dzisiaj. Kropką nad „i” jest używany przez polski Kościół przydomek „Juljan Odstępca” (w 1875 roku napisano nawet tragedię pod tym tytułem). Dopiero niedawno został „Julianem Apostatą„, co zapoczątkował Mariusz Gawlik. A więc, co kluczowe – „apostazja” nie jest biblizmem. Trzech panów nie pytając nikogo o zdanie przeprowadziło operację zmiany języka i zamieniło przedwojenne „wystąpienie” na kościelną a wręcz kanoniczną „apostazję”, oddając wolność religijną Polaków w ręce Prześwietnych Kurii. To był majsterszyk unieważnienia języka czego nie załatwiono Konkordatem to dokończyła sekta apostatów. Nic dziwnego, że ten dar Kościół postanowił przyjąć a potem jeszcze przez długi czas bawił się z nimi w kotka i myszkę. Rzecznik prasowy KEP ks. Józef Kloch wziął nawet udział w dyskusji z Mariuszem Gawlikiem w TOK FM po ujawnieniu Świętej Instrukcji Apostatycznej gdzie broniąc jej jednocześnie wyznaczył role w tej sztuce: wy na nas szczekacie, my was wypuszczamy a Państwo umywa ręce. I wszyscy to zaakceptowali.

Także Jerzy Kolarzowski, który napisał bodaj pierwszy po 1989 roku artykuł na ten temat, nie użył słowa „apostazja”. Pojawił się nie później niż w październiku 1999 roku na stronie internetowej Towarzystwa Humanistycznego pod tytułem „Prawa wolnomyśliciela czyli jak wystąpić z kościoła katolickiego?„. „Apostazji” w nim nie ma – jest „wystąpienie”, „osoba występująca”! Pojawił się w czerwcu 2002 na racjonalista.pl pod zmienionym tytułemApostazja czyli wystąpienie z Kościoła” i było to pierwsze w Polsce użycie tego słowa w tym znaczeniu. Jego genezy trzeba szukać gdzie indziej… „Jarosław Milewczyk (…) o możliwości dokonania apostazji dowiedział się od protestantów. Potem porozmawiał z ludźmi, którzy znają Kodeks Prawa Kanonicznego, i postanowił sformalizować stan faktyczny” – ustaliła Joanna Podgórska z „Polityki”. Potwierdził to zresztą w rozmowie z KAI w październiku 2007 roku: „W pewnym momencie sam szukałem możliwości wystąpienia z Kościoła katolickiego w oparciu o Kodeks Prawa Kanonicznego. Dostęp do tych informacji był bardzo ograniczony. Gdy po wielu wysiłkach [siedmiu miesiącach starań – MP] udało mi się skutecznie dokonać aktu apostazji, postanowiłem podzielić się zebranymi już przeze mnie informacjami”. Tę samą drogę przeszedł Robert Prochowicz, który chciał nawet zapłacić kanonistom za poradę „jak wystąpić z Kościoła zgodnie z prawem kanonicznym” a 21 września 2005 roku pytał kanclerza kurii warszawskiej: „W takim razie do którego Wydziału powinienem się zwrócić z pytaniem o to jak wygląda od strony formalnej procedura apostazji czyli wystąpienia ze wspólnoty wiernych?”. 

Już po siedmiu latach (i dwóch od zakwestionowania tego słowa przez Wystap.pl) problem dostrzegli sami „zawodowi apostaci”. Okazuje się, że chcą apostazji, ale nie apostazji czyli mówiąc „apostazja” mają na myśli to co sami sobie wymyślili, że jest apostazją a nie to czym ona jest. „To tak jakby nazywać skrzynię biegów wałem korbowym i mieć pretensje do mechaników, że nie chcą używać nowego, współczesnego znaczenia” – skomentował niedawno jeden z naszych członków. Nazywając rzecz po imieniu: trzej Ojcowie-Założyciele Apostazji Kanonicznej sztucznie wypromowali starożytne greckie słowo ἀποστασία użyte dwukrotnie w Nowym Testamencie (a także wcześniej) i jeden z nich wreszcie zadał sobie pytanie co ono oznacza. I sam sobie odpowiedział, że oznacza „fidei christianae ex toto repudiatio„, jak definiuje to Kościół w kanonie 751 KPK (polskie tłumaczenie: „całkowite porzucenie wiary chrześcijańskiej„), ale oni wprowadzili „nowe, współczesne znaczenie” więc teraz są dwa. A raczej trzy, bo przecież ἀποστασία o której pisał apostoł Paweł nie znaczyła „fidei christianae ex toto repudiatio„, które to – właśnie nowe i współczesne – znaczenie pojawiło się w XVII wieku (przy wybitnym wkładzie kardynała Lugo). Apostoł pisał po prostu językiem zrozumiałym dla chrześcijan w Salonikach. Na marginesie mówiąc, ἀποστασία w znaczeniu polskiego „odstępstwo” jest nadal w potocznym użyciu w języku greckim, co może potwierdzić każdy Grek. Między innymi grecki kryzys polityczny nazwano „apostazją 1965 roku„. Kodeks pio-benedyktyński z 1917 roku wielokrotnie wspomina o apostazji (kanony 644-646, 751, 985 i dalsze), ale bez podawania formalnej definicji.

Paradoksalnie więc to Jan Paweł II zakończył tworzenie tego „nowego, współczesnego znaczenia„, o którym pisze Robert Prochowicz, i to niecałe 30 lat temu! W języku polskim „apostazja” pojawiła się oficjalnie w 1984 roku, tj. po wydaniu przetłumaczonego Kodeksu Prawa Kanonicznego przez Pallottinum gdzie wreszcie dokonano transliteracji zlatynizowanego „apostasia”. Kariera „apostazji czyli wystąpienia ze wspólnoty wiernych” wzięła się tylko i wyłącznie z błędnego zrozumienia nowego w języku polskim, bo zaledwie 20-letnego, pojęcia kanonistów – i to w dodatku wbrew ustalonej przedwojennej konwencji językowej. Doprowadziło to do zamętu, który trafił niczym bumerang Radę Prawną KEP. „W prowadzonych pracach myśli się również o zmianach terminologii, aby język zastosowany w tym dokumencie był bardziej odpowiadający wielowiekowej tradycji kanonistycznej, która raczej operowała terminem apostazji w miejscu terminu formalnego aktu wystąpienia z Kościoła katolickiego” – napisał w styczniowym oświadczeniu jej sekretarz. Jedyny sposób na wyjście z tego obustronnego (!) pogubienia to nie udawać Greków i wzajemnie powrócić do „swojego” nazewnictwa: niewierzący do polskiego „wystąpienia” a Kościół do „apostazji”. Tym bardziej, że i tak używa tego słowa w dwóch znaczeniach – pierwotnym (Pawłowym – greckim) i współczesnym (kanonicznym – łacińskim).

6) chamstwo, wulgarność, mitomania i cenzura

Oględnie mówiąc, forumowicze apostazja.pl nigdy nie byli wzorem kindersztuby (zob. „Szczeniackie zagrywki przy “apostazji”„, 18 luty 2011; „Dawid i Goliat jako postacie eucharystyczne„, 9 listopada 2011). Na forum tolerowany jest bardzo dosadny język, który niestety często bywa przenoszony na rozmowy z duchownymi. Jego właściciel Jarosław Milewczyk napisał na początku maja 2010 roku: „Dziwi mnie, że Maciej śmieje się z naszego listu do B16, nie rozumie języka dyplomacji? Napluliśmy w mordy paru osobom, dyplomatycznie i grzecznie, ale widać ktoś jak Maciej tego w stanie nie będzie zrozumieć”. Z kontekstu wynika, że napluli w mordy polskim biskupom a teraz sytuacja się odwróciła. 😀 17 lutego 2011 napisał w wewnętrznym (dostępnym tylko moderatorom) wątku „Palikot”: „palantów Psyka i spółkę zostawić samym sobie, i tak się zbłaźnią„. Prochowicz bronił tych wpadek językiem „niepublicznej dyskusji i byłaby to linia obrony gdyby nie to, że admin apostazja.pl potrafi publicznie napisać pod adresem arcybiskupów Michalika i Budzika „ośmieszajcie się dalej katabasy„, o „swojej parszywej i znienawidzonej przez episkopat mordzie” czy chwalić się prowokacyjnym zdjęciem w kaplicy sejmowej. Szczytem była jednak seria prymitywnych antykatolickich filmików, których był „scenarzystą i reżyserem„, od których odciął się nawet rzecznik prasowy Ruchu Palikota poseł Andrzej Rozenek. Jaki pan taki kram – fantazje o „zajebaniu batmana w mordę” pojawiały się z uderzającą regularnością i nigdy nie były moderowane czy tonowane. Zbiór postów stanowiących mowę nienawiści poniżej:

  Apostaci_i_ich_mowa_nienawici.pdf (536,8 KiB, 843 hits)

Odwrotną stroną medalu jest mitomania, która osiągnęła rozmiary choroby zawodowej. Zaczęło się od pół miliona apostatów, która to liczba okazała się być przemnożona przez sto. Nie pojawił się chyba u nikogo znak zapytania jak to możliwe, że podczas gdy – według nich – mniej liczni Świadkowie Jehowy swoje zjazdy organizują na stadionach, w „Ogólnopolskich Zjazdach Apostatów” brało udział 20-30 osób (co dodatkowo pokazuje potencjał definiowania się przez to, że się kimś nie jest – „apostata” właśnie „nie jest” a nie „jest” więc cały „ruch apostazji” był oparty na „niebyciu”). W październiku 2008 roku Jarosław Milewczyk „miał poczucie, graniczące z pewnością, że nową instrukcję episkopatu Polski dot. apostazji można zaskarżyć przed polskim Sądem” (pisownia oryginalna). Bicie piany na ten temat i wzajemne zapewnienia o walce do upadłego trwały przez tydzień aż 13 października kubeł zimnej wody wylał występujący gościnnie 2LH2O:

Pomysł jest absurdalny. Każdy polski sąd, bez względu na instancję, z miejsca oddali wasz pozew. Polskie sądy nie zajmują się bowiem orzekaniem w sprawach dotyczących prawa wyznaniowego – sprawy takie rozpatrują we własnym zakresie same związki wyznaniowe. Zgodnie bowiem z konstytucyjną zasadą wolności sumienia i wyznania (tak, tak drodzy apostaci – tą samą na którą tak bardzo lubicie się powoływać) prawo kanoniczne i prawo państwowe to niezachodzące na siebie autonomiczne systemy. Równie dobrze moglibyście zaskarżyć Kościół Katolicki za to, że nie udziela rozwodów a co najwyżej małżeństwo unieważnia. Albo np. władze wspólnoty Świadków Jehowy za to, że zabraniają swoim wiernym pić alkoholu. Jeśli macie pod dostatkiem czasu i pieniędzy, a przy tym lubicie robić z siebie publicznie błaznów to oczywiście możecie się procesować do woli biegając ze sprawą nawet po międzynarodowych trybunałach. Więcej niż w polskich sądach i tak nie zdziałacie.

Tak samo było z realizacją jego kolejnego pomysłu. Paweł Gliński w dwumiesięczniku „Czas kultury” nr 2/2010 zapowiedział jego książkę o apostazji. Nie ma jej do dzisiaj. Mariusz „Agnosiewicz” Gawlik 17 września 2010 określił jako cel apostatów „naciski na Watykan w celu uchylenia utrudniających regulacji polskich biskupów” – plan pokazujący mentalność chłopa pańszczyźnianego a do tego o rozmachu godnym samego Andropowa. Apostaci rozważali pozew zbiorowy przeciwko Episkopatowi Polski (!) a jeden chciał nawet za „instrukcję KEPu o apostazji” zaskarżyć Watykan do Strasburga czyli niechcący zapisał Ojca Świętego do Rady Europy… Palma pierwszeństwa przypada jednak Jarosławowi Milewczykowi, który – skoro nie mógł się pochwalić ani książką o apostazji ani walką z dokumentem KEP w sądzie – ogłosił, że występowanie z Kościoła w Polsce zaczyna się od niego, biorąc tym w nawias ponad sto lat historii – i jednocześnie odgradzając się od niej. To, że użytkownik yyyy sam sobie wymyślił rozmowę z ks. Józefem Klochem, którą potem omawiano w wątku „Stanowisko KEP” wygląda przy tym dość niewinnie. Nie powstało „stowarzyszenie apostatów”, które było pobożnym życzeniem podetkniętym Onetowi przez niezmordowanego Roberta Prochowicza (tu mają problem – stowarzyszenia mają świeckie cele a „zawodowi apostaci” pomagają „kandydatom na apostatów” przebrnąć przez prawo kościelne, w dodatku nieistniejące). Humorystycznie wyglądają także skargi do kurii na to, że proboszczowie ich unikają (do czego z reguły sami doprowadzają prymitywnym zachowaniem). Dla nich to chyba jedyny sposób żeby porozmawiać z kimś ważnym a tym samym samemu nabrać ważności. Pewien kanclerz kurii po wysłuchaniu takiego delikwenta (który w kancelarii parafialnej porównał chrzest do „zapisania do organizacji terrorystycznej) powiedział po prostu: „Ja bym sobie dał spokój„. Mężczyzna (nick MichałLbl) twierdzi, że ze swoim „problemem” dotarł do samego biskupa, co niewątpliwie byłoby większym osiągnięciem niż samo „dokonanie apostazji”.

Działalność na takim poziomie prowadzi do obrony przez cenzurę, gdy pojawia się krytyka. Naturalną reakcją na podważenie dogmatów Kościoła Apostazji było „banowanie” czyli blokada konta użytkownika. Krótko przed powstaniem wystap.pl spotkało to użytkownika Michal.Wendrowski za kpinę z „szacunkowo pół miliona apostatów. Banowanie za proponowanie dyskusji o wystąpieniu z Kościoła po powstaniu wystap.pl było więc potwierdzeniem już istniejącej zasady. Wprowadzono także dla nowych użytkowników – widoczny jako zielone jabłuszko – okres próbny w czasie którego początkowe posty nie pojawiają się automatycznie lecz muszą zostać zatwierdzone przez moderację (co miało odsiać „występowców”). Te nawyki Jarosław Milewczyk przeniósł na stronę Ruchu Palikota, kiedy miał wystarczające uprawnienia w wątku dotyczącym „Tygodnia Apostazji”. Przez kilka dni kasował wszystkie krytyczne (choć całkowicie merytoryczne) komentarze, co doprowadziło do skarg do władz partii. Robert Prochowicz na swojej stronie żeby uniknąć kłopotów po prostu wyłącza możliwość komentowania nowych wpisów (a jeśli pojawiają się pod innym wpisem usuwa je ponieważ… nie dotyczą tematu!). Symptomatyczną projekcją był jego wpis z 22 kwietnia 2012 na stronie Ruchu Palikota: „Zapewniam was, że na wystap.pl jest większa cenzura niż na tej stronie. Nawet sobie nie zdajecie z tego sprawy.„. Jego późniejsze wysiłki, by ją znaleźć spełzły jednak na niczym. Co ciekawe na początku działalności w 2005 roku był bardzo oburzony wstrzymaniem przez moderację kilku najgłupszych postów na forum wiara.pl gdzie „jako przyrodnik” wypisywał niestworzone pierdoły. Również trzeci Ojciec-Założyciel Apostazji Kanonicznej skrupulatnie usuwa niewygodne komentarze i wątki na swojej zagrodzie a artykuły z Wystap.pl są na samym szczycie jego Indeksu Ksiąg Zakazanych. Ten komentarz przetrwał około minutę:

Za przeproszeniem, ale już chyba wszyscy światlejsi obywatele w Polsce wiedzą, że apostazja KEP-owska to jedno wielkie g… Promuje ją jedynie trzech mędrców apokalipsy. To tylko ekskomunika (bez usuwania jakichkolwiek danych osobowych z ksiąg) a poza tym są sprzeczne opinie ze strony samego Kościoła o jej skuteczność kanoniczną. Ale a propos gdzie te tysiące apostazji, które Milewczyk podawał??? Jeśli te niecałe 500 to dużo to polecam wrócić do podstawówki na matematykę. Po cholerę promować takie dziadostwo. Jak jesteście chojraki to spróbujcie walczyć o świeckie występowanie a nie liżcie Episkopatowi tyłek. Promując apostazję na zasadach Kościoła tylko utwierdzacie władzę tej organizacji.

Podobnie wątek z pytaniem o to czy Kościół uznaje formalne wystąpienie, który był tu – http://www.racjonalista.pl/forum.php/s,508297. Przecież Mariusz Gawlik nie mógł na niego pozwolić, skoro już ogłosił ex cathedra, że tak! 🙂 A oto email otrzymany 8 października 2012 od kobiety podpisanej imieniem i nazwiskiem:

Piszę do Was w takiej sprawie, która absolutnie mnie zbulwersowała i nie chcę jej pozostawić bez odzewu, od kilku lat jestem fanką Racjonalisty na Facebooku, zawsze uważalam ten portal za wolnomyślicielski, tolerancyjny i przede wszystkim obiektywny. Aż do dziś… Wrzucili informację, że Pani Renata Dancewicz chce dokonać apostazji. Jako, że trafiłam na Waszą stronę dużo wcześniej wiedziałam, że apostazja jest nic nie wartym praniem mózgu. Widziałam, że ktoś rownież to tam napisał odsyłając do Waszej strony jako prawnej i rzetelniejszej alternatywy. Po chwili komentarze tej osoby znikneły, link również a na fb uniemożliwili mu komentowanie dalej –  jak i mi, kiedy zapytałam co dzieje się z komentarzami. Napisałam do nich wiadomość, że kto jak kto, ale oni nie powinni usuwać niczego co w żaden sposób nikogo nie obraża i umożliwić ludziom wybór. Racjonalista stwierdził, że wasze wystąpienie ma się nijak do prawa a apostazja jest super i w ogóle. Chcę to nagłośnić, ale nie wiem czy to warte.

Tak oto od 2005 roku trzy szczekające kundelki – „przyrodnik”, „politolog” i „prawnik” – prowadziły Polskę do świeckości dzięki insynuacjom, cenzurze, kłamstwom, rysowaniu mazakiem rybki na ręce, pluciu katabasom w mordy, zażartej walce o bezwartościowe karteczki i naciskaniu na Watykan żeby zmienił nieistniejący dekret Episkopatu Polski! I jak tu twierdzić, że podlegają prawu kanonicznemu? No jak?? 😉

7) nieudana próba poprawienia historii

W zasadzie była to konsekwencja zastępowania dyskusji „pijarowymi” trikami obejmującymi nawet przeszłość, ale właśnie dlatego temat wymaga osobnego potraktowania. Chodzi oczywiście o dwie próby zrobienia z Józefa Piłsudskiego apostaty. Po pierwszej próbie w kwietniu-maju 2011 roku sprostowanie pokazało się tylko na wystap.pl.  Kiedy jednak ta sama bajka pojawiła się rok później „basta” powiedzieli wreszcie historycy i Katolicka Agencja Informacyjna a za nimi publicyści i politycy. W efekcie na apostazja.info pojawił się skromny dopisek: „był osobą, która pokazała, że z KRK można wystąpić jeśli ma się tylko takie życzenie„. No właśnie!

8) utrata legitymacji do reprezentowania „środowiska apostatów”

Senasacyjny list opublikował „Gość Niedzielny” („Byłem apostatą„, nr 33/2012 s. 28-29, 19 sierpnia 2012). Autor trafił w sedno krytykując moderatorów apostazja.pl w siedmiu najważniejszych obszarach, które są tam jednocześnie tematami tabu (zobacz: „Gość Niedzielny”: „Były apostata” krytykuje apostazja.pl, 16 sierpnia 2012). Między innymi za pomieszanie spraw publicznych z osobistymi (Milewczyk jako kandydat na posła pisał: „Moja działalność polityczna była do dnia dzisiejszego ograniczona praktycznie do (…) serwisu Apostazja.pl„). Po raz pierwszy w polskiej prasie tę krytykę wyrażono z pozycji laickich i było to dla nich wielokrotnie groźniejsze niż prawie niezrozumiały język Tomasza Terlikowskiego. Zakwestionowało bowiem ich prawo do reprezentowania „środowiska apostatów” czyli same podstawy ich istnienia. Reakcji na precyzyjnie wyrażoną krytykę w największym tygodniku opinii w Polsce (!) nie było żadnej, co oznaczało przyznanie się do kompromitacji. Co ciekawe z „byłym apostatą” zgodził się aktywny użytkownik forum Bogdan Makowski, przewodniczący klubu Ruchu Palikota w Jaśle. Robert Prochowicz zapytał jeszcze „Co masz na myśli?„, ale kiedy dostał precyzyjną odpowiedź… raptownie zaniemówił i „dyskusja” się skończyła. 

9) strzał w stopę z „Tygodniem Apostazji”

W 2011 roku „apostaci” przynajmniej podali wynikiPierwszego Ogólnopolskiego Tygodnia Apostazji„. Po „Drugim” żadnego podsumowania już nie było – nawet na ich własnych stronach internetowych! Wiadomo za to, że na „dyżury apostatyczne” (sic!) w Łodzi nie przyszedł nikt. Nie ma też ani słowa o efekcie takich samych „dyżurów” w biurach poselskich Roberta Biedronia, co chyba znaczy, że efekt był identyczny. Jedynym kandydatem na apostatę, o którym wiadomo, że „rozpoczął procedurę” (jego własne słowa!) jest poseł Andrzej Rozenek, który do dzisiaj jej „nie dokonał”, bo nie mógł zastać „swojego” proboszcza (100 zł za dobrą nowinę nadal aktualne).

To jednak i tak pół biedy, bo prawda jest jeszcze gorsza – ta akcja była „strzałem w  stopę” czyli więcej Ruchowi Palikota zaszkodziła niż pomogła. I powiedział to sam Piotr Tymochowicz, który ją wymyślił!! „Na pytanie czy sobotnie wydarzenie zaszkodzi partii, odpowiada twierdząco” – „Głos Pomorza„, 25 maja 2012, s. 10. „Przestrzelił. Jego wszystkie działania są happeningowe.” – zareagował Grzegorz Schetyna. „Nawet dla lewicowych mediów kompromitacją okazało się jego manifestacyjne zawieszenie na drzwiach świątyni deklaracji odejścia od Kościoła. W wywiadzie z Moniką Olejnik Palikot chwilami tracił głos. Wydawał się zaskoczony serią ostrych pytań o pokazowy akt apostazji.” – skomentowała „Rzeczpospolita”. Nawet sekretarz generalny bliskiego przecież Ruchowi Palikota SLD napisał, że przyklejenie przez Janusza Palikota jakiejś kartki do drzwi przypadkowego kościoła (spod kurii go przegoniono) w mieście z którym nie ma nic wspólnego (przyjechał do Krakowa na Marsz Równości) „przyciągnęło uwagę większej liczby dziennikarzy niż obywateli„. Ksiądz Kazimierz Sowa zasugerował, że do zabytkowych kościołów nie powinno się niczego przyklejać (bazylika franciszkańska jest zabytkiem z XIII wieku). Inni skrytykowali megalomańskie i instrumentalne nawiązanie do legendarnego gestu Marcina Lutra. „Palikot udając Lutra urządził parodię własnego aktu apostazji” – przekłuł ten balon Azrael Kubacki. Z kolei ks. prof. Marian Machinek zwrócił uwagę na coś jeszcze innego – na uzasadnienie tej demonstracji z którego wynikało, że polski Kościół nie jest dla Janusza Palikota dość dobry a on jest ponad nim. „Założenie, że przywódcy zdeklarowanie antyklerykalnej partii zależy na dobru wiary chrześcijańskiej, byłoby tak samo naiwne, jak to, że lisowi zależy na dobru mieszkanek kurnika.” – skomentował dość trzeźwo. Nawet otwarcie niewierzący bloger (!) zakpił a propos tego, że polityk „został doprowadzony do apostazji przez kler Kościoła katolickiego w Polsce„. Nie powinno więc dziwić, że happening „Janusz Palikot dokonuje apostazji” doczekał się satyry, której puentą jest to co zauważył także Marek Zając. Całą śmieszność akcji Palikota pokazała parodia „Janusz Apostata”. Można to zakończyć słowami blogerki mebaisog:

Obejrzałam jeszcze raz wideo, które pojawiło się w mediach uwieczniające chwilę powieszenia nic nie znaczącej kartki na drzwiach kościoła. Zobaczyłam tam przegranego człowieka pozującego do zdjęć przed wejściem do świątyni: panie Januszu wyżej rękę, mógłby pan poprawić napis, proszę popatrzeć na mnie, panie Januszu teraz w prawo, i teraz do mnie, prosimy popatrzeć tam do tyłu teraz, o dobrze, Panie Januszu jeszcze raz można, o dobrze, dziękuję.
A potem gwiazda weszła do kościoła już bez łańcucha zniewolenia na szyi, wzbudzając ciekawość turystów. Co to za człowiek robi sobie zdjęcia z fotoreporterami w kościele? – pewnie pomyśleli. I na wszelki wypadek także wyciągnęli telefony komórkowe.
Pstryk, pstryk. Wrócą do swoich krajów i pokażą co zobaczyli w polskim kościele, może dojdą do wiedzy, że ten człowiek to polityk. Może doczytają gdzieś, że właśnie tym przedstawieniem w świetle kamer zmienił swoje poglądy religijne i postanowił zostać ateistą. I przetrą oczy ze zdziwienia, ponieważ w ich kraju, żaden polityk nie zwoła mediów tylko po to by poinformować ich, że już nie lubi chodzić do kościoła. U nich przecież jest to bardzo osobista sprawa.

10) kompromitacja z „ustawą Prochowicza”

Robert Prochowicz z apostazja.info jako obrońca z definicji nieistniejących „praw apostatów” oddał Kościołowi trzy nieocenione usługi: przywrócił przedwojenną rolę „Urzędów Parafialnych” (której nadal broni), spetryfikował jego niepodleganie ustawie o ochronie danych osobowych (razem z Milewczykiem i Gawlikiem umożliwił powstanie instrukcji Serzycki-Budzik) oraz zamienił prawo do wystąpienia w „sakrament apostazji”, wciągając przy tym kilka tysięcy ludzi w bezsensowne poniżanie się. Kościół miał „procedurę apostazji” pod całkowitą kontrolą więc nie mogła mu zaszkodzić, bo już była wentylem bezpieczeństwa do wyrażania niereligijnych potrzeb językiem religii. Apostaci zostali połknięci jak Jonasz i mogli tylko ze złości kopać tę rybę od środka np. donoszeniem na proboszczów do kurii. Temat zresztą tak się zbanalizował, że już praktycznie żadnej gazecie nie chciało się o nim pisać – musieli zapraszać dziennikarzy na własne „apostazje” a i to bez gwarancji artykuliku. Pod koniec stycznia ogłosiliśmy śmierć apostazji. Z taką oto puentą:

Od dzisiaj “zawodowi apostaci” mogą wreszcie ten teatrzyk propagować tam gdzie jego miejsce czyli w Radiu Maryja. Jednocześnie dziękujemy za wspólną podróż – od maja 2010 do stycznia 2012. Zapraszamy do walki “o prawo do apostazji” w kolejnych krajach, gdzie wierni nie wiedzą jeszcze jak jej dokonać, bo nie wywalczyli instrukcji.

Prochowicz zamiast wreszcie przestać pchać się na afisz wymyślił, że uszczęśliwi nas projektem ustawy o skreśleniu „i 3”. Mniej ważne przy tym, że zna się na prawie jak na kardiochirurgii a efekt jest prezentem dla GIODO, bo rozgrzesza go z oskarżenia o odmowę stosowania ustawy. Największym kuriozum jest jednak, że sam 6 lutego 2011 roku napisał w „tajnych wątkach” forum apostazja.pl: „Ja bym jednak namawiał [Ruch Poparcia Palikota] na zmianę Ustawy o gwarancjach wolności sumienia a nie Ustawy o ochronie danych osobowych, która jest drogą naokoło”. I zabierał się za to na poważnie jeszcze w styczniu 2012 roku! Ostatecznie jednak – po całostronnicowym artykule w „Gazecie Wyborczej” – zmienił zdanie i postanowił wypłynąć na skreślaniu „i 3”. Kuriozalne jest w ogóle to, że ktoś taki mógł załatwić pod swoją radosną twórczością podpisy całego klubu parlamentarnego. Mówiąc klasykiem: łatwiej napisać projekt ustawy dla Ruchu Palikota niż obalić pół litra.

Napisał go niewątpliwie najlepiej jak potrafił (czyli nieskładnie przepisując trochę informacji z Wystap.pl) i nagle 12 czerwca 2012 bez słowa wyjaśnienia objawił się na konferencji prasowej Ruchu Palikota jako nasz nieproszony rzecznik prasowy. Nie wycofując się przy tym ani na krok z jednoczesnego propagowania „instrukcji KEPu o apostazji„, o której sam cztery tygodnie wcześniej napisał, że została zmieniona. Wyszedł z tego taki miszmasz, że Ruch Palikota chce skreślenia „i 3” żeby „ułatwić skuteczną apostazję. Przyjmował za pewnik, że posłowie będą poprawiać jego uzasadnienie czemu powinni skreślić „i 3” żeby się bardziej przekonać. „Jest kilka literówek i pomniejszych błędów, wielkie mi halo – zostaną poprawione podczas prac w Komisji sejmowej. Nie jest to powód do zadowolenia oczywiście, ale nie ma też co drzeć łacha.” – zapewniał 15 czerwca. Tymczasem to obowiązek wnioskodawców żeby uzasadnić własny projekt zanim zacznie się nad nim jakakolwiek dyskusja i wręcz z reguły trzeba je uzupełniać.

28 sierpnia 2012 ten triumf chęci nad umysłem trafił do Komisji Spraw Wewnętrznych. Leżakuje tam do dzisiaj i czeka na koniec kadencji Sejmu, kiedy trafi do kosza. Dzięki takiemu pomaganiu innym wbrew ich woli maniakalna żądza jednej osoby „pociągania za sznurki” niczego nie załatwiła za to uniemożliwiła długo przygotowywaną skargę 50 posłów do Trybunału Konstytucyjnego.

*****

W lutym 2011 roku Ruch Palikota spróbował taktycznego wejścia w „środowisko pół miliona polskich apostatów„. Okazało się, że czegoś takiego nie ma i strzał był samobójczy. Zamiast w elektorat weszli w maliny na własną prośbę. Zajęło prawie dwa lata zanim ich nawróciliśmy na świeckość a w międzyczasie zgodnie z postulatem Lenina za pisanie ustaw dla Ruchu Palikota zabrała się kucharka. To zaś ma swoje ważkie konsekwencje, bo „zawodowi apostaci” wręcz stali się dla niego kulą u nogi, skoro nadal nie mają nic do zaoferowania poza sekciarskim propagowaniem tzw. „instrukcji KEP-owskiej” (i tak zmienionej w marcu, co ich w ogóle nie interesuje!) oraz prowokowaniem awantur z duchownymi (dwa znane pobicia proboszczów w ciągu trzech miesięcy). Pokrzykiwanie przez Jarosława Milewczyka na Episkopat w naiwnej wierze, że przejmuje się jego parszywą mordą już tego nie zmieni. Milewczyk sam łamie Konstytucję, bo przecież to nie KEP tylko on z kolegami od czterech lat nachalnie namawiają ludzi do poniżającego „sakramentu apostazji”, załatwiając sobie do tego promocję w mediach, „punkty informacyjne”, „dyżury apostatyczne” a nawet sprzedawanie duszy na Allegro. To „środowisko” młodzieży ciężko chorej na dysleksję i ADHD, które Kościół wyhodował na własnej piersi a teraz celowo ignoruje (praktycznie jedyną reakcją na „Tydzień Apostazji” były dwa powściągliwe zdania kardynała Nycza w których powiedział to samo co Grzegorz Schetyna) osunęło się w śmieszność na własne życzenie i czeka na wchłonięcie przez Kościół przypomnieniem, że tylko on ustala czym jest apostazja i kto jest apostatą. Pytanie brzmi teraz czy obywatelsko dojrzałe i będące standardem europejskim „wystąpienie po włosku” zakorzeniło się już społecznie na tyle, aby zastąpić ten parareligijny obrzęd.

Facebook Comments

Website Comments

  1. Button
    Odpowiedz

    Wielki szacunek za tak doskonałą rozprawę naukową na temat: „Nowe ruchy religijne powstałe na bazie i z pomocą już istniejących na przykładzie Sekty Apostatów Polskich – pycha, arogancja i brak krytycyzmu przyczynami szybkiego powstania i jeszcze szybszego końca, oraz jej wysoka szkodliwość w dziedzinie laicyzacji społeczeństwa”.

Post a comment